Jak zostać dżentelmenem w trzy dni

Jaki jest współczesny dżentelmen? Kurs Finishing Academy, który w trzy dni próbował ze mnie zrobić dżentelmena, uświadomił mi, jak bardzo pojemna jest definicja tego słowa. To człowiek nienaganny zarówno pod względem etycznym, jak i towarzyskim, taktowny, honorowy, godny zaufania, uprzejmy. Czy po weekendzie w Szkocji jestem już dżentelmenem?  
Of course, ale nie wypada mi się tym chwalić!
Jak zostać dżentelmenem w trzy dni Jak zostać dżentelmenem w trzy dni fot. Michał Mutor

Na podbój dobrego towarzystwa

Słowo "dżentelmen" narodziło się w języku angielskim w XV wieku. Początkowo określało kogoś szlachetnie urodzonego, kto miał prawo nosić broń i posiadał na tyle duży majątek, by nie musiał pracować zarobkowo jak jakiś prosty drobnomieszczanin. Tak rozumiani dżentelmeni za pomocą noszonej przy sobie broni wyrżnęli się nawzajem w wojnach XVII wieku, które praktycznie unicestwiły europejską szlachtę. A na dobitkę zmiany gospodarcze skasowały ich majątki, przez co na pierwszy plan wysunęło się pracowite chamstwo i drobnomieszczaństwo.

Skoro prawdziwych dżentelmenów zabrakło, dziś Anglicy definiują dżentelmena jako kogoś, kto "potrafi odnaleźć się w dobrym towarzystwie". A to oznacza niemal wszystko! Chociażby umiejętność radzenia sobie z publicznymi wystąpieniami - nie ma mowy o wątpliwościach typu "co robić z rękami?" czy "jak się ubrać?".

dżentelmen

Czy da się dżentelmeńskich manier nauczyć w jeden weekend? Taką ofertą kusi brytyjska firma szkoleniowa Page Training organizująca weekendowe kursy pod hasłem "Finishing Academy" (na zmianę: dla dżentelmenów, dam oraz młodych dżentelmenów i młodych dam).

Musiałem to sprawdzić.

Przeglądając program kursu, myślę o cytacie z klasycznego pisarza science fiction Roberta Heinleina, według którego każdy człowiek powinien umieć "zmienić pieluchę, zarżnąć wieprza, zbudować dom, napisać sonet, nastawić złamanie, dawać rozkazy, przyjmować rozkazy, roztrząsać nawóz, zaprogramować komputer, ugotować smaczny posiłek", bo specjalizacja jest "tylko dla owadów". Finishing Academy uczy publicznego przemawiania, właściwej postawy i kroku, ale także zachowania przy stole, doboru koloru koszuli i krawata, udzielania pierwszej pomocy, podstaw samoobrony, gry w golfa i strzelania do rzutków oraz tańców towarzyskich.

Teoria zakłada, że po nauczeniu się tego wszystkiego bez strachu można ruszyć na podbój dobrego towarzystwa - rzecz jasna, krótki kurs nie zrobi z nikogo mistrza tańca, ale przynajmniej fazę, w której z bezradną miną zadaje się instruktorowi elementarne pytania, będzie się mieć za sobą.

Szkolenie odbywa się w autentycznym zamku Szkolenie odbywa się w autentycznym zamku fot. Piotr Kała

Nigdy nie proś o sól!

Szkolenie odbywa się na końcu świata - w zamczysku zagubionym wśród szkockich wzgórz. Przybywam na miejsce wykończony podróżą i wściekle głodny (wskutek awarii samolotu przetrzymali nas cztery godziny na pasie startowym, nie podając nic do jedzenia). Szczęśliwie trafiam na kolację. Posiłek jest okazją, by poznać innych uczestników kursu.

Przybyli tu z różnych zakątków dawnego imperium brytyjskiego - Dietrich z Australii, Larry z Nowego Jorku, Gaurang z Kanady, Alan ze Szkocji, Ravinder z Bombaju, Abhishek z Londynu (ale mieszka tam dopiero od dwóch lat), Michael z Lancashire. Jestem tu jedyną osobą spoza imperium - ale wystarczy zajrzeć na plejlisty mojego iPoda, by zobaczyć, jak dużo znaczy dla mnie kultura spod flagi Union Jack.

Jak zostać dżentelmenem w trzy dni, savoir vivre, gentleman, Degustacja wina

Gdy tylko moje danie pojawia się na stole, rzucam się na nie nieprzytomnie i od razu jestem strofowany przez instruktorkę - dżentelmen powinien zaczekać, aż wszyscy zostaną obsłużeni. "A co, jeśli dżentelmen umiera z głodu?" - jęczę. "Powinien cierpieć w milczeniu" - odpowiada natychmiast instruktorka. No tak. "Suffer in silence" - ulubiona odpowiedź Anglika na wszystkie wątpliwości związane z dobrym wychowaniem.

Co gorsza, okazuje się też, że nie umiem prawidłowo trzymać widelca - ma być wypukłym do góry i za żadne skarby nie należy traktować go jak łyżki. Wprawdzie w ten sposób nie da się szybko pożerać dania dużymi kęsami, ale i tak nie należałoby tego robić. Niewielką pociechą jest dla mnie to, że w Nowym Jorku, sądząc po Larrym, sztućce traktuje się z większą nawet swobodą niż w Polsce. Dowiadujemy się, że brytyjska etykieta stołowa nakazuje, by ręce opierały się o stół tylko w nadgarstkach (w Ameryce dopuszczalna jest spora część przedramienia, byle tylko nie łokieć, którego obecność na stole po obu stronach Atlantyku uważana jest za ciężką zbrodnię).

Część nakazów wynika po prostu z uprzejmości wobec innych jedzących - np. nalewając sobie cokolwiek, należy spytać, czy sąsiedzi z lewej i z prawej przypadkiem nie mają na to ochoty; należy też w miarę równomiernie konwersować z obydwoma sąsiadami (z tego powodu rozsadzając gości przy stole, rozdziela się małżeństwa). Część jednak nie ma żadnego rozsądnego uzasadnienia - np. w brytyjskiej etykiecie trzeba się przed jedzeniem zdecydować, czy używamy noża i widelca, czy samego widelca (wtedy widelec trzymamy prawą ręką). Nie wolno tego zmieniać w trakcie jedzenia!

Brytyjska etykieta dopuszcza używanie soli i pieprzu, jeśli gospodarz zadecydował o podaniu ich na stół. Pod żadnym pozorem nie wolno jednak samemu poprosić o ich podanie - jeśli taka była decyzja gospodarza, to... "cierp w milczeniu" i pocieszaj się, że we Francji sól i pieprz to tylko dekoracja na stole - gospodarz obrazi się, jeśli uznasz, że jego danie wymaga przyprawiania.

Na szczęście dowiaduję się, że w brytyjskiej etykiecie nie ma tego, co jest dla mnie zmorą jej polskiego wariantu - zostawienie części dania na talerzu nie jest tu obrazą dla gospodarza. Wieloetniczność społeczeństwa brytyjskiego sprawia też, że bardzo naturalne tu jest zadeklarowanie przed zaproszeniem, że się ma specjalne wymagania dotyczące np. obecności wieprzowiny lub w ogóle obecności mięsa w menu - zmartwieniem gospodarza jest wtedy zapewnienie alternatywnego posiłku.

Nauka doboru kolorów Nauka doboru kolorów fot. Piotr Kała

Fokstrot z lady

Następnego dnia kurs zaczynamy od nauki doboru kolorów. Dowiadujemy się, że każdemu człowiekowi można przypisać podstawowe zestawy kolorów - głębokie, jasne, ciepłe, zimne itd. Konsultantka pomaga nam znaleźć "własny" zestaw (ja w tej klasyfikacji jestem muted/light, czyli pomiędzy barwami neutralnymi i jasnymi).

Za pomocą próbek materiałów sprawdzamy, w czym nam jest do twarzy. Ja dowiaduję się, że naturalnym kolorem dla mnie jest niebieski, ale nie oznacza to, że mam unikać innych barw - dobrze jest jednak, jeśli te inne będą miały w sobie jakąś odrobinę niebieskiego, np. jeśli czerwień, to raczej bliższa maliny niż pomidora.

Jak zostać dżentelmenem w trzy dni, savoir vivre, gentleman, Kurs tańca

Po kolorach nadchodzi czas na to, czego się najbardziej baliśmy - kurs tańca. I niestety nie będzie to beztroski umcyk-umcyk do taktu muzyki house, tylko najpierw tradycyjny szkocki reel, potem walc i fokstrot.

Przynajmniej nie będziemy musieli tańczyć ze sobą - na parkingu przed zamkiem pojawiają się gustowne terenówki (w Szkocji napęd na cztery koła występuje chyba częściej niż napęd na jedną oś), którymi przyjeżdżają członkinie miejscowego klubu tanecznego, kobiety w bardzo różnym wieku, od niepełnoletnich po siwowłose. Robi się atmosfera jak z jakiejś szalonej angielskiej komedii, tym bardziej że filmy takie jak "Dziewczyny z kalendarza" nie kłamią - siwowłosa brytyjska dama potrafi mieć temperament nie gorszy od nastolatki.

Jak zostać dżentelmenem w trzy dni, savoir vivre, gentleman, "Najważniejsza zasada tańca towarzyskiego jest taka, że mężczyzna prowadzi" - mówi instruktor.

"Najważniejsza zasada tańca towarzyskiego jest taka, że mężczyzna prowadzi - mówi instruktor. - Na parkiecie to wy, panowie, rządzicie swoją partnerką i cieszcie się tym, bo być może to jedyna taka sytuacja w waszym związku. Mężczyzna robi krok naprzód, kobieta się cofa. Jeśli mężczyzna nadepnie kobiecie na nogę - to jej wina, powinna się cofnąć". Uspokojeni tym zapewnieniem zaczynamy tańczyć. To łatwiejsze, niż myślałem - może dlatego, że zawsze za bardzo martwiłem się tym, by nie nadepnąć?

Jak zostać dżentelmenem w trzy dni, savoir vivre, gentleman, Kurs gry w golfaPo posiłku - będącym kolejną okazją do trenowania etykiety - zabierają nas na kurs gry w golfa. Okazuje się, że z całej naszej grupy tylko ja i Larry nigdy się z tą grą nie zetknęliśmy. Usprawiedliwiam się, że w Polsce wytworzyło się nieprzyjemne skojarzenie tej gry z najbardziej obleśnymi postaciami biznesu i polityki w rodzaju świętej pamięci Ireneusza Sekuły. "Całkiem jak w Ameryce" - chichocze Larry.

Zidentyfikować cel, namierzyć cel, bang! I Byle nie myśleć. Zidentyfikować cel, namierzyć cel, bang! I Byle nie myśleć. fot. Piotr Kała

Cel, pal!

Kolejne zajęcia - strzelanie do rzutków. Będę pierwszy raz strzelał z czegokolwiek, poza oczywiście grami komputerowymi. Nigdy nie byłem w wojsku - skończyłem studia, akurat kiedy ojczyzna ogłosiła niewypłacalność i oznajmiła absolwentom, że niestety nie stać jej na przymusowe przeszkolenie. Ku mojej rozpaczy, rzecz jasna.

Instruktor przyjeżdża po nas land roverem i wywozi gdzieś w głąb lasu. Tutaj zostajemy przebrani w gustowne gumofilce, wyposażeni w gogle i ochronne słuchawki i przeszkoleni w kwestii bezpieczeństwa. Instruktor poucza nas, że dostaliśmy do ręki prawdziwą broń i musimy się zachowywać odpowiedzialnie. Nie wolno odejść ze stanowiska bez przełamania strzelby i pokazania innym, że nie jest nabita. Przed nami - poucza nas - rozciąga się strefa bezpieczeństwa, jeśli postrzelimy kogoś w jej obrębie, to jego wina, że tam właził. Poza nią wina jednak będzie nasza, dlatego strzelbę - nawet nienabitą - najlepiej przenosić na plecach, wycelowaną w niebo. Instruktor pokazuje prawidłową postawę strzelecką - stajemy, balansując na rozstawionych nogach, by amortyzować odrzut. Mówi nam, że trzeba do strzelby dokładnie przytulić policzek, by móc dobrze celować. Swoim kursantom każe tulić policzek przez banknot pięciofuntowy. Kto przyłoży się zbyt słabo, straci banknot, który instruktor traktuje jako osobisty napiwek.

Biorę ciężką strzelbę pierwszy raz w życiu do ręki. A więc to czuje Lara Croft, kiedy naciskam spację? Przytulam policzek, przybieram pozycję i czuję, jak zamieniam się w zimną maszynę do zabijania. Wprawdzie tylko glinianych kółeczek wyrzucanych w powietrze przez automat, ale jednak. Trafiam za pierwszym razem! Potem za drugim i za trzecim. Za czwartym kółko znosi w prawo, podczas gdy poprzednie znosiło w lewo. Wodzę za nim lufą, ale zdezorientowany nie naciskam spustu na czas. Pudło.

Jak zostać dżentelmenem w trzy dni, savoir vivre, gentleman, Wiesz, dlaczego nie trafiłeś? - pyta instruktor - Zacząłeś myśleć, a to niedobrze.

"Wiesz, dlaczego nie trafiłeś? - pyta instruktor - Zacząłeś myśleć, a to niedobrze. W chwili, w której cel jest przed lufą, należy pociągnąć za spust i to wszystko".

Teraz już rozumiem: skuteczne celowanie to celowanie bezrefleksyjne: zidentyfikować cel, namierzyć cel, bang! I byle nie myśleć.

Kurs prasowania - spośród nas tylko Ravinder ma tu jakieś doświadczenie Kurs prasowania - spośród nas tylko Ravinder ma tu jakieś doświadczenie fot. Piotr Kała

Sunbrush zamiast fryzjera

Po strzelaniu nadchodzi ta część programu, z której najbardziej cieszyła się moja żona - kurs prasowania i przyszywania guzików. Okazuje się, że spośród nas tylko Ravinder ma tu jakieś doświadczenie. W skupieniu notujemy, że koszulę zaczynamy prasować od kołnierzyka, len należy prasować od środka, a wełnę przez serwetkę.

Jak zostać dżentelmenem w trzy dni, savoir vivre, gentleman, Kurs przyszywania guzików.

Blok zajęć poświęcony stylistyce włosów zamierzam spędzić, czytając książkę - okazuje się, że stylistka ma mi coś jednak do zaproponowania. Przez chwilę boję się, że będzie mnie namawiać do wyhodowania chamskiej zaczeski a la Aleksander Łukaszenko, ale bezpodstawnie. Stylistka wyjaśnia mi, że łysa glaca daje wygląd męski i agresywny i wielu ludzi specjalnie w tym celu się goli na zero. Warunkiem jednak jest to, że za tym wyglądem musi nadążać reszta twarzy. Łysy nie może sobie pozwolić na wyraz zmęczenia czy choćby niewyspania - to go od razu postarza o dziesięć lat. "Przystojny łysy to opalony łysy" - mówi stylistka i zaciąga mnie do zaimprowizowanego namiotu z aparaturą do nakładania sztucznej opalenizny.

Dżentelmen musi być przekonujący - liczą się nie tylko słowa ale i mowa ciała Dżentelmen musi być przekonujący - liczą się nie tylko słowa ale i mowa ciała fot. Piotr Kała

Nie machać łapami

Do najważniejszych części kursu należy jednak publiczne przemawianie - kolejno wygłaszamy jakąś prezentację, wysłuchujemy krytyki instruktorek i następnego dnia próbujemy przedstawić udoskonaloną wersję.

Dowiadujemy się, że umysł ludzki i tak może rozważać tylko trzy koncepcje naraz, nie ma więc sensu próbować zmieścić więcej w krótkiej prezentacji. Jeśli mamy do przedstawienia jakieś uwagi porządkowe, należy od nich zacząć wystąpienie, przede wszystkim dlatego, że zakończenie najmocniej zapadnie w pamięć publiczności. Dlatego np. o godzinie przerwy na lunch powiedz na samym początku, bo inaczej z twojego przemówienia słuchacze zapamiętają tylko polędwiczki wieprzowe.

Każda prezentacja powinna zawierać przynajmniej jeden fakt całkowicie nieznany publiczności. Jeśli nic nowego i ciekawego nie można powiedzieć na zadany temat, to... warto się zastanowić nad zmianą tematu - w ostateczności jednak można znaleźć jakąś ciekawostkową dygresję.

Instruktorki słuchały naszych prezentacji, bezlitośnie punktując błędy. Ktoś chodził nerwowo w kółko i trzymał rękę w kieszeni - w ten sposób zdradzał swoją mową ciała, że źle się czuje w swojej roli. "Gdy ty mówiłeś, twoje ciało krzyczało: ZABIERZCIE MNIE STĄD!" - mówi instruktorka. Ja zostaję skrytykowany za przesadną gestykulację, aczkolwiek w tej kwestii zdania instruktorek są podzielone.

Dżentelmen

Część uważa, że to jest na swój sposób sympatyczne, bo pokazuje mój entuzjazm do tematu. Zgodnie mówią jednak, że nie wolno mi wymachiwać rękami w okolicach głowy czy twarzy - gesty takie jak pocieranie twarzy czy drapanie w głowę rozpraszają publiczność.

 

Cudowna odmiana

Czas wracać. Na lotnisku Heathrow zaglądam do jednej z tutejszych restauracji - mam już dość tych wszystkich lordowskich przysmaków. Zamawiam hamburgera, frytki i kufel piwa. Po polsku, bo wszyscy kelnerzy w Londynie to Polacy. Uff, wróciłem do swojego świata. Ale co to? Nie mogę sobie przypomnieć, jak przedtem trzymałem nóż i widelec. Z niedowierzaniem spoglądam na swoje ręce, jak metodycznie kroją hamburgera, jak zamiast beztrosko spryskać frytki musztardą i keczupem, tworzą dwie estetyczne grudki z boku talerza, widelec zaś porusza się idealnie równolegle do linii moich ust. Wystarczyły trzy dni, żebym nabrał nowych nawyków i zapomniał starych...

Więcej o:
Komentarze (5)
Jak zostać dżentelmenem w trzy dni
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: seznam

    Oceniono 26 razy 24

    Wydaje się, że można tak samo, jak zostać dziennikarzem w trzy dni.

  • Gość: michaś

    Oceniono 10 razy 10

    Marny trud. 10 lat to byłoby mało żeby zostać angielskim dżentelmenem. To żadna złośliwość w kierunku autora, bo to brutalna prawda która dotyczy zdecydowanej większości z nas...
    Może lepiej już obrać sobie za wzór polskiego inteligenta, takiego przedwojennego. Choć droga także daleka...

  • Gość: xxx

    Oceniono 2 razy 2

    starocie wyciągają z szuflady

  • grebs0ln

    Oceniono 18 razy 0

    Co za marny artykuł... Coraz rzadziej zaglądam na Gazetę i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nic tu ciekawego poprostu nie ma.
    Mniejsza z tym, że artykuł stary. Wcześniej go nie czytałem. Zasmuca mnie fakt, że furorę chcecie zrobić przedstawiając człowieka-dżentelmena na podstawie jego umiejętności zachowania się przy stole. Naprawdę? Puknijcie się gumowym młotkiem w głowę!

  • Gość: CowboyTomash

    Oceniono 2 razy 0

    100% poparcia panie postdocu!!!!!!!1111

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX