Gwiazda Logo: Jakub Wesołowski

Rozmawiamy w przerwie okładkowej sesji zdjęciowej do 'Logo' w Łodzi. Kuba Wesołowski kręci tu drugą serię 'Komisarza Aleksa'. Warszawiak, który nie ma czasu wrócić do stolicy. Dziennikarz z wykształcenia, historyk z zamiłowania, aktor z przypadku. Obecnie gwiazda telewizji. I wyluzowany, 27-letni chłopak, pełen młodzieńczej werwy. Podczas zdjęć trochę z nudy, trochę dla rytmu - odpala z iPhone'a hard rocka.
Gwiazda Logo: Jakub Wesołowski Gwiazda Logo: Jakub Wesołowski fot. Michał Mutor

Jakub Wesołowski

Z wykształcenia dziennikarz, z zawodu aktor. Kojarzony z popularnymi serialami. Karierę rozpoczął przed dekadą jako Igor w "Na Wspólnej", obecnie kręci m.in. "Komisarza Aleksa". Historia chciała, by przewinął się przez produkcje historyczne. Walczył z bolszewikami ("1920. Wojna i pokój"), dotkliwie odczuł pierwszy dzień wojny jako pełen marzeń maturzysta ("Jutro idziemy do kina"), bronił wybrzeża (czekająca na premierę "Tajemnica Westerplatte"), podchodził okupanta jako żołnierz podziemia, teraz lawiruje między ubekami ("Czas honoru").

 

Nakręca cię AC/DC?

 

To dzisiaj motyw przewodni. Odświeżony przy okazji "Iron Mana". Jestem fanem komiksów. W filmie też kocham taką baśniowość.

Czyli komiks superbohaterski?

 

Oprócz "Thora". Tego w młodości nigdy nie załapałem (śmiech). A filmy takie jak "Mroczny rycerz powstaje" uważam ze esencję współczesnego kina. Z jednej strony kolorowe wybuchy, z drugiej - aktorstwo na fantastycznym poziomie. Do tego hollywoodzki patos, nawiązania do patriotycznej symboliki. Ja to kupuję. I świetny trailer, najlepszy. Zawsze przychodzę do kina wcześniej, by zdążyć na zwiastuny.

Batmany w reżyserii Nolana lepsze od Burtonowskich?

 

Nie mogę tak powiedzieć. Wychowałem się na pierwszym, z Jackiem Nicholsonem. I Kim Basinger. Lecz obecna Kobieta-Kot, czyli Anne Hathaway, też mnie złapała za... serce.

A nowy "Spider-Man"? Niesamowity?

 

Tak. Człowiek Pająk jest mi szczególnie bliski - jako dzieciak ściągałem komiksy, skąd tylko się dało. Gdy czytałem takie rzeczy, przenosiłem się do świata iluzji i przygody. Kino i komiksy kolorowały mi życie.

Co z muzyką? I tym AC/DC?

 

Reżyser "Komisarza Aleksa" Robert Wichrowski podrzuca mi heavy legendy. Danzig, Testament. Czuję, że jest w tym zwierzęcy zryw. Prawdziwa energia. W muzyce chyba mniej lubię komercję.

To naprawdę rockowo-metalowa klasyka. Nie lubisz muzycznych wynalazków i świeżynek?

Ja w ogóle jestem na bakier z nowoczesnością. Choć muszę z nimi żyć - komputery to też nie mój świat.

Ale dziś studio zdominował głośnik twojego iPhone'a.

 

Dostałem go na urodziny. Wcześniej się broniłem.

I nie masz na pięciu pulpitach trzydziestu aplikacji? Nawet fejsbukowej?

 

Oj nie, jakieś pojedyncze, bardziej użyteczne. Np. Livescore'a do sprawdzania wyników sportowych, gdy siedzimy na planie. Tak "oglądałem" naszych siatkarzy na olimpiadzie.

Teraz najczęściej pewnie sprawdzasz... Legię?

 

Dokładnie, jestem warszawiakiem.

Jest jeszcze drugi klub w ekstraklasie...

 

Coś tam słyszałem (śmiech). Mam wielki szacunek do sportowców, sam trochę grałem w piłkę. Zresztą nie ma znaczenia, jaki talent dostałeś: czy pięknie piszesz, czy robisz piękne fryzury - jeśli robisz to lepiej od innych, jest powód, by cię podziwiać. Wyrobnicy są nudni. Liczy się boskie dotknięcie - jak to przed chwilą w wykonaniu makijażysty Darka (śmiech).

W Drukarzu Warszawa stałeś na bramce, podobnie jak Igor w "Na Wspólnej".

 

Szczęśliwy przypadek. Ale piłka jest niewdzięczna dla kina. Np. film "Gol!" z 2005 r. Pomimo zainwestowania środków i fantastycznych piłkarzy, takich jak Beckham, Zidane czy González - nie wyszło. Zupełnie inny rodzaj emocji, inny typ widza. W kinie oczekujesz, że wszystko potoczy się właściwym torem. Kibic często liczy na jakąś formę... sportowej niesprawiedliwości.

A polskie kino piłkarskie? "Boisko bezdomnych", "Skrzydlate świnie"?

 

"Boisko..." lubię, jak i całą twórczość Kasi Adamik. "Skrzydlate..." też fajne. Dobra rola i świetna piosenka Roguckiego, wokalisty Comy.

Chuligańskie wyczyny hobbita Elijah Wooda w "Hooligans" też cię przekonały?

 

W stu procentach! Jeśli aktor wychodzi poza swoje ramy, świadczy to o jego ogromnej odwadze.

Gwiazda Logo: Jakub Wesołowski Gwiazda Logo: Jakub Wesołowski fot. Michał Mutor

Która z twoich ról była największym wyzwaniem?

 

Na wczesnym etapie kariery trafiłem na plan "Jutro idziemy do kina". Duży plan. Historia w tle. Niesamowici aktorzy. Wszystko było dla mnie nowe. Spotykam Olbrychskiego. "Jezu, mam grać z człowiekiem, którego podziwiam przez całe życie?" - bałem się. Zresztą każda rola to kolejne wyzwanie. Przy "Komisarzu Aleksie" jest nim praca z psem. Nieobliczalnym.

Jakieś szkolenie ze zwierzakiem?

 

Oczywiście, spotykaliśmy się przed zdjęciami. Miałem też szkolenie z policją. Aktorzy starają się udawać bohaterów, policjanci nimi są. Pojechałem kiedyś na nocny dyżur. Trzeba mieć jaja, żeby bez rozpoznania terenu i bez wsparcia wejść do łódzkiej bramy o tej porze.

Ale posterunek w lofcie chyba nie jest wzorowany na typowym komisariacie. Gdy myślę: "policja", widzę: "Psy", "Pitbulla"...

 

Jasne, lecz ten serial nie jest oderwany od rzeczywistości. To inny projekt niż "Twarzą w twarz" Patryka Vegi, gdzie graliśmy zupełnie na serio. "Komisarz..." jest historią o chłopaku z psem, którzy się kochają. Dla masowego widza, jednak są odcinki bez uśmiechów.

Tu znów spotkałeś się z Olbrychskim. Już starym kolegą z planu - po drodze mieliście "Czas honoru". Aktor bez szkoły aktorskiej pewnie uczy się w praktyce, właśnie od mistrzów?

 

I to jest mistrz. U każdego aktora możesz coś podpatrzeć, lecz Daniel jest wyjątkowy. Wielki na planie i poza nim. Ma jakiś rodzaj charyzmy. Czegoś, co za cholerę nie jest definiowalne. Z jednej strony znane z "Boksera" siła, męstwo, atawistyczna chęć rywalizacji. Wchodzi na ring i młóci - też mieliśmy taką scenę.

A z drugiej... Z obsadą "Czasu..." robiliśmy telewizyjny projekt w hołdzie bohaterom AK. My śpiewaliśmy piosenki poświęcone kombatantom, a w przerwach pojawiał się Daniel, który recytował wiersze Baczyńskiego. "Wiersze? Telewizja tego nie wytrzyma" - myślałem. Tymczasem wszyscy patrzyli i słuchali, a z oczu ciekły im łzy.

Czy po swoich wojennych projektach jesteś większym patriotą?

 

Patriotyzm wyniosłem z domu. Teraz więcej... wiem. Granie w "Czasie honoru" to duża odpowiedzialność. Starsi ludzie podchodzą na ulicy, bywam powiernikiem opowieści. Historia zawsze była dla mnie ważna, pisałem magisterkę o Żegocie i Bartoszewskim.

Ukończyłeś dziennikarstwo. Nie szukałeś pracy w zawodzie?

 

Wyszło inaczej. Ale lubię pisać, słowa na papierze są przemyślane. Facet też czuje potrzebę wyrażenia emocji. Na kartce jest łatwiej.

Jak się zaczęło aktorstwo?

 

Przypadek. Myślałem, że będę zawodowym piłkarzem. Dwa tygodnie po castingu, na który zaciągnęli mnie znajomi, byłem w serialu.

Pamiętasz pierwsze odcinki "Na Wspólnej"? Minęła niemal dekada.

 

Coś pamiętam. Na planie spędzałem więcej czasu niż w domu. Tam się uczyłem aktorstwa. Ekipa specjalistów pracuje nad serialem od dziewięciu lat. Cieszę się, że mogłem wziąć w tym udział.

Czy praca przy takim serialu - albo np. przy młodzieżowym "Klubie szalonych dziewic" - wygląda inaczej niż na planie poważnej fabuły?

 

Lubię się angażować i zawsze daję z siebie wszystko. Fabuła czy serial. Aktorstwo, praca magisterska, bieganie, narty.

Nie snowboard?

 

Narty! To jedno z hobby, które sprawiają mi największą przyjemność. Przekraczasz granice, lecz serducho rwie dalej. Nogi już pieką, głowa mówi: "Hamuj", a ty pędzisz... Ta chwila zjazdu sprawia, że czujesz się wyjątkowo, bo wszystko zależy tylko od ciebie.

A jakie ucieczki stosujesz w mieście?

 

Kino, kiedy tylko mogę. Najlepiej późnowieczorny seans, gdy jestem sam na sali.

Z piłką już koniec?

 

Spotkałem niedawno swojego trenera. Powiedział: "Kuba, wolę oglądać cię na ekranie niż na boisku". Bramka to specyficzna pozycja. Wysiłek dziesięciu chłopaków może zniszczyć jeden zły wykop czy słaba interwencja. Ten ciężar odpowiedzialności mi odpowiadał, ale byli lepsi.

Szczęsny czy Tytoń. Kto powinien był bronić w meczu przeciwko Rosji?

 

Jestem fanem Wojtka Szczęsnego. Łączy w sobie niespotykaną odwagę i młodzieńczą buńczuczność, nawet bezczelność. Wyrywa z tego świata wszystko, co najlepsze. Takich gości podziwiam.

Wspomnienia po Euro?

 

W przerwie meczu z Grecją paliliśmy z kolegami na balkonie. Wygrywaliśmy pierwszy mecz mistrzostw Europy. Czuliśmy się jak mistrzowie świata. Gorsze wspomnienia wypieram. Mam pamięć selektywną.

Olimpiada?

 

Całe dnie na planie drugiej serii "Komisarza Aleksa". Pocieszałem się wspomnianą aplikacją "Livescore".

Polubiłeś Łódź?

 

Zdecydowanie. Jej szczerość. Ten rodzaj... autonomiczności. I autentyczności.

Dobra, dobra. A kluby?

 

Nie, nie mam na to czasu. Jakiś pub raz na parę miesięcy. Ciągle jest robota, mam też inne pomysły w głowie. Po powrocie z planu siadam po prostu do mejli czy książki. Organizm potwierdza: "Jakub, wyluzuj, jutro znów masz być pełen energii". To u mnie działa.

Więcej o: