Thomas Cook: człowiek, który wymyślił wakacje

Patrząc dziś na samolot do Egiptu wypełniony polskimi turystami, trudno uwierzyć, że pierwszą w historii wycieczkę czarterową zorganizowano dla... abstynentów.
Thomas Cook Thomas Cook fot. Thomas Cook Group

Pierwszy na świecie kaowiec

Równie mocno wierzył w moc Ducha Świętego, co w siłę kieliszka. O potędze alkoholu przekonał się już jako dziecko, gdy jego dziadek zabił się, spadając ze schodów po pijaku. Pierwszy pracodawca był notorycznie tak pijany, że dziesięcioletni Thomas właściwie sam sobie był szefem.

W pierwszej połowie XIX w. Wyspy Brytyjskie zalewała fala alkoholizmu. Po zwycięstwie pod Waterloo i ostatecznym rozgromieniu Napoleona, który przez ostatnie 15 lat zagrażał potędze Korony, Londyn wypowiedział wojnę pijaństwu. Pogromca cesarza Francuzów, książę Wellington, przeforsował ustawę ograniczającą spożycie wysokoprocentowych trunków, aby odciągnąć Anglików od butelek. Liczba pubów błyskawicznie wzrosła o 30 tysięcy, a poddani sięgnęli po kufle.

Owce lepsze od ludzi

Thomas Cook, dwudziestoparoletni kaznodzieja, z alkoholizmem walczył na pierwszej linii frontu. Rocznie pokonywał pieszo ponad 3,5 tys. km, odwiedzał setki osad i głosił Dobrą Nowinę o Chrystusie i złą o alkoholu. W "Posłańcu Trzeźwości" czy w "Dziecięcym Miesięczniku Wstrzemięźliwości" przestrzegał przed skutkiem nadużywania napojów procentowych. Pisma rozchodziły się w tysiącach egzemplarzy, na wiece trzeźwości przychodziły dziesiątki i setki osób, co?jednak nie hamowało spożycia alkoholu.

Cook postanowił uderzyć do szerszych mas i do walki o świat bez promili zaprzągł najnowsze osiągnięcia techniki. Liczbę czytelników pomnożył dzięki prenumeracie, którą rozsyłał pocztą zaledwie kilka miesięcy po tym, jak w obiegu pojawiły się pierwsze znaczki pocztowe. Obecność tłumów na wiecach miał zapewnić drugi rewolucyjny wynalazek - kolej. Pociągi przyciągały wtedy uwagę wszystkich. Dzieci i starcy, chłopi i książęta, robotnicy i inteligencja, każdy marzył o podróży kolejowym wagonem, choćby kilka kilometrów.

Kolej cieszyła się tak dużą popularnością, że przewoźnicy zdecydowali się w końcu na uruchomienie przewozów pasażerskich, choć początkowo wydawało się, że po torach jest sens wozić tylko towary. Tony węgla czy stada owiec sprawiały mniej problemów niż ludzie, których trzeba było nieustannie upominać: "Strzeż się, byś nie uległ nagłemu impulsowi wyskoczenia z wagonu, by odzyskać kapelusz, który zwiał wiatr, lub paczkę, która wypadła".Thomas Cook: człowiek, który dał nam wakacje, wakacje, logo z klasą, Thomas Cook - plakat

Gdy więc Thomas Cook zwrócił się z prośbą o wynajęcie na jeden dzień pociągu z wagonami pierwszej i drugiej klasy oraz zapewnił, że resztę (to znaczy pasażerów) to już on weźmie na siebie, kolejarze przywitali go z otwartymi rękami. 5 lipca 1841 r. ponad pół tysiąca członków lokalnego klubu trzeźwości zebrało się na dworcu w Leicester i wyruszyło na wycieczkę do odległego o piętnaście kilometrów Loughborough. Dyrektorzy Midland Counties Railway Company przecierali oczy ze zdumienia. Gorliwemu baptyście udało się wypełnić podstawiony przez nich pociąg po same brzegi. Na platformie jednego z wagonów przystrojonego flagami grała orkiestra. "Tłumy tłoczyły się na?ulicach - wspominał po latach Cook - wypełniały okna, pokrywały dachy, wszyscy przez całą drogę nas głośno pozdrawiali".

Na miejscu zorganizowano piknik wśród zielonych drzew, czas wypełniały różnego rodzaju gry towarzyskie. Gromkie "Hip, hip, hurra!" na cześć pierwszego w historii kaowca i jego pierwszej w dziejach wycieczki czarterowej rozbrzmiewało co chwilę na ulicach przemysłowego miasta.

Thomas Cook Thomas Cook fot. Thomas Cook Group

Robotnik w Luwrze

Poruszony sukcesem, wdzięcznością uczestników wycieczki i gościnnością mieszkańców odwiedzanych miejscowości, Cook szybko zaczął organizować kolejne jednodniowe wyjazdy. Robił to na chwałę Bożą, nie czerpał z tego żadnych dochodów. Wpływy pokrywały koszty. Utrzymywał się przede wszystkim z prowadzonej od kilku lat działalności wydawniczej, oprócz miesięczników dla abstynentów wydawał też magazyny ogrodnicze czy "Antypalacza", pierwsze na świecie pismo antynikotynowe.

Bogata paleta tytułów nie uchroniła jednak Cooka przed kryzysem, który ostatecznie zmusił go do komercjalizacji oferty turystycznej. Choć koszt wycieczki wzrósł i znikł chwalebny cel, liczba osób zainteresowanych kilkunastogodzinnym wyjazdem poza miasto nie zmalała. Podróż i przeżycia jej towarzyszące stały się celem samym w sobie. 1200 osób nie szczędziło pieniędzy, by przejechać się koleją do Liverpoolu i spędzić niedzielę z dala od domu. Wszyscy ubrali się odświętnie, dotychczas bowiem podróżowanie było przywilejem zarezerwowanym na specjalne okazje i dostępnym głównie dla wyższych sfer.

Cook wyposażył każdego wycieczkowicza w zredagowany przez siebie przewodnik opisujący rzeczy, na które warto zwrócić uwagę. Osobiście sprawdził wcześniej komfort w hotelach i jakość jedzenia w gospodach, które rekomendował swoim podopiecznym. Gdy po raz pierwszy pilotowani przez niego turyści (w liczbie pięciuset) pojawili się w Glasgow, na ich cześć oddano salwę honorową z armat ustawionych na zamku, a Szkoci wylegli na ulice, by przyjrzeć się uważnie tłumom odwiedzających ich Anglików. Podróż z Cookiem miała być rzeczą niezapomnianą, ale przede wszystkim - jak podkreślał ich pierwszy organizator: "jest przyjemnością, pożywką dla umysłu, poszerza horyzonty intelektu, promuje braterstwo, uczy miłości i pokoju".

Thomas Cook: człowiek, który dał nam wakacje, wakacje, logo z klasą, Thomas Cook - przewodnik i rozkład jazdy z 1888rfot. Thomas Cook Group

Wkrótce liczba odwiedzających północną część Wysp Brytyjskich sięgnęła pięciu tysięcy. Cook organizował kilka wyjazdów w sezonie. Ułatwiał dojazd podróżnym z różnych części wysp, oferując bilet łączony, który umożliwiał przejazdy u wielu operatorów kolei. Wdzięczność klientów była tak wielka, że uczestniczy jednej z wypraw ofiarowali mu złoty zegarek "w uznaniu za jego niezwykły talent organizowania niezapomnianych wycieczek". Po dziewięciu latach mówiło się o nim głośno jako twórcy tanich podróży, który mógł się poszczycić ponad 15 tys. obsłużonych klientów w niecałych 10 lat. Liczba ta robiła tym większe wrażenie, że wcześniej na wyjazdy niezwiązane z pracą mogli sobie pozwolić nieliczni. Już rok później z oferty Cooka skorzystało ponad 165 tys. osób!

Twórca wakacji wyprzedził swoją epokę, której przegląd trwał właśnie podczas Wielkiej Światowej Wystawy zorganizowanej w Londynie (1851). Powrócił do działalności wydawniczej, wprowadzając na rynek miesięczniki "Cooka przewodnik o wystawie" czy "Poradnik na wycieczkę", gdzie bardziej niż swoją ofertę reklamował samą londyńską ekspozycję (wkrótce na stałe będzie wydawał "Wycieczkowicza", pierwsze pismo turystyczne na świecie).

Dla mniej zarabiających stworzył karty klubowe, by ułatwić im regularne oszczędzanie na dwudniowy wyjazd do stolicy. Namawiał klientów, by nie jechali sami, by zabierali z sobą całe rodziny. Jako idealista i społecznik uważał, że wystawę ma prawo zobaczyć każdy. Dlatego swoją ofertę kierował przede wszystkim do mas proletariackich, a nie klas uprzywilejowanych. Mówił krótko: podróże są dla wszystkich! Postępowe i liberalne podejście wielokrotnie krytykowano, konserwatywna prasa pytała wprost: jaki jest sens oprowadzania po Luwrze osób, które ze względu na swe pochodzenie nie mają prawa być wrażliwymi na sztukę? Cook nie zrażał się tymi atakami, mimo że spotykał się z nimi przez cały okres swej działalności.

Thomas Cook- plakat Thomas Cook- plakat fot. Thomas Cook Group

Cztery dni urlopu

Oferta wycieczek szybko się poszerzała, a ciekawość świata niższych klas była wciąż niezaspokojona. Otwierały się nowe kierunki: Irlandia, Belgia (tu koniecznie należało przejść się po polach bitwy pod Waterloo), Francja, Niemcy, szwajcarskie Alpy, Włochy. Cook przepłynął ocean i przemierzył ponad 7 tys. km koleją, odkrywając wraz z klientami różnorodność Ameryki, by potem zwiedzać Egipt, pielgrzymować do Ziemi Świętej w karawanie złożonej z 65 koni i 87 mułów i w końcu wyruszyć w ponaddwustudniową podróż dookoła świata.

Na te kilkutygodniowe wyprawy mało kto mógł sobie pozwolić. Dla większości Brytyjczyków jedynie niedziela była dniem wolnym od pracy. Początkowo głównymi uczestnikami podróży po Europie, Ameryce i Bliskim Wschodzie były więc mniej lub bardziej zamożne wdowy. Klientki Cooka nie ceniły go tylko jako przewodnika. Był przede wszystkim doskonałym kompanem do rozmowy, który jak żaden inny mężczyzna miał cierpliwość, by wysłuchać kobietę do końca.

Thomas Cook: człowiek, który dał nam wakacje, wakacje, logo z klasą, Thomas Cook - plakatfot. Thomas Cook Group

W trzydzieści lat od zorganizowania pierwszej wycieczki parlament brytyjski zdał sobie sprawę, że turystyka stała się istotną częścią gospodarki. Aby stworzyć jej możliwości dalszego rozwoju, uchwalono ustawę o wakacjach. Po raz pierwszy w dziejach ludzkości każdy pracownik zyskał prawo do czterodniowego, bezpłatnego urlopu.

Cook cieszył się reputacją człowieka, który przyciąga tłumy. Jego biuro podróży miało swoje oddziały rozrzucone po całej Europie, na Bliskim Wschodzie i w Ameryce Północnej. Po londyńskim sukcesie organizatorzy wszelkich wystaw zwracali się do niego z prośbą o zapewnienie frekwencji. Gdy w 1852 r. umarł książę Wellington, to Cooka poproszono, by sprowadził poddanych Korony na pogrzeb wielkiego polityka. Ostatecznie w procesji ulicami Londynu przeszło ponad pół miliona osób.

Podczas wojny prusko-francuskiej szef Kościoła anglikańskiego przebywający chwilowo w Paryżu został odcięty od świata. Cook osobiście ewakuował go z miasta. Biskup nie mógł się nadziwić, że za jego ratunek odpowiada człowiek, który nie umie powiedzieć ani jednego słowa w innym języku niż angielski. Na szczęście "ten mężczyzna miał niemal w każdym mieście swoich agentów, którzy nas sprawnie przerzucali z miejsca na miejsce". Podczas fety towarzyszącej otwarciu Kanału Sueskiego, twórca pierwszego biura podróży był honorowany niemal na równi z członkami królewskich rodów z całej Europy.

Siedziba Thomas Cook Siedziba Thomas Cook fot. Thomas Cook Group

Wieczny tułacz

Mimo tych wszystkich sukcesów i ponad miliona obsłużonych klientów, Thomas Cook nigdy nie wyzbył się wrażliwości kaznodziei. Gdy Irlandia cierpiała z powodu klęski głodu, sugerował swoim klientom, by zabrali z sobą więcej żywności i podzielili się z potrzebującymi. Zbierał wśród podróżnych datki na rzecz biednych. Gdy pierwszą grupę turystów w Ziemi Świętej okradła z wszelkich kosztowności szajka Beduinów, Cook nalegał, by złapanych kilka dni później przestępców puścić wolno. - Gdyby mieli co jeść, to z pewnością nie musieliby kraść - przekonywał. Nadal aktywnie działał na rzecz abstynencji, a także wspierał reformy społeczne, zabiegając między innymi o przyznanie prawa wyborczego robotnikom.

Thomas Cook: człowiek, który dał nam wakacje, wakacje, logo z klasą, Thomas Cook - plakat z 1922rfot. Wikipedia

Cook, choć stworzył gałąź gospodarki, w której dzisiaj zatrudnienie znajduje co 10. mieszkaniec kuli ziemskiej, umarł, nie pozostawiając po sobie żadnego majątku (oczywiście poza firmą, którą przejął po nim jego syn). Większość tego, co zarobił, wydał podróżując.

Więcej o: