Ekstremalne zabawy z adrenaliną [TOP 10]

Najbardziej niesamowite sporty i aktywności zazwyczaj nie są nawet dyscyplinami olimpijskimi. Część z nich staje się coraz bardziej dostępna dla osób z dobrą kondycją lub odpowiednią ilością gotówki. Inne pozostają zarezerwowane dla nielicznych, a czasem są tak niebezpieczne, że nie pozwala na nie miejscowe prawo.

10. Downhill

To jedna z ekstremalnych odmian kolarstwa górskiego, w której po prostu pędzisz na złamanie karku w dół stoku. Idealna propozycja dla cyklistów, którzy kochają szybkość i ryzyko.

Rasowy downhill przypomina trochę zimowy freeride - najniebezpieczniejszą odmianę zjazdu na nartach, gdy pędzisz nie wyznaczoną nartostradą, ale między drzewami i zastanawiasz się, kiedy zaskoczy cię przepaść, duży kamień albo wystający korzeń. Zjeżdżając tym samym "torem" w środku lata na rowerze może ci być znacznie trudniej wyhamować (i miękko upaść) niż na dwóch deskach, a potężny kask i ochraniacze na kończynach dają ci jedynie złudne poczucie bezpieczeństwa.

- Zjazdy są tak strome, że rower sam nabiera dużej prędkości i trudno nad nim zapanować. Podłoże jest strasznie nierówne, rower skacze na wybojach, korzeniach. Koła buksują w błocie, rozrzucają żwir na boki, ślizgają się na kamieniach - relacjonuje nasz reporter, który miał okazję ścigać się w górach z mistrzynią świata w kolarstwie górskim, Mają Włoszczowską. -  - dodaje. Zjeżdżając z górskiego szczytu na rowerze masz więc nierzadko śmierć w oczach, a twoje ciało cieszy się od dopływu adrenaliny.

Downhill zrodził się za pewne już wtedy, gdy pierwszy góral kupił sobie rower. Pierwsze na świecie zawody w kolarstwie zjazdowym rozegrano w 1976 r. w Kalifornii, czyli w pionierskich czasach, gdy górskie rowery nie były jeszcze wyposażone w amortyzatory. W kolejnych latach na stromych stokach królowały przede wszystkim BMX-y. W 1999 r., już w znacznie lepszych warunkach sprzętowych, rozegrano pierwsze Mistrzostwa Polski w downhill w Szklarskiej Porębie.

Rosnąca popularność tej dyscypliny wśród amatorów daje dziś szansę na letni zarobek wielu kurortom narciarskim w USA czy Europie. Dzięki downhill koleje gondolowe mają wtedy pasażerów, położone wysoko na stokach restauracje klientów, a pasące się na zielonych nartostradach krowy nieco irytujące towarzystwo.

Mój pierwszy raz. Skoczyłem z 220 metrów: Mój pierwszy raz. Skoczyłem z 220 metrów: "spadam, szumi, czas stoi. Skały coraz bliżej..." fot. Tomasz Wawer

9. Bungee jumping

Początki nowoczesnego bungee jumping sięgają 1979 r., kiedy to Brytyjczycy u progu rządów Margaret Thatcher nabrali wielkiej ochoty, by skakać z mostów, nie porzucając przy tym nadziei związanej z happy endem. Jako historyczny uważa się w tym kontekście skok na linie z Clifton Suspension Bridge w Bristolu.

Skoki na bungee znali jednak już znacznie wcześnie mieszkańcy Nowych Hebryd w Oceanii. To właśnie nimi był zafascynowany nowozelandczyk Alan John Hackett, który popularyzował komercyjne skoki na bungee w latach 80-tych XX w. Gdy świat oszalał na punkcie nowej dyscypliny, kolejno skakano z wieży Eiffla, z najwyższych mostów na świecie, z helikoptera, aż w końcu James Bond w filmie Goldeneye skoczył z 220-metrowej zapory w Archangielsku.

mój pierwszy raz, Mój pierwszy raz: skoczyłem z 220 metrów, Mój pierwszy raz: skoczyłem z 220 metrów. Tak jak Wayne Michaels (kaskader, który zastąpił Pierce'a Brosnana) w "Goldeneye"fot. Tomasz Wawer, archiwum redakcji, Wikipedia/lirum larum (montaż)

Miliony kinomanów zastanawiały się wtedy, dlaczego Pierce Brosnan nie roztrzaskał się o betonową ścianę tamy. Później jednak okazało się, że skakał nie Brosnan, tylko kaskader, zapora nie stoi w Archangielsku, tylko w szwajcarskim kantonie Ticino, a jeśli się dobrze z niej skoczy, wcale nie trzeba zginąć - czego dowiódł, rzucając się w tą samą otchłań reporter magazynu "Logo".

mój pierwszy raz, bungee jumpingfot. Tomasz Wawer

- Pode mną 220 przepaści, na jej dnie skały i kamienie, a ja lecę w ich kierunku jak pocisk. Czas staje w miejscu. Spadam. Szumi. Czas stoi. Skały coraz bliżej. I kiedy już wydaje się, że za chwilę rozprysnę się na kamieniach, lina łagodnym szarpnięciem podrzuca mnie w górę - relacjonował Mikołaj.

Pierwsze mistrzostwa Polski w bungee odbyły się w 1999 r. w Rudnikach pod Częstochową. Obecnie ośrodki tej dyscypliny działają w wielu dużych miastach oraz ośrodkach turystycznych, a dźwigi do skoków stają się częstą atrakcją festynów i wesołych miasteczek.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie fot. Bartosz Bobkowski

8. Moutainboard

Przesiadka ze snowboardu na mountainboard to jak zamiana porsche na land rovera. Zasada działania niby ta sama, trzeba tylko przestać się bać wertepów. Pierwsze eksperymenty z dołączeniem większych kółek z oponami do deskorolki przeprowadzano już w latach 70-tych ubiegłego wieku. Na seryjną produkcję górskie deski doczekały się jednak dopiero w 1993 r. za sprawą dwóch Amerykanów: Jasona Lee i Patricka McConnella. Już rok później w Colorado powstał pierwszy oficjalny Związek Moutainbordingu i nowa dyscyplina sportu nabrała rozpędu.

- Ruszam. Totalny chaos - dzieli się wrażeniami z własnego zjazdu z góry Żar reporter magazynu "Logo" - Wbijam wzrok w ziemię. "Nie patrz pod deskę!" krzyczą inni mountainboardziści, mijając mnie z furkotem. Kurz spod desek osiada na spoconej twarzy. Przed większym kamieniem odruchowo dociskam hamulec. Lecę do przodu w zgrabnym koziołku. Wyrzucona w górę kilkunastokilogramowa deska nadaje mi dodatkową prędkość obrotową - dodaje.

Lato snowboardzistów, czyli mój pierwszy raz na mountainboardzie, snowboard, sport, mój pierwszy razfot. Bartosz Bobkowski

Uprawiający po raz pierwszy moutainboard snowboardziści muszą się przyzwyczaić, że nie muszą gorączkowo omijać mniejszych kamieni i leżących na stoku patyków, ponieważ dobra deska z kołami świetnie sobie radzi z tego typu przeszkodami. Po kilku pierwszych zjazdach zabawa się robi przednia, a dzięki rosnącej popularności tej dyscypliny, coraz więcej właścicieli wyciągów orczykowych - również w polskich górach - nie musi narzekać na brak ceprów.

Rafting na rzece Kaligandaki w Himalajach Rafting na rzece Kaligandaki w Himalajach fot. Mikołaj Kirschke

7. Rafting

Rafting to jakby wyczynowa wersja turystycznego spływu tratwą bo wzburzonych wodach Dunajca. Pływanie pontonem po górskich potokach zaczęło zdobywać popularność mniej więcej od lat 70-tych ubiegłego wieku.

Stopień frajdy zależy oczywiście od wybranej trasy i jest mniej więcej wprost proporcjonalny do ilości spienionych fal, pokonywanych wodospadów, uderzających o dno łodzi głazów i - według indywidualnych preferencji - czyhających na nas na brzegu niedźwiedzi grizzly.

Rafting to bez wątpienia sport dla prawdziwych mężczyzn. Jak relacjonował reporter "Logo" ze spływu rzeką Kaligandaki w nepalskich Himalajach: - Najpierw jeden z towarzyszących nam kajakarzy górskich, doświadczony Kanadyjczyk, rozbija głowę na jakimś kamieniu. Chwilę później grupa płynących za nami rafterów z Japonii traci kontrolę nad spławianym pontonem. Twarda jak plastik guma rozdziera się na kamieniu, sflaczała tratwa nie tonie tylko dlatego, że osiada na skałach. Nam udaje się przejść próg bez ofiar w ludziach i łodziach...

Rafting na rzece Kaligandaki w Himalajachfot. Mikołaj Kirschke

A więc ubaw po pachy! Trzeba jednak pamiętać, by nie uprawiać tego sportu bez odpowiedniego przygotowania i sprzętu. Kaski i kapoki są tu nieodzowne. Zapomnij też o pchaniu się na górski potok z pontonem z supermarketu czy na innych tego rodzaju "dmuchanych materacach". Zwykle wymogi bezpieczeństwa dotyczące rafringu są spisane w prawie i skrupulatnie egzekwowane przez lokalne władze regionów, gdzie sport ten jest szczególnie popularny.

Rafting na rzece Kaligandaki w Himalajachfot. Mikołaj Kirschke

Polscy rafterzy lubią się bawić m.in. na Dunajecu w Pieninach, czy po sąsiedzku, na rzece Váh na Słowacji. Renomę i szacunek wśród zapaleńców tej dyscypliny zdobywa też coraz bardziej rzeka Tara w Górach Dynarskich w Czarnogórze. Rwące potoki w Alpach, Andach, czy północnoamerykańskich Górach Skalistych należą natomiast już do klasyki gatunku.

Mój pierwszy raz: kanioning w Szkocji Mój pierwszy raz: kanioning w Szkocji fot. Bartosz Bobkowski

6. Kanioning

Kanioning przypomina trochę wizytę w aquaparku, w którym ktoś zapomniał włączyć ogrzewanie. Są takie potoki w górach, do których nawet najmniejszy i najbardziej zwrotny kajak nie wpłynie. Chodzi m.in. o wąskie strugi przełamujące skalne rumowiska, gdzie niewielkie baseny przedzielone są kaskadami, a woda czasem na siłę przeciska się przez wąskie szpary między potężnymi kamieniami.

Mój pierwszy raz: kanioning, sport, mój pierwszy raz, tobogan - czyli rynna, którą Bruar spływa nieco łagodniej niż wodospademfot. Bartosz Bobkowski

Najkrótsza definicja kanioningu to spływ górską rzeką na własnym tyłku. Potrzebna jest do niego górska rzeka, pianka, kapok, sportowe buty, kask i trochę odwagi. W wersji rozbudowanej przyda się też uprząż wspinaczkowa. Nazwa sportu pochodzi od kanionu, a został on wymyślony oczywiście w najbardziej obfitujących w owe cuda natury Stanach Zjednoczonych. Świetne trasy do kanioningu znajdują się także w Alpach (od Francji po Słowenię), jak również w Czarnogórze, Grecji, Portugalii, Norwegii, Szkocji, a nawet niewielkim Hong Kongu.

Dobre przygotowanie kondycji i sprzętu jest w tym sporcie niezbędne, ponieważ gdy już wejdziesz w kanion, nie masz odwrotu i musisz dojść do końca - wspinasz się, skaczesz, pływasz i nurkujesz, a pokonując kolejne skalne półki, czujesz się trochę jak bohater klasycznej gry Sega Sonic. Nie przejdziesz całej planszy - zginiesz.

Relację naszego reportera z kanioningu w Szkocji znajdziesz tutaj.

Mój pierwszy raz: zdobywamy podziemne fortyfikacje Mój pierwszy raz: zdobywamy podziemne fortyfikacje fot. Robert Kowalewski

5. Zdobywanie podziemnych fortyfikacji

Zmieniamy nieco klimat, co wcale nie oznacza, że przejdziesz przez większość opuszczonych fortyfikacji bez liny wspinaczkowej, a tym bardziej suchą stopą. Zdobywanie powojskowych sztolni i kominów to raczej sport ekstremalny dla fanów historii. Wymaga nieco innego sprzętu wspinaczkowego, niż ten przy klasycznej eksploracji grot i jaskiń. Dreszczyk emocji w obu przypadkach jest jednak podobny: nigdy do końca nie wiesz, co się kryje w następnej komorze i czy za chwilę cały podziemny korytarz nie zawali się na twoją głowę.

Mój pierwszy raz: zdobywamy podziemne fortyfikacje, mój pierwszy raz, góry, wakacjefot. Robert Kowalewski

Jednym z najciekawszych tego typu podziemi w Polsce i całej Europie są bunkry Riese (niem. "olbrzym"), wydrążone przez Niemców w Sudetach w czasie II wojny światowej. Ekspedycję do części jego sztolni zlokalizowanych w Górach Sowich opisywaliśmy tutaj.

Mój pierwszy raz: zdobywamy podziemne fortyfikacje, mój pierwszy raz, góry, wakacjefot. Robert Kowalewski

Według badań historyków oraz miejscowych legend, w gigantycznym i wciąż jeszcze dokładnie nie zbadanym kompleksie "Riese" miała się znaleźć nowa kwatera Hitlera, fabryki broni i laboratoria do prac nad bombą atomową, albo też miejsce, gdzie naziści ukryli przed Aliantami łupy wojenne i skarby, które pod koniec wojny w tajemniczy sposób wyparowały z berlińskiego Reichsbanku. Co jakiś czas w Sudetach odkrywane są kolejne podziemne chodniki i tajemnicze instalacje. Eksplorujący je śmiałkowie wiele ryzykują, ale wiedzą, że za następną ścianą może nich czekać wielka nagroda.

Skoki ze spadochronem Skoki ze spadochronem fot. Germanskydiver / shutterstock.com

4. Skok ze spadochronem

Skok ze spadochronem to jedna z popularniejszych "zwariowanych" rzeczy, które znudzeni codzienną rutyną mieszkańcy ziemi chcieliby w życiu doświadczyć. Bywa szczególnie atrakcyjny przy opuszczaniu samolotu na większej wysokości, kiedy przed otwarciem spadochronu można sobie pozwolić na trochę akrobacji.

Pierwszy udany skok na spadochronie jest przypisywany żyjącemu na przełomie XVIII i XIX w., francuskiemu baloniarzowi Andre-Jacquesowi Garnerinowi. Spadochroniarstwo wojskowe rozwijało się już w czasie I wojny światowej, a śmiałkiem, który jako pierwszy wskazał na frajdę (z zamierzonego) freefall, czyli swobodnego spadania przed otwarciem spadochronu, był jeden z jej weteranów, Amerykanin Leslie Irvin. Pierwsza szkoła spadochroniarzy w Polsce powstała w 1929 r., a od lat 30-stych zaczęto na świecie organizować sportowe mistrzostwa w tej dyscyplinie.

Z biegiem lat cywilne spadochroniarstwo stawało się coraz bardziej dostępne i obrastało systematycznie kolejnymi rekordami. Np. na filmie u góry widać jak 120 skoczków bije zbiorowy rekord świata w konkurencji skydiving w 2012 r.

Skok ze spadochronemfot. Germanskydiver / shutterstock.com

Dziś każda osoba z dobrym zdrowiem i odrobiną gotówki może skoczyć z "niańką", czyli doświadczonym instruktorem. Usługa ta jest dostępna w szkółkach spadochronowych ulokowanych w większości dużych aglomeracji w Polsce. Podobny skok dla niepotrzebujących zbyt skomplikowanego przygotowania "pikników" opisywaliśmy tutaj.

Fruwanie w przestworzach z instruktorem to wydatek ok. 700 zł. Zwykle kolejne paręset złotych trzeba dopłacić za pamiątkowy film z owej przygody. Jeśli chciałbyś sam fruwać w przestworzach i w przyszłości brać udział w kolejnych rekordach świata w dziedzinie spadochronowych akrobacji, za 4 do 5 tys. zł możesz zapisać się na kurs, obejmujący w pakiecie ok. 7 skoków.

Nurkowanie jaskiniowe Nurkowanie jaskiniowe fot. melissaf84 / shutterstock.com

3. Cave diving

Nurkowanie jaskiniowe to piękny sposób zwiedzania wnętrza ziemi i zarazem jedno z bardziej niezwykłych doświadczeń, na jakie może sobie pozwolić człowiek. (Zazwyczaj) nie potrzebujesz liny wspinaczkowej. Swobodnie pokonujesz pionowe kominy i lewitujesz pomiędzy oświetlonymi latarką strukturami skalnymi. Możesz też nurkować w starych i tajemniczych korytarzach, wybudowanych niegdyś ręką człowieka, a później pochłoniętych przez wodę.

Jest jednak kilka zasadniczych problemów. Gdy zapuścisz się kilkaset metrów w głąb jaskini i coś pójdzie nie tak - np. zahaczysz sprzętem o przeszkodę, albo spotkasz pod wodą coś, czego byś nie chciał zobaczyć - nie możesz się wynurzyć, bo masz nad sobą strop. Poza tym, gdy natrafisz na suche partie jaskini, musisz cały sprzęt nurkowy przenieść przez nie na plecach. Z kolei gdy twoja ekspedycja trwa już od kilku godzin, marzysz o znalezieniu odpowiednio suchego miejsca na biwak. Oczywiście nurkując w jaskini, musisz bardzo uważać, by nie zabłądzić. Gdy coś ci się stanie, lokalizacje większości zalanych grot i górskich źródeł skutecznie uniemożliwiają też szybką akcję ratowniczą.

Męskie sporty z adrenaliną TOP 10fot. Rich Carey / shutterstock.com

Śmiertelność wśród zapaleńców nurkowania jaskiniowego jest więc dosyć spora i jak niektórzy twierdzą, stanowi ona ważny czynnik przyciągający do tej dyscypliny żądnych adrenaliny ryzykantów. Zasadniczo jednak chodzi o to, aby po eksploracji zalanych wodą pieczar móc wypłynąć na powierzchnię, pokazać znajomym nakręcony film i móc się podzielić wrażeniami. Dlatego też nurkowanie we wnętrzu ziemi jest zarezerwowane nie dla lekkomyślnych ryzykantów, ale najbardziej doświadczonych nurków, potrafiących dbać o każdy szczegół i potrafiących zachować zimną krew w każdej sytuacji.

Jedne z piękniejszych na świecie jaskiń do nurkowania znajdują się w Ameryce Środkowej i Nowej Zelandii. W Polsce odpowiednie miejsca znajdziesz m.in. w Tatrach. Ciekawe dla jaskiniowych nurków kompleksy stworzone przez człowieka to m.in. część rozległych bunkrów Dolnego Śląska i Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, a nawet tajemnicze podziemia Warszawy czy Krakowa.

Skoki do wody Skoki do wody "z czego się da" to jedna z zabaw obfitujących w największą liczbę wypadków. fot. robcocquyt / shutterstock.com

2. Cliff diving

W skakaniu z klifów nie masz żadnego sprzętu zabezpieczającego. Jesteś tylko ty, wiatr, spienione morze kilkadziesiąt metrów pod tobą i skały, o które możesz się łatwo roztrzaskać. Bywają też niebezpieczne skały pod wodą. Dlatego też, mimo że cliff diving uprawiają tysiące amatorów na wszystkich szerokościach geograficznych, jest to zabawa obfitująca w tragiczne wypadki - skutkujące najczęściej złamaniem kręgosłupa. Z tego powodu dzieciaki skaczące każdego lata ze skał do wody w niebezpiecznych miejscach to prawdziwa zmora dla służb ratowniczych.

Skoki do wody upowszechniły się już za pewne wtedy, gdy człowiekowi pierwotnemu zasmakowały ryby, albo nie miał innej drogi ucieczki przez nacierającym od strony lądy tygrysem szablozębnym. Od 1904 r. skoki do basenu to także dyscyplina olimpijska. Czymś pośrednim pomiędzy "regularnymi" skokami na pływalni, a rzucaniem się "na dziko" ze skały w morskie fale są cykliczne zawody w cliff diving Red Bulla, w ramach których np. w maju tego roku śmiałkowie rzucali się ze średniowiecznej wieży do portowego kanału we francuskim mieście La Rochelle.

Sporty z adrenalinąfot. (po lewej) Martin Lehmann / shutterstock.com, (po prawej) CAN BALCIOGLU / shutterstock.com

- Trzy sekundy, tyle czasu na wykonanie skomplikowanych ewolucji mają śmiałkowie skaczący do wody z wysokich, 26-metrowych klifów. Kto nie rzucił się z choćby dwukrotnie mniejszej wysokości, ten nie ma pojęcia, jak wielkiej odwagi wymaga ten sport - relacjonował nasz reporter, który pewnego razu zdecydował się skoczyć z klifu do szwajcarskiego Jeziora Czterech Kantonów.

Windsuit Windsuit fot. Evgeniya Moroz / shutterstock.com

1. Wingsuit

Przebrany w strój latającej wiewiórki lecisz w dół górskiego stoku, mijając brawurowo skały i wierzchołki drzew. W skrajnej wersji (drugi film poniżej) latasz jak superman między szklanymi wieżami w centrum wielkiego miasta. Robisz jeden błąd - np. zapominasz, że tak naprawdę nie jesteś supermanem, albo dajesz się zaskoczyć podmuchowi wiatru - i rozpryskujesz się jak mucha na kasku motocyklisty.

Wingsuit to chyba najbardziej widowiskowy, pobudzający wyobraźnię i najbardziej niebezpieczny sport ekstremalny. Jego zapaleńcy wyprawiają kilka metrów od groźnych skał rzeczy, które na pierwszy rzut oka po prostu nie mają prawa się wydarzyć. To oczywiście sport nie dla wszystkich. Według zaleceń Amerykańskiego Stowarzyszenia Spadochronowego (USPA), na wingsuit może sobie pozwolić osoba, która w ciągu ostatnich 18 miesięcy wykonała 200 "regularnych" skoków na spadochronie.

Skrzydlaty strój pozwalający na uprawianie wingsuit wymyślono w latach 90-tych poprzedniego wieku. Pozwala on bardzo szybko lecieć do przodu i zmniejsza prędkość opadania do tego stopnia, że w 2012 r. znalazł się skoczek, który wylądował nim na ziemi nie otwierając w ogóle spadochronu. Tym śmiałkiem był Gary Connery, który na oczach kamer i do końca niepewnych wyniku eksperymentu reporterów skoczył z zawieszonego na wysokości 730 m helikoptera, a potem zakończył szczęśliwie swój ślizgowy lot w wielkiej stercie kartonowych pudeł.

Niestety, każdego roku uprawiające wingsuit osoby spotykają śmiertelne wypadki. Np. tego lata w Alpach zginął skoczek z Polski. Z kolei w poprzednim roku, po tragicznej śmierci Norwega, niskich lotów nad skałami zakazał burmistrz górskiej miejscowości Chamonix.

Komentarze (26)
Ekstremalne zabawy z adrenaliną [TOP 10]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: skystrzelec

    Oceniono 10 razy 8

    halo narratorze !!!!! przy kazdym z okien jest oryginalny opis wystarczy spojrzeć ;) to nie jest wietrznystrój tylko skrzydłostrój zaden windsuit tylko WINGSUIT !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • zigzaur

    Oceniono 6 razy 6

    Najbardziej ekstremalny sport to JOGing.
    Proszę nie poprawiać pisowni. JOG to jednoosobowa działalność gospodarcza.

  • Gość: Michał

    Oceniono 8 razy 6

    winGsuit :)

  • Gość: gupi

    Oceniono 4 razy 4

    Najbrutalniejszy sport to szachy. Jak powiedział Garri Kasparow.

  • zoraz

    Oceniono 6 razy 4

    Ale czy skok na gumce w dół to na pewno sport?
    Czy tylko test sprawności zwieracza?
    Hm. Chyba ten zwieracz można przetrenować więc to może jednak sport.

  • Gość: skyisthelimit

    Oceniono 5 razy 3

    "Jego zapaleńcy wyprawiają kilka metrów od groźnych skał rzeczy, które na pierwszy rzut oka po prostu nie mają prawa się wydarzyć." - cóż... to jest właśnie fizyka, więc "te rzeczy" się zdarzają.

    Dodatkowo: autor pisze o skokach B.A.S.E. w wingsuit, a w szczególności o proximity (latanie blisko skał), a nie o skokach w wingsuit z samolotu - warto uściślić z uwagi na pewne różnice techniczne. :-)

    Porównanie wypadków do "rozpryskującej się muchy na kasku motocyklisty" jest moim zdaniem nie na miejscu. Domyślam się, że autor nie widział ani jednego, ani drugiego. Z supermanem to też trochę przegięcie - w pewnym momencie chyba nie warto cwaniakować (skoczkowie i basejumperzy wiedzą o czym mówię).
    ...ale być może to tylko mnie razi.

  • Gość: ten

    Oceniono 2 razy 2

    Ktoś zapomniał o Bobslejach - 150 km/h w rynnie lodowej, przeciążenia dochodzące na nowych torach do 6G !!!, brak zabezpieczeń , częste wypadki ( każda osada ma minimum 1 wypadek na 100 ślizgów ) , popażone ramiona itd

  • Gość: ax-les-thermes

    0

    W kanioiningu jest lepiej gdy najpierw sie wspinasz w gore potoku a pozniej zjezdzasz w dol. Duzo wiekszy fun gdyz widzi sie calosc trasy z dwoch roznych pozycji.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX