Cadillac: samochód dla króla

Po naszej stronie Atlantyku mówi się 'Mercedes wśród...' i wiadomo, że coś jest najwyższej klasy. W Ameryce mówi się w takiej sytuacji 'Cadillac wśród...' - co jest nieco bliższe prawdy. W końcu te samochody uwielbiał król: Elvis Presley. I nie tylko on...

Kolorowe życie Francuza

Cadillac

Cadillac

Cadillac A. Pierwszy model "wywodził się" (tak naprawdę była to dokładna kopia) z Forda A.

Gdyby słuchać oficjalnej amerykańskiej propagandy, Cadillac to marka o tak długiej tradycji, że nawet Europejczykom trudno w to uwierzyć. I słusznie, bo trzysta lat to gruba przesada. Jednak bez porcji (pre) historii nie sposób dobrze opisać marki, która jest synonimem luksusu, najwyższej techniki i wysokiej ceny. Ta historia zaczyna się w 1701 roku, gdy kilkunastu francuskich zdobywców Ameryki Północnej stanęło nad brzegiem rzeki przepływającej przez jeziora St Clair i Erie. Postanowili w tym strategicznym miejscu zbudować mały fort, który nazwali Ville d'Etroit. Nazwę tę nadał osobiście dowódca wyprawy Antoine Laumet de Lamothe, dziedzic Cadillac. Nie ma jednak co?się fascynować tymi tytułami - rzeczone Cadillac było jedynie wioską w pobliżu miejsca narodzenia tego podróżnika, który gdy przybył do Nowego Świata, z miejsca przybrał nową, szlachecką tożsamość, ogłosił się dziedzicem i zatarł po sobie ślady we Francji. Wraz z nowym nazwiskiem wymyślił sobie również wyjątkowo wyrafinowany herb. I to by było tyle, jeśli chodzi o wielusetletnią tradycję marki Cadillac.

Bo jej istnienie na dobrą sprawę zaczęło się w 1890 r., gdy do Detroit dotarł młody inżynier Henry Martyn Leland. Był wyjątkowo uzdolnionym racjonalizatorem i mistrzem wprowadzania mikroskopowej precyzji do produkcji seryjnej. Szybko zrobił karierę i gdy Henry Ford raptem po pół roku zamykał swoją drugą już firmę motoryzacyjną, Leland został poproszony o wycenę masy upadłościowej przedsiębiorstwa. Zamiast to zrobić, przekonał pozostałych udziałowców Henry Ford Company do kontynuowania działalności, zaoferował do samochodów swój silnik. Nową firmę nazwano "Cadillac". Jej logotyp bazował na herbie Antoine'a Laumeta de Lamothe - tym samym, który francuski awanturnik wymyślił, płynąc z Francji do Ameryki i tworząc swoje nowe "ja".

Pasje i cele Lelanda stały się dewizą tej firmy: technologiczna doskonałość, luksusowe wykonanie. Z tą myślą Cadillac zaprezentował swoje pierwsze auto, które było właściwie... Fordem Model A. Cóż, zawsze początki są trudne i czasem trzeba korzystać z gotowego projektu, żeby potem stworzyć coś własnego. Cadillac miał szczęście, bo Model A sprzedał się niemalże na pniu. Klienci zauważyli wyjątkową precyzję wykonania Cadillaca - nieporównywalną z niczym, co do tej pory widziano w masowej produkcji.

Cadillac , Henry Leland

Henry Leland najpierw wymyślił Cadillaca, a kiedy poróżnił się z szefostwem General Motors, rzucił łopatkę i grabki, po czym zbudował sobie nową, równie luksusową piaskownicę. Nazwał ją Lincoln.

Harley J. Earl, odpowiedzialny za projektowanie wiceprezes GM, był zakochany w samolotach wojskowych II wojny światowej, zwłaszcza myśliwcu P-38 Lightning. To stąd przyszła inspiracja dla tylnych "płetw", które pojawiły się po raz pierwszy w cadillacu z 1948 r.

Model A jako jeden z niewielu samochodów był w stanie przejść test wymienności części pomiędzy egzemplarzami. Było to osiągnięcie na tyle wielkie, że w 1908 r. Cadillac otrzymał nagrodę Dewara za największe osiągnięcie w branży motoryzacyjnej.

Nie pozostało to bez echa w branży. Sąsiadujący z siedzibą Cadillaca koncern General Motors wiedział, że nie ma sensu tworzyć własnej luksusowej marki i inwestować w jakość produktów, skoro można całe takie przedsięwzięcie i know-how kupić za jednym zamachem. W 1909 r. Cadillac stał się częścią koncernu GM i rozpoczął światową karierę.

Auto tylko dla białych?

Cadillac

Cadillac coach 2-door 1948 r.

Słowo "światowa" było tutaj o tyle istotne, że wkrótce, w związku ze światową wojną, Amerykanie (niechętnie, ale jednak) wybrali się ze swoim korpusem ekspedycyjnym do Europy. Jako pojazd dla wyższych rangą oficerów wybrano Cadillaca Type 55. Ten duży, luksusowy i świetnie wykonany samochód zrobił Cadillacowi reklamę w Europie. Wyposażony był w silnik V8, który na masową skalę był zastosowany właśnie przez Cadillaca. Następne modele korzystały już z rozwiązań bardziej wyrafinowanych - pod maski caddych trafiały jednostki V12, a nawet V16 - o nieporównywalnej z niczym kulturze pracy, nieprawdopodobnie ciche i pozbawione jakichkolwiek wibracji. Nie trzeba było długo czekać, aż samochody amerykańskiej marki podbiją serca europejskich celebrytów tamtej ery: królowej Holandii Wilhelminy, króla Szwecji Gustawa V, papieża Piusa XII, a nawet - już poza Europą - szacha perskiego. Rada Ministrów II Rzeczpospolitej miała do swojej dyspozycji wspaniałego cadillaca 370C V12. Przed II wojną światową cadillacami jeździli też ministrowie obrony narodowej: były to najkorzystniejsze cenowo samochody z lekkim opancerzeniem.

Cadillac

Cadillac series 62 1959 r.

Jednak dwudziestolecie międzywojenne nie było dla Cadillaca łatwe. Choć kolejna wersja silnika V8 (o znajomej wszystkim miłośnikom amerykańskiej motoryzacji pojemności 5,7 litra) stała się de facto standardem konstrukcyjnym w USA, wielki kryzys niemal rzucił firmę na kolana. W najgorszym, 1932 r. Cadillac sprzedawał na całym świecie raptem 15 samochodów dziennie. Znawcy historii marki przypominają, że do tak fatalnego wyniku przyczynił się jeszcze jeden fakt - do roku 1934 firma nieoficjalnie zwracała uwagę dealerom Cadillaca, że nie życzy sobie sprzedawania samochodów Afroamerykanom. Kiedy tę zasadę zniesiono, sprzedaż wystrzeliła w górę niemal natychmiast.

Potem przyszła kolejna wojna i Cadillac, tak jak cały koncern GM, przestawił się na produkcję wojskową. Nie było wielkiego zapotrzebowania na luksusowe limuzyny, ale wiedza inżynierów przydała się na innym polu - dzięki ich doświadczeniu w pracy przy potężnych silnikach V12 i V16, jak mało kto potrafili konstruować układy napędowe do czołgów. Wprawdzie nie są oznaczone nazwą Cadillac, ale pochodzą od tych samych ludzi. A gdy wojna się skończyła, kilka zapożyczeń z technologii wojskowej pozwoliło Cadillacowi rozpocząć nową epokę.

Elvis lubił różowe

Cadillac

Elvis Presley uwielbiał cadillaki. Zwłaszcza te różowe.

Powojenny amerykański samochód kojarzy się z dwiema cechami - po pierwsze: z wielką, wygiętą i zachodzącą na boki auta panoramiczną przednią szybą. Po drugie - z płetwami. Te ogromne przedłużenia pasa bocznego kończyły się nierzadko daleko za tylnym zderzakiem. To Cadillaki zapoczątkowały ten trend. Zaczęło się od delikatnych "płetewek" modeli z serii 62 i 75 z wczesnych lat 50., inspirowanych myśliwcem P-38 Lightning, ale to, co działo się w designie Cadillaców dziesięć lat później, to było prawdziwe płetwowe eldorado. Czterodrzwiowy model 62 z lat 1959-1960 ma płetwy długości ponad półtora metra, ostre na końcach jak brzytwa. Jest cudowny, poglądu tego nie podzielała jednak amerykańska agencja bezpieczeństwa drogowego, NHTSA. W 1965 r. wymusiła zmianę mody i następca "62" - Cadillac Calais - wygląda przy poprzedniku niemal jak studium ascezy. A i tak dziś mówilibyśmy, że jest krzykliwy.

Cadillac

W złotych latach motoryzacji Cadillac był bardzo rozsądnie prowadzonym biznesem. Jego szefowie wychodzili z założenia, że jeśli marka ma być luksusowa, to wcale nie musi - a wręcz nie powinna - mieć dużego portfolio produktów. Wręcz przeciwnie, kilka modeli i nieskończone możliwości ich wyposażania. Dlatego aż do lat 90. XX w. Cadillac oferował raptem pięć podstawowych modeli, które można było niemal dowolnie konfigurować. Różowy? Oczywiście, panie Presley (w sumie "Król" miał co najmniej osiem cadillaców, z czego trzy różowe). Techniczne zaawansowanie pozwalało firmie na masową produkcję aut, której nie podjęłyby się inne firmy - cała linia mniejszych Cadillaców (Calais/Deville, przy czym pojęcie "mniejszy" jest tu względne, mierzyły nawet 570 cm długości) w wersjach czterodrzwiowych nie miała środkowego słupka dachowego. Pod ich maskami pracowały silniki V8 o pojemności nawet 8,2 litra i mocy 400 KM. I były te samochody technologicznie o dekady przed resztą branży. To, co dziś uznajemy za efektowny i przemyślny dodatek - automatyczne wyłączanie długich świateł, gdy z naprzeciwka jedzie inne auto - w Cadillacu zastosowano już w 1955 r.! Fotele "zapamiętujące" ustawienia dla kilku różnych kierowców pojawiły się dwa lata później, automatyczna klimatyzacja - w 1964 r. Trzy lata później pokazano Eldorado (pierwszego Cadillaca z napędem na przednie koła), ogromny sukces wśród wymagających coraz więcej miejsca w aucie Amerykanów.

Czarny okres marki

Cadillac

Gdy w latach 70. nad Cadillakiem zaczęło krążyć widmo kryzysu paliwowego, a konkurencja szybko się przestawiła na bardziej wydajne konstrukcje, Eldorado było wciąż najlepiej sprzedającym się samochodem luksusowym w Ameryce Północnej. Firma przespała jednak niemal całą dekadę - tak jakby inżynierom ktoś podciął skrzydła (albo płetwy?). Przez 10 lat jedynie zmniejszała moc olbrzymich silników, aby spełnić radykalnie zaostrzające się normy emisji spalin i... niewiele więcej. Lata 80. przyniosły sporo nietrafionych pomysłów. Przeciętny nabywca Cadillaka był najstarszym wśród kupujących samochody w USA, aby to zmienić wprowadzono kilka modeli mniejszych i bardziej "młodzieżowych". Niestety - popełniono przy okazji błąd, który niejednej już firmie odbił się bolesną czkawką: były to po prostu modele innych marek General Motors, z nieco lepszym wyposażeniem, znaczkiem Cadillaca i wyższą ceną. Klienci się zorientowali, straty rosły. Szukano wyjścia - i znaleziono je. Co ciekawe, w przypadku Cadillaca dwa skrajnie różne pomysły odniosły sukces.

Cadillac

Pierwszy z nich był dość trudny do realizacji - trzeba było zaktualizować całą ofertę produktów. Cadillaki zmieniły kształty i uzyskały nową osobowość. Ich wspólną cechą stał się nie znaczek czy osłona chłodnicy, jak to często bywało wśród amerykańskich aut, tylko linia samochodu jako całości. Przy czym projekty te opracowano wyjątkowo starannie jak na USA, Cadillaki rozpoznaje się na pierwszy rzut oka, a jednocześnie... nie są do siebie podobne. Mówią tym samym językiem, mają podobne cechy, nie będąc równocześnie powielanymi w różnej skali sztampami. To jednak rozwiązanie długofalowe, na krótszą metę trzeba było czegoś innego. Znaleziono lekarstwo w postaci Escalade.

Nowe barwy legendy

Cadillac,  Escalade

Cadillac Escalade cena: od około 370 tys. zł

Escalade to "badge-engineering", ale nietypowy. Z wielkiego SUV-a Chevroleta Tahoe Cadillac wziął podwozie i podstawowe elementy karoserii, a następnie włożył doń wszystko to, co w Ameryce jest luksusem. Szczodrze przyozdobiony chromem i ogromnymi kołami Escalade stał się przebojem wśród klasy aspirującej. Owszem, z racji rozmiarów jest raczej bezużyteczny w europejskim mieście i raczej nieprzydatny w jakimkolwiek terenie, ale jest duży, nie aż tak drogi i ma świetne logo - dlatego stał się koniem pociągowym Cadillaca w latach 90. i na początku XXI w. Kochają go maklerzy i raperzy, matki wożą nim swoje dzieci na zajęcia piłki nożnej, a gdy trzeba zaholować przyczepę z koniem, to i do tego się nada.

Cadillac

Cadillac SRX cena: od około 300 tys. zł

Choć kłopoty finansowe GM znacząco opóźniły rozwój Cadillaca, firma utrzymuje swój rynek. Poza Escalade szczególnie zasłużony jest CTS - niewielki sedan porównywalny z Mercedesem klasy E czy BMW serii 5. Jest wyjątkowo dobry nie tylko jak na amerykańskie auto, a potężna, ponad 500-konna wersja CTS-V jeździ po Nürburgringu szybciej niż większość europejskiej konkurencji. Mało jest cadillaców w Europie, ale GM naciska na swoich dealerów, aby zaczęli jak najszybciej sprzedawać auta najbardziej luksusowej marki grupy. Bo mimo kryzysów i upadków luksus z dobrym logo na masce wciąż świetnie się sprzedaje.

 

Tekst: Wojtek Jakóbczyk

Zdjęcia: Medium/Cinetext, Anoldent/Wikipedia, Joel Abroad/Flickr, materiały prasowe (montaż)

Więcej o: