Superteoria superwszystkiego: Osiem nieprzypadkowych piosenek o Warszawie

Tak, moi drodzy, choć dziś trudno to sobie wyobrazić, przed Projektem Warszawiak było życie i były piosenki o stolicy. Oto ich krótki i niezwykle subiektywny ranking.

 

Projekt Warszawiak ze spektakularnym teledyskiem do piosenki "Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka" i życiową w nim rolą Wojciecha Fibaka, zagrał na strunie, której dźwięk łączy stołeczną dumę, dystans do rzeczywistości i nasze tutaj poczucie, że wprawdzie za słowem "Warszawa" coś konkretnego się kryje, ale niekoniecznie wiemy co.

  

To coś nie jest ani dobre, ani złe, ani słuszne, ani pretensjonalne. Ani miejskie, ani wiejskie. W Warszawie już dawno przestaliśmy się przejmować tym, co o nas myślą w innych miastach, ale dopiero zaczynamy na większą skalę - od lat kilku, może kilkunastu - rozmawiać o tym, co sami o sobie myślimy. "Projekt " to krok w tym procesie milowy.

Ale - w samym tylko uniwersum muzycznym - kroków nieco mniejszych, nie zawsze tak trafiających w sedno, ale często artystycznie ciekawszych, było już nawet nie dziesiątki, a setki. Mój ranking ani nie jest kompletny, ani nie rości sobie praw to bycia jedynie słusznym. To nie jest wyprawa głównym traktem, raczej opłotkami. Jako przewodnik służyć może warszawiakom (wrzucajcie komentarzach ważne dla Was muzyczne opowieści o stolicy!), ale i ludziom skądinąd, którzy znajdą tu być może coś, na co wcześniej nie zwrócili uwagi.

8. Warszawa i ja (Partia)

"Stoję na balkonie,

palę papierosa.

Szkoda tylko, że to wszystko się kiedyś skończy".

Dwie rzeczy w tej piosence godne uwagi. Po pierwsze - Warszawa składa się z warszawskich momentów. Stoisz w jakimś miejscu, na kładce nad alejami Niepodległości, albo na Górce Ursynowskiej twarzą w stronę Kabat, albo pod arkadami mostu Poniatowskiego, albo na balkonie z papierosem - i przez moment rozumiesz, o co chodzi. To nigdy nie trwa długo - wiem z doświadczenia.

Po drugie zaś - co się dzieje z warszawiakiem, gdy wyjeżdża z miasta? Nie wiadomo, ale na pewno coś dziwnego.

 

7. Paramonov (Transmisja)

"Pod kinem Moskwa ktoś głośno wrzasnął

To Paramonov w mordę go trzasnął

A pod Polonią banda morowa

Chwali robotę Paramonova"

  

W artykule Alexa Kłosia znajdziecie wszystko, co powinniście wiedzieć o Jerzym Paramonowie i jego pośmiertnym życiu w warszawskich balladach. W skrócie - ten ludowy bohater z lat pięćdziesiątych zapisał się na kartach historii między innymi tym, że najpierw ukradł jednemu milicjantowi pistolet, a potem zabił innego w czasie ucieczki z aresztu - za co został skazany na śmierć. Piosenkę o nim mamy zasadniczo jedną (z tekstem spisanym przed varsavianistę Bronisława Wieczorkiewicza), ale za to w kilku wykonaniach. Powyższe - to grochowski zespół Transmisja, jeden z głównych i nielicznych powodów dla których tęsknię za latami dziewięćdziesiątymi.

 

6. Warszawa (David Bowie)

"So-lavie di-le-jo

So-lavie di-le-jo"

Sądząc po tych dźwiękach niemal bez słów, w 1977 roku, gdy David Bowie odwiedził Warszawę, musiało to być bardzo przytłaczające miasto. Urodziłem się później - nie wiem. Ale może po prostu Brytyjczyk, podobnie jak wielu przed nim i wielu po nim, zobaczył w Warszawie tylko to, co na wierzchu?

To nie jest ścieżka dźwiękowa z "Blade Runnera". Ale mogłaby być.

 

5. Legia Pany (TPN 25)

"Derby Warszawy to na Służewcu, bo nie ma Polonii w Warszawie,

Jest Polonia w Chicago i w Stanach, lecz w piłkę nie grają na trawie"

 

Oprowadzałem kiedyś po mieście grupę Amerykanów. Wieczorem w kawiarni opowiadali, co im się rzuciło najbardziej w oczy. Jednemu z nich w pamięć zapadły przede wszystkim wszechobecne elki w kółkach, wymalowane sprayem na murach. Przez chwilę musiałem się zastanowić, o co mu chodzi - sam już dawno przestałem je zauważać, tyle ich jest. Bo czy się to komuś podoba, czy nie - nie ma Warszawy bez Legii. Nie wiem, czy Dr Yry, wokalista TPN 25, się z tego nabija, czy to celebruje, ale podejrzewam, że robi obie te rzeczy.

 

4. Pieprzę cię, miasto (Maria Peszek)

"Pieprzę cię miasto, chodzę własnymi drogami

a ty mi je wyznaczasz swymi przystankami".

Kim jest miasto? Nieprosta odpowiedź Marii Peszek w piosence i w tym wywiadzie

 

3. Człowiek z liściem na głowie (Elektryczne Gitary)

"Siedzi w autobusie człowiek z liściem na głowie

O liściu w swych rzadkich włosach nieprędko sie dowie"

Dokładnie tak w Warszawie jeździ się zbiorkomem. Setki tysięcy obcych sobie ludzi, z których każdy stara się nie mieć absolutnie nic wspólnego z pozostałymi. Mój serdeczny przyjaciel z Krakowa właśnie w tym widzi największą różnicę między naszymi miastami. W Krakowie trasy są krótsze, a osiedla mniejsze, przez co znacznie częściej w komunikacji spotykasz ludzi, których - wydaje ci się - znasz, choćby z widzenia. W Warszawie ów przyjaciel nigdzie nie czuje się tak obco, jak w metrze, w którym każdy pasażer poci się od olbrzymiego wysiłku wkładanego w to, żeby przypadkiem w tłoku nie nawiązać z kimś kontaktu wzrokowego.

I dlatego właśnie trzeba dopiero "człowieka z lasu", żeby zwrócił współpasażerowi uwagę, że ma coś na głowie.

 

2. Do stu (Pablopavo)

"Już jutro będzie za późno

Ból się ustoi jak upał na MDM"

 

Ze stu tysięcy miłosnych piosenek, których akcja rozgrywa się od Saskiej Kępy, przez Żoliborz, aż po południowy Mokotów (miłosnych piosenek z Ursynowa nie znam), w tej najmocniej czuję to coś, co niektórzy nazywają "warszawską pogodą". Pogoda taka zdarza się czasem w lipcu, gdy miasto niemal pustoszeje, a chmur jest mniej więcej na jedną piątą błękitnego nieba. Nie widziałeś, nie zrozumiesz.

 

1. Barykada (Lao Che)

"Barykado nasza Polsko mała - Idź pod prąd !

Na barykadzie na Rejtana jeden z drugim będzie w portki rżnąć"

  

Trudno wybrać z płyty "Powstanie Warszawskie" płockiego (!) zespołu Lao Che piosenkę, która jest najbardziej warszawska. Album pojawił się w sklepach w 2005 roku, mniej więcej w tym samym czasie, w którym Lech Kaczyński otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego (a otwierał je kilka razy - po pierwszej uroczystości w sześćdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania trzeba było instytucję jeszcze na chwilę zamknąć, żeby dokończyć jej budowę) i trafił w idealnie swój czas. Bo choć trudno powiedzieć, że miasto zapomniało o wydarzeniach sprzed sześćdziesięciu lat, to dopiero niedawno zaczęliśmy w pełni dostrzegać to, że Warszawa jest jaka jest ("brzydka i kundlowata", powiedzieliby nieżyczliwi - my mamy własne refleksje) właśnie przez to, co się wydarzyło w kilku miesiącach po 1 sierpnia 1944. Wielu moich znajomych - zarówno stołecznych "od zawsze", jak i napływowych - właśnie słuchając tej płyty po raz pierwszy poczuło dumę z tego, że mieszkają w Warszawie. Czy to dobrze?

Podejrzewam, że nie byłoby "Projektu Warszawiak" gdyby nie teksty Spiętego z Lao Che.

A żeby nie było tak bardzo na baczność - przeczytajcie na koniec ten tekst Sylwii Chutnik z "Polityki".

 

 

Bohdan Pękacki

Zdjęcie: Adam Kozak / AG

 

Zobacz Inne felietony Bohdana Pękackiego

Więcej o: