Mój pierwszy raz: off road

Gdy jazda w terenie zamienia się w walkę o przetrwanie, wtedy zaczyna się prawdziwy off road. Piach po osie, błoto po klamki - to wyzwanie tylko dla bardzo dobrych kierowców z autami własnej konstrukcji. Fabryczne terenówki giną na pierwszych kilometrach.
Mój pierwszy raz: off road Mój pierwszy raz: off road fot. Jan Zamoyski

Trasek na trasę

Tekst napisał śp. Artur Brykner, który był wybitnym dziennikarzem gorzowskiej "Gazety Wyborczej" oraz był autorem materiałów publikowanych w miesięczniku Logo.

Artykuł powstał w 2008r.

 

Stoję na środku bazy rajdu Pucharu Polski Off-Road PL pod Ostródą. Wokół setka aut terenowych, przy których mój Jeep Cherokee wygląda jak mały resorak Matchboksa do zabawy w piaskownicy. Odetchnąłem, gdy obok mnie zaparkowało malutkie Suzuki Jimmy. Ha! To znaczy, że w tym rajdzie można jeździć także samochodami wielkości breloczka do kluczy. Z suzuki wyskoczył Tomek "Trasek" Traskiewicz. - No to co? Pojedziemy razem przetrzeć chłopakom rajdowy szlak? - zapytał, podając mi kask. - Zostaw swoje auto. Tam, gdzie jedziemy, twój jeep nie ma żadnych szans - dodał lekceważąco.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody, Samo uruchomienie wyciągarki to sekwencja kilku przycisków fot. Jan Zamoyski

Tomek od kilkunastu lat jeździ w rajdach offroadowych. Zaliczył m.in. dwa ciężkie, kilkunastodniowe wyścigi Berlin-Wrocław (w 2007 roku był piąty). Teraz specjalnie dla "Logo" przejedzie ze mną terenową trasę odcinków specjalnych. Daje do dyspozycji swoje umiejętności i wóz. Tego ostatniego zazdrości mu wielu rajdowców - małe suzuki świetnie daje sobie radę w lesie, zwinnie przeciskając się między drzewami. Jest też lekkie, więc lepiej od innych samochodów "pływa" po bagnach. Trasek gruntownie je przebudował. Z auta wyrzucił wszystko co zbędne, dołożył za to dwulitrowy silnik, blokady mostów, klatkę bezpieczeństwa, nawigację, osłony pod podwozie i większe koła. Duża wyciągarka od Toyoty sprawia, że suzuki wygląda jak przystawka do tego urządzenia.

Auto jest przygotowane do ścigania się w najcięższej kategorii "extreme". Wjedzie lub wciągnie się wszędzie. Potrzebuje na to tylko trochę czasu. - Na początku będziesz pilotem. Mam nadzieję, że nie będę musiał wyrywać cię z bagna wyciągarką - rzuca kierowca. Gramolę się do kubełkowego fotelika obok. Na tablicy rozdzielczej widzę masę dodatkowych zegarów. Wśród różnych przełączników i gałek jestem w stanie rozpoznać tylko wajchę od skrzyni biegów. Wciskam się w fotel, zapinam pasy i kask na głowie. Chwytam się rur klatki bezpieczeństwa, nogi zapieram o podłogę. Ruszamy!

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody fot. Jan Zamoyski

Dobry pilot to skarb Dobry pilot to skarb fot. Jan Zamoyski

Pilot ma przechlapane

- Dobry pilot to skarb, bez niego kierowca jest bez szans. Ale generalnie piloci mają przechlapane - mówi Trasek, wprowadzając auto w ostry zakręt. Nie, nie jedziemy jakimiś polnymi drogami, leśnym duktem lub choćby przecinką. Po prostu władowaliśmy się w gęsty las byłego poligonu i tniemy między drzewami, kosząc krzaki. Rzuca mną jak ziemniakami w worku. Co chwilę walę kaskiem w rury nad głową. - Tylko, na Boga, nie wychylaj się, nie wystawiaj ręki na zewnątrz! Patrz, czy jakiś konar nie wbije się w szybę i na razie o resztę się nie martw. To dopiero dojazdówka. Za chwilę dotrzemy do odcinka specjalnego - przekrzykuje ryk silnika kierowca. - Co?! Dojazdówka?! Ja już będę rzygał - odkrzykuję Traskowi. W odpowiedzi słyszę śmiech.

Nagle hamujemy gwałtownie na skraju skarpy. Poniżej, kilkanaście metrów w dół urwiska, na dnie jaru wije się rzeczka. Wkoło błoto ze śladami jeleni lub saren. Z niedowierzaniem patrzę w dół, gdy Tomek pokazuje mi, jak pojedziemy korytem rzeczki. Przecież to niemożliwe, żebyśmy w ogóle tu zjechali! Ściana jaru jest tak stroma, że z trudem schodzę na piechotę - Idź ostrożnie, przytrzymując się drzew. Gdybyś miał wolną rękę, pokazuj, którędy mam jechać. Tu jest łatwiutko, nie stresuj się - zarządza. - Przyjemności dopiero przed nami.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody, Musisz prowadzić mnie, wybierać spod kół większe gałęzie...fot. Jan Zamoyski

Na dnie jaru zapadam się w błoto, najpierw po kostki. Z każdą chwilą czuję, jak osiadam coraz głębiej. Trasek stacza się powoli ze skarpy, przez krzaki i powywracane drzewa. Czekam, aż auto zacznie koziołkować, bo na stromym zjeździe tylne koła co chwilę odrywają się do ziemi. Trasek jednak daje radę. Auto parkuje w błocie. - Pilot, ty się obijasz. Musisz iść przed samochodem, prowadzić mnie, wybierać spod kół większe gałęzie, pokazywać kamienie lub pnie, które mogą uszkodzić auto - strofuje mnie Tomek. Tymczasem mazurskie komary wielkości helikopterów rzucają się do walki. Próbujemy wyjechać z grzęzawiska. Auto wyje i zapada się coraz głębiej. - Wyskakuj i wypinaj hak z wyciągarki! - krzyczy Trasek.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody, Wpinam hak fot. Jan Zamoyski

Biegnę przez breję ok. 20 m ciągnąc za sobą stalową linę. Przy solidnym drzewie ściągam z siebie parcianą taśmę, którą dotychczas byłem przepasany. Obejmuję nią drzewo i dopiero do jej końców wpinam hak ze stalową liną. Takie są wymogi leśników. Za uszkodzenie drzewa grozi kara nawet 60 tys. zł, dlatego np. Skandynawowie na wszelki wypadek nie korzystają z drzew. Liny z wyciągarek zaczepiają o specjalne kotwice wbijane w ziemię.

Porzucam teoretyczne rozważania o ekologii w świecie motoryzacji, kiedy widzę tonące w błocie suzuki z Tomkiem na pokładzie. Wpinam hak w taśmę. - Gotowe! - krzyczę, kręcąc jednocześnie ręką nad głową, co oznacza zgodę na zwijanie bębna wyciągarki. Lina się naciąga. Auto drgnęło, wypływa z grzęzawiska i powolutku dociąga się do drzewa. W ukropie, atakowany przez komary zbieram spod kół samochodu większe gałęzie. To dopiero pierwsze drzewo. Mozolnie pokonujemy kolejne metry bagna. Po godzinie docieramy do piątego z kolei drzewa. Jestem wykończony, zlany potem, a przejechaliśmy zaledwie sto metrów. - Jesteś moimi oczami. To ty, słysząc, jak pracuje silnik, widząc, jak zachowuję się za kierownicą, musisz zdecydować, którędy przejedzie auto. Zgrany team porozumiewa się spojrzeniami. Pilot musi wiedzieć, na co stać kierowcę i jakie są możliwości samochodu. Kierowca musi mieć pełne zaufanie do pilota - tłumaczy meandry dobrej współpracy Trasek wysiadając z samochodu. - Teraz ty kierujesz, a ja pilotuję - mówi.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody, Wypływa z grzęzawiska i powolutku dociąga się do drzewafot. Jan Zamoyski

Nie wierzę, że stąd wyjedziemy. Nie wierzę, że stąd wyjedziemy. fot. Jan Zamoyski

Nauka jazdy

Siadam w fotelu kierowcy. Krótka instrukcja, co i gdzie jest w kabinie. Od masy zegarów, czujników, przełączników i wajch dostaję oczopląsu. Samo uruchomienie wyciągarki to sekwencja kilku przycisków i przełączenia czterech drążków, a trzeba przecież kontrolować tor jazdy, prędkość i prawidłowe zwijanie się stalowej liny na bęben. Wszystko to w aucie, które jak buldożer pcha przed sobą zwały błota, kładzie się raz na lewym, raz na prawym boku.

Wciągam się razem z suzuki kolejne kilkanaście metrów przez bagienko. Tomek odsuwa większe gałęzie, pokazuje jak ustawiać koła. Błoto wlewa się do kabiny. Cumuję przy dębie w miejscu, gdzie wąwóz mocno się zwęża, a 20-metrowej wysokości ściany niemal pionowo schodzą pod nasze koła. No to jesteśmy w worku. Na przestrzeni kilku metrów kwadratowych manewrujemy autem. Ustawiamy je prostopadle do skarpy, wykorzystując kombinowane napędy kół i wyciągarki.

Nie wierzę, że stąd wyjedziemy. Nikt by nie uwierzył. Po tym urwisku nie da się podejść. - Oczywiście, że nie wjedziemy. Będziemy się wciągać, tym razem w pionie - wyjaśnia rajdowiec. Przesiadamy się na chwilę. Korzystając z drzew, korzeni i krzaków, udaje mi się dostać na krawędź jaru. Kolejny raz kotwiczę linę.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody, Małe suzuki świetnie daje sobie radę w lesiefot. Jan Zamoyski

Auto zamienia się w terenową windę. Powoli rusza do góry. Tomek siedzi w pozycji astronauty przed startem w kosmos. Wpatrzony w niebo, ciągnie opowieść, jak ostatnio też wyciągał się niemal w pionie i suzuki wywróciło się na bok. - Nie mogłem zatrzymać wyciągarki, bobym po prostu spadł i się roztrzaskał. Leżące na boku auto, ze mną w środku, wciągnąłem na samą górę. Potem ustawiliśmy wóz na kołach i pojechaliśmy dalej - opowiada, gdy przednie koła wtaczają się szczyt skarpy. Jesteśmy na górze. Klarujemy sprzęt i jako tako porządkujemy wnętrze auta.

Znów siadam za kierownicą. Gnamy przez las, potem polnymi drogami na piaszczysty fragment poligonu z wysokimi wydmami. Tomek tłumaczy mi, jak zmieniać biegi i operować gazem, żeby auto nie skakało na wertepach jak pingpongowa piłeczka. Sprzęgło jest bardzo twarde, właściwie "zero-jedynkowe" - nie ma szans na ślizganie się tarczy. Albo stoisz, albo jedziesz. Kierownicy nie mogę obejmować kciukami, bo w głębokich dołach koła potrafią same gwałtownie skręcić i kierownica wybija wtedy kciuki. Dobrze mieć przy sobie instruktora, który cały czas mówi o konieczności blokowania mostów, sekwencji zmiany tajemniczych przełożeń, biegów itd. Łatwiej mogę się skupić na drodze. Przejeżdżamy z kilometr w piachu po osie i zatrzymujemy się.

Tomek wysiada. - Teraz pojedź sobie sam. Wjedź na górkę naprzeciwko i potem na skarpę po prawej - pokazuje cele, które mam zdobyć. Auto jest bardzo zrywne. Mimo sypkiego piachu, w którym zapadam się momentami po drzwi, dzielnie prę na pierwsze wzgórze. Na wertepach znów kilka razy walę kaskiem w rury wzmocnień, a kierownica próbuje wyrwać się z rąk i sama prowadzić samochód. W gejzerach piachu zdobywam pagórek. Na jego szczycie maska silnika zasłania mi drogę zjazdu. Podbiega Tomek. - Na jakim biegu wjechałbyś na tę górę? Na jedynce, prawda? A zasada jest taka, że na takim samym biegu należy też zjeżdżać. Śmiało, jedyneczka i w dół.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody, W końcu wskakuje na górkęfot. Jan Zamoyski

Zsuwam się ze skarpy, kurczowo trzymając kierownicę, kaskiem opieram się o przednią szybę i... rura! Tuż przed końcem zbocza wciskam gaz do dechy, żeby auto podjechało pod kolejną przeszkodę. Niestety, do szczytu zabrakło mi metra, najdłuższego metra tego dnia. Będę się z nim mordował kilkanaście minut. Mimo mielenia kołami auto zsuwa się i leci w dół. Trasek krzyczy, żeby trzymać prosto koła i wszystko będzie ok. Ale spod kół tryskają gejzery piachu i auto zgrabnie się zagrzebuje. Na kolanach mam już piasku na trzy babki, a sam czuję się jak po bokserskim sparingu. Jeszcze raz odpuszczam, staczam się w dół i daję sobie większy rozbieg.

Wciskam gaz. Suzuki rzuca się do przodu, kotłuje się z piachem, staje dęba, ale w końcu wskakuje na górkę. Uff! Dalej jest już łatwiej, wręcz plażowo. Wielkimi kołami przekopuję się przez ostatnie wzniesienie. Gdy zatrzymuję się przy Trasku, mięśnie przedramion odmawiają mi posłuszeństwa. Od trzymania kierownicy co chwila atakują mnie skurcze. Wyczołguję się z kabiny. - No, nieźle! Ładnie szło ci tam w błocie i teraz po piachu. Ale powinno być tak ze cztery razy szybciej - podsumowuje mój instruktor.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochody, Ładnie szło ci tam w błocie i teraz po piachufot. Jan Zamoyski

Za chwilę na naszą trasę wyjedzie kilkadziesiąt najlepszych polskich zespołów offroadowych. Będą się ścigać na nocnym i dziennym etapie. - Wielu nie pokona tej trasy - kończy Trasek.

Mój pierwszy raz: off road Mój pierwszy raz: off road fot. Jan Zamoyski

Zwycięża Zibcar

Mazurską edycję Pucharu Polski Off Road rozpoczyna prolog - przejazd krótkiego odcinka specjalnego. Wynik trwającego około minuty przejazdu ustawia kolejność startujących do pierwszego etapu wyścigu. Z trasą, którą ja pokonałem w dzień, teamy zmierzą się w nocy.

W błotnistym jarze auta zrywają przednie mosty, wywracają się na dachy. W ciemnościach nie pomagają włączone światła, dodatkowe halogeny i szperacze. Piloci cały czas biegną przed samochodami. Drogę oświetlają sobie czołówkami na kaskach. Z tyłu migotają czerwone diody, dzięki którym widzą ich kierowcy. Zespoły są w stałym kontakcie dzięki interkomom.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochodyfot. Jan Zamoyski

Na pierwszych kilometrach tuż obok nas jedno z terenowych suzuki wywraca się na bok. Gapie pomagają postawić auto na koła. Dzienny etap jest o wiele trudniejszy. Załoga przerobionego Nissana Patrola GR (Sławomir Jabłoński/Andrzej Boguń), która wciągała się 30-metrowym, niemal pionowym urwiskiem, nie ma szczęścia. Nagle, tuż przed krawędzią skarpy, pęka stalowa lina. Nissan z Jabłońskim za kierownicą, niczym zerwana winda, mknie w dół, tratując wszystko po drodze. Na dnie parowu auto wbija się tyłem w dno strumienia. Wszystko trwa zaledwie parę sekund i - to niewiarygodne - kierowcy nic się nie stało.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochodyfot. Jan Zamoyski

Ostatecznie w ostródzkim wyścigu zwycięża broniący ubiegłorocznego tytułu Zbigniew Popielarczyk z pilotem Rafałem Trwogą. Ich zwycięstwo potwierdza opinię wielu rajdowców, że w tak trudnych wyścigach auta fabryczne, nawet wzmocnione, nie są w stanie konkurować z wozami wykonanymi samodzielnie przez doświadczonych kierowców i mechaników. Zwycięzców na metę wwiózł Zibcar - terenówka, której najlepszych "przeszczepów" użyczyły m.in.: Nissan Patrol (rama i mosty), Toyota Land Cruiser (skrzynia biegów), Jeep Cherokee (4-litrowy silnik, 170 KM), Star (wyciągarka), Porsche (chłodnica), Audi A6 (wentylatory chłodnicy).

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochodyfot. Jan Zamoyski

Po zakończeniu wyścigu w bazie rajdu stoją w kilku rzędach zabłocone samochody. Pogięte blachy karoserii, potłuczone reflektory, zerwane lusterka są pointą tej offroadowej opowieści. Obok stoi mój jeep. Na tle pozostałych aut wygląda niepozornie, jak dziecięca zabawka. Ale teraz już wiem, jak wyjechać nim z piaskownicy na prawdziwe bezdroża.

Mój pierwszy raz: off road, mój pierwszy raz, samochodyfot. Jan Zamoyski

 

Dziękujemy za pomoc firmie Papaya Group i magazynowi Off-Road PL

Więcej o: