Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem

Zmierzyłem się na ubitej ziemi z imć Marcinem Waszkielisem, najmężniejszym polskim rycerzem. Przebóg! Cny rycerz zrobił mi z d... jesień średniowiecza.
Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem fot. Przemysław Skrzydło

Brudny Bohurt

Ochroniarze na bramce wyglądają nad wyraz profesjonalnie. Ten, który ze mną rozmawia, waży pewnie z setkę, jest łysy, ma czarne bojówki, T-shirt z groźnym logo firmy i ukruszoną górną trójkę.

- Chłopaki, mamy tu reportera z "Logo". Powiedziałam mu, że ustawka Arki Gdynia, ta na której wchodzili na pełnej k...wie, to pikuś w porównaniu z tym, co się tutaj dzieje. Powiedziałem, że kibole to pikuś w porównaniu z rycerzami. Jest tak, chłopaki?!

- Jeeest! - odpowiada mu chór. A on, patrząc mi prosto w oczy, cedzi dalej: - Ci ludzie mają łamane obojczyki i palce, a mimo to idą z uśmiechem na ustach lać przeciwnika. Rozumiesz?! - on pyta, ja kiwam głową potakująco, a potem na miękkich nogach wchodzę na Forty Bema, wprost na Bitwę Narodów, czyli mistrzostwa świata w walkach rycerskich.

Idę przez rzędy straganów, na których można kupić gadżety związane z kulturą walk rycerskich. Jest wszystko, średniowieczne meble i noże kuchenne również. Ale nie przyszedłem tu dla artykułów AGD. Chłopak na bramce opowiadał mi o bohurcie. Za tą nazwą kryje się walka w formule, używając jego kibolskiego klucza, banda na bandę. Walczą ze sobą drużyny, np. pięciu na pięciu albo dwudziestu na dwudziestu. Broń oczywiście jest tępa, a zbroje solidne, ale wchodząc w taki młyn, trzeba się liczyć z tym, że oberwie się znienacka halabardą, młotkiem, toporem, mieczem albo tarczą. Nie wspominając o zwykłym, solidnym strzale z piąchy. Do tego dochodzą kopnięcia, rzuty i obalenia. Gdy przeciwnik dotknie ziemi choćby kolanem, sędzia sygnalizuje żółtą chorągiewką, że jest po starciu. Możesz zostawić pokonanego i zająć się np. ratowaniem kumpla osaczonego przez trzech wrogów. Bohurt zostaje przerwany, gdy drużyna traci możliwości walki.

Bohurt niestety już się skończył, idę więc na pole bitwy, spory plac ogrodzony żerdziami, żeby kibicować najlepszemu z naszych rycerzy. Marcin Waszkielis pseudonim Wołoczek będzie się bił z Rosjaninem o wejście do finału. Przechodzę pomiędzy namiotami rycerskiego obozowiska do polskiego sektora. Przed swoim namiotem stoi Marcin. Ubrany w czarne szorty,  T-shirt z Batmanem, na nosie ma duże przeciwsłoneczne okulary. Kręci biodrami, robiąc rozgrzewkę. Ludzie wokół warzą w kotłach strawę (dużo cebuli, ziemniaków i kiełbasy), ćwiczą fechtunek, niewiasty towarzyszą rycerzom, wszyscy ubrani są w fasonie XV-wiecznym.

Marcin kończy rozgrzewkę i zaczyna zakładać opancerzenie. Walczy się tu nie w ciężkich i utrudniających ruchy zbrojach płytowych, a w lżejszym opancerzeniu płatowym. Lżejszym, ale nie lekkim, bo i tak trzeba zarzucić na siebie ponad dwadzieścia kilo. Na początek rycerz zakłada nogi, czyli grube, wielowarstwowe, przeszywane nogawice, do których przymocowane są stalowe ochraniacze na uda. Na piszczele idą kolejne ochraniacze. Każdy sam decyduje, czy wzuje na nogi stalowe czy skórzane sabatony. Dostać w tych drugich halabardą...

Nogi są opancerzone tylko od przodu, a rycerz wychodzi do walki świadom ryzyka, że może oberwać mieczem w żywe ciało, bo zakazane są jedynie ciosy w zgięcia kolan. I znów: zabronione nie oznacza niepraktykowane, bo znani są z tego zwłaszcza rycerze z Rosji.

Gdy dół jest gotowy, zakłada się przeszywanice, ciężką i równie grubą jak nogi bluzę. Potem naramienniki, nałokietniki, opachy i osłonę na tors: skórzaną kamizelkę podbitą stalowymi płytami. Potem już tylko rękawice, hełm, pozwolenie lekarza i można ruszać w bój.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem fot. Dariusz Nivelis Mysłowski

Mistrz z Rusi

Gdy Marcin wchodzi na ubitą ziemię, witają go gromkie brawa. Staje pod chorągwią z białym orłem i w skupieniu czeka na walkę. Jest doświadczony. Najlepszy w Polsce. Walkami rycerskimi zajmuje się od 2001 r., na poważnie - od 2005. Przygodę ze sportem zaczął od koszykówki, potem poświecił się sztukom walki. Ćwiczył brazylijskie dżiu-dżitsu i MMA. Chciał nawet rozpocząć zawodnicze starty w tym pierwszym, ale plany pokrzyżowała mu kontuzja barku. Na tyle poważna, że dziś praktycznie nie uderza tarczą, a to w walkach rycerskich istotna technika. Marcin rekompensuje ten brak szermierczym kunsztem i szybkością. Jest raczej solistą, do bohurtów wychodzi z rzadka i tylko do pięciu na pięciu.

W walkach turniejowych jeden na jeden nie można kopać, obalać i robić brudnych bohurtowych sztuczek. To czysta techniczna walka o punkty. Rosjanin rusza na Wołoczka ostro. Na początku walczą długimi mieczami, bez tarczy. Runda trwa półtorej minuty. Po długim mieczu jest runda walki mieczem jednoręcznym i mała tarczą, tzw. puklerzem, tutaj walka trwa do dwóch zwycięskich starć do trzech trafień. W trzeciej rundzie walczy się mieczem i dużą tarczą.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem, broń, mój pierwszy razfot. Dariusz Nivelis Mysłowski

Marcin wygrywa pewnie i przechodzi do finału. O ten muszą za chwilę też powalczyć kolejny Rosjanin z Ukraińcem. Walki rycerskie to specjalność ludów wschodniej Europy. Dyscyplina narodziła się w Rosji, a pierwsza Bitwa Narodów odbyła się w Chocimiu na Ukrainie w 2010 r. Dominowali Rosjanie, Polacy, Białorusini i Ukraińcy. Na Forty Bema zjechali tym razem zawodnicy aż z Kanady i USA, jednak rycerze z Zachodu w tej konkurencji praktycznie się nie liczą. Mają po trzydzieści kilka lat, rodziny i stałą robotę. Dla nich liczy się dobra zabawa i technika, dostają manto, gdy muszą tłuc się ze świeżo naładowanymi testosteronem dwudziestokilkulatkami z Rosji. Marcin w finale będzie walczył z Siergiejem Ukołowem, najlepszym zawodnikiem rosyjskim, który wygrał już dwa razy Bitwę Narodów. Nie jest ułomkiem, ma ponad metr osiemdziesiąt, a waży 127 kg wagi.

Zaczynają. Tym razem walka ma charakter bardzo techniczny. Zawodnicy polują na punkty. Każde uderzenie, cięcie, bo pchnięcia są niedozwolone, to jeden punkt. Jeden z lepszych fajterów z Rosji ma 170 cm wzrostu, waży ok. 70 kg i wygrywa walki w ten sposób, że blokuje ręce przeciwnika swoim ciałem, a potem okłada go po nogach. Ta walka wygląda jednak całkiem inaczej. Po trzech rundach każdy zawodnik ma po jednej wygranej, a jedna jest punktowana przez sędziów remisowo. Wszystko ma rozstrzygnąć czwarta, dogrywkowa. No i niestety Siergiej wygrywa, a Marcin musi zadowolić się tytułem wicemistrza świata. 4 tys. euro przeszło koło nosa. Ale nie odszedł z pustym trzosem. Łączna pula nagród w Bitwie Narodów wynosi 20 tys euro. To jednak wyjątkowa impreza. W małych turniejach za zwycięstwo płaci się raczej symbolicznie. Rocznie odbywa się około 50 turniejów, Marcin startuje w mniej więcej 20, w większości wygrywa.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem fot. Albert Zawada

Rycerze w bagażniku

Umawiam się na trening w Warszawskiej Akademii Miecza. Poza Marcinem trenują w niej Robert Szatecki (numer dwa w Polsce) i jego brat Krzysztof (numer trzy). Ranking ustala się, podobnie jak w MMA, na podstawie zwycięstw w prestiżowych turniejach. Pojawiam się na parkingu pod szkołą, w której trenują. Rząd samochodów. Rycerze siedzący w otwartych bagażnikach, z wielkimi torbami i plecakami ze sprzętem, wyglądają jak komandosi przed akcją. Każdego na kilometr czuć prawdziwym fajterem. Zresztą większość chłopaków ma doświadczenia z innymi sztukami walki, w klubie trenuje m.in. wicemistrz Polski w muay thai. Pojawia się Marcin. On przyniósł wielgachny plecak piechotą.

Zbroje na razie muszą poczekać, zaczynamy biegać po bieżni wokół boiska. Potem rozciągamy się i robimy ćwiczenia znane wszystkim fanom sportów walki, łącznie z uderzeniami bokserskimi, walką kogutów (przepychanie się w przysiadzie) czy sparowaniem na otwarte dłonie. Kombinację uderzeń mieczem, tarczą i kopnięć ćwiczy się na na oponach przymocowanych do ściany, o tym przekonam się zaraz, po przejściu do sali. Najpierw muszę jednak zatargać do niej ogromny wór pełen żelastwa. Mój dzisiejszy kostium na WF.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem, broń, mój pierwszy razfot. Albert Zawada

Robert pomaga mi się opancerzyć i zapewnia, że gdybym wiedział, jak to się robi, dałbym sam radę. Wierzę na słowo. - Nie lubię tego, że po rozgrzewce trzeba się przez 15 minut w to wbijać - wyznaje mi Robert.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem fot. Albert Zawada

Rycerski ekwipunek

,,,...

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem fot. Albert Zawada

Świat przez durszlak

OK. Jestem gotowy. Rynsztunek nie jest jakoś dramatycznie ciężki. Można się swobodnie poruszać. Kłopot mam z czym innym - jest gorąco, a już sama przeszywanica grzeje jak piorun. Na końcu Robert zakłada mi jakę, czyli długi bezrękawnik z czerwonego sukna - strój polskiej reprezentacji z orłem na piersi i na plecach! Na razie nie zakładamy hełmów, za to do rąk bierzemy długie białe plastykowe pałki. Ważą około kilograma, mają długość mieczy jednoręcznych, ale są lżejsze i nie niszczą pancerzy. - Panowie, protestuję, ja chcę walczyć mieczem - mówię. Krzysztof uspokaja mnie: - Pomachaj i zobaczysz.

Dziś to Marcin poprowadzi trening. Macha mieczem, a my powtarzamy jego ruchy: cięcia w różnych płaszczyznach i z różnych kierunków. Potem ustawiamy się w rządki. Partner uderza, ja blokuję i odpowiadam. Pałka zaczyna ciążyć w ręku, aż miło. Robimy po trzy zmiany partnerów, sapię potężnie, ale na razie daję radę. Chwila przerwy, po której zakładamy hełmy.

Patrzę na świat jak przez durszlak. Dziury są duże, jest też szpara pełniąca rolę szczeliny obserwacyjnej. Zaczynam się gotować. Przypomina mi się bitwa pod Grunwaldem i to, że panował wtedy nieludzki skwar, i aż robi mi się żal facetów sprzed 600 lat. - Rycerze walczący pieszo mieli znacznie lżejsze opancerzenie i otwarte hełmy - pociesza mnie Robert.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem, broń, mój pierwszy razfot. Albert Zawada

To już raczej wolę mieć przed nosem przyłbicę. Tym bardziej że zaczynamy ćwiczyć na ostro. Marcin demonstruje technikę. Uderza z prawej strony na wysokość głowy, a potem powtarza z lewej, robiąc przy tym rotację biodrami i nogami, tak jak w boksie. - Siła uderzenia bierze się z masy, ale też z szybkości, a ta z kolei z techniki. To wie każdy, kto ćwiczy uderzane sporty walki - tłumaczy Robert.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem fot. Albert Zawada

Porażka w podskokach

Ciosy na treningu wykonywane są tak jak w boksie, na gardę partnera, tyle że tutaj tworzą ją tarcza i miecz, zasłaniające głowę jak daszek. Rąbiemy z całych sił, a Marcin demonstruje co chwila nowe kombinacje. Pot leje się ze mnie wiadrami. - Przeszywanicę piorę cztery razy do roku - informuje Robert. Pewnie i tak dwa razy częściej niż dawni rycerze.

Nie jest łatwo! Wszystko dzieje się szybko, trzeba się ostro ruszać, ogarniać przez dziury w hełmie ruchy przeciwnika, kierować doświadczeniem, przewidując, co zrobi, a serce wali jak młot, płuca walczą ostro o tlen.

To naprawdę ciężka robota, wymagająca wysokiej wydolności organizmu. I można też naprawdę nieźle oberwać. Jedną z formuł jest PWR, czyli profesjonalne walki rycerskie. Walki mają trzy rundy i zasady podobne jak w bohurcie, z tą jednak różnicą, że wygrywa się przez decyzję sędziowską albo nokaut. Ten można zaliczyć np. po uderzeniu tuż pod hełm. Albo po ciosie przez rozcięcie nadgarstka lub w bark pod naramiennik, po którym ręka odmawia posłuszeństwa. Czasami wystarczy seria uderzeń w głowę, bo choć ochrania ją hełm i wyściółka, to energia przechodzi do czaszki i robi swoje.

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem, broń, mój pierwszy razfot. Albert Zawada

Pora na pojedynek. Staję przed Marcinem. Zaczynamy, on bije lekko, ale walka szybko nabiera tempa. Wkrótce jestem tak zmachany, że przestaję się dobrze zasłaniać. Na początku dostaję uderzenie w udo, a potem w głowę. Uderzenie było na tyle mocne, że otworzyła mi się przyłbica. - Miałeś szczęście, że nie poszło od razu drugie, bo mógłbyś dostać w twarz. Takie rzeczy się zdarzają - mówi Krzysiek. Robert poprawia mi hełm i wznawiamy walkę. Nie chcę znów oberwać po głowie i zaczynam skakać dookoła Marcina.

Idiotyczny pomysł. Choć szermierka średniowieczna polega na schodzeniu z linii ciosu i mile widziane jest okrążanie przeciwnika, to podskoki w opancerzeniu są absurdalne. Chyba przez ukrop pod pancerzem straciłem rozsądek. Marcin tymczasem stoi ze spokojem, nie wykonując żadnego zbędnego ruchu. Gdy czuję, że zaraz padnę ze zmęczenia, robię kilka wymian i wchodzę z mistrzem w klincz. On chce mnie podciąć, ale udaje mi się uciec. Jestem tak wykończony, że wypuszczam z ręki pałkę. To byłoby tyle. Którędy na Grunwald?

 

Najbliższe imprezy rycerskie w Polsce i Europie

22-23 czerwca Igrzyska Ognia i Stali, Warszawa

14 lipca Grunwald

14 września III Gala PWR POL vs RUS, Suchacz

Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem, broń, mój pierwszy razfot. Albert Zawada

Więcej o:
Komentarze (12)
Mój pierwszy raz: zostałem rycerzem
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Kryśka

    Oceniono 4 razy 4

    Z tym opancerzeniem nie jest tak do końca. Swojego czasu zrobiła się moda na lekkie płatowce. Ale coraz więcej poważnych kontuzji daje do myślenia walczącym. Tym bardziej, że hartowane płyty wcale nie są dużo cięższe od dobrych płatów - skóra też swoje waży.

  • Gość: rabarbarus

    Oceniono 4 razy 2

    "Ludzie wokół warzą w kotłach strawę (dużo cebuli, ziemniaków i kiełbasy)"
    Ziemniaki! Podstawowe warzywo europejskiego średniowiecza!
    ;)
    Szkoda, że koleś na zdjęciach nosi trampki. Do cna psuje wrażenie...

  • Gość: sowa_46

    Oceniono 13 razy -5

    Żeby zostać rycerzem wystarczy przejść kwalifikacje na PiSmaka GW, niewielki wymóg, tylko zakuta pała, nawet zbroja niepotrzebna.

  • Gość: szkoda

    Oceniono 48 razy -16

    Ech to były czasy, szkoda, że teraz nie ma rycerzy i księżniczek... Waleczni przystojni mężczyźni w zbroi i piękne księżniczki, szanujące się. Rycerze walczący o rękę pięknej kobiety, szanujący kobiety, seks po ślubie. A teraz pieprzą się każdy z każdym jak króliki, nie szanują kobiet, które zresztą już nie są księżniczkami tylko zwykłymi dupodajkami mieszkającymi na kocią łapę, i rozkładającymi nogi bez ślubu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX