Z herbatą wśród słoni: wyprawa na Cejlon, część I

Zapada zmrok, więc wychodzę na taras. Z piwkiem, by popatrzeć na ciemniejące niebo. Przecieram oczy. Przecież nie wypiłem dużo, a mrok nie ogarnął miasta całkowicie. A jednak widzę na tym niebie sylwetki wielkości człowieka o błoniastych skrzydłach. Armia Drakuli? Witajcie na Cejlonie!
Herbaciane pola na Sri Lance Herbaciane pola na Sri Lance fot. Anton Gvozdikov/shutterstock.com

Szlachetna wyspa

Zaraz, zaraz - ktoś powie. Jaki Cejlon?! Przecież Cejlon to jakieś nieprzyzwoite kultywowanie kolonialnych nawyków. Cejlonu już nie ma - jest Sri Lanka.

Beata Pawlikowska w książce "Blondynka na Sri Lance" pisze tak: "Komisja Standaryzacji Nazw Geograficznych poza Granicami Polski przy Głównym Geodecie Kraju [imponująca nazwa! - przyp. RN] stwierdza, że wyspa nazywa się Cejlon, a położone na niej państwo to Sri Lanka". Z całym szacunkiem dla języka polskiego oraz komisji, postanowiłam to zmienić. Sri Lanka jest bowiem jednocześnie wyspą oraz krajem.

Z herbatą wśród słoni: Cejlon, podróże, azjafot. AridOcean/shutterstock.com

Mieszkańcy Sri Lanki nigdy nie wybrali nazwy Cejlon dla określenia swej ojczyzny. Robili to w ich imieniu Rzymianie, Grecy, potem Portugalczycy, Holendrzy i Anglicy. Słowo Cejlon kojarzyło się z najeźdźcami i narzucaniem obcej kultury i w 1972 r. zmieniono ją na Sri Lankę. Lanka w sanskrycie oznacza wyspę, a trzy litery Sri oznaczają jej godność i szlachetność?.

Z całym szacunkiem dla Pawlikowskiej oraz jej książki, zmieńmy także ten pogląd. Jednym z pierwszych pytań, jakie zadałem mieszkańcom Sri Lanki, było to, czy nazwa "Cejlon" rzeczywiście im uwłacza. - Skądże znowu! - odpowiedzieli. - Mało kto tu, co prawda, jej używa, ale możesz sobie ją stosować na równi ze Sri Lanką. Nam to nie przeszkadza.

Lankijczykom (zwłaszcza Syngalezom) w ogóle niewiele przeszkadza. Nawet fakt, że przez 30 lat nie mogli... wsiadać razem do autobusu.

Pociągi na Sri Lance są zawsze pełne. Pociągi na Sri Lance są zawsze pełne. e X p o s e/shutterstock.com

Rajapaksa lepszy od Busha

O tym wsiadaniu opowiedział mi Kusumsiri Vijetunga, przewodnik, jeden z najsympatyczniejszych ludzi, jakich tam spotkałem. A sympatyczni są niemal wszyscy. Na ulicy uśmiecha się nie co drugi przechodzień, ale pewnie 80 procent Lankijczyków. Ze swoją znajomością angielskiego (to język urzędowy, pozostałość po ostatniej, brytyjskiej kolonizacji) nie zostawią turysty bez choćby krótkiej pogawędki na tematy ogólne - o pogodzie, samopoczuciu i pięknie Cejlonu.

Zarobić pieniądze na turystach? Ależ oczywiście, ale z klasą: my ci coś proponujemy, ty płacisz uzgodnioną cenę. Ich gościnność jest niezwykła. Choć już nie taka jak 400 lat temu...

Z Kusumsirim spotkałem się przy moim hoteliku na ulicy Panchikawatta w Kolombo. Trzysta metrów dalej znajduje się duży dworzec kolejowy Maradana. Na marginesie, podróż koleją po Sri Lance to propozycja dla ludzi o naprawdę mocnych... nogach. Lankijscy przyjaciele wsadzili mnie któregoś dnia do pociągu z Ella do Nanu Oya, żebym "sobie obejrzał fajne widoki". Widoki rzeczywiście przednie, ale przez trzy godziny musiałem stać w pociągu. Na szczęście vis-a-vis przepięknej Syngalezki, co tylko potęgowało moje stanie.

No, ale jednak. Nie było ani jednego wolnego miejsca siedzącego, a mnie wydawało się, że nawet stojącego. Sprzedawcy orzeszków, ananasów, herbaty na szklanki, wszystkiego, a nawet... niczego (żebracy) uświadomili mi jednak, że miejsca jest mnóstwo. Da się przecisnąć nawet przez tłum, którego ostatni przedstawiciele wiszą za drzwiami.

Gdy wysiadłem, moi przyjaciele wyjawili mi, że za 1250 rupii należał mi się osobny przedział. Indywidualny. Z łazienką. I że "sorry, ale po prostu tyle było ciekawych tematów wczoraj przy kolacji i araku, że o tym zapomnieli".

Z herbatą wśród słoni: Cejlon, azja, podróżefot. joyfull/shutterstock.com

Przed dworcem Maradana w Kolombo nogi nie tyle mnie rozbolały, co się pode mną ugięły. Kusumsiri pokazał mi go i powiedział: - Kilka lat temu wybuchła tu podłożona przez Tamilów bomba pełna gwoździ i innych odłamków. Zginęli ludzie... Eight....

- Ośmiu? To straszne - kiwnąłem głową.

- Nie, nie eight (ośmiu). Eighty (osiemdziesięciu) - uściślił.

Kusumsiri ma koło pięćdziesiątki, więc dobrze pamięta 1983 r. i początek wojny z Tamilskimi Tygrysami. Kiedy się zaczęła, poszedł śladem innych lankijskich rodzin i przestał wsiadać z żoną do tego samego autobusu czy pociągu. Nie chodzili już razem do sklepu czy kina. Jeśli do takiego miejsca udawało się jedno, drugie - nigdy.

- Bo mamy dzieci, rozumiesz? - tłumaczy, widząc moją zdumioną minę. - Gdyby zginęło jedno z rodziców, nie zostałyby bez opieki.

Wojna skończyła się w 2009 r., gdy armia prezydenta Mahindy Rajapaksy rozgromiła Tygrysy raz na zawsze w jedynej udanej tego typu ofensywie w dziejach. Żadnemu innemu państwu nie udało się tak rozwiązać problemu z terroryzmem.

Typowe targowisko na Cejlonie. Typowe targowisko na Cejlonie. fot. Milosz_M/shutterstock.com

Tamil mój brat

O wojnie rozmawiałem z Lankijczykami także w niedużym lokalu u podnóża Sri Pada, czyli Góry Adama. Nosi taką nazwę, gdyż na jej szczycie rzekomo widać odcisk stopy pierwszego człowieka, wypieprzonego z raju na zbity pysk za słabość do kobiet, jabłek i grzechu. Inni twierdzą, że odcisk należy do Buddy podróżującego akurat w przeciwnym kierunku.

Budda zostawił na Cejlonie zresztą nie tylko odcisk stopy, ale i... ząb. Jak twierdzą dentyści - siekacz. Wokół niego w świętym mieście Kandy zbudowano nawet całą świątynię, do której tłumy garną się większe niż do lankijskich pociągów.

W tę czy w tamtą stronę - Sri Pada to trasa przez raj. Bo czyż nie jest nim rozkoszowanie się widokami tutejszych gór, ciut wyższych niż nasze Tatry, za to porośniętych aż po horyzont krzewami herbacianymi?

Łyczuś herbaty to tutaj idealny moment na pogaduchy. I niezwykłe spotkania. Na parkingu natrafiliśmy oto na pewnego człowieka, z którym moi lankijscy przewodnicy ucięli sobie krótką pogawędkę. Też uścisnąłem mu rękę. Dzień dobry. Dzień dobry. Chłodno dzisiaj (30 stopni ledwie). Fakt. Sri Lanka się podoba? Się podoba. No, to na razie. Na razie. No, taka sytuacja.
Chwilę później pytam kolegę Manjulę, kto to był. A on:

- A, minister nasz.

- Jak to minister? Jaki minister?

- Minister Sri Lanki. Jakby to powiedzieć... od administracji terenowej. Mamy dystrykty i on nimi zarządza.

- Ten w gaciach i klapkach na parkingu to był wasz minister?!

- No tak. Nasz. Z Kolombo ? Manjula nie robił sensacji.

- A co on tu robi? ? dopytuję.

- A wypadek miał. Tuk-tuk [motocyklowa ryksza] w nich uderzył i samochód mają w warsztacie. No to zatrzymał się w Nuwara Eliya, bo tu jest bardzo ładnie. O, zobacz to nasz najwyższy szczyt, Pidurutalagala... A tam zbieraczki herbaty... - zmienił temat.

Zbieraczki z wielkimi koszami na plecach oskubują herbaciane krzewy z listków. To Tamilki, prawie wszystkie (mężczyźni jakoś nie garną się do tej pracy). I to z nimi oraz z pyszną herbatą teraz kojarzy się tamilski lud.

Z herbatą wśród słoni: Cejlon, azja, podróżefot. itsmejust/shutterstock.com

- No dobrze - pytam, siorbiąc. - Trzydzieści lat wojny, wiele ofiar. Przecież Tamilskie Tygrysy nie patyczkowały się. Stosowały najbrutalniejszy terroryzm, który rozrywał bombami ludzi, kobiety, mężczyźni, dzieci...

-Zgadza się - moi lankijscy współbiesiadnicy herbaciani popijają boski napój. Bez cukru. Tym też mi imponują.

- Aż boję się w tej sytuacji zapytać, jak po takim przelewie krwi... - przypominam sobie listę zamachów terrorystycznych Tygrysów, którą przejrzałem przed przyjazdem w Wikipedii; poruszająca lektura. - Zatem, jak po czymś takim układają się wasze stosunki? Syngalezów z Tamilami?

A oni uśmiechają się do Tamilki niosącej kosz z herbacianymi listkami, z których niektóre zostaną poddane fermentacji i zmienią się w herbatę czarną, inne nie i zostaną herbatą zieloną, natomiast same pączki zostaną wysłane na cały świat jako najlepsza w świecie herbata biała.

- Bardzo dobrze się układają - mówią. - Tamilowie to nasi bracia. Żyjemy z nimi w przyjaźni.

- A Tygrysy?

- Tygrysów już nie ma. Ci, którzy przetrwali, skorzystali z amnestii. Zostali zwolnieni do swoich domów.

- To znaczy, że dawni terroryści chodzą tu teraz, wśród nas?

- Oczywiście. Obiecali zmienić swoje postępowanie i żyć w pokoju, a my wierzymy w człowieka. Tamilowie pragną tego samego, co my. Budda mówi, że w głębi serca nikt nie chce nieść zła i nieszczęścia. Trzeba się od tego po prostu w pewnym momencie wyzwolić. Oni uczynili wiele zła, my im także. Wystarczy. Jeszcze herbaty?

Więcej o:
Komentarze (6)
Z herbatą wśród słoni: wyprawa na Cejlon, część I
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: feliz sanchez

    Oceniono 21 razy 19

    To jest raczej zaczyn artykułu niż pełny tekst. Byłby też całkiem znośny gdyby nie te głupawe wstawki typowe dla Logo (stanie w pociągu koło Syngalezki, Adam wypieprzony z raju..), które maj chyba zaświadczyć, że autor jest mężczyzną pełną gębą.

  • Gość: Człowieku!

    Oceniono 8 razy 6

    co to za powierzchowne i laickie obserwacje. I te prymitywne wrzuty.

  • Gość: Ang

    Oceniono 7 razy 3

    autor krytykuje opinie, spojrzenie i wiedzę innych ( Panią Pawlikowską) poprzez odmienne wypowiedzi tubylców, ale jak wiadomo co człowiek to inna opinia na dany temat. Trochę więcej tolerancji.

  • Gość: chullipuram

    Oceniono 3 razy 1

    Autor ma blade pojecie o Sri Lance i jej historii, wyglada na to ze cala wiedze zaczerpnal z WIkipedii ;)
    Styl pisania...no comments. Zdjecia ladne. That´s all.

  • bob1111

    Oceniono 3 razy 1

    Autor mógłby troszkę poczytać o wojnie domowej a szczególnie o jej krwawym zakończeniu a mamy tutaj piękną kalkę rządowej propagandy o cywilnych ofiarach ostatniej ofensywy po Tamilskiej stronie cicho o zaginionych ludziach też a głoszono na świecie było wręcz o ludobójstwie. Ale przecież zwyciężyli terrorystów ale za jaką cenę?

    Sri Lanka to mały kraj i wycieczka na północ do Jaffny pomogła mi nabrać dystansu do propagandy zwycięzcy

  • Gość: Ozi

    Oceniono 3 razy -1

    Niestety nie znam historii tego kraju, nie wiem więc czy uwagi poprzednich komentatorów są uzasadnione - wiem jednak, Panie Redaktorze, że styl pisania ma Pan doskonały i w Internecie potrzeba nam więcej tak dowcipnych osób o lekkim piórze!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX