Charles Lindbergh: człowiek, który zmniejszył świat

Przelatując po raz pierwszy z Nowego Jorku do Paryża, dokonał wyczynu z kategorii sportów ekstremalnych. Ale udowadniając, że na drugim końcu świata można się znaleźć przed upływem doby, uczynił pierwszy krok w kierunku globalnej wioski.
1 Charles Lindbergh Charles Lindbergh fot. Library Of Congress /Wikimedia Commons

Od motocykla do samolotu

Gdy do Paryża dotarła informacja, że właśnie widziano go przelatującego nad Irlandią, ludzie wpadli w euforię.

Gdy był już nad południową Anglią, na placu Opery zebrał się tłum 30 tysięcy osób oczekujących dalszych wieści - stoliki kawiarni opustoszały, ruch w mieście zamarł, wszyscy wstrzymali oddech. Gdy mijał wybrzeże Normandii, już 150 tysięcy gapiów oczekiwało jego przylotu na podparyskim lotnisku Le Bourget. Gdy w końcu wylądował, ludzie rzucili się na pas startowy, przerywając kordon policji i wojska. Pierwszy dobiegł do niego pracownik lotniska i próbując zagłuszyć hałas pracującego wciąż silnika samolotu, krzyknął: - Tym razem się udało! Oczekiwany przez paryżan pilot dokonał rzeczy, w którą w chwili jego startu z Nowego Jorku mało kto wierzył. Wszyscy życzyli mu powodzenia, ale bukmacherzy przyjmowali zakłady w stosunku mniej więcej 3:1. Charles Lindbergh jako pierwszy lotnik w historii pokonał samotnie Ocean Atlantycki. Zajęło mu to 33 godziny.

21 maja 1927 roku Lindbergh nie tylko ustanowił kilka nowych rekordów w dziejach awionautyki (najdalszy lot bez międzylądowań), ale przede wszystkim zawładnął przestrzenią - od tego dnia pojęcie odległości zaczęło tracić na znaczeniu.

Charles Lindbergh: człowiek, który zmniejszył świat, logo z klasą, Charles Lindbergh jako dziecko ze swym ojcem"Żyjesz w niezwykłych czasach. Nadchodzą wielkie zmiany. Zdarzą się wielkie rzeczy. Ja już ich nie doświadczę, ale ty tak" - usłyszał od ojca jedenastoletni Charles. Jego młodość przypadła na lata, gdy człowiek stanął na biegunie południowym, Kanadyjczycy eksplorowali Arktykę, Bell wykonał pierwszą rozmowę telefoniczną po kablu przez Atlantyk, a Henry Ford wyprodukował już milion samochodów. Kongresmen Charles Lindbergh senior był pod wrażeniem świata, w którym żył, i tą pasją starał się zarazić swojego syna. Zabrał go między innymi w podróż do Panamy, gdzie właśnie wybudowano kanał łączący Atlantyk z Pacyfikiem. Poszedł z juniorem na wielkanocne śniadanie do Białego Domu. Tam młody chłopiec na pytanie samego prezydenta USA Woodrowa Wilsona, jak go ocenia, szczerze odpowiedział: "Prezydent jest tylko człowiekiem, nawet jeśli jest prezydentem". Choć Charles był jedynakiem, ojciec nie stosował wobec niego taryfy ulgowej, uważał, że najlepszą metodą nauki pływania jest wrzucenie na głęboką wodę. Rodzice bardziej wierzyli w to, co sami mogą przekazać swojemu synowi, niż w instytucję szkoły.

W żadnej ze szkół nie wytrzymał dłużej niż rok. - Jesteś zmuszony do siedzenia w dziwnym pokoju, pomiędzy dziwnymi dziećmi, otoczony przez dziwne i niezrozumiałe zasady - żalił się w pamiętniku. Najbardziej cenił sobie życie na rodzinnej farmie nad brzegiem Missisipi. Uwielbiał przestrzeń i przyrodę. Potem, gdy już dorośnie, będzie przy zakupie kolejnych nieruchomości zawsze zwracał uwagę tylko na trzy rzeczy: dostęp do rzeki, jeziora lub morza, możliwość oglądania gwiaździstego nieba bezchmurną nocą i bliskość lotniska, najlepiej kilku.

Jeden z jego znajomych ze szkoły wspominał, że Charles całe godziny spędzał w sklepach z mechanicznymi i elektrycznymi urządzeniami. - Nikt z nas nigdy nie widział go z jakąkolwiek dziewczyną - dodawał inny. Był odludkiem. Unikał alkoholu i papierosów. Nie szukał przyjaźni wśród rówieśników. Bardziej od problemów dorastania interesowała go budowa silników. W wieku 14 lat nauczył się prowadzić samochód i jako szofer aktywnie włączył się w kampanię wyborczą Charlesa seniora. Gdy był już studentem, jego prawdziwą miłością stał się motocykl Excelsior, którym przemierzał setki kilometrów, podróżując między Missisipi, domem dziadków w Detroit i Florydą, gdzie przeniósł się jego ojciec po przegranych wyborach. Kiedy tylko mógł, unikał hoteli, wolał spać pod odkrytym niebem, wtulony w ramę motoru. Bez reszty chłonął literaturę podróżniczą i przygodową. Jego wyobraźnią zawładnęły opowieści o asach przestworzy, którzy walczyli na europejskich frontach I wojny światowej. Ze wszystkich współczesnych niezwykłych maszyn samolot fascynował go najbardziej, odkąd rodzice zabrali dziesięcioletniego Charlesa na pokaz lotniczy.

Zdjęcie Nikko Samolot zdalnie sterowany Zero Type 52 Zdjęcie SIG Samolot SIG Piper J-3 Cub, gumowy silnik Zdjęcie Nine Eagles Galaxy Visitor 3 RTF 2,4 GHz
Nikko Samolot zdalnie stero... SIG Samolot SIG Piper J-3 C... Nine Eagles Galaxy Visitor ...
Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ?
źródło: Okazje.info
2 Charles Lindbergh Charles Lindbergh fot. Library Of Congress /Wikimedia Commons

Spadochroniarski rekordzista

Lotnictwo rozwijało szybciej niż kolej i samochody. W 1903 r., gdy przyszły pierwszy pilot Ameryki ledwo skończył roczek, braciom Wright udało się wzbić w powietrze zbudowanym przez siebie samolotem - pierwszy lot człowieka trwał 12 sekund. Rok później kolejny samolot Wrightów był już w stanie lecieć przez pół godziny. Po kolejnych pięciu latach samoloty były już na tyle doskonałe, że mogły pokonać szeroki na blisko 50 km kanał La Manche.

Był to wyczyn na tyle niezwykły, że Louis Bleriot za swoją odwagę otrzymał nagrodę w wysokości tysiąca funtów (w dzisiejszych zarobkach to równowartość 300 tys. funtów). W 1911 r. Calbraith Perry Rodgers przeleciał z Nowego Jorku do Kalifornii. Podróż w poprzek Ameryki trwała siedem tygodni i liczyła ponad 80 międzylądowań! Wybuch wojny w 1914 r. przyspieszył rozwój lotnictwa. Liczba produkowanych samolotów wzrosła z kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy. Po skończonej wojnie wszyscy już dobrze wiedzieli, że przyszłość transportu należy do samolotu.

Po wydaleniu ze studiów inżynieryjnych, na których spektakularnie oblał kilka teoretycznych przedmiotów, Lindbergh zapisał się na kurs dla mechaników lotniczych, gdzie po raz pierwszy usiadł za sterami samolotu. Potem skończył szkołę oficerską wojsk lotniczych. W lataniu czuł się najbardziej spełniony, szczęśliwy. O awiacji mawiał poetycko, że ma w sobie "czar przygody i pełne uznanie dla piękna".

Rozpoczął pracę jako pilot przy popularnych lotach widokowych. To zajęcie go trochę uspołecznia, bo jako pasażerów zabiera "przeróżne ludzkie typy - od prezesów banków po bezdomnych, od policjantów po gangsterów, od idiotów po profesorów, od kapłanów po prostytutki". Na brak klientów nie narzekał, lotnictwo zyskiwało na popularności, wszyscy zwracali oczy ku niebu. Wkrótce nazwisko Lindbergha było dobrze znane w całej Ameryce, prasa pisała o nim Lucky Lindy. Dwudziestoletni pilot ustanawiał rekord za rekordem. Dwukrotnie ratował życie, skacząc na spadochronie, czym pobił swoisty rekord kontynentu. Wkrótce jeszcze się poprawił, wychodząc w ten sposób z opresji po raz trzeci i czwarty. Brawurą zyskał powszechne uznanie, tym bardziej że po każdym z tych wypadków kilkadziesiąt minut później siedział za sterami kolejnego samolotu.

3 Spirit of St. Louis Spirit of St. Louis fot. Ad Meskens/Wikimedia Commons

No, to spróbujmy!

Lindbergh pragnął jednak więcej i rozglądał się za prawdziwą przygodą. Nie udało mu się zakwalifikować do wyprawy lotniczej na biegun północny, więc pomyślał o wyzwaniu, które rzucił pilotom nowojorski hotelarz Raymond Orteig. Zaproponował 25 tysięcy dolarów temu, kto jako pierwszy przeleci bez międzylądowań z Paryża do Nowego Jorku (lub w drugą stronę). Do wyścigu ruszyli najsławniejsi piloci i najwięksi producenci maszyn. We wrześniu 1926 r. francuski as Rene Fonck ogłosił, że ma skompletowaną załogę i specjalnie zaprojektowany przez słynnego konstruktora Igora Sikorskiego samolot z łóżkiem i wszelkim nowoczesnym wyposażeniem, które umili trudy długiego lotu. Fokker przygotowywał samolot dla Richarda Byrda, który właśnie wrócił z bieguna północnego. Z kolei firma braci Wright kończyła prace nad maszyną dla następnych śmiałków.

Wszyscy byli pilotami uznanymi i szanowanymi, nie kojarzonymi z cyrkowymi akrobacjami jak Lindbergh. Mogli liczyć na wsparcie finansowe wyprawy, której koszty kilkukrotnie przewyższały wartość samej nagrody (Fokker zaproponował Lindberghowi samolot za cenę około 90 tysięcy dolarów). Pozbawiony kapitału Lucky Lindy działał sam. Wśród przyjaciół udało mu się zebrać kilkanaście tysięcy. Znalazł małą firmę, która zgodziła się zbudować samolot za 6 tysięcy dolarów, za resztę kupił niezawodny silnik od Wrightów. Inżynierowie skroili jednopłatowiec dokładnie pod niego, jakby szyli garnitur na miarę. Gdy Lindbergh jeszcze czuwał nad ostatnimi szczegółami budowy samolotu - utwardzał fotel, by nie zasnąć w czasie długiego, monotonnego lotu, likwidował każdy zbędny ciężar, zyskując na kolejnych litrach paliwa, szklaną szybę kazał zamienić na lżejszą plastikową - Richard Byrd wystartował z Nowego Jorku, kierując stery na Paryż i chwilę po starcie się rozbił. Załoga szczęśliwie przeżyła. Dziesięć dni później zginęło dwóch innych pilotów, celujących w nagrodę Orteiga. Gdy maszyna Lindbergha była w końcu gotowa, z Paryża wystartowali w kierunku Nowego Jorku Nungesser i Coli, ale słuch po nich zaginął. Kilka godzin później do ponownego lotu był już gotowy Byrd, na lotnisku obok Lindbergh oraz inny śmiałek Clarence Chamberlin czekali na raporty pogodowe.

Samotny pilot na zrobionej w garażu maszynie budził podziw jednych, dla innych był obiektem kpin i dowcipów. Prasa nie szczędziła drwin, pisząc o "ludzkim meteorze", "latającym głupku" czy - trochę bardziej sympatycznie - "pilocie dzieciaku". Gdy 20 maja 1927 r. meteorolodzy ogłosili dwudobowe korzystne okienko pogodowe nad Atlantykiem, Lindbergh jako pierwszy pojawił się na lotnisku. Chwilę później było tam już kilkuset gapiów. Jego samolot eskortowały na pas startowy policyjne motocykle, co skojarzyło mu się "raczej z procesją pogrzebową niż początkiem wielkiej przygody". O 7:51 Lindberg siedział w kokpicie i rzucił do stojącego obok samolotu przyjaciela: "Spróbujmy!". Dwie minuty później wyruszył samotnie w kierunku Paryża.

Po dwudziestu godzinach lotu nie był już sam w podróży, wokół niego pojawiły się różne duchy i zjawy, z którymi toczył żarliwą dyskusję o tym, co w życiu jest najważniejsze. Łowiącego pośrodku oceanu rybaka usiłował pytać, w którym kierunku na Irlandię. Kiedy w końcu samolot rzeczywiście dotarł nad południową Irlandię, Lindbergh nie do końca wierzył w to, co widział.

4 Charles Lindbergh z żoną Charles Lindbergh z żoną fot. National Photo Company Collection/Wikimedia Commons

Wolałbym ptaki

Podczas lotu nad falami oceanu setki tysięcy ludzi niepokoiło się o jego życie. Redakcja "New York Timesa" odebrała ponad 10 tysięcy telefonów z pytaniem, czy Lindbergha widziano już nad Europą.

W ciągu miesiąca od wylądowania w Paryżu Lucky Lindy otrzymał wiele propozycji finansowych, w sumie o łącznej wartości 5 milionów ówczesnych dolarów. Producenci mydła i powidła proponowali mu udział w reklamach. Wytwórnia filmowa dawała milion dolarów za rolę w filmie. Lindbergh odpowiedział, że nie po to przeleciał Atlantyk, by zostać aktorem. Nie zgodził się również na to, by ktoś w jego imieniu napisał wspomnienia z lotu, wolał zrobić to sam. Przyjął tylko jedną propozycję - od fundacji krzewienia lotnictwa. Za cykl wykładów i spotkań w 82 miastach, na które przyszło w ciągu trzech miesięcy 35 milionów ludzi, otrzymał wynagrodzenie w wysokości 50 tysięcy dolarów, a książka sprzedała się w setkach tysięcy egzemplarzy. Osoba Lindbergha pociągnęła za sobą w przestworza tysiące innych. W samym tylko 1927 r. liczba pilotów zwiększyła się w USA trzykrotnie. Liczba pasażerów w krótkim czasie wzrosła trzydziestokrotnie, z 5782 w 1926 r. do 173 405 w 1929 r.

Lindbergh stał się najbardziej popularną osobą w Ameryce i najpopularniejszym Amerykaninem na świecie. Prasa nie odstępowała go na krok. Rok po zdobyciu nagrody Orteiga rząd wysłał go w dyplomatyczną misję do krajów Ameryki Południowej, by poprawić wizerunek USA. Wujek Sam wielokrotnie korzystał z szacunku, jakim się cieszył Lindbergh na całym świecie. Trzy razy odwiedzał hitlerowskie Niemcy przed wybuchem II wojny światowej, by ocenić ich potencjał militarny i przemysłowy. Po wojnie, w maju 1945 r. jeździł po zrujnowanych Niemczech i namawiał nazistowskich uczonych do pracy na rzecz Ameryki. Wielokrotnie też odwiedzał kraje bloku wschodniego, zbierając informacje dla wywiadu i ostrzegając wszystkich przed gotowością Związku Radzieckiego do III wojny światowej. Był prawdziwym pacyfistą i wierzył, że trwały pokój na Ziemi gwarantuje tylko posiadanie broni nuklearnej, nad której rozwojem pracował przez wiele lat.

Angażował się w szereg przedsięwzięć. Skonstruował nawet pompkę, którą dokonano pierwszego zapłodnienia in vitro. Jednak całe swoje życie związał z lataniem. Przez kilkadziesiąt lat doradzał największym liniom lotniczym na świecie, projektując nowe połączenia. Dzielił się swoim doświadczeniem z konstruktorami samolotów, wspomagał program podboju kosmosu, pisał kolejne książki. Jego samotny lot dodał innym skrzydeł, dał impuls do podróżowania, otworzył nowe kierunki. Pionier latania, pod koniec życia stał się zażartym ekologiem, zaniepokojonym destrukcyjnym rozwojem człowieka: "Konstrukcja samolotu jest dużo prostsza od anatomii ptaka. Samoloty to rozwój cywilizacyjny, ale im bardziej jesteśmy rozwinięci, tym mniej wokół nas ptaków. Właśnie zdałem sobie sprawę, że jeśli mógłbym wybierać, to prędzej wybrałbym ptaki niż samoloty".

Komentarze (2)
Charles Lindbergh: człowiek, który zmniejszył świat
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    Gość: Markoni

    0

    Lindbergh mimo młodego wieku był już doświadczonym i znakomitym lotnikiem . Wybrał też optymalny model samolotu o doskonałych możliwościach przelotowych i znakomitym silniku .Licencję na ten silnik zakupiła Polska i był produkowany seryjnie i stosowany w wielu Polskich samolotach .Samolot Lindbergha Ryan NYP był 'ślepy' z założenia ponieważ wszystkie samoloty zbiorniki paliwa powinny mieć umieszczone jak najdokładniej środka ciężkości aby zużycie paliwa nie powodowało drastycznego pogorszenia stateczności .Rozpiętość skrzydeł i ich duża powierzchnia były niezbędne do uniesienia paliwa znacznie przekraczającego ciężar pustego samolotu . Samolot był dobrze wyposażony w przyrządy między innymi w kompas indukcyjny który działał bezbłędnie .Lindbergh tuż przed lotem zainstalował podgrzewacz gażnika co zwiększyło bezpieczeństwo lotu w chmurach. Piszę o tym z uwagi na pojawiające się niezbyt trafne oceny pilota i opisy samolotu .

  • avatar

    bratjolki

    0

    Ten Lindbergh to wysoce, bardzo wysoce niepoprawna politycznie osoba - uwazajcie kogo promujecie, bo samolociki, samolocikami, ale jasna swiadomosc kto prowokuje wojny i kto na nich zarabia, nie byla skrywana gleboko i za te swoje przemowienia zostal odlozony troszke do lamusa historii. Warto poczytac.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX