Kalari: zabójczo skuteczna sztuka walki

Strach przed Kalaripayatt odczuwały zastępy Aleksandra Macedońskiego. Brytyjczycy widząc, jak jest skuteczne, zakazali treningów. Przekonałem się, dlaczego wrogowie tak obawiali się tej starożytnej sztuki walki.
Langoti i katcha Langoti i katcha Fot. Albert Zawada

Langoti i katcha

Pasy czerwonej tkaniny uciskają moje klejnoty - to Vinod, który będzie uczył mnie kalaripayatt, zadbał o to, by to strategiczne dla każdego faceta miejsce było dobrze chronione. Pasy są szerokie na 40 cm, długie na 9 m. Pierwszy z nich, czyli langoti, Vinod zawinął mi kilka razy wokół pasa, a potem pomiędzy nogami. W efekcie powstało coś w rodzaju uprzęży wspinaczkowej. Drugi (katcha) umocnił jeszcze konstrukcję. Wykonuję kilka zdecydowanych ruchów, "zbroja" dopasowuje się do ciała i jest OK.

Mój nauczyciel, 38-letni sympatyczny Hindus, zapewnia, że tak trzeba, bo bywało, że niezabezpieczeni uczniowie obrywali sobie nasieniowody podczas licznych wyskoków. Vinod (szczęściarz, sam założył luźne pomarańczowozłote indyjskie spodnie) wie, co mówi. Nie tylko jest gurukkalem, czyli mistrzem kalaripayatt, ale też medykiem praktykującym ajurwedę, indyjską medycynę opartą na ziołolecznictwie i masażu, związaną z treningiem sztuki walki.

Tysiącletnia tradycja

Kalari oznacza miejsce, w którym udzielane są nauki, a payatt to walka i ćwiczenia. Korzenie kalaripayatt sięgają początków historii Indii, czyli trzeciego tysiąclecia przed naszą erą. To najstarsza praktykowana wciąż sztuka walki. Legenda głosi, że mistrz Bodhidharma, który pochodził z południowych Indii, dotarł do klasztoru Szaolin, gdzie zaczął nauczać mnichów swojej sztuki walki. Trening miał wzmocnić ich ciała i umysł, a jak wiemy, mnisi stali się prawdziwymi artystami sztuki wojennej.

Europejczycy zetknęli się z kalari w 327 r. p.n.e., gdy Grecy prowadzeni przez Aleksandra Macedońskiego ruszyli na podbój Indii. Była to ostatnia wygrana i jednocześnie najcięższa kampania Aleksandra, bo Hindusi okazali się świetnymi wojownikami. Przez stulecia kalari było sztuką wojenną armii indyjskich królów. Schyłek kalari rozpoczął się, gdy w Indiach zadomowili się Brytyjczycy. Hindusi biegli w swej sztuce tak dali im się we znaki, że najeźdźcy, pod groźbą kary śmierci zakazali treningu wojennej części kalari, zezwalając jedynie na część medyczną.

Tai Chi turbo Tai Chi turbo Fot. Albert Zawada

Tai Chi turbo

Zajęcia Warszawskiej Akademii Kalaripayatt odbywają się w sali, w której kiedyś było studio telewizyjne. Dawno temu nagrywałem tu z kolegami telewizyjny Kabaret Negliż. Ubaw był po pachy. Dziś będzie jednak na serio. Na sali jest Vinod, jedna koleżanka i trzech kolegów. Robię pajacyki, bo tradycyjnej rozgrzewki, czyli truchtania i machania rękami, trening nie przewiduje. Wreszcie Vinod daje komendę i stajemy pod ścianą. Składamy ręce jak do modlitwy, tyle że na wysokości czoła i zaczynamy kalukal - ćwiczenia rozciągające nogi.

Podnosimy wyprostowane ręce, a nogami zaczynamy wykonywać przednie kopnięcia. Palce są obciągnięte, nogi i tułów proste. Posuwamy się do przodu, dołączając kolejny element, czyli kopnięcie po łuku (w karate nazywa się ono mikazuki geri). Potem zaczyna się jazda figurowa...

Wypad w prawo, potem do góry i proste kopnięcie lewą nogą, która ma uderzyć w wyprostowaną rękę. Następnie noga, nie dotykając ziemi, cofa się jak wahadło i podnosi po drugiej stronie do góry, półobrót i lewa noga zajmuje pozycję wykroczną. Za chwilę całą tę kombinację wykonuje prawa noga. Gdy posuwając się w ten sposób, dochodzimy w do ściany, prawa noga robi zawijas, po którym lądujemy w prawym wypadzie. To nie koniec, bo teraz jest uderzenie otwartymi dłońmi w podłogę.

Skomplikowane? Nieco, a przecież to dopiero początek. Jak dla mnie całość stanowi połączenie tańca nowoczesnego z baletem klasycznym. I nie jest to złe skojarzenie, bo w Indiach tradycyjny teatr, taniec i sztuki walki przenikają się. Na dłuższą refleksję nie ma jednak czasu, bo czekają nas kolejne ćwiczenia. Nasze ruchy są teraz raz wysokie, a raz niskie, trzeba opadać na ziemię, by potem dźwigać się w niełatwy dla przeciętnego śmiertelnika sposób. Zabawa wymaga rozciągnięcia i pełnej koncentracji, bo choreografia jest wyrafinowana. To trochę jak na tai chi, tyle że w przyśpieszonym tempie. Ogólnorozwojowa część treningu kalari została uznana przez WHO za rodzaj leczniczej gimnastyki. Ciężko o lepszą rekomendację.

Ruszam w bój Ruszam w bój Fot. Albert Zawada

Ruszam w bój

Przechodzimy do technik bojowych. Na początek proste lewe kopnięcie (w walce wykonywane piętą, tu obciągniętą stopą), po nim kombinacja czterech uderzeń prawą ręką: sierpowy plaskacz w twarz, uderzenie na odlew kantem dłoni, po nim ręka wykonuje coś, co przypomina ruch z kraula, celem tego ruchu jest złapanie przeciwnika za szyję i pociągnięcie go w dół. Kombinację zamyka prawy sierpowy wierzchem pięści. Wszyscy ćwiczą na maksa, żartów nie ma.

Vinod demonstruje obalenie za uszy. Ma być zrobione mocno, tak mocno, żeby uszkodzić małżowiny uszne przeciwnika. Technika jakby żywcem wyjęta z nowoczesnego combatu. Aż się dziwię, że dotąd nie widziałem tego na żadnym treningu.

Potem pokazuje bloki. Ja zadaję proste i sierpy, on paruje. Mistrz jest drobnej budowy, więc dysproporcja między nami wprost bije po oczach. Szybko staje się jednak jasne, że za jowialnym uśmiechem kryje się twardziel. To efekt 17-letniego treningu, który przeszedł w rodzinnych Indiach. Lewy cios blokuje prawą rękę, wykonując ruch przypominający blok uchi uke (o, znów odwołanie do karate). Wypycha atakującą rękę na zewnątrz, czyli dokładnie odwrotnie niż w boksie. Gdy zamieniamy się i on uderza, na początku mam kłopot, dopiero po jakimś czasie łapię rytm i jest... fajnie, choć kości bolą, bo pięści ma szybkie i twarde. Kiepsko byłoby od niego oberwać, bo jako medyk doskonale wie, gdzie uderzyć.

Tymczasem uczniowie z boku ćwiczą kombinację ciosów i bloków. Zerkam ciekawie kątem oka. Na początku dwa proste pięściami na głowę, potem dwa proste kopnięcia, a po nich dwa okrężne uderzenia łokciami na głowę. Kopnięcia blokowane są skrzyżowanymi rękami. Wygląda to trochę jak scena z filmu "Karatecy z kanionu żółtej rzeki", który leciał w?kinach w późnym PRL-u. Chcę się przekonać, jak działa ten blok! Kopię Vinoda coraz energiczniej, a on blokuje swoim krzyżem. W końcu odpuszczam, bo boli mnie piszczel stłuczony o ostre krawędzie jego kości przedramion, ale jest dobrze. Proszę o jeszcze i Vinod demonstruje mi kolejne techniki. Ciosy łokciami blokowane są otwartymi dłońmi. Tak?samo blokowane jest kopnięcie okrężne na twarz. Low kick natomiast blokowany jest ruchem ręki, który przypomina nieco niedbałe machnięcie. Nagle ląduje na?moim brzuchu kopnięcie boczne, zadane nie kantem stopy, tak jak np.?w?karate, a całą podeszwą. Potem Vinod częstuje mnie low kickiem, bitym twardym wierzchem stopy. Cóż, nie takich rzeczy uczą na MMA, kick boxingu czy krav madze. To doprawdy przekaz sprzed setek lat.

Nie o łomot tu chodzi Nie o łomot tu chodzi Fot. Albert Zawada

Nie o łomot tu chodzi

Vinod naucza głównie północnego stylu kalari, zwanego wattakan gajli, w którym głównym celem treningu jest zdrowie, a nie aspekt bojowy.

Z kolei styl południowy, określany jako tekkan sampradaja, to combat, w którym ćwiczenia od pierwszego treningu koncentrują się na technikach walki wręcz bez użycia broni (tę?wprowadza się dopiero z czasem).

Jednak tak czy siak w kalari nie chodzi o sportową bijatykę. Jest uprawiane w Indiach w 1200 szkołach, a w rywalizacji pomiędzy nimi idzie o to, kto najlepiej wykona formy. Chodzi o artyzm, a nie manto.

Na treningi stylu północnego nikt nie przychodzi, żeby tylko się bić. Oczywiście, najcierpliwsi mogą dojść i do tego, ale na początku muszą opanować posługiwanie się długim kijem, potem pałką, następnie metalową bronią i dopiero wtedy zaczynają trening walki wręcz bez broni. Najlepsi uczniowie na piątym etapie szkolenia zostają wprowadzeni w najgłębsze tajniki. Zostają powiernikiem marma adi, czyli technik powodujących natychmiastową lub odroczoną w czasie śmierć. Wszystko jednak zaczyna się od zaprawy, którą obserwuję w sali, czyli utwardzania poprzez uderzenia, kopnięcia i bloki.

- Trening ma schłodzić bojowy wigor. Dzięki temu, gdy na ulicy poczujesz twardą rękę napastnika, nie spanikujesz, ale też nie wpadniesz w szał. Masz jak najszybciej unieszkodliwić agresora, robiąc mu przy tym jak najmniejszą krzywdę. Dalszą walkę uzasadnia tylko zagrożenie życia - tłumaczy Vinod. Kojarzy mi się to nieodparcie z pacyfizmem Ghandiego, a nie smutnymi realiami polskiej ulicy.

- Co twoje kalari proponuje do samoobrony? - pytam krótko.

Vinod staje przede mną z rękami skrzyżowanymi na piersi, a ja rozpoczynam bombardowanie. Serwuję mu uderzenia i kopnięcia, a on blokuje. Potem - na serio - zaczyna mi machać przed nosem pięściami.

- Twoje ruchy sygnalizują, jaką wykonasz technikę. Już to, jak stoisz, informuje mnie, jak będziesz walczył - tłumaczy. Dodaje, że na ulicy najważniejsze są uderzenia rękami i niskie kopnięcia, bo wysoko, to można kopnąć, gdy przeciwnik jest zmęczony. Tym razem brzmi już jak instruktor combatu. Zaraz jednak dodaje, że?inna opcja obrony polega na tym, że staje się przed napastnikiem, trzymając ręce złożone jak do modlitwy. Ponoć to dobry punkt wyjścia do zasłon i bloków. Postanawiam sprawdzić, jak jego uczniowie opanowali "modlitewny" styl, i proponuję sparing z najbardziej zaawansowanym. Na otwarte dłonie i kopnięcia. Moje bokserskie zwody i low kick zaskakują go i szybko mówi: - Dzięki.

Nie triumfuję. Wiem, że gdybym spotkał się z reprezentantem stylu południowego, to otrzymałbym surową lekcję.

A potem... niezły seks A potem... niezły seks Fot. Albert Zawada

A potem... niezły seks

Zapomniałem dotychczas o ajurwedzie, czyli części medycznej kalari. Okazja do nadrobienia tego przeoczenia przychodzi szybko. Vinod demonstruje właśnie pałkę (muchan), do złudzenia przypominającą minikij do bejsbola. Trzyma się ją oburącz za grubszy koniec, bo cieńszym można skuteczniej zadawać pchnięcia (najlepiej w punkty witalne). Pozycja i ruchy są zaskakująco niskie.

Vinod i jeden z uczniów ćwiczą formę, która wygląda trochę jak europejska walka na miecze półtoraręczne. Dużo jest stukotu i zabawy, aż do?momentu gdy pałka trafia w palec ucznia. Ten zachowuje fason, ale widać, że go boli.

Vinod zabiera się więc do medycznej roboty. Masuje napuchnięty staw, chwyta za palec i ciągnie w dół. Serce mi się kraje.

- No i jak? - pytam.

- Już nie boli - odpowiada uczeń i bez problemu zgina palec. W szatni wyznaje, że dotychczas efekty treningu odczuwa głównie w... seksie. - Moje ciało mnie zaskakuje - przyznaje. Jest dużym i energicznym chłopem. Widać, że jeżeli będzie cierpliwie ćwiczył, to ho, ho!

Sztuki walki: kalari, mój pierwszy raz, sztuki walki,Fot. Albert Zawada

Historia Kalari

Pierwszym mistrzem kalari był Paraśurama, który pobierał nauki od Siwy, a po jego wniebowstąpieniu podzielił się wiedzą z 21 uczniami. Każdy stworzył własną kalari i sztuka walki rozwinęła się na początku bujnie w południowych Indiach. Nauczano osoby pochodzące z rodzin braminów i kszatrijów, czyli duchownych, nauczycieli i wojowników. Chodziło o to, żeby opanować wszelkie umiejętności niezbędne w walce. Powstało osiem pozycji, dla których inspiracją były walczące zwierzęta, takie jak kot, lew, dzik, wąż czy nawet ryba. Do kalari się wstępuje, często w wieku siedmiu lat. Ceremonia ma religijny charakter. Trening odbywa się według mistycznego rytuału. Ma rozwinąć cztery rodzaje mocy, czyli karuttu: maikaruthu - ciała, manakaruthu - umysłu, ankakaruthu - waleczności, ayudhakaruthu - władania bronią. Uczeń może nauczyć się tantrycznej magii wojennej i ceremonii związanych z Boginią Zagłady i bóstwami sztuki walki. Pobiera nauki masażu i leczenia. Mistrzowie kalari traktowani są przez lokalne społeczności jak lekarze.

Sztuki walki: kalari, mój pierwszy raz, sztuki walki,Fot. Albert Zawada

Kalari w Polsce

Kalari cieszy się u nas coraz większym zainteresowaniem. Zaczynają je trenować często osoby, które ćwiczą już jogę. Kalari można trenować np. w Warszawie (w grupie Vinoda i klubie Kalari Polska działającym w Astanga Yoga Studio) lub we Wrocławiu, gdzie funkcjonuje Studio Kalari.

 

Sztuki walki: kalari, mój pierwszy raz, sztuki walki,Fot. Albert Zawada

 

Zasadnicze rodzaje broni używane w treningu

mućan - kij krótki, kettukari - kij długi, otta - kij wygięty, gada - maczuga, kuntham - włócznia, ćurika - miecz o dwóch ostrzach, kattaram - długi wąski miecz, urumi - długi giętki miecz. Ten ostatni może mieć nawet trzy metry, jest elastyczny jak taśma i można go obwiązać dookoła pasa.

Sztuki walki: kalari, mój pierwszy raz, sztuki walki,Fot. Albert Zawada

Kalari

Bardzo wiele technik z bronią wykonuje się z wyskoku. Kalari wykorzystuje też szeroki repertuar uderzeń, kopnięć, przechwytów, dźwigni i obaleń wykańczanych w parterze. Nie ma grapplingu (walki na chwyty), bo to domena zapasów indyjskich.

Sztuki walki: kalari, mój pierwszy raz, sztuki walki,Fot. Albert Zawada

Więcej o: