Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota

Stoję po piersi w wodzie. Zimno jak diabli - dwa, może trzy stopnie. Czeszę dno niewielkim kaszorkiem i powoli grabieją mi ręce. Pocieszam się, że przynajmniej bałtyk jest spokojny. Słaba pociecha. Przy takiej pogodzie maleją szanse na znalezienie bursztynu. A przecież po to tu przyjechałem
1 Bursztyn Bursztyn fot. RAFAŁ MALKO

MÓJ PIERWSZY RAZ

Niech szlag trafi prognozy pogody. Wyjazd do Stegny planowałem z miesięcznym wyprzedzeniem. Według zapowiedzi miało być sztormowo i wietrznie. Czyli tak jak powinno być w czasie poławiania bursztynu.

Tymczasem jest koniec lutego, morze jest płaskie jak stół, słońce świeci tak, że grzechem byłoby się nie opalać. W tych warunkach żaden miejscowy, szanujący się poszukiwacz bałtyckiego złota nie zniży się do wejścia do wody. Przynajmniej nie zrobi tego Andrzej Wojtuń. To w jednym - emerytowany nauczyciel wf., zapalony myśliwy i guru poławiaczy bursztynu.

- Chłopie, cała Stegna by się ze mnie nabijała - śmieje się. - Ty będziesz próbował, a ja z brzegu ci podpowiem, co i jak robić.

2 Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota fot. RAFAŁ MALKO

POŁAWIACZ UWIELBIA ŚMIECI

Idziemy przez las. Ja niosę kaszorek, czyli prymitywnie wyglądającą siatkę na dwumetrowym drągu i spodniobuty, a mój przewodnik wprowadza mnie w tajniki poławiania.

- Żeby bursztyn ruszył, morze powinno najpierw nieźle kotłować. Najpierw musi wiać z północy, a jeszcze lepiej z północnego wschodu - opowiada. - Ale to jeszcze nie wszystko, bo potem wiatr musi się odwrócić i zacząć wiać z południa.

Przy takich warunkach bursztyn uwięziony na dnie Bałtyku przed 40 mln lat zaczyna wędrować w stronę Mierzei Wiślanej. Najlepsze połowy są zimą, bo woda staje się "gęsta" i bursztyn łatwiej wypływa na powierzchnię. W kierunku wybrzeża płynie w towarzystwie "śmieci"

- Nie, nie chodzi o jakieś odpadki - wyjaśnia Andrzej Wojtuń. - Tak mówimy na drobne gałązki, rośliny i osady, które sztorm wypłukuje z dna razem z bursztynem.

Jest tego tyle, że na brzegach tworzą się wielokilometrowe potężne "śmieciowe" wały. W nich buszują poszukiwacze brzegowi, którym się nie chce, bądź obawiają się, wchodzić do wody.

Przeważnie wydłubują z tej masy tylko mniejsze kawałki. Prawdziwy poławiacz wchodzi do wody i łapie w kaszorek bursztyn nadpływający ze śmieciami. To "wodniacy" mają szansę na znalezienie największych kawałków.

- Prądy tak się układają, że ławice bursztynu najpierw pojawiają się na zachodzie mierzei - uzupełnia mój guru.

Najpierw do wyścigu po bursztyn stają więc poławiacze z Jantaru. Później jest Junoszyno, Stegna, Kąty Rybackie, Skowronki, Krynica Morska. Ostatni do połowów przystępują ci z Piasków. Niektórzy podążają za śmieciami od Jantaru aż po Piaski. Przemierzają trasę na rowerach.

Niestety, sztormów, które spełniałyby odpowiednie warunki, w ostatnich latach jest jak na lekarstwo. Może trzy, cztery w roku. Dlatego poławiacz musi być bardzo cierpliwy i czekać na porządne skotłowanie dna.

3 Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota fot. RAFAŁ MALKO

POŁAWIACZ JEST TWARDY

Kończy się las. Miejsce, w którym wychodzimy na brzeg, dla mnie nie różni się od innych które mam w zasięgu wzroku - ściana lasu, szeroka plaża. To jednak ulubiona miejscówka połowowa Andrzeja Wojtunia. To tu z niewiadomych powodów zawsze trafiał na najwięcej bursztynów.

- Najlepiej bywało, gdy fale prawie wdzierały się w las. Jakieś dwadzieścia lat temu był taki sztorm, że zabrało w tym miejscu kawał brzegu - pokazuje Wojtuń.

Mogę tylko sobie wyobrazić, z jaką siłą morze uderzało wtedy w ląd - skarpa, na której stoimy, ma ze trzy metry wysokości.

Zaczynam przygotowania pod bacznym okiem nauczyciela, który z rozbawieniem przygląda się mojemu ubraniu.

- Spodnie za cienkie. Kalesony są? Nie ma? O, niedobrze. Skarpetki liche - krytykuje. - Dobrze, że chociaż kurtka ciepła.

Prawdziwy poławiacz w pełnym rynsztunku powinien wyglądać jak grubas. A to dlatego, że ma na sobie wiele warstw ciepłej odzieży, która musi go chronić przed mrozem dochodzącym do minus dwudziestu stopni.

- Wtedy woda wydaje się zupełnie ciepła - śmieje się Andrzej Wojtuń.

Najgorsze, co może się przydarzyć poławiaczowi to nabranie wody do spodniobutów. Ma wtedy tylko dwa wyjścia - albo zakończyć poszukiwania, albo zacisnąć zęby i szukać dalej. Większość wybiera ten drugi wariant, bo nie wiadomo, kiedy bursztyn znów ruszy, a szkoda tracić okazję.

- Kiedyś miałem pecha i woda nalała mi się do środka już na samym początku, gdy jeszcze było ciemno na dworze - opowiada poławiacz. - Nigdy wcześniej i nigdy później nie było mi tak zimno jak wtedy. Ale wytrzymałem całe czternaście godzin. Przydaje się termos z gorącą herbatą z jakimś wzmocnieniem.

4 Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota fot. RAFAŁ MALKO

POŁAWIACZ ŁAKNIE ŚWIATŁA

Gdy płyną śmiec,i brzegi mierzei aż roją się od szukających bursztynu. Na ogół nie dochodzi do konfliktów pomiędzy nimi. Zasada jest prosta - śmieci, które płyną na mnie, są moje. Nawet jak zobaczę bryłkę bursztynu płynącą na sąsiada, nie powinienem po nią sięgać kaszorkiem.

- Zasada, zasadą, ale bywa, że ktoś nie potrafi się powstrzymać - śmieje się poławiacz. - Dlatego całkowitą pewność, że nikt nie podbierze ci bursztynu, masz tylko wtedy, gdy jesteś najdalej w wodzie ze wszystkich. Obowiązuje również zasada, że kto pierwszy nad wodą, ten lepszy.

W praktyce oznacza to, że najtwardsi, najbardziej doświadczeni poławiacze pakują się do wody jeszcze po ciemku. Ale jak znaleźć bursztyn po ciemku? Za pomocą latarki oczywiście. Teraz to nie jest problem - latarki są małe i mocne, ale jeszcze kilkanaście lat temu nie było to takie oczywiste. Latarki, które były w stanie wysłać wystarczająco mocny snop światła, były gigantyczne, a więc nieporęczne, a dodatkowo zasilające je baterie wystarczały na góra kilkadziesiąt minut.

- Ludzie strasznie kombinowali. Prawdziwym przebojem były latarki górnicze. Kto taką miał, ten był gość - mówi Wojtuń. - Inni próbowali wkładać do plecaków akumulatory i w ten sposób zasilać latarki, ale kilka dodatkowych kilogramów na plecach to problem.

Teraz hitem są latarki świecące światłem fluorescencyjnym. Wyposażeni w nie poławiacze wyglądają na wodzie jak robaczki świętojańskie i nie przeoczą żadnej, nawet najmniejszej bryłki bursztynu.

Później, gdy już się rozwidni, najlepiej wypatrywać stąd mew, które krążą nad śmieciami. Tam, gdzie są ptaki, tam większa szansa na znalezisko - najwyraźniej w tej strefie dryfują szczątki z najbardziej "skotłowanych" miejsc i niosą ze sobą żer dla mew i bursztyn - dla człowieka.

5 Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota Bursztyn: poszukujemy bałtyckiego złota fot. RAFAŁ MALKO

POŁAWIACZ RACZKUJE

Jestem zanurzony po piersi. Woda ma dwa stopnie i po kilku minutach jest mi naprawdę zimno. Marzę o kalesonach. Mój przewodnik nie daje mi dużych nadziei na znalezienie bursztynu, ale zaznacza, że nie jestem tak zupełnie bez szans.

- Szukaj w niewielkich zagłębieniach dna - radzi. - Tam może zalegać trochę śmiecia, a wraz z nim bursztyn.
Przesuwam się więc powoli i wypatruję. Żeby dostać się do niektórych, muszę trzymać kaszorek niemal za sam koniec. Ponieważ jest ciężki, trudno nim operować. Kilka razy serce bije mi nieco żywiej. Wydaje mi się, że dostrzegam jakiś złocisty błysk. Niestety, fałszywy alarm.

Nie zrażam się i powoli przesuwam się wzdłuż brzegu. Mogę wejść znacznie dalej, niż mógłbym sobie pozwolić przy sztormie. Gdyby nie było tak bezwietrznie, pewnie już dawno w spodniobutach chlupotałoby kilka litrów wody. W wędrówce pomaga mi również to, że dno w miejscu, w którym poławiam, jest równe jak stół. Czyżby dlatego było ulubionym miejscem Andrzeja Wojtunia? Możliwe, bo ryzyko, że człowiek nieoczekiwanie wpadnie w jakiś dołek, jest minimalne.

Machinalnie zagarniam z dna kolejną kupkę śmieci. Już chcę odwrócić kaszorek, gdy dostrzegam jakąś żółtawą drobinę. Ostrożnie zaczynam przebierać w patyczkach. Mam ją. Jest niewiele większa od dwóch paznokci. Czy to aby na pewno bursztyn?

Gramolę się powoli z wody. Muszę skonsultować znalezisko. Nauczyciel nie zastanawia się nawet przez chwilę.
Wystarcza mu rzut oka, żeby stwierdzić: - Bursztyn.

Pękam z dumy, ale tylko przez chwilę, bo oto Wojtuń z jednej ze swoich przepastnych kieszeni wyciąga pękaty woreczek i potrząsa nim: - Zabrałem to na wszelki wypadek, żeby ci pokazać.

Na piasek spada złocisty deszcz. Bursztyny. Jak je znalazł, kiedy, gdzie? Okazuje się, że trzy dni przed moim przyjazdem kolega mojego nauczyciela nie mógł usiedzieć w domu i poszedł nad morze. Trafił na nie w dołku kilka kilometrów stąd. A więc cuda się jednak zdarzają. Może mam szansę na kolejne znalezisko! Już widzę czekające na mnie bryłki, które rosną w marzeniach z każdą chwilą.

- Każdy przez to przechodzi - śmieje się Andrzej Wojtuń. - Znajdziesz raz i już jesteś zarażony.

6 Najsłynniejsza komnata świata - w XVIII w. król Prus Fryderyk I obdarował cara Piotra I niezwykłym prezentem. Była to komnata wykonana przez gdańskich bursztynników. Dzieło zostało zrabowane przez hitlerowców podczas II wojny i ślad po nim zaginął. W 2003 r. w Carskim Siole koło Petersburga zakończono rekonstrukcję legendarnej komnaty. Tak jak pierwowzór została w całości wykonana z bałtyckiego bursztynu. fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI Najsłynniejsza komnata świata - w XVIII w. król Prus Fryderyk I obdarował cara Piotra I niezwykłym prezentem. Była to komnata wykonana przez gdańskich bursztynników. Dzieło zostało zrabowane przez hitlerowców podczas II wojny i ślad po nim zaginął. W 2003 r. w Carskim Siole koło Petersburga zakończono rekonstrukcję legendarnej komnaty. Tak jak pierwowzór została w całości wykonana z bałtyckiego bursztynu. fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI Najsłynniejsza komnata świata - w XVIII w. król Prus Fryderyk I obdarował cara Piotra I niezwykłym prezentem. Była to komnata wykonana przez gdańskich bursztynników. Dzieło zostało zrabowane przez hitlerowców podczas II wojny i ślad po nim zaginął. W 2003 r. w Carskim Siole koło Petersburga zakończono rekonstrukcję legendarnej komnaty. Tak jak pierwowzór została w całości wykonana z bałtyckiego bursztynu. fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI

BAŁTYCKIE ZŁOTO

Bałtyckie złoto - jeszcze nigdy to określenie nie pasowało do bursztynu tak bardzo jak obecnie. W ciągu ostatnich pięciu lat cena kilograma kilkunastogramowych bryłek bursztynu wzrosła z tysiąca do ok. 10 tys. zł. Stało się to z powodu wstrzymania dostaw z kopalni Jantarnyj położonej na północ od Kaliningradu. Zasoby polskiego bursztynu, choć szacowane aż na 700 tys. ton, dotychczas nie są eksploatowane na skalę przemysłową. Tymczasem ich wartość może sięgać nawet 7 bln zł.

Bursztynowy gigant - największa na świecie kopalnia bursztynu znajduje się na północnym wybrzeżu obwodu kaliningradzkiego. Według specjalistów Jantarnyj Kombinat (tak nazywa się kopalnia) dysponuje 90 proc. światowych złóż bursztynu. Obecnie to państwowe przedsiębiorstwo należące do Rosji, z krótkim prywatnym epizodem w latach 90.

Zarobić chciał każdy. Regale, czyli prawo do pobierania opłat m.in. za wydobycie bursztynu, starał się wykorzystać każdy, kto władał wybrzeżem Zatoki Gdańskiej i Mierzeja Wiślaną. Najsurowszy pod tym względem był zakon krzyżacki - karą za podniesienie z plaży niewielkich nawet bryłek była śmierć. Pokusy, jaką była perspektywa wysokich dochodów z wyłączności na bursztyn, nie ustrzegli się nawet oliwscy cystersi. Podsunęli oni do akceptacji królowi Wacławowi II podrobiony przywilej o przekazaniu zakonowi prawa do zbierania bursztynu z morskiego brzegu. Obecnie bursztyn zbierać mogą wszyscy, tyle tylko, że zbieractwo nie wystarczy, by zaspokoić popyt rynku.

4,28 kilograma - tyle waży największy bursztyn wydobyty z Bałtyku.