Koenigsegg: królewskie samochody

W tytule miało się znaleźć jakieś chwytliwe szwedzkie wyrażenie, które opisywałoby samochody Koenigsegg. Ale wszystkie szwedzkie słowa, które naprawdę oddają ich charakter, są niecenzuralne.
Koenigsegg: królewskie samochody Koenigsegg: królewskie samochody fot. Koenigsegsegg

Ferrari z szopy

Początek tej historii jest znacznie mniej emocjonujący, zaczęło się bowiem od mrożonek. Sprzedaż szwedzkich kur i wołowiny na początku lat 90. XX w. szła znakomicie. Kraje byłego Układu Warszawskiego były głodne takiej żywności, uważanej za szczyt jakości i dobrego smaku. Kontenery mięsa płynęły do Polski, Czech i na Litwę, gdzie sprzedawano je z zyskiem tak dużym, że zaskoczył on nawet człowieka, który wymyślił ten handel.

Miał 20 lat i głowę pełną pomysłów. Christian von Koenigsegg, pochodzący ze starej, arystokratycznej szwedzkiej rodziny, po skończeniu szkoły został wyposażony w niezbędną gotówkę i błogosławieństwo familii von Koenigseggów. Poradził sobie bardzo szybko. Jego przedsiębiorstwo, po nasyceniu rynku europejskiego, powtórzyło schemat działania w skali światowej, eksportując do krajów biedniejszych żywność z krajów bogatszych i do dziś świetnie na tym wychodzi. Dla Koenigsegga jest to jednak tylko narzędzie służące do zarabiania pieniędzy. Są mu potrzebne do zaspokojenia obsesji prześladującej go od dziecka.

Na pomysł stworzenia najlepszego samochodu świata wpadł ponoć w wieku lat pięciu, inspirując się norweskim filmem kukiełkowym "Flaklypa Grand Prix". Jako nastolatek zdobywał uznanie kolegów, podkręcając im motorowery tak, żeby policja nie była w stanie wykryć przeróbek. A w wieku 21 lat przyszedł z teczką pełną rysunków do projektanta Davida Crafoorda, kazał mu przerobić szkice na rysunki techniczne i wykonać makiety do badań. Crafoord nieco się zdziwił takim zachowaniem nieznanego mu młodzieńca, ale przejrzał rysunki. To, co zobaczył, było tak dojrzałe, że zdecydował się nadać koncepcji Christiana szlif i pomóc mu przy projekcie.

Ta siła przekonywania, z jaką von Koenigsegg trafiał do kolejnych partnerów w swoim szalonym przedsięwzięciu, robi wrażenie. Chłopak nie miał kłopotów w otwieraniu sobie drzwi, które dla wielu były zamknięte. Volvo i Saab prześcigały się w oferowaniu mu pomocy - od przeliczania wytrzymałości konstrukcji na superkomputerach po wielotygodniowe sesje w tunelu aerodynamicznym. Młody von Koenigsegg nie zapłacił za te usługi złamanego öre. Prezesi koncernów uwierzyli, że ten młodzieniec może zrealizować coś, co być może było również ich marzeniem - stworzyć pierwszy szwedzki supersamochód.

Założona w 1994 r. Koenigsegg Automotive AB pracowała od pierwszej chwili na najwyższych obrotach. Pieniądze von Koenigsegga i kilkunastu akcjonariuszy pozwoliły zbudować prototypy i stworzyć miniaturową linię produkcyjną. Kierowcy wyścigowi testowali auto, do którego inżynierowie montowali przeróżne silniki, zawieszenia i hamulce. Gdy tylko udało się zwrócić uwagę mediów na ten samochodowy "start-up", von Koenigsegg zarządził przejście z aluminium na włókno węglowe - i do dziś pory wykorzystuje głównie ten materiał. Ale pierwsza publiczna prezentacja prototypu CC w 1997 r. w Cannes wzbudziła zdziwienie - chłopak ze Szwecji buduje w szopie samochód, który ma pokonać ferrari?!

Klienci przodem

Koenigsegg CCX

Długość/Szerokość/Wysokość: 4,29/2,00/1,12 m

Silnik: V8, 4,7 litra, dwa kompresory, 806 KM przy 6900 obr./min

Skrzynia biegów: manualna lub sekwencyjna półautomatyczna, 6-biegowa

Osiągi: 0-100 km/h w 3,2 sekundy, prędkość maksymalna 417 km/h

Średnie zużycie paliwa: 17 l/100 km (dane producenta)

Cena: ok. 0,6 mln dol.

Von Koenigsegg pracował jak szalony, aby zdążyć ze swoim zespołem na wyznaczony termin - 28 września 2000 r. jego auto miało mieć swoją oficjalną premierę na paryskim salonie samochodowym. Christian chciał pokazać auto, które można było od razu sprzedać - gotowe, zarejestrowane, certyfikowane i dopuszczone do ruchu. Udało się - auto o wyjątkowych kształtach zdobyło sobie natychmiast serca dziennikarzy, a zawrotne jak na początek XXI w. wartości mocy i przyspieszeń urzekły fanów motoryzacji. Jednak wprawne oko zauważyło od razu, że CC nie jest ideałem. Von Koenigsegg musiał pójść na kompromisy, bo nawet jego skarbonka nie była niewyczerpana. Niektóre części CC, choćby hamulce, można było kupić w sklepach tuningowych. Zegary nie tylko nie były dziełem sztuki, ale wręcz przeciwnie - użyto standardowego w samochodach torowych zestawu obrotomierza i wyświetlacza firmy Stack, który choć prosty i czytelny, z elegancją nigdy nie miał nic wspólnego. Silnik, choć miał być autorską konstrukcją, był w rzeczywistości ośmiocylindrową jednostką z forda mustanga, wyposażoną dodatkowo w słabo doń dopasowany kompresor odśrodkowy.

Von Koenigsegg zdawał sobie sprawę z niedociągnięć tego samochodu, dlatego pierwszy egzemplarz produkcyjny, nazwany CC8S, znalazł się w rękach nabywcy dopiero dwa lata później. Dość nietypowo, nawet jak na producenta supersamochodów, Koenigsegg najpierw przekazał auto klientowi, a dopiero potem zaczął dopuszczać nielicznych dziennikarzy do swojej siedziby, aby i oni mogli dowiedzieć się, dlaczego ten szwedzki parweniusz ma zamiar pozamiatać podłogę całą resztą stawki.

Rybak, mechanik i oponiarz

Biura projektowe, manufaktura, magazyny oraz tor testowy firmy znajdują się w byłej bazie lotniczej w Ängelholm, 80 km na północ od Malmö - na terenie działającego tuż obok lotniska. Dwa powojskowe hangary i niepozorny budynek mieszczą wszystko, co potrzebne do projektowania i budowy koenigseggów. Na prywatnym fragmencie lotniska do dyspozycji są dwa pasy startowe - można po nich jeździć i są używane do jazd próbnych, ale klienci najczęściej lądują na nich swoimi samolotami, spędzają kilka godzin na gospodarskiej wizycie i odlatują.

Klienci Koenigsegga to specyficzni ludzie. Już sam koszt auta (milion dwieście tysięcy dolarów) odsiewa skutecznie większość aspirujących do kluczyków supersamochodu. Przez sito przechodzą ludzie, którzy bez trudu mogą kupić dowolne auto - Lamborghini LP640 czy Ferrari Enzo. Jednak ci, którzy ostatecznie wykładają gotówkę na stół, w pewnym stopniu są podobni do Koenigsegga (marki, nie Christiana). To bardzo często ludzie, którzy przychodząc "znikąd", zrobili oszałamiające pieniądze w kilka lat, grając na giełdzie instrumentami pochodnymi (np. Idar Vollvik, syn rybaka, miewał okresy, że obracał na norweskiej giełdzie miliardem euro dziennie), inwestując w nowoczesne technologie (np. Peter Saywell, monopolista na rynku błyskawicznej dostawy części zamiennych do samolotów rejsowych; ma wszystkie supersamochody, jakie istnieją) czy zamieniając garażowy biznes w kurę znoszącą złote jajka (jak Tommy Sharif, który trafił do Norwegii jako emigrant z Pakistanu i w ciągu siedmiu lat zmienił zakład montowania opon w największy w Europie skład ogumienia; Tommy był zresztą pierwszym klientem, który rozbił koenigsegga, pierwszym poproszonym przez firmę o sprzedanie auta ze względu na nieodpowiedzialną jazdę i pierwszym, który pozwał Koenigsegga do sądu za produkowanie zbyt szybkiego samochodu). Tacy ludzie to nowa klasa bogaczy, dla których lamborghini czy ferrari jest zbyt ograne, mercedes SLR to krypa dla rencisty, a porsche nie warto sobie zawracać głowy. O ile nam wiadomo, w Polsce jeszcze nikt nie osiągnął tego etapu.

 

 

Herb

Znaczek Koengisegga to uproszczona wersja rodzinnego herbu familii von Koenigsegg. Ich nazwisko nie brzmi zbyt szwedzko, bo pochodzą z Niemiec. Na terytorium Szwecji trafili w XVI w., 200 lat po tym, jak otrzymali tytuł rycerski.

Sprzedawca marzeń

Od dziecięcych marzeń do rzeczywistości. Na zdjęciu powyżej kadr z filmu animowanego "Flaklypa Grand Prix" - zafascynowany tą historyjką dzieciak ze Szwecji po kilkunastu latach wymyślił swój własny supersamochód.

Ci klienci są również podobni do Koenigsegga (Christiana, nie marki) w jeszcze jednym - ich bogactwo pochodzi często ze sprzedaży obietnic, czasem nawet złudzeń. A Christian von Koenigsegg, z portfolio marki cienkim w dniu premiery jak atlas drogowy Watykanu, sprzedawał klientom wyłącznie obietnice.

Co obiecywał? CC8S miał przyspieszać ostrzej niż mclaren F1, osiągać maksymalną prędkość ponad 370 km/h, prowadzić się lepiej niż ferrari F50 i być bezpieczny jak volvo V70. Osiągi auta były rzeczywiście świetne, ale klient, który przylatuje do Ängelholm na dwie godziny, nie jest w stanie stwierdzić, czy samochód przyspiesza do setki w 3 sekundy, 3 i pół czy może 4. Nawet doświadczony kierowca może mieć z tym kłopot. Mało kto potrafił zmusić narowisty silnik do płynnego oddawania mocy na asfalt. A choć matematyka mówi, że 370 km/h jest osiągalne - zgadza się i moc, i masa - nie ma tak długiej prostej, na której komukolwiek udałoby się CC8S tak rozpędzić.

Ale kupcom marzeń te drobne nieścisłości nie przeszkadzały, tym bardziej że inne obietnice CC8S spełniał wręcz w nadmiarze, bijąc przy tym na głowę rywali. Nie wiadomo, ile Christian zapłacił człowiekowi, który konstruował zawieszenia dla największego konkurenta Koenigsegga włoskiej stajni Pagani, ale Loris Bicocchi osiągnął w CC8S doskonałość. Auto jest tym łatwiejsze w prowadzeniu, im ostrzej się nim jeździ. Stabilność w każdej niemal sytuacji drogowej jest cechą, która wyróżnia Koenigsegga w lidze supersamochodów.

Druga rzecz to sprawa związana ze szwedzkim rodowodem. Koenigsegg jest najbezpieczniejszym supersamochodem świata. Jest certyfikowany jako samochód bezpieczny dla pieszych według norm UE, ma zderzaki i strefy nietrwale odkształcalne zgodne z wymaganiami amerykańskimi oraz kierunkowskazy umieszczone na minimalnej wysokości dopuszczonej w Chinach. To jedyny na świecie producent samochodów w małych seriach, którego auta dopuszczone są do ruchu w każdym punkcie globu.

Karoseria z diamentami

Koenigsegg CCXR

Cena: ok. 1,2 mln dol.

Christian nie byłby, oczywiście, sobą, gdyby nie potraktował CC8S jako narzędzia do zbudowania najlepszego samochodu sportowego świata. Następny model - nazwany CCR - miał z poprzednika tylko to, co najlepsze, otrzymał nowy silnik konstrukcji Koenigsegga, większe hamulce, prawdziwie luksusowe wnętrze, jeszcze lepsze zawieszenie i w końcu zaczął się sprzedawać. Miał moc 800 KM, co zagwarantowało CCR-owi koronę najszybszego seryjnego samochodu świata - aż do pojawienia się bugatti veyrona. A co robi z takim dziełem von Koenigsegg? Traktuje je, oczywiście, jak kolejny szczebel i po dwóch latach zmienia model na nowszy!

CCX to jakościowy skok. Wreszcie samochody z Ängelholm są równie niezawodne, jak szybkie (choć zdarzają się wpadki - gdy testówka dla dziennikarzy po całodziennym filmowaniu przez ekipę BBC Top Gear trafiła w końcu w niebrytyjskie ręce, pasek kompresora pękł i tyle było jeżdżenia na to popołudnie), wreszcie deklarowane dane zgadzają się z pomiarami. CCX to pierwszy samochód, który potrafi w mniej niż pół minuty rozpędzić się do 300 km/h i zahamować z powrotem do zera.

Dziś CCX to dla Koenigsegga chleb powszedni do tego stopnia, że Christian coraz częściej bawi się w limitowane serie swoich produktów. CCX-R to ćwiczenie z ekologicznej odpowiedzialności producenta supersamochodów - silnik na bioetanol rozwija większą moc niż w zwykłym CCX, przebijając barierę tysiąca koni mechanicznych o 18, ale za to emituje do atmosfery o 40 proc. mniej szkodliwych substancji. Ach, gdybyż wszyscy byli tak odpowiedzialni! Auto powstaje wyłącznie na indywidualne zamówienie, a sześć egzemplarzy wersji Edition znalazło nabywców jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem produkcji. Są jeszcze lżejsze od "zwykłych", mają twardsze zawieszenie, seryjne ceramiczne hamulce i kilka detali, które mają sprawić, że będą sprawniejsze na torach - gdyby ktokolwiek je tam zabierał.

Koenigsegg Trevita

Cena: 5 mln dol.

Jeszcze bardziej ekskluzywny jest CCXR Trevita. Jego karoseria z włókna węglowego zmieszanego z diamentem jest naturalnie biała, jednak auto jest tak koszmarnie drogie w produkcji, że planowano powstanie tylko trzech egzemplarzy.

Zegarki i laptop Koenigsegg

Zegarki

Producenci supersamochodów od dawna wiedzą, że jeśli ktoś je uwielbia, ale nie może ich kupić, to będzie szczęśliwy choćby z breloczka do kluczy. Albo z zegarka. Praktycznie każda marka ma w swoim zestawie gadżetów właśnie zegarek. Koenigsegg ma trzy - ale żaden z nich nie jest przeznaczony dla kogoś, kogo nie stać na koenigsegga Łaskawiej potraktowano panie - za 25 tys. dol. mogą nabyć zegarek zaprojektowany przez firmę, a wyprodukowany przez szwajcarskiego Quintinga. Mechanizm jest całkowicie przezroczysty i wykonany z ręcznie docinanego szafiru. Męska wersja zegarka "Ghost" kosztuje o pięć tysięcy dolarów więcej.

Bardziej konserwatywni klienci mogą wybrać model stworzony wspólnie z Edoksem. Nawiązuje otwieraną kopertą do kształtu modelu CCX, jest zbudowany z tych samych materiałów i nieco mniej ekstrawagancki. Cena - od 91 tys. zł.

puste

Laptop

Koenigsegg był również jedną z pierwszych marek samochodowych, która wypuściła na rynek laptopa z własnym logo. Jednak o ile Ferrari czy Lamborghini postanowiły firmować sprzęt sprawdzonych producentów, Koenigsegg (jakże to dla niego typowe!) zaprojektował laptopa od zera i zamówił produkcję w zakładach, których nazwy nie ujawniono. Nieco się na tym sparzył - nie dość, że sprzęt był wyjątkowo drogi, to jeszcze odstawał od światowej czołówki. Nawet w 2006 r. procesor Pentium M nie był już szczytem techniki. A przy tym każdy z dwóch modeli laptopów (w wersjach CCR i CC8S) był paskudnie tani jak na Koengisegga - kosztował raptem 1700 euro.

Więcej o: