Мосфильм: tu imperium produkuje swoje filmy

Najstarszej wytwórni filmowej w Europie nie zdmuchnęły wiatry historii. Przez 90 lat powstawały w niej przełomowe arcydzieła sztuki filmowej i precedensowe obrazy w dziedzinie sztuki propagandy. Spod młota robotnika i sierpa kołchoźnicy, patronujących dziełom powstałym w studiu Mosfilm, wyszło w tym czasie 2,5 tys. filmów. Po upadku ZSRR moskiewski kombinat filmowy otwarto dla zwiedzających.
Logo Mosfilmu Logo Mosfilmu fot. Mosfilm

W służbie sprawie i sztuce

Tekst powstał na krótko przed rosyjską interwencją na Ukrainie

Pomnik dłuta Wiery Muchiny, który rozpoczyna produkcje Mosfilmu od 1947 r. - tak jak dumny lew zaprasza rykiem na seans MGM, a majestatyczny zaśnieżony szczyt obiecuje piękno obrazu Paramount Pictures - waży 80 ton. Rosyjskie studio też jest zawodnikiem wagi ciężkiej.

"Ze wszystkich sztuk najważniejszy jest dla nas film" - obwieścił w 1920 r. Lenin. Zniszczona wojną i rewolucją produkcja filmowa została znacjonalizowana, a Mosfilm zlepiono z dwóch wytwórni. Radzieckie kino na długie dekady stało się narzędziem ideologicznej propagandy, generując przy okazji arcydzieła awangardy. Kiedy u nas Eugeniusz Bodo bawił trywialnymi serenadami, w ZSRR -podobnie zresztą jak w III Rzeszy - sztuka kinowa kipiała eksperymentami. Dla Mosfilmu, bo dla kogóż by innego, kręcili Eisenstein i Pudowkin.

Obecną siedzibę ówczesnego Moskinokombinatu na Wzgórzach Worobiowych otworzył w 1934 r. Stalin, który przejął po koledze Włodzimierzu szacunek do X muzy. Mosfilm został Mosfilmem dwa lata później. Studio przetrwało II wojnę światową i wojny na Kremlu (w logotypie wytwórni za robotnikiem i kołchoźnicą dojrzysz kremlińską Wieżę Spasską, zwieńczoną czerwoną gwiazdą).

Wychowało kolejne pokolenie, w tym Tarkowskiego i Konczałowskiego. Zrodziło oscarowe: "Wojnę i pokój" (1967) Bodnarczuka, kultowe "Moskwa nie wierzy łzom" (prezydent Ronald Reagan, żeby zrozumieć rosyjską duszę, obejrzał film osiem razy!) i "Dersu Uzałę" (1975) Kurosawy. Tak, Akiry Kurosawy. Lista tytułów dostrzeżonych przez hollywoodzką Akademię Filmową jest na ostatniej stronie artykułu. Ale nie ma już ZSRR, nie ma monopolu. Po pierestrojce dla Mosfilmu nastały lata twardej rynkowej walki.

Biały Tygrys i Mosfilm Tower Biały Tygrys i Mosfilm Tower fot. Figiel

Wiatr zmian

"Straż nocna" (a także np. "Abraham Lincoln: Łowca wampirów") jest dziełem firmy Bazelevs, nakręcony w Czechach "Faust" Sokurowa - Proline Film, "Stalingrad" - Art Pictures Studio. W docenianych na festiwalach świata obrazach Zwiagincewa, Łoznicy i Wyprajewa, w późniejszych i najważniejszych dokonaniach mosfilmowych wychowanków Michałkowa i Czuchraja, u Bodorowa i u Bałabanowa - sierpa z młotem brak... Walcząc o pozycję w nowym świecie w latach 90., Mosfilm istniał głównie dzięki koprodukcjom. Dziś tym logiem sygnowane są jedna, góra dwie fabuły rocznie.

Tradycyjnie tworzy tu dowodzący studiem Karen Szachnazarow. W 2012 r. popełnił wojennego "Białego Tygrysa", chyba jedyny współczesny tytuł pod patronatem robotnika i kołchoźnicy, jaki pojawił się na warszawskim festiwalu Sputnik. A trzeba zaznaczyć, że wytwórnię, Moskwę i cerkwie Rosji (temat na odrębny artykuł) zwiedzałem właśnie na ich zaproszenie... Wracając do Szachnazarowa - na najwyższym stołku siedzi od 1998 r. Lecz nie ma się co śmiać. Pan Bromski prezesuje Stowarzyszeniu Filmowców Polskich jeszcze dłużej.podróże

fot. Łukasz Walas

Rozciągnięty na kilkudziesięciu hektarach Mosfilm, firma wciąż bardziej państwowa niż prywatna - jednak zmuszona na siebie zarabiać - zgarnia lwią część krajowej produkcji telewizyjnej. Przezwyciężywszy kryzys końcówki ubiegłego milenium, w tym zwiększyła rentowność dziesięciokrotnie i daje pracę 1200 osobom. To wielki kombinat, pracujący na zlecenie i udostępniający swe dobra nowoczesne i historyczne, know how i znajomości. Choć nie widać tego w napisach początkowych ani końcowych, produkcja większości rosyjskich fabuł zahacza którymś kołem o Wzgórza Worobiowe.

Powstają tu reklamy, teledyski, animacje. Interesantom ochoczo udostępniane są wielkie hale produkcyjne o łącznej powierzchni 12 tys. m kw., superhiperdolby studia dźwiękowe, laboratoria do obróbki taśmy (te maszyny pewnie zaraz trafią do muzeum), miasteczko filmowe z makietą Moskwy początku ubiegłego wieku (łatwo przerabialnej na inne czasy i lokalizacje). Dla przeciętnego rosyjskiego Smirnowa dostępna jest kolekcja kostiumów - każdy, nie tylko filmowiec, może wypożyczyć jedną z 300 tys. kreacji. Ponoć dziewczyny lubią suknie z "Wojny i pokoju" oraz "Anny Kareniny" (Zarkhiego, tej z 1967 r.). Na terenie wytwórni stoi też setka czołgów - w tym słynny Biały Tygrys - i innych pojazdów opancerzonych. Jest ciekawy oryginał: austin-putiłow z 1916 r. Jest nawet parę samolotów.

Scenografie historyczne Scenografie historyczne fot. Łukasz Walas

Studio z zielonego wzgórza

W życiu widziałem dwa niesamowite studia filmowe. Jedno na wzgórzach Hollywood, należy do Warner Bros. Przechadzałem się między miotłami Harry'ego Pottera, podglądałem zdjęcia do "Plotkary", interaktywnie wracałem do przeszłości z Dorotką, która trafiła do Krainy Oz. Drugie studio było niesamowite, bo niedoszłe. Na nadpilickiej nizinie, w Nowym Mieście, miał powstać polski Mosfilm - jeśli nie cały Hollywood!

Na dziennikarską wyprawę w 2007 r. pojechał wesoły autokar ze wspomnianym panem prezesem czele. Na terenie byłego lotniska czekały kiełbasy i piwo, potem przenieśliśmy się na dożynki do pobliskiej wsi (bo Nowe Miasto to wieś). Z planów budowy wyszło tyle, ile z planów budowy studia Davida Lyncha w Łodzi... Dzięki Mosfilmowi mam już na koncie niesamowitą trójcę.

Na miejsce jedziemy autokarem, zabawiani życiowymi historiami i branżowymi kawałami przez tłumaczkę polskich filmów Natalię Pantiuszkową. W naszym kinie zakochała się jako 15-latka po obejrzeniu "Pana Wołodyjowskiego". Dziś potrafi docenić też Smarzowskiego i Komasę. Przeprawę przez korki uprzyjemnia również innymi opowieściami, np. o siedmiu moskiewskich pałacach kultury. W dwóch są ministerstwa, w dwóch hotele, w dwóch mieszkania - ceny kawalerek zaczynają się od 5 mln dol. W ostatnim pałacu jest zaś uniwerek.

Zielone Ramenki osiągamy po kilkudziesięciu minutach jazdy z centrum, dziś ruch jest niewielki. To część Wzgórz Wróblowych/Worobiowych (dawniej Leninowskich), znanych i tobie, czytelniku ("Mistrza i Małgorzaty"), porośniętych drzewami i ambasadami (np. Korei Północnej). Oraz górującym nad okolicą przeszklonym 132-metrowym budynkiem mieszkalnym zwanym Mosfilm Tower.

podróżefot. Łukasz Walas

Brama do wytwórni znajduje się po drugiej stronie uliczki. Przekroczymy ją o określonej porze, na sygnał, wcześniej czatujemy w autokarze, samowolnie chyba nie wolno się kręcić. Taką wycieczkę zalicza ponoć 100 tys. osób rocznie. To daje jakieś 400 wizytatorów dziennie od poniedziałku do piątku, czyli 50 na godzinę. I w to jestem w stanie uwierzyć, moją kilkunastoosobową grupę prześladuje szkolna rebiata. Wspólnie kręcimy się po podwórzu, między popiersiem Siergieja Bodnarczuka, myśliwcem z II wojny światowej, makietami armat i pamiętającą lepsze czasy dmuchawą do wiatru, śniegu i mgły. Klimat słusznie minionej epoki unosi się wraz z kurzem także we wnętrzu skromnego muzeum. Nie zobaczę tu scenografii z "Solaris", tronu Iwana Groźnego, o wózku z "Pancernika Potiomkina" nawet nie wspomnę.

Muzeum Mosfilmu Muzeum Mosfilmu fot. Figiel

Między automobilami

Przejmuje nas przewodniczka nieskora do sprzedawania anegdot ani do innych form improwizacji. Nic nie szkodzi, i tak mówi po rosyjsku, którego nie musiałem się uczyć - i nie uczyłem. Na początek pokaźna kolekcja automobili. Russo-Balt z 1905 r. Karoca Porsche Bébé z 1908 r. Kabriolet Rolls-Royce'a z 1913 r. Limuzyny ZiŁ-101 (1936 r.), Packard (1937 r.) oraz ZiS-110 (1945 r.), które latami jeździły na usługach rządu. Mercedes-Benz z 1938 r. był własnością ostatniego cesarza Chin. Jest i BMW-321 z tego rocznika. Są też oczywiście Wołga i Pobieda. Oraz pierwszy radziecki traktor.

podróżefot. Łukasz Walas

Potem kostiumy i zbroje - bogato. Są stroje z "Andrieja Rublowa", wreszcie coś w swej ignorancji kojarzę! Mijamy dekoracje, scenografie, rekonstrukcje, atrapy. Sanie, dyliżansy, szopy, tekturowe świnie. Rzemieślnicza robota dziś raczej bawi niż zachwyca.

Furorę za to robią schowane za szkłem gipsowe odlewy plastycznych masek, nakładanych kiedyś przez aktorów odtwarzających Lenina i Stalina - obrazy wodzów nie mogły być przekłamane. W Leninie specjalizowali się Borys Smirnow, Innokientij Smoktunowski i Maksym Sztrauch. Stalinem bywali Siemion Goldsztab, namaszczony przez samego wodza Michaił Giełowani, później, już po tajemniczej śmierci sekretarza, Andro Kobaladze. Widok masek równie przyjemny jak widok strzeżonych lepiej niż amerykańska ambasada w Polsce zmumifikowanych zwłok rewolucyjnego przywódcy w mauzoleum na Placu Czerwonym. Brrrr.

Jeszcze trochę rekwizytów, plakatów, peruk. A na finał ruchoma szopka - mechaniczna rekonstrukcja sceny z pierwszego (1967 r.) radzieckiego filmu grozy/fantasy, kinowej wariacji na temat ukraińskiej legendy "Wij", spisanej przez dwudziestoparoletniego Gogola. Tej inscenizacji uroku nie można odmówić.

Na planie Na planie fot. Łukasz Walas

Na planie w Stambule

Między halami i budynkami o niejasnym dla laika przeznaczeniu miasteczko filmowe. To Moskwa z początku minionego wieku. Przechadzamy się pustymi uliczkami, zaglądając za fasady. Kamienice, sklepy, dwie cerkwie, budynek, który "zagrał" szpital. Kręcono tu wielką literaturę - ale to były raczej minifilmy, nie myl z wersjami hollywoodzkimi. Musical "Anna Karenina" (1976 r.), "Martwe dusze" (1984 r.), "Doktor Żywago" (2002 r.)... Prawie jak Warner Bros. Studios. Z naciskiem na "prawie".

Wreszcie trafiamy na coś prawdziwego. Zostajemy wpuszczeni na plan najnowszego przeboju serialowego. "Yasmin" to historia trzech rosyjskich piękności w różnym wieku, z różnych środowisk, o zróżnicowanym statusie społecznym, które lądują w Stambule. Lena buduje karierę. Mary ucieka przed nieudanym związkiem. Xenia się zakochała podczas wakacji. Stambuł to nie jest jednak centrum Paryża, więc historia szybko przeradza się w kryminał.

Mamy przyjemność porozmawiać z twórcami lub przechadzać się między scenografiami. Wybieram to drugie. Jest łaźnia, są sklepiki, stragany, podwórze z fontanną, obwieszone flagami klubu piłkarskiego Fenerbahçe. Jest i posterunek policji z kartotekami, na biurku komendanta bajzel. Wnętrza pokojów obwieszone dywanami, ciekawe który należy do tej biednej, samotnej Mary...

podróżefot. Łukasz Walas

Tak dziś właśnie zarabia Mosfilm - czasy Eisensteina nie wrócą, moloch ma przynosić dochody, o wizerunek artystyczny rosyjskiego kina skutecznie troszczą się inne firmy i instytucje. W sklepie z pamiątkami zakupiłem popielniczkę, zresztą wielkiego wyboru nie było. Taką klasyczną, szklaną, przezroczystą, z tym pięknym emblematem pary przodowników pracy. Tam dziś ich miejsce - pod popiołem i kłębami siwego dymu, z którym przeminęła pewna epoka.

Nie poddawajmy się jednak nostalgii. Tarkowskiego możesz obejrzeć na swoim nowym telewizorze UHD w upscalowanej rozdzielczości, wprost z oficjalnego kanału Mosfilmu. "Nostalgii" nie ma, ale "Stalkera", "Andrieja Rublowa" oraz "Zwierciadła" nie zabrakło!

Więcej o: