Mój pierwszy raz: zabawa z nożem

Masz ochotę na szermierkę, ale floret i szpada wydają ci się zbyt konserwatywne. Spróbuj fechtunku nożem. To naprawdę niezła zabawa.
Mój pierwszy raz: zabawa z nożem Mój pierwszy raz: zabawa z nożem fot. Michał Mutor

Walki nożem w Warszawie

Dawno temu oglądałem w telewizji hiszpański serial przygodowy "Jurro Jiménez". Bohaterem był andaluzyjski odpowiednik Janosika. Z równym powodzeniem uwodził kobiety, co walczył na noże. Jakiś czas potem w ręce wpadła mi książka Stanisława Grzesiuka "Boso, ale w ostrogach". Bard Czerniakowa opisał, jak na noże walczyli przed wojną "apasze". Wiedział, o czym mówi, bo sam nosił "pomocnika" za "parkanem" (nóż w wewnętrznej kieszeni marynarki). Nożownicze klimaty tak zapadły mi w pamięć, że niedawno wklepałem w końcu w Google: "walka nożem warszawa". I jak na życzenie pojawiła się strona Warszawskiego Centrum Sztuk Walki.

Wykręciłem podany numer.

- Proszę przyjść jutro do Gimnazjum nr 92 na Ursynowie - poinstruował mnie męski głos w słuchawce. Nazajutrz stanąłem przed energicznym 50-letnim mężczyzną. Tomasz Piotrkowicz szybko wprowadził mnie w swój życiorys. - Sztuki walki trenuję od 1970 r. Mam szósty dan w karate gosoku-ryu. Zajmuję się też kobudo, czyli walką bronią związaną z karate. Poza tym szermierką samurajską ostrymi mieczami battodo i japońskim sportem chanbara. W obu tych dyscyplinach mam piąte dany - wyliczył jednym tchem. Dodał, że chanbara to nowoczesny sport walki, w którym walczy się m.in. nożem tanto. Rywalizacja jest całkowicie bezpieczna, bo "broń" jest nadmuchiwana.

Tanto, wielki nóż wyglądający jak miniatura szabli katana Tanto, wielki nóż wyglądający jak miniatura szabli katana fot. Paweł Kiszkiel

Powitanie z ostrzem

- Tego używamy na treningach - mistrz pokazał mi atrapy noży z gumy i drewna. Pierwszą ćwiczą np. adepci krav magi, drugą można zobaczyć w klubach aikido i judo (japońskie atrapy są tradycyjnie drewniane). Ale już po chwili zapomniałem o atrapach, bo na dłoni Piotrkowicza ukazało się prawdziwe tanto, wielki nóż wyglądający jak miniatura szabli katana. Bez dwóch zdań robi wrażenie. To prawdziwe dzieło sztuki, z drewnianą pochwą (saya) i rękojeścią pokrytą skórą płaszczki. Nie wspominając o ostrzu. Tak solidnym, że można nim przebić samurajską zbroję, która do słabych się raczej nie zaliczała.

Już chciałem pomacać stal połyskującą cienką warstwą konserwującego olejku.

- Proszę nie dotykać ostrza palcami! To mogłoby mu zaszkodzić - uprzedził jednak mój zamiar mistrz.

Wziąłem nóż posłusznie za rękojeść. Ale trzymając go, za bardzo zgiąłem rękę. - Źle. Tak to się młotek trzyma. A nożem się tnie, a nie uderza. A w zasadzie robi te dwie rzeczy jednocześnie. Skuteczność cięcia wynika z ruchu nadgarstka. Dlatego ręka powinna być raczej lekko wyprostowana. Im krótsze jest ostrze, tym bardziej trzeba pracować nadgarstkiem - poinstruował mnie mistrz.

- Mógłbym tym panu uciąć nogę - oświadczył mi z uśmiechem Piotrkowicz.

- Tutaj? - pokazałem ze strachem na goleń powyżej kostki.

- Nie, tu - mistrz wskazał na moje masywne udo. - Kiedyś na zimowym obozie rodzice kupili moim podopiecznym dużą sztukę mięsa. Poprosili, żebym je podzielił. Wykorzystałem tanto. Byłem w szoku, to było jak cięcie skalpelem - mistrz uśmiechnął się jeszcze szerzej.

Skuteczność tanto potwierdził także w teście tameshigiri. Namoczoną w wodzie przez noc matę ryżową zwija się w rulon i ustawia pionowo na stabilnej podstawie. Konsystencją przypomina ponoć ludzkie ciało. Trzeba ciąć tak, by rulon się nie przewrócił, a szczytem maestrii jest cięcie, po którym odcięty kawałek odpada dopiero po chwili.

W końcu dostałem do ręki sportowe tanto. "Ostrze" ma długość trzydziestu centymetrów, czyli tradycyjnej japońskiej miary jednego shaku. W rękojeści atrapy jest wentyl jak w rowerowej dętce. Asystent mistrza wyjął pompkę, wykonał serię energicznych ruchów i nóż był gotowy. Wygląda co prawda jak zabawka... hmm... na plażę, ale jedno jest pewne - nie da się tym zrobić krzywdy. Tym bardziej że głowę i twarz zabezpiecza plastikowa, lekka i ażurowana maska zwana men.

Chanbara Chanbara fot. Michał Mutor, Paweł Kiszkiel

Hajime!

Zmyłki w kaskach

1. Pozorowane cięcie z góry 2. Zmyłka, cięcie na nogę i 3. klatkę piersiową. Tak wygląda chanbara

Specjalnie dla mnie dwaj młodzieńcy będą walczyć zgodnie z regułą chanbary, czyli do dwóch trafień. Tak jak w szermierce po każdym trafieniu akcja jest zatrzymana i zostaje przyznany punkt. O tym, czy pchnięcie lub cięcie było trafione, decyduje obserwujący walkę arbiter.

Zawodnicy, trzymając tanto "ostrzem" do ziemi, kłaniają się i zajmują europejską raczej pozycję szermierczą. Tomasz Piotrkowicz wyciąga wyprostowane ręce na wysokość szyi. Krzyczy: "Hajime!" i gwałtownie opuszcza ręce. Walczący poruszają się lekko i dynamicznie, czyhając na okazję do ataku. Odskakują, uchylają się. Oj, dużo ruchu jest w tej walce na noże.

- Liczy się szybkość, refleks, koordynacja. Kluczowe jest wyczucie dystansu, po japońsku "ma no torikata" - tłumaczy mistrz, sędziując pojedynek.

Nie punktuje się trafień w nogi. Można za to blokować ręką, rzucić, kopnąć, podciąć, wykonać dźwignię. Ale to raczej zdarza się bardzo rzadko. Bo prędzej trafia nóż.

W chanbarze rozgrywane są mistrzostwa świata. Można zdobyć także tytuły mistrza Europy, a niedługo i Polski. W Europie królują Francuzi. Silni są także Rosjanie i Włosi.

Przychodzi kolej i na mnie. Zakładam maskę i biorę do ręki tanto. Mój przeciwnik to jeden z dwóch synów mistrza - Michał Piotrkowicz. Ma 22 lata, drugi dan, jest brązowym medalistą mistrzostw świata karate gosoku--ryu i mistrzem Warszawy w tanto. Waży niespełna 70 kg.

Zdaje się, że naoglądał się filmów z Bruce'em Lee, bo w trakcie walki zachowuje się momentami jak sam król filmów kung-fu. Ale przyznaję, jest naprawdę baaardzo szybki. Trafia mnie bez żadnego trudu. Przegrywam z kretesem. Moim jedynym sukcesem jest jedno jednoczesne trafienie. Zaczynamy walkę bez punktowania. Przyjmuję taktykę obrony dystansem. Kiedy on atakuje, ja natychmiast robię krok w tył. Jest już troszkę lepiej, ale gdy tylko próbuję kontrować, Michał trafia bez pudła. Na szczęście trafienia są bezbolesne. Od dziecka marzyłem, żeby pobawić się w nożownika.

Śmiertelny taniec 1. Unik w bok 2. Kopnięcie okrężne Śmiertelny taniec 1. Unik w bok 2. Kopnięcie okrężne fot. Michał Mutor, Paweł Kiszkiel

Tak jakby trafić szóstkę w totka

Śmiertelny taniec

1. Unik w bok 2. Kopnięcie okrężne

Tanto jitsu to nie tylko sportowa rekreacja, ale także rozwinięta sztuka walki. Są ćwiczenia formalne, czyli kata, i część poświęcona obronie przed napastnikiem z nożem. Na sali pojawia się zaawansowana grupa karateków. Mistrz zarządza trening goshin, czyli technik samoobrony. Każdy ma dobrać sobie partnera. Podchodzę oczywiście do Michała. Mój wybór wzbudza wśród młodzieży wesołość. Liczę na to, że jako student ASP ma wrażliwą duszę i chyba nie będzie chciał dać mi w kość.

- Szanse obronienia się gołymi rękoma przed napastnikiem biegłym w nożu są bliskie szansie trafienia szóstki w totolotka - tłumaczy Tomasz Piotrkowicz. - Zwiększają się, gdy osoba broniąca się umie walczyć tą bronią. W razie szantażu nożem lepiej jest spełnić żądania agresora niż ryzykować obronę. Jeżeli jednak stajemy się obiektem ataku, to nie ma zmiłuj, trzeba się bronić. Czym popadnie, nawet gołymi rękami - dodaje.

Stajemy z Michałem twarzą w twarz. W ręku ściskam gumową atrapę noża. Wykonuję pchnięcie na wysokości mostka. Michał zbija cios uderzeniem podstawy dłoni w moje przedramię. Potem kantem dłoni drugiej ręki uderza w mój kark. Wszystko dzieje się błyskawicznie i raczej boli. Proszę, żeby trochę odpuścił.

Mój pierwszy raz: zabawa z nożem, broń,mój pierwszy raz, 3. Uderzenie w krocze 4. Dźwignia na kolano

3. Uderzenie w krocze 4. Dźwignia na kolano

5. Dźwignia na kolano ("szczęki tygrysa") 6. Dobicie leżącego.

Tomasz Piotrkowicz jest bezlitosny

Mój pierwszy raz: zabawa z nożem, broń,mój pierwszy raz, 5. Dźwignia na kolano (?szczęki tygrysa?) 6. Dobicie leżącego. Tomasz Piotrkowicz jest bezlitosny

Dziura w brzuchu
1. Sparowanie ciosu cięciem w rękę 2. Pchnięcie po łuku w korpus  Dziura w brzuchu 1. Sparowanie ciosu cięciem w rękę 2. Pchnięcie po łuku w korpus fot. Michał Mutor, Paweł Kiszkiel

Krew się leje na ekranie

Dziura w brzuchu

1. Sparowanie ciosu cięciem w rękę 2. Pchnięcie po łuku w korpus

Jego tata dowcipkuje tymczasem, że nie jestem przyzwyczajony do karate. Zamieniamy się rolami. Po chwili to ja muszę uważać na to, żeby nie przesadzić z siłą uderzeń. Nie jestem tak szybki jak on, ale swoje ważę.

Ćwiczymy dalej tę samą technikę, stając tym razem z ręką nieuzbrojoną z przodu. To tzw. garda więzienna. Potem inne kombinacje, bloki, przechwyty, dźwignie zakończone obaleniem, kopnięciem kolanem.

To tzw. techniki ostatniej szansy. W trakcie treningu wykonywanie ich daje dużo satysfakcji, ale w rzeczywistości są nieprawdopodobnie trudne do zastosowania.

Po powrocie do domu siadam przed komputerem. Wpisuję w YouTube "tanto-jitsu". Wyskakuje filmik rosyjskiej organizacji Koi Karate łączącej karate kyokushinkai z MMA i walką nożem. Widzę zawody, na których faceci w kimonach walczą plastikowymi atrapami noży bojowych. Bez ochraniaczy na oczy i głowę. Kopią się, walą piąchami, przewracają, walczą na noże w parterze. Leje się krew. Boję się, że zaraz zobaczę wybite oko i dla uspokojenia włączam filmik z walką tanto-jitsu w formule chanbara. Co za ulga.

Mój pierwszy raz: zabawa z nożem, broń,mój pierwszy raz, Dziura w głowie 1. Sparowanie ciosu cięciem w rękę 2. Pchnięcie okrężne od góry

Dziura w głowie

1. Sparowanie ciosu cięciem w rękę 2. Pchnięcie okrężne od góry

I po aorcie 1. Blok pchnięcia z dołu na brzuch 2. Kontra na szyję. Krystian Przybysz jest szybki jak kot. I po aorcie 1. Blok pchnięcia z dołu na brzuch 2. Kontra na szyję. Krystian Przybysz jest szybki jak kot. fot. Michał Mutor, Paweł Kiszkiel

Towarzyska grupa nożownicza

I po aorcie

1. Blok pchnięcia z dołu na brzuch 2. Kontra na szyję. Krystian Przybysz jest szybki jak kot.

Dość tej japońszczyzny. Przecież chciałbym zostać Jimenezem albo Grzesiukiem, szukam więc europejskich nożowników. Surfując po sieci, na forum dyskusyjnym Budo.net.pl natrafiam na Europejską Szkołę Walki Nożem Knife Shadow System. Jest masa zdjęć, na których widać, jak na warszawskim Polu Mokotowskim fechtują się na atrapy noży, pałek i inne dziwne wynalazki. Wybieram się do klubu judo, gdzie spotykają się zimą, żeby potrenować szermierkę alternatywną.

Na miejscu zastaję kilku facetów i młodzieńców oraz młodą kobietę. Panuje atmosfera towarzyskiego spotkania. Trenerem grupy jest Krystian Przybysz, twórca Knife Shadow System. Ma 36 lat. Z zawodu rehabilitant i trener osobisty. Aktualnie pracuje w show-biznesie.

Przebieramy się w spodnie dresowe i T-shirty. Nie ma tradycyjnej rozgrzewki. Gramy w berka, staramy się trafić osobę stojącą w kółku zośką. Potem łapki, chwytanie atrapy wypuszczanej przez partnera i wyrywanie mu jej na komendę. Ćwiczymy elementy walki. Ganiamy stadem za jedną osobą, dzierżąc zrobione z gąbki kije baseballowe. Momentami muszę wyglądać jak ostatni dresiarz. Szczególnie kiedy przychodzi moja kolejka na bycie ofiarą.

Ustawiamy się w pozycji szermierczej, ćwiczymy chodzenie, pchnięcia i wypady. W końcu dobieramy się w pary. Dostaję do ręki "nóż" - rulonik pianki izolacyjnej zaklejony plastrem. To pomysł Krystiana, który 10 lat temu doznał olśnienia na zakupach w Castoramie.

KSS łączy elementy europejskiej szermierki szpadą i szablą oraz boksu. Nieuzbrojona ręka jest złożona w pięść i zasłania szczękę. Sparing jest nieograniczony rozmiarami pola walki. Walczący zakładają przemysłowe okulary ochronne lub gogle narciarskie. Czasami szczęki bokserskie. Pojedynek kończy pierwsze trafienie.

Mój pierwszy raz: zabawa z nożem, broń,mój pierwszy raz, Nóż między żebrami 1. Moje cięcie trafia w pustkę 2. Krystian schodzi w dół z kontrą

Nóż między żebrami

1. Moje cięcie trafia w pustkę 2. Krystian schodzi w dół z kontrą

Chlast przez szyję  1. Zejście z linii pchnięcia 2. Blok na rękę 3. Kontra na szyję. Chlast przez szyję 1. Zejście z linii pchnięcia 2. Blok na rękę 3. Kontra na szyję. fot. Michał Mutor, Paweł Kiszkiel

Im prościej, tym lepiej

Chlast przez szyję

1. Zejście z linii pchnięcia 2. Blok na rękę 3. Kontra na szyję.

- Podstawa to obrona dystansem. Nie liczcie na to, że w walce uda się wam gładko wykonać skomplikowaną sekwencję ruchów. Nauczcie się kilku prostych odruchów i pilnujcie odległości - tłumaczy Krystian.

Ma 182 cm wzrostu i waży 110 kg. W młodości trenował szermierkę szablą, ma czarny pas w ju jitsu i doświadczenia z innymi sztukami walki i różną bronią. Wykonuję pchnięcie w kierunku jego gardła. Zbija je nieuzbrojoną ręką i trafia atrapą w moje gardło. Przy kolejnym pchnięciu robi zejście z linii ciosu i znów trafia mnie w gardło. Za trzecim razem pochyla się do przodu, jednocześnie trafiając mnie w brzuch. Robi to tak szybko i pewnie, że rzednie mi mina.

- Obrona gołymi rękoma przed nożem? Zapomnij, szkoda nawet czasu na to, żeby się tego uczyć. Ale przyjmijmy, że udało ci się złapać faceta za rękę, w której trzyma nóż. Nie próbuj go przewrócić. Odepchnij i uciekaj - instruuje Krystian.

Łapie obiema rękami za kończynę jednego z ćwiczących. Facet jest mojej postury. Napiera, a ja szarpię, pocę się i stękam, próbując przejąć kontrolę nad jego środkiem ciężkości. W końcu daję sobie na luz i zmykam, gdzie pieprz rośnie. - Dobrze! - krzyczy za mną Krystian. No i słusznie. Biegacz rzeczywiście ze mnie niezły.

Zaczynamy sparing. - Tnie się po rękach, nogach i głowie. W resztę ciała rób pchnięcia - tłumaczy zasady zabawy. Walczy bez żadnych ochraniaczy. Ja zakładam plastikowe okulary dla budowlańców. Krystian porusza się jak wytrawny szermierz. Jest zwinny i szybki. Błyskawicznie robi krok do przodu i tnie mnie atrapą po nadgarstku. Przy walce prawdziwą bronią już podnosiłbym nóż z ziemi. Drugą ręką.

Skaczemy. Krystian wykonuje pozorowaną akcję na moją głowę, a kiedy skupiam na tym uwagę, nagle schyla się do przodu i tnie mnie po udzie. Zaczynamy od nowa. Decyduję się na atak. Nie wiadomo, kiedy dostaję lewym sierpowym w szczękę. Ma się rozumieć - ręką uzbrojoną w atrapę. - Gdybyś trzymał gardę, tobyś nie dostał - tłumaczy Krystian.

Zaczynam z mniej wymagającym przeciwnikiem. Mogę wykazać się zdobytymi doświadczeniami. Sparujemy aż do wyczerpania sił. Żeby powalczyć pięć minut w dobrym tempie trzeba mieć solidną kondycję.

Potem gawędzimy na luzie o szermierce krótkim ostrzem. Wspominam, że zafascynował mnie znaleziony na stronie Bladebrothers opis hiszpańskiej, powstałej w Sewilli szkoły walki nożem. Można jej się tam nauczyć od Santiago Rivery prowadzącego szkołę na tyłach swojego sklepu z nożami.

Krystian parska śmiechem: - Też miałem tam polecieć. Mój znajomy pojechał tam specjalnie, żeby znaleźć tę szkołę. Przez dwa tygodnie szukał tego sklepu. Pytał taksówkarzy, łaził po ulicach. I nic... - mówi Krystian.

Po treningu maszerujemy przez warszawskie blokowisko. Bojowym i dziarskim krokiem.

Na Filipinach rozwinęła się sztuka zwana arnis, escrima lub kali. Nóż motylek to jedna z rdzennych broni Filipińczyków zwana przez nich balisong, co oznacza otwarte skrzydła motyla. Na Filipinach rozwinęła się sztuka zwana arnis, escrima lub kali. Nóż motylek to jedna z rdzennych broni Filipińczyków zwana przez nich balisong, co oznacza otwarte skrzydła motyla. fot. Jose Gil,Jeremy Swinborne/ Shutterstock

Nóż po filipińsku

Pamiętacie film "Nożownik", w którym bezlitośnie chlastają się nożami Tommy Lee Jones i Benicio Del Toro? Choreografia została tam ustawiona przez filipińskiego mistrza walki. Na filipińskim archipelagu rozwinęła się sztuka zwana arnis, escrima lub kali. Walczy się w niej m.in. rattanowym kijkiem i nożem. Filipińczycy przez cztery stulecia musieli praktykować ją w konspiracji. Zakaz jej uprawiania wydali okupujący kraj Hiszpanie. Tak ukształtował się system bazujący na doświadczeniach wyciągniętych z bitewnych pól, walki partyzanckiej i pojedynków. Czerpiący m.in. z hiszpańskiej sztuki walki sztyletem. I jeszcze jedna ciekawostka z Wikipedii. Nóż motylek to jedna z rdzennych broni Filipińczyków zwana przez nich balisong, co oznacza otwarte skrzydła motyla.

Nóż po rosyjsku

Sistiema - dziwna rosyjska sztuka ma ponoć kozackie korzenie, ale na pewno nie brak w niej także technik z Kraju Kwitnącej Wiśni i Kraju Środka. Nie ma w niej postawy ani określonych ruchów, wszystko za to jakby pływa, ruchy są faliste i miękkie. Istotą jest błyskawiczna i spontaniczna odpowiedź na atak uniemożliwiająca jego kontynuację. Sistiema zawiera rozbudowany dział walki nożem. To prawdziwe czary-mary. Techniki walki nożem są skomplikowane i wyglądają trochę jak balet. Zwłaszcza gdy ćwiczenia odbywają się w zwolnionym tempie. Zobaczcie sami, wpisując w YouTube "Vladimir Vasiliev".

Mój pierwszy raz: zabawa z nożem, broń,mój pierwszy raz, Sistiema - dziwna rosyjska sztuka ma ponoć kozackie korzenie

Więcej o:
Komentarze (4)
Mój pierwszy raz: zabawa z nożem
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • szalapin

    0

    Pozwoli Pan małą poprawkę . Ten serial , to Curro Jiménez.

  • morfeusz_1

    Oceniono 8 razy 4

    dzisiaj w promocji do wybiórczej dodawali kozik do grzybów , obiecuję że potrenuję

  • wlomat1

    Oceniono 14 razy -4

    No super pomysł - jutro spróbuję w windzie. Najlepiej przy jakieś samotnej kobiecie, ha, ha, haaaaaaaaaaaa...................

  • Gość: ex-35

    Oceniono 10 razy 4

    Super. Artykuł wzbudza ciekawość :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX