Małysz: Na skoczni miałem kilka sekund adrenaliny, na rajdach trzyma cały czas

- Na skoczni miałem osiem sekund adrenaliny i pozamiatane - mówi Adam Małysz i wciska gaz potężnej toyoty. Kop w plecy i Hilux rwie jak opętany. Furda kamienie, rowy i kałuże. - A teraz widzisz, adrenaliny mam pełne wiaderko, i to przez cały dzień - dodaje. Tegoroczny Dakar Małysz ukończył na 13. miejscu, tym samym skacząc o dwa 'oczka' w górę w stosunku do wyniku sprzed roku. I dopiero się rozkręca!
Małysz Dakar Małysz Dakar Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Przed Dakarem

Fakt. Emocji na pewno mu nie brakuje. Pędzimy po poligonie w Drawsku. Podglądam, jak Orzeł z Wisły przygotowuje się do Dakaru 2014, swojego trzeciego startu w tej imprezie. Hilux wyskakuje w powietrze i kilka metrów dalej z głośnym jękiem opada na ziemię. Nie ląduje jednak na "pysk" jak zwyczajne auto - to pewnie by się w ogóle rozleciało - tylko zachowując idealną równowagę. Opada na cztery łapy, ubrane w ogromne opony, w ustanym telemarku.

W skokach narciarskich za takie przyziemienie byłyby najwyższe noty. Małysz, gdy słyszy to porównanie, zanosi się śmiechem.

- Na skoczni miałem osiem sekund adrenaliny i pozamiatane - mówi Adam Małysz i wciska gaz potężnej toyoty. Kop w plecy i Hilux rwie jak opętany. Furda kamienie, rowy i kałuże. - A teraz widzisz, adrenaliny mam pełne wiaderko, i to przez cały dzień.

...

Małysz - skoczek

To jeden z najbardziej utytułowanych skoczków narciarskich w historii. Czterokrotny medalista olimpijski, czterokrotny indywidualny medalista mistrzostw świata, czterokrotny (w?tym trzy razy z rzędu) zdobywca Pucharu Świata, zwycięzca 39 konkursów Pucharu Świata, triumfator Turnieju Czterech Skoczni, trzykrotny zwycięzca Turnieju Nordyckiego, trzykrotny triumfator Letniego Grand Prix, zwycięzca Turnieju Czterech Narodów, zdobywca Pucharu KOP, dwudziestojednokrotny zimowy mistrz Polski, osiemnastokrotny letni mistrz Polski, były rekordzista Polski (230,5 m) i były współrekordzista świata w długości skoku narciarskiego (225 m). Uff, długa lista.

We wszystkich 349 startach w Pucharze Świata w latach 1995--2011 zdobył łącznie 13 070 punktów, punktując 307 razy, a?198?razy plasując się w pierwszej dziesiątce.

Ma na koncie 39 zwycięstw w Pucharze Świata. Jest trzeci, za Mattim Nykänenem i Gregorem Schlierenzauerem, pod względem liczby zwycięstw w zawodach Pucharu Świata. Pod względem liczby miejsc na podium Małysz jest drugi. Lokaty w pierwszej trójce konkursów zdobywał 92 razy i w klasyfikacji tej przegrywa z Finem Janne Ahonenem, który stawał na podium 108?razy.

Małysz - kierowca rajdowy

Tegoroczny Dakar Adam Małysz ukończył na 13. miejscu, tym samym skacząc o dwa "oczka" w górę w stosunku do wyniku sprzed roku.

Był to trzeci start Orła z Wisły w tym najtrudniejszym rajdzie samochodowym świata. Już czy dopiero? Zdecydowanie dopiero, ale cały czas z tym samym pilotem. Rafał Marton to stary wyjadacz dakarowych szlaków. Po raz pierwszy brał udział w rajdzie w 2002 r. W sumie jechał dziewięć razy, z czego dwa zaliczył z Małyszem. W 2012 r. ku zaskoczeniu wszystkich dojechali na 37. miejscu. Rok później, już w toyocie hilux, spokojna jazda doprowadziła ich na miejsce 15.

Tak, tak, spokojna, bo wbrew pozorom to klucz do sukcesu. Ale od początku.22 kwietnia 2011 r. Adam Małysz ogłosił, że dołączył do zespołu RMF Caroline Team i z pilotem Rafałem Martonem wezmą udział w kilku rajdach. Głównym celem był jednak od samego początku Rajd Dakar.

W sierpniu tego samego roku Małysz zdał egzamin przed komisją PZM i otrzymał licencję kierowcy rajdowego uprawniającą do startów we wszystkich rajdach terenowych. 15 września na poligonie w Żaganiu Małysz pobił rekord prędkości jazdy samochodem w terenie. Stary rekord 176 km/h poprawił o 4 km/h, po czym na zakręcie dachował. Nic mu się jednak nie stało.

Dakar 2012 załoga Małysz/Marton zakończyła na 37. miejscu w klasyfikacji generalnej, ze stratą ponad 29 godzin do zwycięzcy. Po tym starcie załoga opuściła RMF Caroline Team. Dakar 2013 Małysz/Marton jechali nowym samochodem - toyotą hilux zbudowaną i serwisowaną przez belgijską firmę Overdrive Racing. Ukończyli rajd na 15. pozycji, ze stratą ponad 6 godzin do zwycięzcy.

W marcu 2013 r. Małysz/Marton dołączyli do Orlen Team. Rajd Dakar 2014 przejechał także toyotą hilux ze stajni Overdrive Racing.

14 kwietnia 2013 r. w Rajdzie Tolimpex Cup na Węgrzech Małysz odniósł pierwsze w karierze rajdowe zwycięstwo.

Adam Małysz i jego skok na Dakar Adam Małysz i jego skok na Dakar Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Drawsko - jest gdzie pohasać

Dakar to nie rajd przeprawowy, na którym liczy się wyłącznie pokonywanie kolejnych przeszkód. To prawdziwy wyścig, w którym o zwycięstwie decydują sekundy. Trzeba mocno wciskać gaz. Równie ważne jest doświadczenie i odporność. Tylko to umożliwia przetrwanie wielogodzinnych etapów.

Poligon w Drawsku jest idealnym miejscem do przeddakarowych wprawek. To ponad 36 tys. ha bezdroży usianych jeziorkami, lasami, rowami i niekończącymi się ławicami piachu. Idealnie imituje bezdroża Ameryki Południowej.

Mijamy jeden szlaban, drugi. Zasieki, magazyny, dziwne konstrukcje. Sam nigdy nie dotarłbym na miejsce, gdzie trenuje Adam. Dobrze, że jest z nami przewodnik, bo jedynymi drogowskazami są tabliczki pokazujące kierunki pasów ćwiczeń taktycznych: Bucierz, Góra Hetmańska, strzelnica Konop. Niewtajemniczonemu, czyli mnie, nic to jednak nie mówi.

Wreszcie dojeżdżamy do serca poligonu. To równocześnie miejsce, w którym rozbiła się rajdowa ekipa.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to imponujący kamper - pojazd Adama Małysza. Pojazd bardzo odmienny od terenowej toyoty. Wielki, nisko zawieszony, na małych kółkach. Trochę szutru i może być kiepsko. Jak tutaj dojechał? Nie mam pojęcia. Adam sam wymyślił sobie to cudo i teraz nigdzie się bez niego nie rusza, bo odpocząć w nim można naprawdę w komfortowych warunkach.

Już cieszę się na spotkanie z mistrzem, a tu niespodzianka. Choć to dopiero siódma rano, lokator domku na kółkach jest nieobecny. Nie zdążyłem nawet zapytać, gdzie się podziewa, gdy odpowiedź sama napłynęła do moich uszu - z oddali usłyszałem ryk potężnego silnika. Wszystko jasne - Adam to ranny ptaszek, już trenuje.

Po kilkunastu minutach huk narasta i zaczyna zbliżać się w naszą stronę. Wreszcie zza pagórków wypada biało-niebiesko-czerwone monstrum z numerem "1". Hamuje w obozowisku. Kierowca gasi silnik?i wyskakuje na piach. Widzę uśmiech spod najsłynniejszego wąsika w Polsce.

- Witaj - rzuca Małysz. - Naprawdę chcesz ze mną jeździć? Naprzód!

Adam Małysz i jego skok na Dakar Adam Małysz i jego skok na Dakar Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Slalom między czołgami

Powiedzieć, że wnętrze treningowego hiluxa jest spartańskie, to jakby nic nie powiedzieć. Ubrany w kombinezon z homologacją FIA, z wielkim trudem wciskam się w fotel pasażera. Na dworze chłodno, a w aucie - ciepło. Mogę sobie jedynie wyobrazić, jaki będzie tu skwar w czasie rajdu. Przecież w styczniu w Rosario, gdzie rozpocznie się Dakar, termometr pokaże ponad 30 stopni. Siedząc cały dzień w ciasnym aucie, które skutecznie podgrzewa nie tylko słońce, ale i silnik, pilot i kierowca będą przekonani, że sauna to dobre miejsce... na ochłodę.

Zerkam na Małysza. On w kubełkowym fotelu ma jakby więcej miejsca niż ja. No tak, przecież mistrz jest dwa razy lżejszy i sporo niższy ode mnie.

- Trening i dieta czynią cuda. Po prostu trzymam formę - śmieje się Adam. - Choć i tak w porównaniu do czasów, gdy skakałem, to teraz jestem grubaskiem. Ale szkoda czasu. Mam cię uczyć rajdowej jazdy?

- Taki jest plan - odpowiadam. - Bez względu, jak to zabrzmi, to ma być "mój pierwszy raz z Adamem Małyszem".

- Kłopot w tym, że ja sam cały czas się uczę - znów wybucha śmiechem.

Wreszcie mój "początkujący" nauczyciel, z 15. miejscem w Dakarze na koncie, rusza. Od razu staje się jasne, że już osiągnął poziom nieosiągalny dla przeciętnego kierowcy. Jedzie zdecydowanie, pewnie wchodzi w każdy zakręt. Jest skupiony. Opóźnia hamowanie, szybko przyspiesza, ustawia auto przed wejściem w wiraż. Wszystko po to, by jak najszybciej wyjechać na prostą i wcisnąć gaz do?dechy. Choć lepiej zabrzmi żargonowe "pedal to the metal", bo samochód pozbawiony jest jakiegokolwiek wyciszenia.

Zauważam, że każda hopka sprawia Adamowi niewyobrażalną frajdę. Podobnie jest ze mną. Nie mam wątpliwości, że mógłbym jeździć tutaj bez końca. Nawet nie wiem, kiedy kończy się pierwsza ponad 10-kilometrowa pętla. Jedziemy kolejny raz i kolejny. Co rusz mijamy wraki czołgów z dziurami po pociskach, porozbijane bunkry. Gdzieś tam powinno być stado żubrów, o których opowiadał mi pilot Adama Rafał Marton, ale najwyraźniej spłoszył je ryk hiluxa.

Robi się jeszcze ciekawiej, gdy z odległości kilku kilometrów dostrzegamy wybuchy pocisków - to ćwiczenia saperów. Nawet to nie jest w stanie zakłócić koncentracji Małysza. W błyskawicznym tempie pokonuje piaszczystą łachę, by za chwilę w opętańczym rytmie zjechać w leśną drogę, a z niej wyprysnąć wprost na pokrytą bajorami przestrzeń. Potem wyraźnie zaciska zęby = wpadamy na kamienistą drogę.

Gdy wjeżdżamy wreszcie na gładszy odcinek i przestaję obawiać się, że odgryzę sobie język, próbuję zagaić: - Co jest ważne w rajdach długodystansowych?

- Powtarzalność i koncentracja. Zupełnie jak w skokach - rzuca Adam. - Z tym, że w skokach musiałem się skoncentrować na chwilę, a tutaj muszę być skupiony cały dzień.

On mówi, a ja w duchu dodaję sobie, że nie chodzi o jeden dzień, a całe 13 dni i 5000 kilometrów rajdu Dakar. A przecież organizatorzy co roku wymyślają kolejne niespodzianki. W tym roku po raz pierwszy kierowcy przejadą przez Boliwię.

To tu są chyba najniebezpieczniejsze górskie serpentyny na świecie. Całe szczęście rajd ominie słynną drogę śmierci. 65 km długości, 3,2 m szerokości, a różnica wysokości na trasie wynosi 3600 metrów. Bez asfaltu i jakichkolwiek barierek zabezpieczających. Przez wiele lat była to jedyna droga łącząca północną Boliwię ze stolicą. Ginęło na niej od 200 do 300 osób rocznie. Za to organizatorzy zaplanowali niezywkle ciężkie odcinki maratońskie, w sumie ponad 2700 km, do?przejechania w dwa dni.

Adam Małysz i jego skok na Dakar Adam Małysz i jego skok na Dakar Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Czas na moje kółko

Przejechaliśmy już ponad 50 kilometrów, gdy Małysz zatrzymuje auto.

- Zmiana - dysponuje. - Zobaczymy, co zapamiętałeś.

Gdyby nie możliwość przesunięcia fotela o kilka centymetrów do tyłu, z przejażdżki byłyby nici. Prawdziwe rajdowe samochody nie mają regulowanego fotela. Można go jedynie odkręcić i przykręcić w innym miejscu. Takie auto jest budowane pod konkretnego kierowcę. W tym przypadku miara - jak przy szyciu garnituru - została wzięta z faceta o parametrach: wzrost - 170 cm, waga - 64 kg. Na szczęście hilux to duże auto.

Przez pierwsze kilometry oswajam?się ze skrzynią biegów. Niby automat, więc powinno być łatwiej, lepiej zatem zostawić zmianę komputerowi. Jest jednak pewien kłopot - komputer nie za bardzo jest świadom, że został wsadzony do terenowego potwora. Żeby szybciej zmieniać biegi, lepiej przejść na tryb manualny. Jak się później okaże, skrzynia nie wytrzyma całodziennej żonglerki biegami. Jestem dumny, bo dodałem do tego i swoje trzy grosze. Ale od czego są mechanicy. Wystarczy noc, by wszystko znów działało.

Siedzę wysoko. Otacza mnie klatka bezpieczeństwa. Rajdowa kierownica i wydajne wspomaganie są moimi sprzymierzeńcami. Auto reaguje na każdy ruch kierownicą zaskakująco szybko. Opony Michelin z dodatkiem kewlaru nie gną się tak jak tradycyjna guma. Są twarde nawet przy niskim ciśnieniu, ale co najważniejsze, są odporne na kamienie?i dobrze wgryzają się w sypką nawierzchnię.

Szybko odkrywam, że to, co się dzieje z autem, odczuwam najpierw... w tyłku, ręce czują to dużo, dużo później. Czuję, że mam odciążony tył i zaraz nim majtnie albo że cała masa jest na tyle, a przednie koła ledwie muskają nawierzchnię. A wtedy kręcenie kierownicą to robota na marne.

Jeśli jeździsz na nartach, wiesz, o czym mówię. Aż chce się zamknąć oczy. Szybko się strofuję: - Może nie tym razem!

Wyboje, przed którymi na początku hamuję, znikają gdzieś pod kołami. Następnym razem już wiem, że nie ma co się nimi przejmować. Zajmie się tym zawieszenie. Ja muszę się koncentrować, by trafić w drogę i wycisnąć z hiluxa jak najwięcej. Adam co chwilę podpowiada: - Jeszcze nie teraz, nie hamuj, dodaj gazu. Skręć kierownicę.

Myślę sobie: "Cholera, gość ma talent do skoków, rajdów i jeszcze jest doskonałym nauczycielem!".

W głowie huczy mi od uderzających o metal kamieni. Pędzę jak natchniony (OK, może tylko wydaje mi się, że pędzę).

Adam Małysz i jego skok na Dakar Adam Małysz i jego skok na Dakar Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Adrenalina kocha Adama

Gdy nieco zwalniam, jest czas na chwilę rozmowy.

- Mam świadomość, że tak naprawdę to dopiero teraz zaczynam się ścigać. Wcześniej jedynie badałem teren i uczyłem się szybkiej jazdy - mówi Adam. - Podczas pierwszego startu w Dakarze spełniłem swoje marzenie i przeżyłem nieprawdopodobną przygodę. Adrenalina podobna do skoków. Pamiętam, gdy mając 17 lat, pierwszy raz skakałem na mamucie. Byłem zesrany.

Ale gdy strach przejdzie, jest niesamowicie. Tak samo z rajdami.

Co najbardziej pociąga go w rajdach? - Nieprzewidywalność - odpowiada po chwili zastanowienia. - Nie wiesz, co cię czeka za kolejnym zakrętem. Zjazd, podjazd? A może nagła zmiana nawierzchni? To powoduje, że nie wpadasz w rutynę. Nie masz w głowie obrazu toru i nie jedziesz na pamięć. Słuchasz pilota, obserwujesz trasę i jedziesz według jego wskazań. A wiesz, że przez zły opis nieraz skończyliśmy jazdę? Ostatnio miał być lekki prawy, a był ciasny. Błąd opisu i koniec - opowiada Małysz.

W tym momencie podświadomie zdejmuję nogę z gazu, a za chwilę zmieniamy się za kółkiem. Czas na sesję zdjęciową.

Widać, że Adamowi każda chwila na trasie sprawia ogromną przyjemność. Nawet gdy jeden zakręt do zdjęcia powtarzamy kilka razy. Śmieje się, gdy próbujemy skoczyć z niewielkiej hopki. Czy koła oderwą się od ziemi? Sprawdzamy. O, hilux frunie.

Choć minęło już kilka godzin, wydaje się, że Małysz nie ma dość. Bawi się wyśmienicie, a przy tym jest normalnym, sympatycznym facetem, z którym można pożartować i porozmawiać. To nie zadzierająca nosa gwiazda, tylko chłopak z sąsiedztwa, z którym każdy chciałby się zaprzyjaźnić.

Adam Małysz i jego skok na Dakar Adam Małysz i jego skok na Dakar Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Małyszowy potwór

Wracamy do obozu. Z niechęcią wysiadam z hiluxa, ale konstatuję, że dopiero teraz mam czas obejrzeć dokładnie treningową maszynę Orła z Wisły. Pod jej maską drzemie czterolitrowy silnik V8 z Lexusa GS. Moc 280 koni. Moment obrotowy? Wystarczający. Skrzynia biegów? W tej chwili automatyczna, także z GS-a, ale niebawem zastąpi ją sekwencyjna.

Zawieszenie to spięte na sztywno 4×4. Zamiast układu wielowahaczowego jak w prawdziwej dakarówce w treningówce jest zawieszenie zależne. Z przodu i z tyłu sztywne mosty "made in Japan". Jak mówią spece od jazdy w terenie i twórcy tej przeróbki z firmy Coyot, praktycznie niezniszczalne. Do tego kute (gwarantują największą sztywność) wahacze i hydrauliczne odbojniki.

Amortyzatory i sprężyny też ekstremalnie wytrzymałe. Choć jak przyznał mi się w tajemnicy Adam, szkoda że pojedyncze (w dakarówce?są przynajmniej podwójne). Zgoda, tylko dakarówka nie kosztuje 200 tys. zł, a milion euro. Ot, drobna różnica.

Podczas szybkiej jazdy przeciążenia są tak duże, że nie trudno wywrócić auto na dach. Szczególnie przy zawieszeniu zależnym. To także wymusza styl jazdy. Adam nauczył się już ustawiać to auto przed każdym zakrętem. Na sypkiej nawierzchni potrafi zatańczyć jak zgrabna tancerka. Niedobrze, gdy tył próbuje wyprzedzić przód. Wtedy wszystko w rękach oraz nodze Małysza. Szybkie kontry i umiejętne dodanie lub odjęcie gazu potrafią zbalansować nadwozie.
W teorii brzmi całkiem rozsądnie, w praktyce nie jest już takie łatwe. Dlatego tak ważny jest codzienny trening i doświadczenie.

- Dla mnie wzorem jest Stéphane Peterhansel. Jedzie dynamicznie, ale rozumie auto, wie, kiedy zwolnić, by go nie zniszczyć, a dojechać przy tym z najlepszym czasem - mówi Adam. - Kiedyś jechałem za nim i byłem zaskoczony, jak często zapalają się w jego aucie stopy. On jednak nie hamuje, jedynie ustawia sobie samochód. To jest prawdziwe mistrzostwo świata. Do tego dążę.

Adam opowiada o swojej fascynacji Peterhanselem, a ja się zastanawiam, jak wysoko w rajdowej hierarchii byłby teraz, gdyby zaczął przygodę z samochodami kilka lat wcześniej.

- Przez wiele lat skakałem, i robiłem to chyba dobrze, a już na pewno z pełnym zaangażowaniem. Oczywiście interesowała mnie motoryzacja, ale nie miałem ciśnienia - mówi Adam. - Byli skoczkowie, którzy jeździli, choćby Morgenstern, startował w Scirocco Cup, ale robił dwie rzeczy naraz i od razu pogorszyły mu się wyniki na skoczni. Ludzie z rajdów pierwszy raz zadzwonili do mnie podczas jakiś zawodów w Norwegii. Wtedy odmówiłem. Poprosiłem, by zadzwonili, jak skończę ze skakaniem, i tak zrobili. Strzał w dziesiątkę.

Widząc pracę, którą wykonał w Drawsku, mam przeczucie, graniczące z pewnością, że tegoroczny Dakar będzie najlepszym z dotychczasowych startów Małysza. Trzymam kciuki za jego koncentrację, życzę miejsca w pierwszej dziesiątce i dobrych skoków... z hopki.

Adam Małysz i jego skok na Dakar Adam Małysz i jego skok na Dakar Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta

Dakar

Rajd odbywa się od 1977 r., ale w 2009 r. imprezę przeniesiono z Afryki do Ameryki Południowej. Dla wszystkich było to coś kompletnie nowego. Dziewicze tereny, nowi kibicie, a w zasadzie w ogóle kibice, bo w Afryce było ich jak na lekarstwo, no i znacznie lepsze warunki pobytowe. Impreza przeniesiona na drugi koniec świata z powodów bezpieczeństwa miała zachwycić fanów szybkiej terenowej jazdy, odświeżyć nieco przykurzony piaskiem Sahary wizerunek rajdu i przede wszystkim przynieść większe zyski organizatorom.

Szybko się okazało, że Rajd Dakar (już nie Paryż-Dakar) przeżywa drugą młodość. Do udziału zgłasza się coraz więcej ekip, czasami pojawiają się teamy fabryczne (te z reguły wygrywają wszystko, co jest do wygrania), ale co ważne, sporą grupę stanowią zawodnicy pasjonaci, którzy przez?cały rok zbierają 14 tys. euro wpisowego (11 tys. za osobę plus 3 tys. za auto.). To tylko opłaty, bez kosztów paliwa, transportu, ubezpieczenia, no i samochodu, który muszą kupić, wynająć lub zbudować. Do tego samotna jazda wydaje się niemożliwa, więc udział w Dakarze to nie tylko przygoda życia, ale i wydatek życia. No, chyba że znajdzie się sponsor.

Nie tylko Małysz - oto inni kierowcy "z odzysku"

Luc Alphand - fracuski narciarz alpejski, specjalista zjazdu. Zdobył brązowy medal Mistrzostw Świata (1996 r.), wygrał Puchar Świata (sezon 1996/97). Dwukrotny olimpijczyk, w 1988 r. był o krok od zdobycia brązowego medalu. Po zakończeniu kariery narciarskiej został kierowcą. 11 razy startował w Rajdzie Dakar, który wygrał w 2006 r. (w latach 2005 i 2007 był drugi). Oprócz tego 8 razy startował w 24h Le Mans, w 2006 r. jego zespół zajął 7. miejsce. Pod koniec 2010 r. po wypadku motocyklowym i urazie kręgosłupa zakończył karierę.

Nassir al-Atijja - reprezentant Kataru w strzelaniu do rzutków (skicie). Czterokrotny olimpijczyk, w ostatnim starcie w 2012 r. zdobył wreszcie brązowy medal. Równocześnie Katarczyk był kierowcą rajdowym. W latach 90. zdobywał mistrzostwo swojego kraju, na początku XXI w. był już czterokrotnie mistrzem Bliskiego Wschodu. W 2006 r. zdobył mistrzostwo świata w klasie samochodów produkcyjnych, dwa lata później - puchar świata w rajdach terenowych. W 2011 r. wygrał Dakar.

Nick Mason - perkusista Pink Floyd - jedyny członek zespołu, który brał udział w nagraniu każdego albumu. Oprócz tego kolekcjoner sportowych i zabytkowych aut. Pięć razy startował w wyścigu 24h Le Mans. Pierwszy raz w 1979 r., kilka miesięcy przed ukazaniem się na rynku legendarnego albumu "The Wall". Wtedy też osiągnął najlepszy wynik, jego team zajął 18. miejsce. Startował również w rajdach terenowych oraz rajadach zabytkowych samochodów.

Więcej o:
Komentarze (26)
Małysz: Na skoczni miałem kilka sekund adrenaliny, na rajdach trzyma cały czas
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • icemanevo

    Oceniono 26 razy 22

    Co z Wami ludzie, wszyscy zazdrośni z sukcesów wielkiego Polaka? Szacunek dla Adama.

  • Oceniono 11 razy 9

    Wow, strasznie mi się podoba jak rożne życiowe niedorajdy pocą się nad jak najbardziej wrednym komentarzem. Adam to, Adam tamto, kiepski kierowca, straszny ojciec, a wogole to te skoki to podobno tez jakaś lipa i pewnie łapówa poszła!!! Hahahahaah
    Ludzieeee!!!!! Co wyście w życiu zrobili prócz klapania jadaczkami. Siedzi jeden z drugim, wielkie brzuszysko, z domu d@#py nie ruszy i przelewa żale w komentarzach. Zazdrość, zazdrość, zazdrość!!!! Jesteście super żałośni. Adam jesteś, byleś i będziesz mistrzem i ogromny szacunek dla Ciebie.

  • interfere

    Oceniono 6 razy 4

    No. Od dawna aż się prosiło o jakieś szczegóły na temat tego co A.Małysz wyprawia na Dakarze i rajdach off-roadowych. Zwykle żeby czegoś się dowiedzieć musiałem wyszukiwać te informacje w jakiś niszowych portalach motoryzacyjnych. Mnie akurat to ciekawi - Małysz jest postacią pozytywną i z fajnym pomysłem na drugie sportowe życie. IMHO za rzadko się o tym pisze a to ważne zarówno dla skromnego fana Małysza jak ja i zapewne też dla Adama, który dostaje zabawki od Toyoty nie "ot tak sobie" ale po to aby je promował. Mam dziwną wiarę, że do końca rajdowego życia nie zabraknie mu bogatych sponsorów. I tak powinno być. Howgh!
    Kolegów piszących o tym że jest złym ojcem uprasza się o sprawdzenie jak mieszkają, gdzie się uczą i gdzie jeżdżą na wakacje jego dzieci. Potem proszę porównać z włąsnymi.

  • lewulka

    Oceniono 1 raz -1

    po co się denerwować? nie podoba się rozpieprzanie kasy
    na amatorski wyścig za grubą kasę? wystarczy nie tankować
    na Orlenie, sponsorze dekarza. nie tankuję tam i mam święty spokój!!!

  • misio1942

    Oceniono 1 raz -1

    co to znów mój komentarz skasowano?

  • misio1942

    Oceniono 7 razy -3

    czas się ustatkować, niech się zajmie żoną i pokaże się jako ojciec!

  • 99makabra1977

    Oceniono 9 razy -7

    Powszechnie wielu liczyło, że wróci do skoków przed olimpiadą. Jeśli nie to koniec z legendą Małysza, jako kierowca nie jest lepszy niż przeciętny obywatel nie bojący się mandatów.

  • jerzy.biezan

    Oceniono 29 razy -21

    jakA adrenalina-jakie wyniki -10 godzin do zwyciezcy -to tak jechac i ja potrafie.
    Kaska misiu kaska....................WYŁACZNIE.

  • 57m57

    Oceniono 38 razy -28

    Adam Małysz jest świetnym sportowcem. Ale jako człowiek to chyba nie za bardzo zdaje egzamin z życia. Wydaje się, że Małysz woli przebywać z dala od rodziny i domu. Nie potrafi żyć jak zwykły człowiek i podjąć obowiązków ojca i męża.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX