Mój pierwszy raz: twardziele z 'Patrolu'

W życiu mężczyzny nadchodzi czasem moment, w którym uświadamia sobie, że wcale nie jest twardzielem, tylko miękkim waflem. Ja sobie to uświadomiłem na kursie 'Patrol', wzorowanym na szkoleniu amerykańskich rangersów.
Od redakcji: ten artykuł opisuje edycję kursu 'Patrol' z jesieni 2010 roku
Mój pierwszy raz: twardziele z Mój pierwszy raz: twardziele z "Patrolu" fot. Robert Kowaleski

Liczą się umiejętności, nie stopnie

Siedem tygodni marszów, wspinaczki, ćwiczeń na śmigłowcach, strzelania, pływania w zimnej wodzie, ciągłego zmęczenia i niewyspania. Niesamowity wysiłek i stres, bo odpaść można w każdej chwili. Tam poznałem prawdziwych twardzieli.

Od razu się przyznam, że ja z siedmiu tygodni kursu widziałem na własne oczy 10 dni. Przyznam się też, że głównie służyłem jako ranny, pasażer oraz posiadacz dodatkowej racji żywnościowej. A i tak dostałem w kość.

Bohaterowie tego artykułu - oprócz tych, którzy ukończyli kurs i zdobyli naszywki - będą anonimowi. Bo żołnierze biorący udział w "Patrolu" zdejmują z mundurów naszywki z nazwiskami i stopniami. Nie liczą się ich dokonania i przeszłość. Liczy się jedynie to, co potrafią.

Dlatego znałem ich tylko jako numery: Ósemka była jedyną kobietą, "41" pomagał mi na pontonie, gdy płynęliśmy i moczyliśmy się w zimnych wodach Pliszki, "16" ofiarnie zakładał mi opatrunki, gdy grałem rannego tłumacza, "25" zadziornie stawiał się instruktorom, "24" najgorsze zadania wykonywał z uśmiechem, z "7" gadałem przy czyszczeniu broni.

- Interesuje nas, kim są, a nie co do tej pory robili. Poza tym w czasie kursu cały czas będą sobą dowodzili, na zmianę. Chcemy uniknąć sytuacji, że kapral boi się opieprzyć porucznika. Tutaj są numerami, oceniamy ich po umiejętnościach - tłumaczył mi pułkownik Tomasz Łysek, pomysłodawca i szef "Patrolu". Sam służył w wojskach specjalnych, m.in. w 1. Specjalnym Pułku Komandosów.

Na kurs zgłosiło się 42 żołnierzy. Ukończyło go 16, ale tylko 7 dostało naszywkę. Taki znaczek na ramieniu, po pięciu kursach, w całej polskiej armii może nosić tylko 49 żołnierzy. Elita zwiadowców. - Napisz, że ten kurs to początek nowej, lepszej armii - zahaczył mnie przed wyjazdem jeden z instruktorów, pułkownik GROM-u w stanie spoczynku.

pułkownik Tomasz Łysek

 

Pod okiem byłego komandosa

Uczestnicy "Patrolu", klnąc pod nosem, wykonywali wszystkie rozkazy. Pewnie też dlatego, że wiedzieli, że dowódca pułkownik Tomasz Łysek jest byłym komandosem i sam przeżył więcej od każdego z nich.

 

Rangers

Kto to jest ranger? Ten termin w amerykańskiej armii ma dwa znaczenia.

Po pierwsze rangerem jest każdy, kto ukończył 61-dniowy kurs w Szkole Rangersów w Fort Benning w Georgii. Polski "Patrol" jest trochę wzorowany na tym szkoleniu, choć amerykański pierwowzór jest chyba jeszcze cięższy. Po ukończeniu szkolenia amerykański żołnierz ma prawo do końca życia nosić na lewym ramieniu znaczek Rangers (uczestnicy polskiego kursu "Patrol" też mają swoją naszywkę).

W węższym znaczeniu rangersi to ci żołnierze, którzy służą w elitarnym 75. Pułku Rangers. To jednostka specjalna, gotowa do działania w każdym momencie. Rangersi mogą dotrzeć w każdy punkt ziemi w ciągu 18 godzin.

Zwiadowcy

Kiedy zachwycacie się, oglądając filmy z Afganistanu, gdzie amerykańskie rakiety trafiają idealnie w cel, to pomyślcie sobie, że pewnie tam wcześniej byli zwiadowcy. Żołnierze, którzy znaleźli cel i sprawdzili, czy czołg jest prawdziwy, czy to tylko gumowa atrapa. Czasami to właśnie zwiadowca namierza laserem cel dla nadlatującego pocisku.

Zwiadowcy nie działają jak Rambo. Oni muszą być niewidzialni, żeby niezauważalnie przeniknąć na teren wroga, zdobyć informacje i zniknąć. Absolwenci kursu "Patrol" to elita zwiadowców.

Twardziele z Patrolu

Największy wróg: zmęczenie

Twardziele z Patrolu

Proste ćwiczenie: przejazd kolumny i ostrzał celów, po sześciu tygodniach "Patrolu" było wyzwaniem. Wszyscy marzą głównie o tym, żeby się wyspać. Każda chwila jest dobra, żeby zamknąć oczy choć na kilka minut. "Piątka" zdrzemnął się razem z kolegami, gdy grupa miała przerwę przed przenikaniem, czyli powolnym przejściem w ukryciu między posterunkami przeciwników. Nie przeszkadzał mu nawet 10-kilogramowy karabin na kolanach.

Pobudka: 5.30. Poranna zaprawa. Śniadanie. Zbiórka. Ćwiczenia do godz. 14. Cały czas z plecakiem i bronią. Obiad. I znowu ćwiczenia. Strzelanie, patrolowanie, przeszukanie domu, rozbrajanie ładunków wybuchowych, konwój, zasadzka, desant ze śmigłowca... i tak do kolacji o godz. 18.30. Odprawa, prysznic, czyszczenie broni, czasami jeszcze dodatkowe wieczorne zadanie. Zasnąć można gdzieś po północy. I tak siedem tygodni. Ciężko? Cholernie ciężko, ale to nie jest obóz wytrzymałościowy. - My ich tu musimy zmęczyć, żeby zobaczyć, jak będą reagowali w sytuacji skrajnego wyczerpania, czy będą potrafili wtedy podejmować decyzje - mówił płk Łysek. Ten kurs ma wyłonić dobrych dowódców małych oddziałów, drużyn czy plutonów, a nie tylko świetnych żołnierzy.

A w ostatnim tygodniu zmęczenie jest niewyobrażalne. Pojechałem wtedy na ćwiczenie ostrzału w zasadzce. Siedziałem na skorpionie [opancerzona wersja honkera - red.], obok trzech żołnierzy. Scenariusz prosty, bo na końcu miało być strzelanie z ostrej amunicji: ogień na lewą stronę, ogień na prawą stronę, ruszamy i znowu. W pewnym momencie zaczął strzelać karabin. Hałas straszny, łuski odbijają się od hełmów, a mój sąsiad oparł się o swojego beryla i zasnął. Znał scenariusz ćwiczenia, wiedział, że ma dwie minuty przerwy, więc zasnął!

Wystarczyło, że skorpion ruszył, a on otworzył oczy, chwycił broń i zaczął obserwować okolicę... - Dobrze. Żołnierz sił specjalnych, jak ma wolną chwilę, to je lub śpi. Bo potem może nie mieć okazji - skomentował to z uśmiechem instruktor, jeden z byłych oficerów GROM-u.

Twardziele z Patrolu

Zabawki i gadżety

"Patrol" to najpierw wyczerpujące ćwiczenia i marsze w Kotlinie Kłodzkiej - wyobraźcie sobie 80-kilometrowy marsz z pełnym plecakiem i karabinem, z przerwami na nocleg w lesie. Po prawie dwóch tygodniach uczestnicy kursu pojechali do 25. Brygady Kawalerii Powietrznej w Nowym Glinniku - z 42 zostało ich tylko 22. Tam kolejny tydzień ćwiczeń i przeprowadzka na poligon w Wędrzynie. Ten podział na etapy nie jest jednak ścisły, nie da się ich też podsumować, bo wylecieć można w każdej chwili.

Na pierwszy rzut oka to było takie trochę cięższe harcerstwo z mnóstwem fajnych gadżetów. Był pokaz broni (trzymałem w ręku amerykańskie M4, izraelskiego galila i tavora oraz remingtona 700), lataliśmy Mi-17, teren z góry filmował BSR (czyli bezzałogowy samolot rozpoznawczy; robi naprawdę fajne zdjęcia), a zajęcia prowadzili między innymi byli oficerowie GROM-u. Był nawet paintball. Czyli zestaw, który faceci bardzo lubią.

Szybko jednak do mnie dotarło, że żołnierze ćwiczą nie dla frajdy, a swoje umiejętności niektórzy z nich wykorzystają już w Afganistanie. Zrozumiałem też, że te wszystkie gadżety mogą zawieść, a wtedy "8", "24", "7" czy "41" będą zdani tylko na siebie i kolegów. Żeby wykonać misję i przeżyć.

Twardziele z Patrolu

Na szkoleniu saperskim żołnierze dowiadują się, że ładunki wybuchowe mogą być ukryte wszędzie. Ulubionym podstępem talibów jest podkładanie ich w kolorowych czasopismach z roznegliżowanymi panienkami. - Po dwóch miesiącach na misji każdy je otwiera - mówią instruktorzy.

Byłem rannym tłumaczem

Twardziele z Patrolu

Cywile przydają się tylko do grania rannych. Wybuchały "ajdiki", pociski śmigały nad głowami, a ja robiłem za zakrwawiony tobołek. Trzeba w odpowiednim momencie wypompować sztuczną krew i realistycznie wyć z bólu. Żołnierze mieli cięższe zadanie. Musieli znaleźć wszystkie rany, opatrzyć je i wezwać medevac (śmigłowiec-karetkę) na czas, żebym się nie wykrwawił. A wszystko pod ogniem terrorystów.

No dobra, twardziele twardzielami, ale reporterzy "Logo" są po to, żeby choć spróbować być zwiadowcami. Dlatego pojechaliśmy na ostatni etap kursu na poligon w Wędrzynie. Tu już zostało tylko 17 żołnierzy. - Jak mam o tym pisać, to muszę zobaczyć, o co chodzi - tłumaczę instruktorom. - Dobra, będziesz rannym tłumaczem - rzucił "Bogu", instruktor z Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych, wcześniej taksując mnie wzrokiem.

Pod koszulką i spodniami instruktorzy instalują na mnie mnóstwo rurek, jakieś pompki i zbiorniczki ze sztuczną krwią. Na brzuchu przyczepiają mi sztuczne jelita. - Jak zaczną strzelać, wrzeszczysz, że jesteś ranny. Naciśnij na zbiorniczki, potem pompuj, aż będziesz czerwony od krwi. I nie podpowiadaj im za dużo - słyszę krótką instrukcję.

- "OK" - myślę i ładuję się do humvee. Obok mnie trzech żołnierzy, u góry strzelec. Sprawdzenie broni, kontrolny strzał, gorące łuski z ckm-u sypią mi się na głowę. - Z czego tłumaczysz? - pyta mnie "16". - Z polskiego na polski - śmieje się przez okno "Bogu".

Konwój rusza. Rozglądam się, wjeżdżamy między domy. To teren poligonu do ćwiczenia walk miejskich. Pada strzał. No to ja wyję: - Aaaaaaaaaa! - Tu alfa, tu alfa, mamy rannego! - słyszę. Ktoś przewraca mnie do leżenia, zaczyna obmacywać w poszukiwaniu rany, ja jęczę jak aktor w wojennym filmie klasy C. Nagle zapada cisza, wszyscy siadają, humvee zawraca. - Co jest? - pytam. - Za wcześnie odniosłeś obrażenia. Dopiero jak walnie "ajdik" [IED - improvised explosive device, czyli ładunki wybuchowe domowej roboty podkładane przez talibów w Iraku i w Afganistanie - red.], jesteś ranny, a nie po jakimś jednym wystrzale, rozumiesz? - mówią instruktorzy.

Okazuje się, że potrafię spieprzyć nawet bycie rannym. Konwój zawraca, znów przestrzelanie broni, znów gorące łuski spadają mi na głowę, ruszamy. Domy, przypadkowy strzał i nagle huk, jakby ktoś wysadził minę tuż przy moim uchu! - A to tylko petarda - myślę, kuląc się po tym wybuchu. Zaczyna się ostra strzelanina. To mój moment. - Aaaaaaaaaaaaaaa! - wyję naprawdę głośno.

W następnych momentach wszystko działo się w takim tempie, że niewiele pamiętam. "16" opatrzył mi rany, zacisnął opaskę na udzie, kilku żołnierzy przeniosło mnie z uszkodzonego humvee"ego do innego i ruszyliśmy. - Tłumacz, spoko, już wzywamy śmigło - uspokaja mnie ktoś. Stękam, bo jakiś żołnierz przyklęknął dokładnie na moim kroczu. - Jęczy, może ma postrzał płuc? - ktoś pyta. Zaczynają mnie obracać, muszę przyznać, że zaskakująco delikatnie. - Nic nie ma. Tłumacz, spokojnie, jest OK? - słyszę pytanie. Idę na całość: - Uratujcie mnie, mam żonę i córkę - jęczę i czuję, że zaraz odpadnie mi noga (na udzie miałem cały czas opaskę uciskową - to był błąd, który instruktorzy wytknęli potem kursantom).

Twardziele z Patrolu

Nie ma zmiłuj

- Dobrze, że się pomyliłeś. Była niespodzianka, zobaczyliśmy, jak na nią zareagowali - powiedział mi potem pułkownik Łysek. Znów zapomniałem, że to kurs, nie zabawa. Żołnierze są oceniani w każdej sekundzie, nawet wtedy, gdy ja sobie żartuję. A kiedy popełniają błędy, to nie ma zmiłuj. Jak z "16".

Wieczorem, gdy udało mi się już spłukać sztuczną krew, usiedliśmy razem z kursantami na korytarzu naszego baraku. Ja odpoczywałem. Oni czyścili broń. I ostro się kłócili. Okazało się, że "16" w czasie ćwiczeń jako dowódca zapomniał zabrać z pola walki ciało zabitego żołnierza. - Stary, dałeś dupy - słyszę komentarze. - Wylecisz? - pytam go. - Pewnie tak. Nie można zostawić ciała - kręci głową "16". Ale widać, że liczy na łut szczęścia, na dobry humor instruktorów i dowódcy. Wszyscy czyszczą broń, gdy instruktor wzywa "16" do pułkownika. Wyleci, nie wyleci, uda mu się, nie uda, na korytarzu trwa giełda. Większość kursantów jest zgodna: nawet jak "16" zostanie, nie zmieni to faktu, że zrobił straszny błąd. Choć czuć, że większość trzyma za niego kciuki. "16" jest zawsze uśmiechnięty, często żartuje. Dobry duch.

- Musiałem oddać numerek - mówi po powrocie. Robi dobrą minę do złej gry. - Wreszcie się wyśpię - próbuje żartować, ale widać, że jest na siebie zły. Dzwoni do żony.

Dla niego "Patrol" się skończył. Pozostałych 16 walczy dalej. Po czyszczeniu broni dostają jednak jeszcze jedno zadanie. Muszą napisać - jako dowódcy - list do rodziców żołnierza, który zginął przez nich na misji, a oni zostawili jego ciało wrogom.

Próbuję sobie wyobrazić taką sytuację, żeby im pomóc, w końcu jestem dziennikarzem, żyję z pisania. Nie potrafię. Idę zapalić, potem chowam się do pokoju. Na korytarzu słychać jeszcze szczęk czyszczonej broni, ale rozmowy umilkły. Wszyscy myślą o tym liście.

Pliszka to hardkor

Twardziele z Patrolu

Osiem godzin chodzenia w szóstkach. Patrzenia dookoła, pilnowania wszystkich stref, żeby przeciwnik nie mógł zaskoczyć zwiadowców. A kursanci z patrolu są zmęczeni tak, że ledwo unoszą karabin do góry. - Oszczędzają siły. I dobrze. Najgorsze przed nimi - mówi "Lucky", instruktor, który sam przeszedł "Patrol" i z dumą nosi naszywkę na ramieniu.

Najgorsze, czyli spływ Pliszką. Ekstremalne doświadczenie. Dwa dni później wstajemy o 4 rano, wskakujemy do honkera i jedziemy nad Pliszkę. Żołnierze będą płynąć cały dzień. Zaczynają o ósmej rano, ja wskoczę, gdy przepłyną jezioro. Mam wyjść, gdy wymięknę.

Pliszka jest piękna, ale bardzo trudna do spływu. To kręta rzeczka, dzika, co chwila widać powalone drzewa, korzenie, łachy piasku. Rano przymrozek, o godz. 10, gdy wchodzę do pontonu, jest kilka stopni powyżej zera. Woda lodowata. Dostaję do ręki ciężkie wiosło i zaczynam machać. Nogi mam wykrzywione, bo płynę w pontonie, w którym jest też solidna radiostacja. Siedzę pośrodku, z tyłu, "41" tak wiosłuje, że na każde jego pociągnięcie ja muszę machnąć wiosłem dwa razy. Z przodu "25" klęczy w niewygodnej pozycji i patrzy przed dziób. Szuka kamieni i konarów, które mogłyby przeciąć powłokę pontonu.

Nasze zadanie: przeniknąć na teren opanowany przez przeciwnika. Jako zwiadowcy przenikamy najmniej prawdopodobną trasą, czyli niespławną rzeką. Na odcinku 12 kilometrów Pliszka tak meandruje, że ciągnie się w sumie na długości 25 km. Albo dopłyniemy do końca, albo doniesiemy przedziurawiony ponton. Ale sam ponton, bez całej reszty rynsztunku, waży prawie 20 kilo, więc łatwiej jest płynąć.

Brawa zbieram po stu metrach. W poprzek rzeczki leży konar. Moi koledzy próbują przesmyknąć się nad nim, żeby nie wejść do wody. Ja wyskakuję, wpadam do wody po kolana i przeciągam ponton.

- Co ty robisz? - pyta zdziwiony "41".

- Tam przed nami też ktoś wskoczył, to pomyślałem, że pomogę - mówię.

- Tam przed nami to był nurek. Ma piankę pod kołnierz - wybucha śmiechem "41".

Super. I jeszcze chlupie mi w butach. Wiosłuję dalej. "25" siedzi cicho z przodu, lecz to pozorny spokój. Facet ma charakterek. Na odprawach potrafi postawić się instruktorom - na tyle, żeby pokazać niezależność, ale nie na tyle, żeby wylecieć. Instruktorzy mówią, że jest dobrym żołnierzem. Za mną siedzi "41", wielki facet, siła i spokój. Wiosłujemy i cicho rozmawiamy, trochę o wojsku, trochę o kursie, trochę o dziennikarstwie.

"41" kilka razy zamienia się ze mną stronami, żebym nie spuchł zbyt szybko. Na początku jest fajnie. Wysiłek przyjemnie rozgrzewa, mokre spodnie i buty nie przeszkadzają. Ale im dalej, tym gorzej. Dwa razy musimy przenieść ponton brzegiem. "41" pomaga mi, ale gdy znów chwytam za wiosło, drżą mi ręce. Chciałbym odpocząć choć pięć minut. Przerwa trwa minutę. Sikamy, jemy batonik i dalej w drogę. Po ponad trzech godzinach dopływamy do starego młyna, gdzie musimy pokonać uskok wodny. Rozpędzamy się, niestety krzywo. Zahaczamy o korzeń, spływamy w dół bokiem i za wolno. Ponton nabiera wody, prawie się przewraca. Schodzimy na brzeg, żeby wylać wodę. Czuję, że jestem mokry od stóp do pępka, zaczynam się trząść z zimna. - Nie dam rady - mówię, szczękając zębami. Pomagam chłopakom odbić od brzegu i rzucam im moją "eskę", czyli suchy prowiant.

Biegnę do honkera, przebieram się w suche rzeczy i buty. Mam tak zmarznięte palce, że ledwo zmieniam skarpetki. Wypijam dzbanek gorącej herbaty, a i tak mnie trzęsie. Zerkam na zegarek, jest chwila po drugiej popołudniu.

"25" i "41" dopłynęli do celu po godz. 20. Byli mokrzy, bo ich ponton się przedziurawił. Ja pojechałem do baraku i spałem 12 godzin. Oni pojechali do lasu. Suszyli rzeczy nad ogniskiem, spali w namiocie, wstali o piątej, na poranną zaprawę.

Pętla taktyczna

Twardziele z Patrolu

Przejście przez budynek to setki możliwych pułapek. Ładunek wybuchowy pod dywanikiem lub w telefonie. Każdy sznurek może być odciągiem, uruchamiającym morderczą eksplozję. Za każdym rogiem może kryć się wróg. Dlatego żołnierze z "Patrolu" całymi dniami ćwiczyli zdobywanie budynków i przechodzenie przez nie. - Macie być jak ninja - powtarzał kursantom instruktor, były oficer Gromu. Sześcioosobowy oddział musi rozumieć się bez słów. Każdy wie, co ma robić: gdzie patrzeć, gdzie asekurować, jak wymieniać informacje gestami. W czasie akcji za błąd jednego żołnierza może zapłacić życiem cała szóstka.

Przeprawa pontonami to był początek tzw. pętli taktycznej. Od tego momentu zaczyna się sześciodniowa misja. Kursanci są na terenie wroga. Muszą rozbić obóz, którego nikt nie znajdzie, przejść i przeczołgać się przez pół poligonu, żeby sprawdzić pozycje przeciwników (granych przez żołnierzy z kompanii rozpoznawczej 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej). A na koniec złapać groźnego terrorystę. I to właśnie tych ostatnich sześć dni było dla tych, którzy dotrwali, prawdziwym testem. - To jest 16 rewelacyjnych żołnierzy. Nie mam wątpliwości. Mógłbym z nimi iść na akcję. Ale my tu wybieramy dowódców, więc tylko część dostanie certyfikat - stwierdził płk Łysek.

Wieczorna odprawa. Pułkownik pyta, jak wykonać zadanie następnego dnia: desant ze śmigłowca i rozpoznanie terenu w taki sposób, by przeciwnik nikogo nie namierzył. Kursanci są tak zmęczeni, że zapominają o najprostszych rzeczach. A pułkownik co chwila zmienia dowódców. - Żeby wszyscy aktywnie uczestniczyli. Żeby byli przygotowani na przejęcie odpowiedzialności. Jak w życiu. Dowódca może zginąć, ktoś wtedy musi wziąć na siebie jego obowiązki - mówi płk Łysek. Przez ostatnich pięć dni każdy z 16 kursantów będzie na zmianę dowódcą, dowódcą sekcji, grupy i zwykłym żołnierzem.

Kiedy oni mieszkają w lesie, ja śpię w ogrzewanym pokoju. Jak wyglądają kolejne zadania, mogę zobaczyć tylko na punktach obserwacyjnych. Kursanci są coraz bardziej zmęczeni, ale mają coraz lepsze humory. Wiedzą, że niedługo wracają do domów. - To strasznie pomaga. Kilka dni i koniec. Ta świadomość pozwala przetrwać - mówią instruktorzy, którzy wcześniej przeszli "Patrol". Choć gdy patrzę na wiecznie uśmiechniętego "24", mam wrażenie, że tego uśmiechu nie starłby mu z twarzy nawet kolejny taki kurs z rzędu. Na drugim biegunie są "8" i "7". "Siódemka" bywał już na misjach. Sam mi powiedział, że nie przepada za dziennikarzami kręcącymi się przy armii. W gruncie rzeczy jest sympatyczny, ale na postojach i w punktach obserwacyjnych robi wszystko, żeby nas nie widzieć. On ma swoje zadanie, my swoje.

"8" to jedyna kobieta ("większość żołnierzy to cieniasy przy niej" - powiedział mi z podziwem jeden z instruktorów). I dlatego boi się obiektywu jak diabeł święconej wody. Nie chce być maskotką dla dziennikarzy.

Ostatniego dnia to "7" oprowadzał nas po pozycjach obserwacyjnych i obozowisku kursantów. Przez 24 godziny obserwowali budynki, żeby zaplanować akcję łapania terrorysty. Kursanci musieli się dowiedzieć, ilu jest przeciwników, jak są uzbrojeni i jak zmieniają się warty. Do pomocy mieli BSR, który dla nich filmował ruchy terrorystów. "7" maszerował przez las szybko, ale prawie bezszelestnie, my z nim - jak słonie. - Cii... - upominał nas. Mogliśmy zdradzić pozycję terrorystom, bo od najbliższych patroli przeciwnika dzieliło nas kilkanaście metrów. Wreszcie doprowadził nas do miejsca, w którym śpią zwiadowcy w czasie misji. To był maleńki namiocik ukryty w krzakach. Gdy doszliśmy do tego punktu, z namiotu właśnie wyczołgiwała się zaspana "8". Byłoby fajne zdjęcie, ale jej wzrok był jak strzał z bicza. Opuściliśmy aparat w dół.

Po takiej nocy poranek kursanci spędzili na szlifowaniu planu ataku. Ponad 30 godzin przygotowań zakończyło się pięciominutową akcją. Najpierw wybuchła petarda (- "Błąd, po co alarmować przeciwnika" - komentował płk Łysek), potem słychać było tylko cichutkie "pach, pach". To karabinki paintballowe. W budynku obok tarcz (to byli terroryści) stali instruktorzy (czyli cywile). Gdyby ktoś trafił kolorową kulką w cywila, odpadłby z kursu. Przed samym końcem "Patrolu".

Odgłos petardy ściągnął kolejnych terrorystów. Rozpętała się strzelanina, wybuchały kolejne petardy, było naprawdę głośno, jednak wszystkim żołnierzom udało się wycofać, a terrorystę zatrzymano. Kursanci zrobili sporo błędów, lecz ogólnie poszło nieźle i przeżyli wszyscy cywile. Nikt nie wyleciał z "Patrolu". Ale znaczek dostało tylko siedmiu.

Najtwardsi z twardych:

Twardziele z Patrolu

"7", porucznik Maciej Cieślak, 2. Pułk Rozpoznawczy, 86 pkt

"3", kapral Mirosław Godek, 6. Brygada Powietrznodesantowa, 80 pkt

"35", podporucznik Jacek Wiechowski, 11. Dywizja Kawalerii Pancernej, 78 pkt

"41", starszy kapral Krzysztof Wiśniewski, 1. Dywizja Zmechanizowana, 78 pkt

"25", kapral Tobiasz Puciato, 25. Brygada Kawalerii Powietrznej, 75 pkt

"8", podporucznik Ewa Arciszewska, 16. Dywizja Zmechanizowana, 70 pkt

"11", podporucznik Zbigniew Juźwiak, 9. Pułk Rozpoznawczy, 70 pkt

Więcej o:
Komentarze (1)
Mój pierwszy raz: twardziele z 'Patrolu'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Meryam

    0

    Xakerlik,Profesional proqrame7Äą ksrularÄąProfesional Programist vÉ? mfckÉ?mmÉ?l kompyuter istifadÉ?e7isi olmaq istÉ?yirsiniz?Kurslar sizÉ? lazÄąm olan biliklÉ?ri vermir?QÄąsa vaxtda profesinal dÉ?rÉ?cÉ?dÉ? kompyuterlÉ? rÉ?ftar etmÉ?k vÉ? gf6zÉ?l saytlar,mfckÉ?mmÉ?l proqramlar hazÄąrlamaq istÉ?yirsiniz?Ozaman bizim kurs tam sizÉ? uygundur.AzÉ?rbaycanda ilk dÉ?fÉ? .OlkÉ?mizin profesional kompyuter mfctÉ?xÉ?ssislÉ?rini,ProgramistlÉ?rini yetiĹ?dirmÉ?k fce7fcn â??Coderâ?? ksrularÄą fÉ?aliyyÉ?tÉ? baĹ?layÄąr.NÉ?yÉ? gf6rÉ? mÉ?hz bizim ksrular:1.Bildiyiniz kimi f6lkÉ?mizdÉ? kompyuter mfctÉ?xÉ?ssisi yetiĹ?dirÉ?cÉ?k kompyuter ksrularÄą yoxdur.Bu ksrularÄąn e7oxunda sadÉ?cÉ? tÉ?lÉ?bÉ? qazanmaq vÉ? qÄąsa programlarÄą rezin kimi uzadaraq tÉ?lÉ?bÉ?dÉ?n maddi gÉ?lir gfcdmÉ?k xarakteri daĹ?ÄąyÄąr.Qeyri profesional mfcÉ?llimlÉ?r tÉ?rÉ?findÉ?n hÉ?min ksrularda kee7irilÉ?n dÉ?rsÉ?lÉ?r pul tÉ?lÉ?sindÉ?n baĹ?qa birĹ?ey deyil.c7fcnki bÉ?zÉ?n bu mfcÉ?llimlÉ?r f6zlÉ?ri belÉ? anlamadÄąqlarÄą mf6vzularÄą tÉ?lÉ?bÉ?lÉ?rÉ? kee7irlÉ?r vÉ? bu da bilik É?ldÉ?etmÉ? imkanÄąnÄą sifira endirir.2.Biz AzÉ?rbaycanÄąn programlaĹ?dÄąrma fczrÉ? â??Qara KÉ?mÉ?râ?? UstalarÄąnÄą hazÄąrlayÄąrÄąq.Hee7bir kurs sizÉ? bu sahÉ?dÉ? nÉ?inki 100%,hee7 50% belÉ? zÉ?manÉ?t verÉ? bilmÉ?zki onlar sizi profesional sÉ?viyyÉ?dÉ? hazÄąrlayacaq.Amma biz sizÉ? 100% zÉ?manÉ?t veririk!!!!!!3.c7ox ksrularda qiymÉ?tlÉ?rin bahalÄąÄ?Äą É?ldÉ? etdiyiniz biliklÉ?rÉ? belÉ? dÉ?ymir YfczlÉ?rlÉ? manat xÉ?rclÉ?yÉ?rÉ?k programist olmaq istÉ?yirsiniz amma 6-7 ay mfcddÉ?tindÉ? getdiyiniz bu ksrular sizÉ? hÉ?min programlaĹ?dÄąrmanin 30% biliklÉ?rini belÉ? vermir.. Sadalamaqla bitmÉ?yÉ?cÉ?k qÉ?dÉ?r sÉ?bÉ?blÉ?r saya bilÉ?rik.Bizim ksrular tam sizÉ? gf6rÉ?dir.BÉ?s hansÄą programlaĹ?dÄąrma dillÉ?ri vÉ? programlarÄąn f6yrÉ?dildiyini bilmÉ?k istÉ?yirsiniz?-ASSSEMBLER-AzÉ?rbaycandÉ? ilk dÉ?fÉ? 16/32bitli Assembler dili sizÉ? viruslarÄąn yazÄąlmasÄą sÉ?viyyÉ?sinÉ? qÉ?dÉ?r f6yrÉ?dilir.TÉ?qdimata ehtiyac yoxdur amma onu qeyd edÉ?k ki,siz bu dili mÉ?nimsÉ?mÉ?klÉ? f6z viruslarÄąnÄązÄą,yfcksÉ?ksÉ?viyyÉ?li programlaĹ?dÄąrma dillÉ?rinÉ?,Ä?mÄ?liyyat sistemlÉ?rinÉ? É?lavÉ?lÉ?rinizi,hÉ?tta f6z Ĺ?É?xsi drayverlÉ?rinizi yaza bilÉ?rsiniz.-DELPHÄ°(XE)-PASCAL-C#-JAVASCRIPT-ACTÄ°ONSCRÄ°PT(3.0)-JAVA-PHP-CSS/HTML-VERILĆ?NLĆ?R BAZASI KONSEPSÄ°YASI(SQL,MYSQL)-ADOBE PHOTOSHOP(CS x)-ADOBE FLASH(CS x)Suleymani tural055-821-22-44

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX