Mini: historia brytyjskiej legendy

07.01.2014 13:25
W drugiej połowie lat 50-tych konstruktor Alec Issigonis wziął swojego szefa na szybką przejażdżkę prototypem nowego mini. Kiedy skończyli, zachwycony Leonard Lord powiedział tylko: ?zbuduj ten samochód?.
1 fot. BMW AG fot. BMW AG fot. BMW AG

Druga Bitwa o Anglię

Motoryzacyjny guru Jeremy Clarkson napisał o mini, że dziwi się, czemu ludzie kupują inne samochody, skoro mogą sobie kupić "miniaka". Ale późniejszy status gwiazdy pop, który dziś jest najważniejszym atutem marki z Oxfordu, dla twórców pierwszych koncepcji małego mini miał się okazać niemałym zaskoczeniem.

Historia mini zaczęła się nad Kanałem Sueskim. W 1956 r. wylądowali tam angielscy i francuscy żołnierze, by odzyskać kontrolę nad znacjonalizowaną przez Egipt drogą wodną łączącą Bliski Wschód i Azję z Europą. W wyniku konfliktu spadły dostawy ropy do Europy. Ceny zaczęły szybować w górę i po raz pierwszy mieszkańcy Starego Kontynentu stanęli w obliczu groźby kryzysu paliwowego.

W tej sytuacji British Motor Company postanowiła zbudować nieduże i ekonomiczne auto. Był też drugi powód ? upadający prestiż upadającego imperium. Dumni Anglicy z niepokojem patrzyli na rosnący import małych samochodów z Włoch i Niemiec. Krajów, które przecież całkiem niedawno przegrały II wojnę światową.

fot. Neftali / shutterstock.comfot. Neftali / shutterstock.com

Do drugiej "Bitwy o Anglię" zaangażowano Aleca Issigonisa; wizjonera, uparciucha i indywidualistę. Mawiał on, że "wielbłąd to koń zaprojektowany przez zespół". Jego pomysł na nowe auto był banalnie prosty i przez to genialny: jak najwięcej przestrzeni dla pasażerów w jak najmniejszym nadwoziu.

2 fot. BMW AG fot. BMW AG fot. BMW AG

Auto dla pielęgniarki

Samochód miał się zmieścić w pudle o wymiarach 300×122×122 cm. Prawie się udało. Ostatecznie mini było dłuższe o 5 cm, szersze o 18 i wyższe o 13. Czyli było wielkości późniejszego fiata 126, popularnego w Polsce "malucha". Wewnątrz mini miało zmieścić się czterech pasażerów i bagaż. Kto nie pamięta wakacyjnych, rodzinnych wypraw "maluchem" przez Polskę, ten nie jest w stanie pojąć, jaka była przyjemność z takiej jazdy...

Zostawmy jednak w spokoju dorobek peerelowskiej motoryzacji i wróćmy do Wielkiej Brytanii początku lat 60. Zgodnie z założeniami Issigonisa silnik zajmował tylko jedną piątą całego "pudełka". Udało się tego dokonać dzięki zastosowaniu przedniego napędu i umieszczeniu silnika w poprzek. Najpierw planowano montować motor Austin A35 o pojemności 948 cm szesc., ale zrezygnowano, bo uważano, że będzie zbyt mocny dla tak małego pojazdu i na umiejętności przeciętnego kierowcy. Wstawiono więc 848 cm szesc. i tak już zostało na długo. Efekt? Prędkość maksymalna 116 km/h zamiast 145.

Stworzony w ekspresowym tempie samochód zaprezentowano w sierpniu 1959 r. W podstawowej wersji, kosztującej 496 funtów (według dzisiejszych cen ok. 9 tys. funtów), mini miało na tablicy rozdzielczej tylko prędkościomierz.

fot. BMW AGfot. BMW AG

Wyposażenie było bowiem wypadkową fanaberii i widzimisię Issigonisa: nie było ogrzewania (konstruktor podobno powiedział, że jak kierowcy będzie zimno, to może włożyć płaszcz), radia (Issigonis nie przepadał za tym wynalazkiem) ani pasów bezpieczeństwa (twórca mini ich nie używał). Była za to popielniczka, bo Alec Issigonis namiętnie palił. Z kolorami samochodu było lepiej, choć tylko trochę lepiej, niż w przypadku czarnego forda T. Do wyboru był szary, czerwony i niebieski.

To musiało wystarczyć, bo mini miało być samochodem dla niezamożnych ludzi. Issigonis mawiał, że powinno na niego być stać osiedlową pielęgniarkę.

3 Mini Mini fot. Paul Stringer / shutterstock.com

Lata chwały

Sukces przerósł wszelkie oczekiwania twórców i szefów BMC. Do 1962 r. sprzedano 500 tysięcy mini, trzy lata później stuknął pierwszy milion. Samochód był tani i praktyczny, jeździł jak szatan i można go było zaparkować prawie wszędzie.

Firma zarabiała niewiele na sprzedaży podstawowych modeli (Terry Beckett, ówczesny szef brytyjskiego oddziału Forda, twierdził nawet, że BMC dopłaca do produkcji każdego egzemplarza 30 funtów), więc szybko pojawiły się jego bardziej luksusowe wersje. Także dlatego, że mini stało się równie modne jak Rolling Stonesi czy Beatlesi. Malutki samochód stał się międzynarodową ikoną motoryzacji i stylu.

Kiedy w 1966 r. Brian Epstein, menedżer "Czwórki z Liverpoolu", chciał wyrazić muzykom wdzięczność za uczynienie go bogatym i sławnym, podarował im po miniaku. Zafascynowany religiami Dalekiego Wschodu George Harrison pomalował swoje mini w tantryczne symbole i grafiki. Paul McCartney, gdy poznał swoją przyszłą żonę Lindę, pojechał z nią do domu właśnie mini. Ringo Starr miał nawet dwa miniaki. Jeden - "wypasiony" - służył mu na specjalne okazje, a drugim jeździł na co dzień. A John Lennon wystawił swoje auto na sprzedaż, ale zaraz gdy usłyszał od księgowego, że interesy idą lepiej - wycofał się z tego pomysłu.

Popularność mini przekroczyła jednak z łatwością kanał La Manche (jeździł nim nawet, o Santa Madonna, sam Enzo Ferrari), a potem Ocean Atlantycki. Amerykańscy gwiazdorzy Steve McQueen i James Garner, którzy wystąpili w kręconym w Europie filmie "Wielka ucieczka", przywieźli sobie po miniaku do USA. Byli sąsiadami i ku przerażeniu sąsiadów co rano urządzali uliczne wyścigi.

W 1969 r. została nakręcona kultowa "Włoska robota" z Michaelem Caine'em. Powiedzmy szczerze, film jak film, ale do historii przeszły sceny ucieczki przestępców po ulicach i dachach Turynu ' oczywiście w mini.

Samochód przekroczył nawet żelazną kurtynę. Ale bardziej duchowo niż fizycznie - pamiętam, że w "Elementarzu" Falskiego w latach 70. użyto rysunku mini do nauki słowa "auto".

4 fot. Schlegelmilch Photography / materiały prasowe fot. Schlegelmilch Photography / materiały prasowe fot. Schlegelmilch Photography / materiały prasowe

Czas Coopera

Mini był gwiazdą, przyciągał uwagę, nic dziwnego, że zainteresował się nim John Cooper, słynny konstruktor m.in. bolidów F1 oraz samochodów startujących w wyścigach Indianapolis 500. Jednak gdy przyszedł do Aleca Issigonisa z propozycją zbudowania usportowionej wersji auta, ten odmówił. Uparcie wierzył, że to tylko samochód dla niezamożnych (Issigonisowi moda na mini wśród gwiazd bardzo się dlatego nie podobała).

Uparty Cooper poszedł do szefów Aleca i w końcu dopiął swego. Pierwszy mini-cooper pojawił się we wrześniu 1961 r. Cooper wspominał, że szefowie BMC liczyli na sprzedanie tylko tysiąca egzemplarzy. On sam miał dostawać dwa funty od każdego sprzedanego egzemplarza. W sumie sprzedano ponad 100 tysięcy modeli Cooper i Copper S...

fot. Fedor Selivanov / shutterstock.comfot. Fedor Selivanov / shutterstock.com

Wielkie dni Mini-Coopera nadeszły, kiedy zaczął startować w rajdzie Monte Carlo. Potem było już coraz gorzej. Nękany strajkami, nadmiernym rozproszeniem fabryk (co zwiększało koszty) i niską jakością swoich aut, brytyjski przemysł samochodowy powoli przegrywał z zagraniczną konkurencją. Małe fordy, fiaty, volkswageny, a później nissany, toyoty i hondy odbierały mu klientów. Mini walczył dzielnie, ale było wiadomo, że czas na nowy model. Ostatni egzemplarz -starego? mini wyjechał z fabryki 4 listopada 2000 roku. Wyprodukowano 5 387 862 samochodów.

5 fot. BMW AG fot. BMW AG fot. BMW AG

Achtung, Mini

Od 1995 r. marka Mini należała do BMW. I to Niemcom właśnie - cóż za ironia! - przypadło zadanie wskrzeszenia brytyjskiej legendy. Nad projektem nowego modelu pracowały równolegle dwa zespoły: angielski i niemiecki. Ten pierwszy chciał kontynuować dzieło Issigonisa i stworzyć mały, pojemny oraz tani samochód.

Niemcy powiedzieli ?nein?, bo planowali zbudować nieduże sportowe auto. I po raz kolejny udowodnili, że może i Brytyjczycy byli pionierami motoryzacji, ale w XXI w. na konstruowaniu i sprzedaży samochodów znają się jednak lepiej oni. Kiedy w 2001 r. pojawiło się na rynku nowe MINI (tak prawidłowo pisze się teraz jego nazwę), wybuchła burza. Nie brakowało oskarżeń, że to koncern z Monachium wymusił zakończenie produkcji "starego" mini. Pisano nawet o kolejnym etapie upadku brytyjskiego imperium. Wyspiarze mogli narzekać, ale na świecie samochód bardzo się spodobał. Wychwalano udane połączenie nowoczesności i tradycji oraz udaną stylistykę.

MINI od mini różnił się jednak diametralnie. Żadnej niezamożnej pielęgniarki nie było już stać na zakup samochodu tylko nieznacznie tańszego od bmw. No, chyba że opiekunki milionera. Auto było o 400 kg cięższe od poprzednika. Żeby jeździło naprawdę dobrze, trzeba było je kupić z turbodoładowanym silnikiem o mocy 163 KM. A to oznaczało, że np. w Polsce należało wydać prawie 100 tys. złotych. Miejsca z tyłu było mało, a bagażnik miał tylko 150 litrów pojemności. Te wszystkie wady rekompensowała kierowcy jazda. Niesamowite zawieszenie i czuły, komunikatywny układ kierowniczy dawały wrażenie, jakby siedziało się w kilka razy droższym sportowym bolidzie.

Na sukces nie trzeba było długo czekać. Samochód stał się ulubieńcem zamożnych ludzi, młodych i starszych zapaleńców sportowej jazdy oraz kobiet, które pokochały jego wygląd. Polscy dilerzy narzekają na bardzo małą podaż samochodów od pierwszych właścicieli. Większość używanych egzemplarzy rozchodzi się wśród rodziny i znajomych. BMW poszło za ciosem i w 2006 r. zaprezentowało kolejną generację MINI. Jeszcze lepszą i równie ładną.

Dziś rodzina MINI liczy już siedem różnych modeli (hatchback, Paceman, Coupé, Countryman, Clubman, cabrio, roadster). Krytycy narzekają, że niektóre są tak duże, że nie mają nic wspólnego z klasycznym MINI, ale w Monachium liczą pieniądze i zacierają ręce. Zadowoleni powinni być też wyspiarze. Nowe MINI jest najlepiej sprzedającym się w historii brytyjskim samochodem. Od 2001 r. wyprodukowano już ponad 5, 5 miliona egzemplarzy.

fot. BMW AGfot. BMW AG

Ale sir Alec Issigonis - syn Greka i Niemki, przez którą był dalekim kuzynem Bernda Pischetsriedera, szefa BMW, który kupił w 1995 r. markę Mini - przewraca się pewnie w grobie: okazało się, że to Niemcy lepiej robią auto, które miało być brytyjską odpowiedzią na zalew samochodów z kontynentu.

Skomentuj:
Mini: historia brytyjskiej legendy
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX