Mój pierwszy raz: strzelałem z legendarnym snajperem Navy SEALs

To, że Chris Kyle lepiej ode mnie strzela, biega, pływa, robi więcej pompek i brzuszków, w skrócie - jest dużo większym twardzielem, było dla mnie oczywiste, zanim się spotkaliśmy. Ale to, że lepiej ode mnie również pije, że pokonał mnie w Polsce przy butelce polskiej wódki, to już uważam za hańbiącą porażkę.
Chris Kyle to najskuteczniejszy snajper w historii amerykańskich sił zbrojnych Chris Kyle to najskuteczniejszy snajper w historii amerykańskich sił zbrojnych fot. Robert Kowalewski

Kwestia praktyki

Kilka słów wprowadzenia. Navy SEALs to elita amerykańskiej armii. Chris Kyle to elita tej elity. Nie było w historii USA skuteczniejszego od niego snajpera. Kiedy przyjechał do Polski promować swoją książkę "Cel snajpera", zaprosiłem go więc na strzelnicę. No bo niby gdzie rozmawiać z takim facetem?

Okazało się, że biblioteka byłaby dużo lepszym pomysłem. Kiedy Chris zobaczył na stole kilkanaście karabinów i drugie tyle pistoletów, zaświeciły mu się oczy.

broń, mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz: strzelałem z legendarnym snajperem Navy SEALs, Kiedy Chris zobaczył na stole kilkanaście karabinów i drugie tyle pistoletów zaświeciły mu się oczy

- Piotr, najpierw chwilka na strzelanie - uśmiechnął się przepraszająco. - Chciałbym strzelić z tego - po czym pokazał... każdą sztukę broni.

Przez kolejną godzinę rzadko zdejmował ochronne nauszniki. Karabiny, sztucery, shotguny, pistolety - kanonada trwała w najlepsze. Z trudem wreszcie udało mi się oderwać go od broni.

- Wybierz coś dla mnie i pokaż mi, jak się strzela z karabinu. Miałem do czynienia tylko z krótką - poprosiłem. Chris z szelmowskim uśmiechem wskazał na broń z odrzutem jak armata - austriacki sztucer Strasser RS05. Andrzej Martyniak z Akademii Umiejętności Strzeleckich, który zorganizował dla nas strzelanie, odciągnął mnie na bok: - Piotr, uwierz mi, to nie jest najlepszy pomysł na początek...

No dobra, zaczęliśmy od beryla i kałacha.

Pierwsza różnica: Chris kazał mi stać inaczej, niż uczono mnie na polskich strzelnicach. - Przodem do celu, lekki wykrok, pochyl się i ugnij kolana - pokazywał mi po kolei. Czemu nie bokiem, jak mnie uczono? - Łatwiej się obracać. Poza tym stoisz przodem do wrogów, a z przodu masz kamizelkę kuloodporną. A jak dostaniesz postrzał w bok, to kaplica - tłumaczył Chris.

No dobra. Karabin w rękach, kolba na ramieniu, muszka, szczerbinka... pach, pach, pach!

- Dobrze, ale trochę się wyluzuj - uśmiechnął się były seals. - Reszta to kwestia praktyki i treningu - dodał i poklepał mnie po ramieniu.

broń, mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz - na strzelnicy za snajperem SEALs, zaczęliśmy od beryla i kałacha

Poczułem dumę. Zapytałem więc od razu instruktorów z Akademii, jak z trafianiem (strzelaliśmy z 50 m). - Raz w ziemię, raz w drewnianą osłonę nad torem, reszta mniej więcej w tarczę - usłyszałem. Duma uszła ze mnie jak z pękniętego balonika.

- Jak dużo strzelają sealsi?

- Dużo. Bardzo dużo. Nie codziennie. Ale jak strzelamy, to cały dzień - powiedział Chris Kyle.

Potem, kiedy zaczął opowiadać o treningach w Navy SEALs, zrozumiałem, że ich metoda treningowa jest prosta: robią coś tak długo, aż wszyscy mają tego dość albo rzygają ze zmęczenia.

- A potem dorzucacie jeszcze godzinkę treningu. Zgadłem?

Kyle tylko szeroko się uśmiechnął.

Pojedynek z broni krótkiej przegrałem sromotnie. A Chris strzelał podobno od niechcenia... Pojedynek z broni krótkiej przegrałem sromotnie. A Chris strzelał podobno od niechcenia... fot. Robert Kowalewski

Tarcza w strzępach

Po karabinach przyszła kolej na pistolety. Tu poczułem się ciut pewniej. W końcu strzelaliśmy z 10 m, a poza tym Chris był w piknikowym nastroju. Była szansa na nieznaczną porażkę. A nieznaczna porażka z sealsem to właściwie sukces i temat do męskich przechwałek na następnych kilka lat. Kusząca perspektywa.

Stanęliśmy obok siebie. W magazynku miałem pięć naboi. Chris - jak się potem okazało - dziesięć. Przeładowanie, start.

Przymierzyłem. Pach. Przymierzyłem. Pach. A obok mnie: pach, pach, pach, pach. Zerknąłem, Chris miał w ręku pistolet, a nie karabin maszynowy. 10 pocisków umieścił w tarczy szybciej, niż ja swoją piątkę.

- Takie tam - machnął ręką - nie pisz, jaki wynik, bo średnio celowałem - powiedział.

Zerknąłem potem na obie tarcze. Byłem w miarę - jak na to, że dawno nie strzelałem - zadowolony (jakaś dziesiątka, dziewiątka, siódemka). Chris rozniósł środek tarczy w pył. No i nie mam tematu do przechwałek...

Na koniec z kamienną twarzą poprosiłem Chrisa o to, by zestrzelił jabłko z mojej głowy. - Będzie superzdjęcie do artykułu - tłumaczyłem. SEALs spojrzał na mnie: - Ale z shotguna, OK? - odparł z równie kamienną twarzą. Zastanowiłem się. Mieliśmy naboje śrutowe, które robią sito w promieniu kilkudziesięciu centymetrów wokół celu.

- Żartowałem - pękłem pierwszy.

- Szkoda - zażartował Chris.

broń, mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz - na strzelnicy za snajperem SEALs, Chris Kyle

Żarty żartami...

W ten sposób zaczęliśmy nasz pojedynek na żarty. Chris opisuje w książce, że sealsi żartują ze wszystkich i ze wszystkiego, a najbardziej - ze swoich kolegów. Im ostrzej, tym lepiej. - Docinamy sobie, bo to jeden z elementów, które wiążą nas ze sobą. I nawet jeśli żarty są obraźliwe, to nikt się nie obraża - tłumaczył seals. No, ale my się dopiero poznaliśmy, więc złośliwości były, ale takie... - Na razie jesteś na poziomie amatorskim. Od sealsów dzieli cię przepaść - powiedział mi były snajper po jakiejś ostrzejszej złośliwości, z której byłem wyjątkowo zadowolony.

Wiem, że potem, późnym wieczorem, Chris Kyle powiedział, że mój żart był już prawie sealsowy. Niestety, był to ten etap wieczoru, z którego moje wspomnienia są dziurawe, jak po strzale z shotguna. Nie pamiętam więc, niestety, jakim żartem zasłużyłem na taki komplement.

Wiem natomiast, że żołnierze sił specjalnych to doskonali gawędziarze. Przez cały wieczór potrafią opowiadać mrożące krew w żyłach historie z treningów, szkoleń i misji. O rekinie, który w czasie ćwiczeń z nurkowania zaczął zjadać Chrisowi płetwę, o morderczym treningu (pompki robione bez oddechu, pływanie ze związanymi nogami i rękami), o poświęceniu ("Wiedziałem, że ojczyzna mnie wzywa, więc musiałem walczyć. Ale byłem przekonany, że żona mnie w końcu zostawi").

Na koniec jednak o sealsach, SAS-ie czy GROM-ie wiemy wciąż niewiele. Bo ci żołnierze mówią tylko to, co chcą powiedzieć.

Stanęliśmy obok siebie Stanęliśmy obok siebie fot. Robert Kowalewski

Łatwiej to było wczoraj

Tak, w luźnym tłumaczeniu, brzmi dewiza sealsów. Ale Chris zapewniał, że to kwestia chęci. - Musisz być w dużo lepszej formie niż przeciętna. Ale każdy facet jest w stanie osiągnąć poziom, by rozpocząć BUD/S, nasze wstępne szkolenie. Reszta to kwestia motywacji - zapewniał mnie.

Prawie uwierzyłem. Właściwie to naprawdę uwierzyłem. Do czasu gdy Chris opowiedział o treningu nurkowym. Najpierw instruktorzy związują żołnierzowi ręce i nogi. Wtedy trzeba przez jakiś czas ("jakiś czas", "dużo", "więcej" to słowa klucze w opisie treningów sealsów; konkretne liczby padają rzadko) nurkować i wynurzać się w basenie. Powierzchnia, dno, powierzchnia, dno. Wtedy instruktor wrzuca maskę na dno basenu. Trzeba zanurkować, złapać ją ustami, wypłynąć i podać instruktorowi. Kilka mniej skomplikowanych ćwiczeń, potem 100 metrów pod wodą (bez odpychania się od brzegu basenu, nie ma miękkiej gry!), i setka po powierzchni. Ręce i nogi cały czas związane.

Kiedy to się uda zaliczyć, instruktorzy rozcinają linki i należy założyć sprzęt nurkowy i ruszyć na podwodną trasę. W kilku jej punktach instruktorzy zrywają maskę, dają mały wycisk i zawiązują węzeł na przewodach z powietrzem. Trzeba usiąść na dnie basenu, rozplątać je, założyć sprzęt. Dalej w drogę. I znowu wycisk i węzły. Ostatni jest nierozwiązywalny. Żołnierz próbuje sobie poradzić, ale w końcu daje znak, że nie da rady wykonać zadania. Wtedy instruktor pokazuje kciuk. Gdy go uniesie w górę, można zanurkować, pocałować dno i wypłynąć na powierzchnię.

- Ale jak cię instruktor nie lubi, to chwilę trwa, zanim uniesie kciuk w górę - zaśmiał się Chris.

- A ile ty wytrzymujesz pod wodą? - zapytałem.

- Ponad cztery minuty. To kwestia treningu - machnął ręką były seals.

Cztery minuty? Świetnie. Dalej wierzycie, że każdy facet może rozpocząć BUD/S?

Wczoraj też chyba nie było łatwo

Bo na pewno nie każdy może BUD/S skończyć. Według statystyk 90 proc. rozpoczynających trening odpada.

Co powoduje, że niektórym udaje się przetrwać?

- Motywacja. Jeśli jakiś seals ci powie, że nie myślał o poddaniu się w czasie BUD/S - kłamie. Jest ciężko. Naprawdę człowiek dostaje w dupę. I kiedy tak leżysz na plaży, w przyboju, marzniesz jak diabli, wszystko cię boli, a słona woda płucze rany i zadrapania, mówisz sobie, że przecież to głupie. I że chcesz odejść. Ja tak miałem - opowiadał Chris. - Ale zerkasz na ocean, a tam płynie jakiś okręt wojenny. I wiesz, że jak odpadniesz z BUD/S, nie będzie trójzębu, tylko będziesz zwykłym marynarzem. Zaciskasz zęby i marzniesz dalej - zaśmiał się.

Dla niewtajemniczonych: chętni do zostania sealsami zaciągają się do marynarki. Jeśli im się uda, do munduru przyszywają symbol jednostki - trójząb. Jeśli nie - muszą swoje odsłużyć jako marynarze.

Ale strach przed myciem pokładu to oczywiście nie najważniejsza motywacja Chrisa. Facet jest patriotą, zdolnym do poświęceń, na które mało kogo byłoby stać.

- Chris, byłeś w Iraku cztery razy. Czemu po dwóch obowiązkowych turach nie zostałeś z rodziną?

- Ojczyzna była w potrzebie, a ja byłem na służbie. Gdyby każdy żonaty facet szedł do cywila, toby zabrakło doświadczonych żołnierzy. Zresztą byłem przekonany, że albo zginę, albo żona mnie opuści - powiedział spokojnie.

Fakt, około 90 proc. małżeństw sealsów się rozpada. Chrisowi się udało.

- Przez miłość. I przez nią - pokazał na swoją żonę, Tayę. - Była konsekwentna - dodał.

- Byłam uparta - zaśmiała się Taya. Swoją drogą, jak na żonę legendarnego snajpera przystało, na strzelnicy radziła sobie nieźle.

Jeśli ktoś spróbowałby się włamać do ich domu, miałby dużego pecha. Dostałby się w krzyżowy małżeński ogień. Bardzo celny ogień...

broń, mój pierwszy raz, Taya, żona Chrisa, na strzelnicy radzi sobie tak, jak na żonę legendarnego przystało. Doskonale, Mój pierwszy raz: strzelałem z legendarnym snajperem Navy SEALs

Najgorsze było to, że Chris pokonał mnie nie tylko na strzelnicy, ale i przy kieliszku polskiej wódki. Wielu kieliszkach... Najgorsze było to, że Chris pokonał mnie nie tylko na strzelnicy, ale i przy kieliszku polskiej wódki. Wielu kieliszkach... fot. Robert Kowalewski

Zabiłem za mało wrogów

Chris pod jednym względem był zupełnie inny od żołnierzy, których dotychczas poznałem. Nawet od tych, którzy mają za sobą działania w Iraku i Afganistanie. Zupełnie nie przeszkadzała mu rozmowa o strzelaniu i zabijaniu wrogów.

- Nie zrozum mnie źle, ale ja ich nie pamiętam. Nie śnią mi się po nocach. Pamiętam kilku, ale dlatego że okoliczności strzału były nietypowe. Twarzy nie pamiętam - powiedział mi.

Oficjalnie ma około 160 potwierdzonych trafień snajperskich. Nieoficjalnie ponad 250. Wszystkie te, które były podczas tajnych misji, oficjalnie nie istnieją. Dla Chrisa liczby jednak nie mają znaczenia.

- Gdy ktoś mnie pyta, ilu wrogów zabiłem, mówię, że za mało. Bo każdy wróg zabity przeze mnie, to potencjalnie uratowany towarzysz broni lub jeden z cywilów, których atakowali terroryści w Iraku. I żeby była pełna jasność. Nie szanowałem ich. Bo ktoś, kto podkłada bomby tak, by ginęły dzieci i kobiety, nie zasługuje na szacunek. To zło w czystej postaci i trzeba z nim walczyć - mówił.

Czekam na rewanż

Ale oczywiście wieczór z Kyle'ami nie ograniczył się tylko do rozmów o wojnie i strzelaniu. Była też część poświęcona testowaniu polskich wódek. Chris zapytał, czy tu też będziemy robić zdjęcia.

- Tylko jeśli to ty padniesz pod stół pierwszy. Wtedy dam tytuł: "Spiłem w trupa legendarnego snajpera Navy SEALs" - przykozaczyłem.

No i nie mam takiego zdjęcia. Pękła żołądkowa gorzka, pękła żubrówka, którą Chris uwielbia, pękło kilka piw. Rozstawaliśmy się, stojąc pewnie na nogach. Przy czym następnego dnia Chris Kyle zdążył na poranny wywiad, zaś ja zaspałem na samolot, a moja głowa powiedziała mi, że "łatwiej to było wczoraj".

Ale już teraz zapowiadam, Chris: nie zrobię tylu pompek co seals, nie dorównam w liczbie brzuszków, nie wytrzymam czterech minut pod wodą, nie przebiegnę w wojskowych butach po plaży 10 kilometrów w czasie 40 minut. Kiedyś jednak cię dopadnę z dużą butelką polskiej wódki i zrobię ci to zdjęcie, jak leżysz pod stołem. Żeby nie było, ostrzegałem!

Postawy strzeleckie: wykroczna oraz używana przez Navy SEALs oraz GROM Postawy strzeleckie: wykroczna oraz używana przez Navy SEALs oraz GROM fot. Robert Kowalewski

Postawy strzeleckie

Andrzej Martyniak, Akademia Umiejętności Strzeleckich:

Postawa strzelecka jest w zasadzie indywidualną sprawą strzelca. Sealsi strzelają w postawie stojącej z niewielkiego wykroku. Zaletą jest możliwość szybkiego ostrzału w kierunkach na lewo i na prawo, kosztem nieco mniejszej wygody w strzelaniu na wprost.

Osoby preferujące postawę bardziej wykroczną mają większą wygodę w strzelaniu na wprost i w prawo, natomiast ostrzał strony lewej wymaga zwrotu z przestawieniem nogi.

Wybór jest indywidualną sprawą strzelca. Liczy się przede wszystkim bezpieczeństwo własne i partnerów oraz skuteczność (szybkość i celność). W przypadku zadań bojowych wybór postawy i jej wariantu uzależnia sytuacja i wyposażenie.

Na strzelnicy, gdzie priorytetem jest sport i rekreacja, instruktorzy uczą postaw wygodnych i stabilnych.

Chris Kyle

Teksańczyk, ma 38 lat. Były snajper Navy SEALs, jednej z najlepszych jednostek specjalnych na świecie. Był na czterech misjach w Iraku. Walczył w II bitwie o Faludżę i w bitwie o Ar-Ramadi. Najdłuższy celny strzał oddał z 1920 m.

broń, mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz - na strzelnicy za snajperem SEALs, Cel snajpera Chrisa Kyle'a

"Cel snajpera"

Opowieść Chrisa Kyle'a o morderczym treningu w Navy SEALs i wojnie. Oraz o tym, co przeżywa rodzina żołnierza. Wyjątkowo szczera, miejscami dla cywila nawet szokująca. Chris pisze też o współpracy z operatorami GROM-u, których bardzo chwali.

(książkę można kupić tutaj)

 

Broń, która zaskoczyła Chrisa

broń, mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz - na strzelnicy za snajperem SEALs, Strasser RS05 - austriacki sztucer o dużej mocy

Strasser RS05 - austriacki sztucer o dużej mocy, kaliber 9,62 mm. Chris docenił modułową konstrukcję, możliwość wymiany lufy na inny kaliber, lunety na inną oraz bezproblemową regulację ustawień oporu języka spustowego.

broń, mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz - na strzelnicy za snajperem SEALs, Dryling w. petting - broń myśliwska o trzech lufach

Dryling W. Petting - dryling, czyli broń myśliwska o trzech lufach. Tu w rzadko spotykanym kalibrze 16/16/9,3x72R. Możliwość załadowania do każdej z luf naboju kulowego (kula i dwie breneki) bardzo spodobała się Chrisowi.

Ten egzemplarz to przedwojenna broń niemieckiego oficera.

broń, mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz - na strzelnicy za snajperem SEALs, TT - radziecki pistolet samopowtarzalny

TT - radziecki pistolet samopowtarzalny. Strzela nabojami kaliber 7,62x25 mm. Zaletą jest duża moc a więc i "przebijalność" jego silnej amunicji. Posiada mało ergonomiczy chwyt, ale Chris lubi wszystko, co mocne.

 

Redakcja "Logo" dziękuje za pomoc w realizacji materiału panu Andrzejowi Martyniakowi z Akademii Umiejętności Strzeleckich.

Więcej o:
Komentarze (25)
Mój pierwszy raz: strzelałem z legendarnym snajperem Navy SEALs
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • fleshless

    Oceniono 21 razy 9

    to jest artykół dla twardzieli w kapciach.
    Stąd ten pseudo - ziomalski ton...

  • dolcia87

    Oceniono 20 razy 8

    Smieszy mnie to ze Polacy z picia wodki robia jakas dume narodowa. Najwieksza atrakcja dla amerykanina w PL to ma byc wypicie polskiej wodki? I niech jeszcze odpadnie pierwszy a polak bedzie sie cieszysz ze przepil amerykanskiego snajpera. Mieszkalam w bazie wojskowej Fort Carson w Colorado prawie 2 miesiace zanim razem z mezem (zolnierz) znalezlismy sobie mieszkanie poza baza. 90% amerykanskich zolnierzy to alkoholicy! Wiadomo ze na misji w Iraku nie mozna pic, ale bedac w US pili praktycznie codziennie. Weekend to byla masakra, wodka leje sie tam litrami. Wiec dla takiego snajpera wypicie wodki, zubrowki i paru piwek to nic...Musze przyznac ze amerykanie bija polakow na glowe w piciu wodki....Robicie z nich bohaterow ale prawda jest taka ze tych naprawde porzadnych jest niewielu...

  • Gość: arno

    Oceniono 3 razy 3

    ...''Nie szanowałem ich. Bo ktoś, kto podkłada bomby tak, by ginęły dzieci i kobiety, nie zasługuje na szacunek.To zło w czystej postaci i trzeba z nim walczyć - mówił''
    To opis kogos,kto moze powiedziec:"'jestem wartosciowy.Dokonalem wielu rzeczy ,jakie sie nawet nie snily innym."Bo w kontekscie szalenstwa terrorystow strzelajacych do wszystkiego co sie rusza.Jego postawa jest czynem uzasadnionym igodnym pochwaly.Pisanie o nim jako modercy stawia piszacego i jego mozg na poziomie dzdzownicy.Lecz nic dziwnego...Niedowartosciowany ignorant,bez woli bycia wartosciowszym i pomyslu na zycie,jak zwykle pompuje swoje ego na necie kabotynskimi wpisami.Bo nic innego nie potrafi.Typowa polska specjalnosc.Dla takich bohaterka jest Doda i kolega co wpadnie z jabolem.Reszta to kretyni i dno.
    Ci co wypisuja androny/do tego z bledami/''artykol'',piszemy sznowny polaku,malkontencie ;artykul.

  • lamignatt

    Oceniono 15 razy 3

    Co za CIOTA wypocila ten caly pseudo-artykul?.. Nie ma tu najmniejszego znaczenia, jakim Teksanczyk jest twardzielem, jak strzela, pije etc.
    Zenujace jest to jawnie poddancze uwielbienie, jakim nasz bezjajeczny redaktorek obdarza bohatera...

  • sselrats

    Oceniono 7 razy 3

    Amerykanien mial tez wiecej wlosow na glowie niz Polak.

  • Gość: miss dior

    Oceniono 2 razy 2

    ale ma ręce umięśnione, like it

  • Gość: arno

    Oceniono 1 raz 1

    Tu trudno ocenic ,czy to krytyk czy krytyk robiacy ze strachu..., ''pipi''(sic!)
    Tenze swiecie sie obrazil....hi,hi.To jakas paranoja z wieloma co komentuja.Prawie kazdy delikatny jak panienka/
    A na marginesie,jak sie nie umie czytac miedzy wierszami i nie ma poczucia humoru,to polecalbym czytanie instrukcje uzywania margaryny

  • Gość: pipi

    Oceniono 7 razy 1

    Zaczynając artykuł od alkoholu zaprentowałes się jako pijaczyna, w dodatku słaba pijaczyna. Straciłem chęc na dalsze czytanie. Kup sobie pare butelek wódki i potrenuj chlanie misiu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX