Chuck Yeager: człowiek, który prześcignął dźwięk

Kiedy cały świat zachwycał się skokiem Feliksa Baumgartnera z wysokości blisko 40 km, pewien 89-letni staruszek imieniem Chuck po cichutku usiadł za sterami F-15 i wystartował z bazy lotniczej Nellis niedaleko Las Vegas. Po kilku minutach lotu osiągnął prędkość Mach 1. Przyszło mu to bez trudu, nie tak jak 65 lat wcześniej. Ale wtedy nikt nie był pewny, czy pokonanie bariery dźwięku jest w ogóle możliwe.
Chuck Yeager  w Glamour Glennis Chuck Yeager w Glamour Glennis fot. U.S. Air Force photo

Dosiadając mustanga

Jeden z biografów Chucka Yeagera twierdzi, że udało mu się polecieć z prędkością większą niż prędkość dźwięku (ok. 1200 km/h) jako pierwszemu człowiekowi tylko dlatego, że tak naprawdę brakowało mu wykształcenia i świadomości tego, na co właściwie się porywa.

Yeager pochodził z liczącej 400 osób górniczej osady u stóp Appalachów, tak biednej, że przez wiele lat nie potrafił zrozumieć, dlaczego mężczyźni chodzą w krawatach i prasują koszule. Zapewne podobnie jak ojciec i starszy brat pracowałby fizycznie, gdyby nie szansa, jaką dostał od II wojny światowej. Gdy latem 1941 r. miasteczko odwiedził oficer rekrutacyjny, osiemnastoletni Chuck pomyślał, że szkoła kadetów to jedyna okazja, by zobaczyć trochę świata.

Po dwóch latach, już jako przeszkolony pilot, wylądował w Anglii. 4 marca 1944 r. strącił pierwszy wrogi samolot. Dzień później sam został zestrzelony w okolicach francuskiego Bordeaux. Z pomocą przyszli mu członkowie ruchu oporu, a także zwykli wieśniacy. Przeszedł przez Pireneje i trafił do amerykańskiego konsulatu. Chciał się jak najszybciej zrehabilitować, ale w amerykańskiej armii panowała zasada, że zestrzelonemu za linią frontu pilotowi nie daje się kolejnych misji nad terytorium wroga. On był jednak uparty, odwiedzał kolejnych przełożonych. Kiedy jeden odmawiał, szedł do jego szefa - tak pokonał wszystkie szczeble wojskowej hierarchii i w końcu trafił do samego dowódcy sił alianckich w północnej Europie, generała Dwighta Eisenhowera. - Nie potrafię zrozumieć, dlaczego, gdy wszyscy chcą wrócić do domu, ty chcesz iść na front - dziwił się Ike.

Chuck jednak dostał z powrotem samolot, a 12 października 1944 r. zdobył tytuł asa przestworzy, zestrzeliwując pięć wrogich maszyn w jeden dzień (precyzyjnie trzy, bo dwa myśliwce strącił, doprowadzając do ich zderzenia). Po wojnie wspominał: "To były prawdziwe walki. Czasami przeciw naszym 48 mustangom leciało ze dwieście niemieckich maszyn. Ale byliśmy całkiem nieźli, a im brakowało doświadczenia. Mimo to z początkowego składu trzydziestu pilotów w eskadrze zginęło aż 21. Trzeba było po prostu uważać walkę za swój obowiązek i nie zastanawiać się zbytnio nad śmiercią".

By nie zwariować, razem z kolegami urządzał sobie czasem podczas patroli loty widokowe - latali nad neutralną Szwajcarią, podziwiając z kokpitu Alpy. W sumie wziął udział w 64 lotach bojowych, miał potwierdzonych 11 zestrzeleń, w tym maszyny, która wydawała się wówczas poza zasięgiem - pierwszego odrzutowego myśliwca, niemieckiego messerschmitta 262, który latał z prędkością ponad 800 km/h (a więc ponad 100 km szybciej niż mustang, na którym służył Yeager).

Chuck Yeager w NF104 Chuck Yeager w NF104 fot. U.S. Air Force photo

Po co płacić cywilowi?

Chuck Yeager w NF104

Jeden z pilotów Me-262 Hans Guido Mutke twierdził nawet, że 9 kwietnia 1945 r. podczas lotu bojowego osiągnął na tej maszynie prędkość dźwięku. Brakowało jednak potwierdzenia, a nikt w to nie wierzył. Mach 1 zdawało się w tym czasie barierą nie do pokonania. Wiadomo było, że wraz ze wzrostem prędkości rośnie opór aerodynamiczny. Piloci, którzy zbliżali się do prędkości Mach 1 donosili, że przyrządy wariują, a oni sami tracą kontrolę nad maszyną, jakby wszystko się zatrzymało. Dziennikarze pisali o barierze dźwięku jak o niewidocznej ścianie, z którą musi zderzyć się samolot i za którą nie wiadomo, co się kryje.

Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, ale wówczas prędkość Mach 1 zdawała się być absolutem na krańcach nauki. Czymś co natura zazdrośnie chroni przed człowiekiem i nie pozwala mu się zbliżyć. Niektórzy inżynierowie byli przekonani, że powyżej Mach 1 samolot ulegnie dezintegracji. Strach przed granicami fizyki wzmogła katastrofa brytyjskiego samolotu doświadczalnego, na którym udało się osiągnąć Mach 0,9 (wrzesień 1946 r.).

Amerykański pilot oblatywacz Charles Goldwin postanowił renegocjował kontrakt, żądając 150 tysięcy dolarów (na dzisiejsze to ok. 2,5 miliona), jeśli uda mu się pokonać barierę dźwięku. Amerykańskie siły powietrzne, które odpowiadały za program badań lotniczych, poszły po rozum do głowy. - Po co mamy płacić cywilowi za latanie, skoro możemy dać rozkaz żołnierzowi? - pomyśleli generałowie. Przebadano dziesiątki wojskowych pilotów, testy tolerancji na przeciążenia, wysokość i ciśnienie wskazały na dwóch wojennych weteranów, Chucka Yeagera i Boba Hoovera. Kapitan Yeager dostawał w tym czasie od armii pensję w wysokości 283 dolarów miesięcznie.

Do lotu w nieznane skonstruowano specjalny samolot o oznaczeniach XS-1, który Yeager ochrzcił imieniem "Glamour Glennis" ("Olśniewająca Glennis") na cześć swojej żony. Bombowiec B-29 wynosił GG na wysokość blisko 8 km, gdzie ta dopiero odpalała własne silniki rakietowe. Do pokonania bariery dźwięku podchodzono z pokorą. Stopniowo, lot za lotem, zwiększano prędkości o mniej więcej jedną dziesiątą Mach. 5 października 1947 r. Yeager osiągnął prędkość Mach 0,88, poczuł silne wibracje i zdał sobie sprawę, że w tym momencie wszelkie znane dotąd prawa aerodynamiki tracą na znaczeniu. "Lecąc z prędkością Mach 0,9 jesteśmy w nieznanym terytorium. To nie jest symulacja w aerodynamicznym tunelu. Niczego nie wiesz, nikt nie przyjdzie ci z pomocą", wracał we wspomnieniach do tamtych dni.

Z połamanymi żebrami

 

Prowadzone na pustyni Mojave eksperymenty stresowały młodych pilotów. Odreagowywali w sąsiadującej z lotniskiem spelunie. Upijali się niemal codziennie. W niedzielę 12 października Chuck pił niemal przez cały dzień w towarzystwie Glennis. Po wyjściu z baru postanowili z żoną, korzystając z bezchmurnej księżycowej nocy, pojeździć konno po pustyni. Doszło do wypadku, Chuck spadł z konia i złamał dwa żebra. Nic nie powiedział przełożonym, bo na wtorek, 14 października, zaplanowano lot, którego celem było pokonanie Mach 1.

O szóstej rano Glennis podwiozła męża pod bazę lotniczą. Ten ledwo był w stanie założyć skafander i dojść do samolotu. Czuł ból przy każdym ruchu i przy każdym oddechu. Cierpienie skrywał pod kaskiem baseballisty, który zakładał na głowę, bo nie ufał wojskowym skórzanym pilotkom.

Tego dnia przy prędkości Mach 0,86 jak zwykle poczuł silne drgania i zaczął tracić kontrolę nad "Glamour Glennis". Nadał komunikat przez radio: "Jak zwykle brak stabilności". Inżynierowie przy pasie startowym stracili XS-1 z pola widzenia, słyszeli tylko ryk silników. Kilka sekundy później Chuck odzyskał panowanie nad maszyną, ale przez radio zgłaszał, że coś złego dzieje się z prędkościomierzem. Wskazówka stanęła w miejscu, wskazując prędkość Mach 0,96. Dowódca eskortującego bombowca B-29 uspokoił Chucka: "Nie martw się, naprawimy to później".

W tej samej chwili pracownicy bazy lotniczej usłyszeli głośny huk, jakby eksplozję ogromnej bomby. Zegarki wskazywały 10:24. Chuck podniecony raportował: "Ciągle lecę w górę, jak nietoperz" i chwilę później spoglądał w przestrzeń kosmosu ze stratosfery. Leciał na wysokości 13 km przez 18 sekund z prędkością sięgającą Mach 1,07.

Chuck Yeager świętuje 65. rocznicę pokonania bariery dźwięku Chuck Yeager świętuje 65. rocznicę pokonania bariery dźwięku fot. U.S. Air Force photo

340 samolotów

Chuck Yeager świętuje 65. rocznicę pokonania bariery dźwięku

Współczesny wyczynu Baumgartnera na samym Youtubie śledziło na żywo 8 milionów widzów. W 1947 r. wojsko nałożyło embargo na informację o najszybszym człowieku świata. Kiedy jeden z amerykańskich tygodników napisał w grudniu, że udało się pokonać barierę dźwięku, wojsko zdementowało te doniesienia. Dopiero latem 1948 r. Yeager mógł publicznie obnosić się ze swoim osiągnięciem.

Z dnia na dzień stał się narodowym bohaterem. Dla armii był jednak tylko żołnierzem. "Wciąż pracowałem przy dziesięciu różnych programach badawczych. W 1951 r. w jednym miesiącu pilotowałem 27 różnych samolotów. To był ciężki czas". W 1954 r. wrócił do służby czynnej, dowództwo sił powietrznych mianowało go dowódcą eskadry bombowej, stacjonował w Niemczech, Hiszpanii, Włoszech. Zimą 1959 r. pijany Yeager poważnie narozrabiał w restauracji. Ledwo uniknął sądu wojskowego i degradacji. Znów przeniesiono go do ośrodka treningowego dla pilotów doświadczalnych, pracował też przy programie Merkury, którego celem było wysłanie pierwszego człowieka w kosmos.

W czasie wojny w Wietnamie wrócił na front, miał pod sobą pięć tysięcy żołnierzy, sam wziął udział w 127 lotach bojowych. Kilka lat później, 1 marca 1975 r., przeszedł na emeryturę, ale dalej był aktywny jako instruktor. "Nie można się urodzić pilotem. To doświadczenie tworzy dobrego pilota" - uczył pokory młodszych.

W sumie w ciągu 70 lat latał ponad 340 różnymi modelami samolotów. Za to żony nie zmienił ani razu. Był szczęśliwy z olśniewającą Glennis przez 45 lat. "Udane małżeństwo to po prostu brak rozwodu" - żartował.

W 65. rocznicę swojego wyczynu Yaeger postanowił, że jeszcze raz pościga się z dźwiękiem. Podobnie jak Baumgartner dokonał tego dnia czegoś niezwykłego - bo przez chwilę, zważywszy na swój wiek, balansował na tej cienkiej granicy ryzyka oddzielającej życie od śmierci. Ale to co zdarzyło się na kalifornijskiej pustyni 14 października 1947 r. było czymś nieprawdopodobnym. Tego dnia to nie nauka pchnęła człowieka ku przyszłości, ale to człowiek pociągnął naukę za sobą.

Więcej o:
Komentarze (12)
Chuck Yeager: człowiek, który prześcignął dźwięk
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: baranello

    Oceniono 11 razy 9

    chuck yeagers air combat.....latało się :)

  • Gość: Podpisz się

    Oceniono 11 razy 9

    Super facet !!!

  • aletto

    Oceniono 10 razy 8

    Szacun!
    Człowiek spełniony.
    A ponadto wyznający pewne nienaruszalne zasady.
    Teraz takich niewielu...

  • cieciek

    Oceniono 8 razy 6

    Coś mnie łączy z tym kolesiem. Ja też od wielu lat nie rozumiem, po jaki ch... facetowi taki bezsensowny gadżet jak krawat. Niestety w F-15 jeszcze nie latałem :)

  • Gość: imigrant

    Oceniono 6 razy 2

    u nas ludzie po 50 idą na bruk........Dlatego tak zle się dzieje w Ojczyznie

  • Gość: xx

    0

    A czy on nie miał jakiegoś polskiego przodka? Bo z artykułu wynika, że najlepiej funkcjonował "w stanie nieważkości" albo na kacu... Niestety, w wielu armiach taki nałóg to zaleta a nie wada...

  • Gość: krlz

    Oceniono 2 razy -2

    Może zamiast jarać się amerykańskimi dziadkami napiszecie o Januszu Żurakowskim i historii Avro Arrow...

  • Gość: aprox99

    Oceniono 10 razy -6

    macie rację,po cichutku bo normalnie nikt by na to nie pozwolił,tak ja po cichutku stary dziad rucha młode dziewczyny,po prostu-po cichutku

  • Gość: Jan

    Oceniono 20 razy -16

    Czekajcie aż zasłabnie i pie...ie komuś na chatę.
    Ktoś tam się z h...em na łeb zamienił w tych kadrach dowódczych.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX