Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno

Są jak drapieżniki. Pierwszy, drugi, trzeci: wyskakują znienacka, zza zakrętu. Niesamowicie nisko i niewiarygodnie szybko pędzą prosto w twoją stronę. Nie ma gdzie uciekać, otwarta pustynia nie daje żadnego schronienia. Błyszczą srebrem i czerwienią, gdy biorą cię na celownik, gdy mijają cię na wyciągnięcie ręki. I ryczą.
Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno fot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Polki najfajniejsze

To nie jest dźwięk, który można z czymś porównać. Ten dźwięk ogłusza, rezonuje we wnętrzu słuchacza i uzależnia. To dźwięk merlinów i griffonów, silników, które napędzały legendarne hurricane'y, spitfire'y i mustangi. Tutaj, nad pustynią w Nevadzie, pośród porośniętych ostrymi krzewami wzgórz, można usłyszeć sześć takich silników naraz - na pełnej mocy. To nie jest grzeczny pokaz szacownych zabytków. To Reno - jedyne miejsce na świecie, gdzie raz do roku legendarne myśliwce wciąż walczą. I to na serio.

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Reno National Air Racing Championships to jedyne prawdziwe wyścigi lotnicze, jakie zachowały się do naszych czasów. Tu nie ma miejsca na akrobacje, na popisy przed publicznością, liczy się czysta prędkość. Walka toczy się skrzydło w skrzydło, a samoloty często dzielą centymetry. "Leć szybko. Leć nisko. Skręcaj w lewo" to nieoficjalne motto imprezy. Hasło prawdziwe, bo maszyny lecą zwykle 15-50 metrów nad ziemią.

Mówią, że to najszybszy sport motorowy świata. Święta prawda. Kierowcy Formuły 1 rozpędzają się do 300-400 kilometrów na godzinę. W Reno też mają swoją Formułę 1, ale to najniższa z klas, nazwana może nieco prześmiewczo. Samolociki F1 raczej ubiera się, niż do nich wsiada - a mimo to dorównują prędkością naziemnym bolidom. Każda z kolejnych pięciu kategorii to samoloty większe, mocniejsze i szybsze. Potwory z klasy Unlimited, zdominowanej przez myśliwce z II wojny światowej, 700 km/h uważają za rozgrzewkę.

- Nic nie może się z tym równać - mówi stanowczo Thom Richard, latający mocno zmodyfikowanym mustangiem o nazwie "Precious Metal". Rozmawiamy w boksie, w którym grupa kilkunastu mechaników przygotowuje "Precious" do lotu. Thom opiera się o wypolerowane, srebrne skrzydło maszyny. Tego Szweda do Stanów przyciągnęło marzenie o tym, by kiedyś ścigać się w Reno. W swoim drugim sezonie w klasie Unlimited jest wschodzącą gwiazdą. I twarzą reklam zegarków Breitling.

- Żadne pokazy lotnicze się do tego nie umywają. Nigdzie indziej nie zobaczycie tych maszyn pędzących nisko, na maksymalnej mocy. To coś, co powinien zobaczyć każdy, kto choć trochę interesuje się lotnictwem. Telewizja tego nie oddaje.

Zanim Thom usiadł za sterami swojego własnego mustanga, ścigał się maszyną, którą każdy polski miłośnik lotnictwa zna doskonale. Polską iskrą.

- Nazywała się "Pole Dancer" - wspomina z uśmiechem. - I, szczerze mówiąc, była jedną z najfajniejszych maszyn, jaką kiedykolwiek latałem.

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

W tym roku w klasie Jet startowały wyłącznie maszyny wyprodukowane w dawnym Układzie Warszawskim, czechosłowackie delfiny i albatrosy oraz dwie iskry. "Pole Dancer" zabrakło. Ale granatowo-złota "Hot Section" i srebrna "Predator" z biało-czerwoną szachownicą pokazały, na co stać polskie samoloty. Obie dotarły do złotego finału i po zażartej walce z albatrosami skończyły na 5. i 6. miejscu.

- Uwielbiam tę maszynę - zachwyca się Scott Krause, właściciel "Predatora". Niewysoki rudzielec o ksywie Yodaman na co dzień lata statecznym, liniowym boeingiem 747. Tu wreszcie może się wyżyć. - Cudownie reaguje na stery, jest zwrotna, jest niesamowicie szybka. Nie chcę się ścigać niczym innym. Kupiłem już dwie.

Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno fot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Traktorzysta

Niezależnie od tego, jak fajnie lata się odrzutowcami, najbardziej prestiżową konkurencją pozostaje klasa Unlimited, i to jej zwycięzca nosi tytuł mistrza. Tu ścigają się najszybsze, najmocniejsze, najbardziej zmodyfikowane maszyny.

Parę metrów od boksu zespołu Thoma stoi samolot, który dominuje od lat. Czerwona jak ferrari, z włoską flagą za kokpitem - "Strega", czyli Wiedźma.

- To kiedyś był mustang - opowiada jej właściciel, Bill "Tiger" Destefani. Jest absolutną legendą. Przechadza się po boksach w kapeluszu Krokodyla Dundee, pewnym krokiem starego, myśliwskiego asa. Ale wbrew pozie i ksywce "Tiger" z zawodu jest... farmerem. Tygrysem nazwał go ponoć komiwojażer, któremu jako 6-letni brzdąc przeszkadzał w prezentacji garnków. - Latanie starymi myśliwcami przyszło mi łatwo - żartował kiedyś. - W końcu całe życie jeździłem traktorami, a taki mustang to w zasadzie traktor ze skrzydłami!

Ten traktorzysta to prawdziwy demon prędkości. Destefani wygrywał w Reno aż siedem razy - więcej niż ktokolwiek inny. "Strega" to ostatni z jego mistrzowskich samolotów. Kiedy ją znalazł w latach 80., gdzieś w australijskim buszu, była podziurawiona kulami.

- Rozebraliśmy ją na części i zbudowaliśmy od nowa, ale jako maszynę wyścigową. Teraz, kiedy wsiadam do zwykłego mustanga, myślę sobie: stary, nie pamiętam, że one były aż tak fatalne!

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Dziś Destefani już się nie ściga. Przekazał pałeczkę najmłodszemu ze startujących w Reno pilotów, 23-letniemu Stevenowi Hintonowi. Wiedział, co robi, bo Steven, choć przy starych lotniczych wygach wygląda jak dzieciak, w tym roku odniósł swoje trzecie w karierze zwycięstwo.

Przeróbkom i modyfikacjom poddano wszystkie maszyny, startujące w klasie Unlimited. Walczą w niej same drugowojenne myśliwce - mustangi, bearcaty, jaki, dwusilnikowe tigercaty, brytyjskie sea fury.

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno fot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Osiem wiraży

Maszyna, która ma przynieść w końcu zwycięstwo Thomowi, nawet mniej niż "Strega" przypomina najsłynniejszy myśliwiec II wojny światowej. "Precious Metal" ma przycięte skrzydła, spłaszczony kokpit, zupełnie nowy układ chłodzenia. Ale największa różnica jest z przodu. Zamiast jednego śmigła - dwa, kręcące się w przeciwne strony. Zamiast napędzającego mustangi merlina - o połowę większy silnik Griffon. I 3200 koni mechanicznych mocy.

- On jest jak grzejnik - śmieje się Thom. - Kiedy dajesz pełną moc, czujesz to, zwłaszcza że siedzisz dokładnie na przewodach chłodzenia.

Ale temperatura to ostatnie ze zmartwień pilotów. Ich maszyny pokonują długość trzech boisk piłkarskich na sekundę, kilka metrów od rywali. A jednocześnie siedzący za ich sterami muszą śledzić dziesiątki wskaźników, żeby nie zarżnąć wiekowych silników, nieprojektowanych do takich obciążeń. Przeciążenie dochodzi do 6 g.

Wyścigi rozgrywają się błyskawicznie. Najpierw maszyny formują szyk na dużej wysokości, lecąc skrzydło w skrzydło z samolotem prowadzącym. I wtedy przez radio przychodzi sygnał, na który wszyscy czekają. "Panowie, macie wyścig".

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Od tej pory nie ma pardonu. Maszyny, rycząc, nurkują w stronę 12-kilometrowego toru. W ciągu kilkunastu sekund przyspieszają do 700-800 km/h, po czym wyrównują lot tuż nad pustynnymi krzewami. Jedna za drugą dopadają pierwszego pylonu i skręcają w lewo. Łącznie tor składa się z ośmiu takich punktów zwrotnych. Pod każdym dyżuruje grupa sędziów, którzy mają pilnować, żeby zawodnicy nie ścinali zakrętów. Ich robota wymaga naprawdę żelaznych nerwów - rozpędzone maszyny przelatują tuż nad ich głowami.

Przez następnych 6 lub 8 okrążeń maszyny wyją, nurkują, wchodzą sobie na ogon. To prawdziwa walka powietrzna, tyle że celem nie jest zestrzelenie, a wyprzedzenie przeciwnika - zawsze po zewnętrznej, zawsze ostrożnie. Wyścig trwa zaledwie kilka minut. Ale dla pilotów to kilka minut maksymalnego skupienia.

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

- Jest gorąco, jest głośno, prędkość jest niesamowita - opowiada Stew Dawson, pilot innej legendarnej maszyny: bearcata o nazwie "Rare Bear". To właśnie ten bearcat osiągnął w 1989 r. niepobity do dziś rekord prędkości dla jednosilnikowego samolotu śmigłowego: 850,26 km/h. - Kiedy widzisz, jak tuż pod tobą śmigają krzewy, tak że prawie muskają spód twojej maszyny, jest całkiem fajnie.

- Przychodzi mi do głowy tylko jedna rzecz, która jest fajniejsza niż to - mówi Krause i natychmiast zaczyna chichotać. Ale frajda to jedno. Bezpieczeństwo to coś zupełnie innego, wbrew klimatowi lotniczego pikniku, wszyscy podchodzą do swojej pracy bardzo, bardzo poważnie.

Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno fot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Sprawniejsze niż nowe

- Tutaj mogą startować tylko bardzo, bardzo doświadczeni lotnicy - mówi Hoot Gibson. Jeśli "Tiger" Destefani wygląda na asa - Hoot z siwiejącym wąsem przypomina raczej kowboja. A asem po prostu jest. Latał nad Wietnamem, był instruktorem w słynnej szkole "Top Gun", wreszcie pięć razy leciał w kosmos na pokładzie promu kosmicznego, w tym czterokrotnie jako dowódca. - Te wyścigi to jedna z najbardziej ekscytujących rzeczy pod słońcem. Ale może i jedna z najniebezpieczniejszych - mówi.

Od 1964 r., kiedy na lotnisku Stead pod Reno odbyły się pierwsze wyścigi, zginęło 20 pilotów. Z Hootem rozmawiamy równo w rok po najtragiczniejszej katastrofie w historii imprezy.

W 2011 r. zmodyfikowany mustang "The Galloping Ghost", pilotowany przez Jimmiego Leewarda, stracił w czasie wyścigu trymer steru wysokości. Maszyna natychmiast wzbiła się w górę. Na Leewarda zadziałało w ułamku sekundy przeciążenie sięgające może nawet 20 g - dwukrotnie większe od tego, którego doświadczają najtwardsi piloci myśliwców. 74-latek niemal na pewno stracił przytomność na długo przed tym, jak jego maszyna rozbiła się tuż przed główną trybuną, zabijając pilota i 10 widzów oraz raniąc kolejnych 60 osób. Raport zarzucił Leewardowi, że nie przetestował dostatecznie modyfikacji maszyny. Każdy samolot przed wyścigiem przechodzi 2-3 dni surowych testów technicznych. Ale w tym przypadku - coś zawiodło.

Od ubiegłego roku środki bezpieczeństwa bardzo zaostrzono. Drastycznie podskoczyły też kwoty ubezpieczeń, niemal zatapiając imprezę. Ale wszyscy mówią: wiele się nauczyliśmy. To nie ma prawa się powtórzyć.

Zapytani o to, czy latanie z taką prędkością 70-letnimi maszynami to nie za duże ryzyko, piloci zgodnie odpowiadają, że one są sprawniejsze niż nowe. - Każda z nich jest starannie przeglądana po każdym wyścigu. Staranniej niż samolot pasażerski - zapewnia Dawson. - Na każdą godzinę spędzoną w locie przypada jakieś 600 godzin pracy nad maszyną na ziemi.

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno fot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Wrócimy do mekki

Każdy wyścig to miesiące ciężkiej pracy i dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy dolarów wydanych, by maszyna była gotowa na ten jeden, wielki tydzień. Musi być bezpieczna. Musi być szybka.

To właśnie koszty przygotowań spowodowały, że dziś takie wyścigi odbywają się tylko raz w roku, choć jeszcze w latach 90. organizowano je w kilku innych miejscach. Przegląd silnika Merlin może kosztować nawet 250 tysięcy dolarów. A części do 70-letnich maszyn albo robi się samemu, albo wyjmuje z wraków. Dla ludzi, którzy samoloty traktują jak żywe istoty, jest to jakiś sposób na to, żeby ich dusze żyły dalej.

W ostatniej imprezie znów wszystkich zdeklasowała "Strega". Ale nic nie dorównywało zażartej walce "Rare Beara" i "September Fury". W trzech kolejnych wyścigach Dawson i Gibson lecieli skrzydło w skrzydło, pokonywali zakręty jak spięci liną, centymetry od siebie. I trzy razy Dawson musiał uznać wyższość maszyny przeciwnika: w ostatnim wyścigu jego "Niedźwiedź", lecący na drugim miejscu, przegrzał się na dwa zakręty przed metą. Pod kokpitem "September Fury" pojawiły się trzy sylwetki "Rare Beara", jak wojenne oznaczenia zestrzeleń. Lotniczy hat trick. Z wyścigu wycofał się też "Precious Metal". Podczas nurkowania od maszyny odpadła osłona podwozia. Zagrożenia nie było, ale bezpieczeństwo ponad wszystko. Thom Richard o pierwsze zwycięstwo powalczy za rok. Podobnie jak Krause. W przyszłym roku kończy 50 lat - pięćdziesiątka stuknie też iskrom i wyścigom w Reno. Idealny czas na pierwszy tryumf polskiej maszyny.

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Pytany o to, dlaczego właściwie ciągnie go do ścigania się 70-letnimi zabytkami, do ryzykowania życia nad pustynią Nevady, Hoot Gibson uśmiecha się. - Fakt, latałem w życiu szybszymi samolotami. Latałem myśliwcami, które rozwijały prędkość dwa i pół razy większą od prędkości dźwięku, i latałem promem kosmicznym, który leciał nawet 25 razy szybciej niż dźwięk. Ale i jedne, i drugie latały zdecydowanie wyżej. Niełatwo zastąpić emocje związane z lotem promem kosmicznym. A te wyścigi to potrafią.

I nic dziwnego, że tysiące ludzi pokonują setki kilometrów pustynnych dróg, żeby tu trafić. A potem wracają, rok po roku. Thom ma rację: to jest mekka lotnictwa. Lotnicze emocje w najczystszej postaci. Obowiązkowe miejsce pielgrzymek dla każdego "wyznawcy" latania. My też przygotowujemy się do powrotu. Już za rok.

sport, Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Renofot. Anna Alechnowicz-Brzezińska, Wojciech Brzeziński

Więcej o:
Komentarze (2)
Najszybszy sport świata: wyścigi lotnicze w Reno
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: hcwarmia

    Oceniono 5 razy 5

    myśliwce z II wojny światowej, ehhh. ta miłość, od dzieciństwa nie mija.

  • radek_sziwa

    Oceniono 6 razy 2

    Wszystko fajnie, pieknie ale gdzie sa te zdjecia ISKIER??? Skoro szanowni redaktorzy tam niby byli i niby robili te wywiady to gdzie zdjecia? Jakos nie chce mi sie wierzyc, ze Polacy bedacy na najwiekszych wyscigach samolotow, w dodatku profesjonalisci, nie zrobili i nie zamiescili zdjec polskich samolotow.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX