Non Iron: morderczy triathlon w Izraelu

Pedałuję zaciekle. Przede mną dystans 32,5 kilometrów. W głowie kołacze się myśl - co będzie, gdy zsiądę z trenażera i w Izraelu zmierzę się z prawdziwą triathlonową trasą...
1 OBWODY MI SIĘ PRZEGRZEWAJĄ OBWODY MI SIĘ PRZEGRZEWAJĄ Fot. Ewelina Kachniarz

OBWODY MI SIĘ PRZEGRZEWAJĄ

Zaczęło się od telefonu od znajomego: - Alex, nie wystartowałbyś w triathlonie w Izraelu? Zastanawiałem się całe dwie minuty. Argumenty przeciw: niedługo stuknie mi piąty krzyżyk, pływałem ostatnio jakiś rok temu, rowerem jeździłem ponad pół roku temu, a po szosie biegałem... Zaraz, zaraz. O mam, kilkanaście lat temu. Argumenty za: nie znalazłem. - OK. Zrobię to! - wypaliłem (czy to aby na pewno był mój głos?). - Kiedy?- Za dziesięć dni. - Spoko.

Zanim znalazłem się w Izraelu, trafiłem na trasę Imperial San Remo, na której w przeszłości rozgrywano kolarskie mistrzostwa świata. Kolarze pokonują ją jedenaście razy, ja zrobię to tylko raz. Całe szczęście, że raz, całe szczęście, że wirtualnie (na trenażerze w Warszawie). Szosę widzę na ekranie. Ja jestem kropką na elektronicznej mapie. Kropka - tego na ekranie nie widać - jest mokra od potu. Jest też ostatnia spośród kilku innych - to już mapa pokazuje.

Na kolarski trening na trenażerach i tak trafiłem z opóźnieniem, bo po podjęciu decyzji o starcie rozchorowałem się i musiałem wziąć antybiotyk, tracąc przy tym cenny czas na przygotowania. Jak tylko odstawiłem prochy, wskoczyłem na kolarkę.

Moim trenerem jest Mikołaj Luft. Profesjonalny triathlonista z grupy AdgarFit Pro Team. Długie włosy, szczupły, odprężony. Roztacza charyzmę zawodowego sportowca. A co najważniejsze, wierzy we mnie.

No, chłopie, dasz radę. Oceniam cię na godzinę pięćdziesiąt. Tylko dlaczego jesteś suchy? - dziwi się, gdy po 1 godzinie i 41 minutach dojeżdżam na wirtualną metę, położoną gdzieś we włoskim miasteczku.

- Mam nadzieję, że się nie przegrzejesz - kiwa głową.

O co mu chodzi? Proste. Pot już wysechł, a ponieważ nie piłem wody, to nie miałem się czym pocić.

Jestem zmęczony. Ale ogólnie nie jest źle. Czuję, że dam radę pokonać trasę triathlonu. To w końcu sprint - 750 metrów pływania, 20 kilometrów na rowerze i 5 kilometrów biegu. Tyle mniej więcej liczył pierwszy triathlon rozegrany w 1974 r. w Kalifornii. Ja polecę do Izraela na triathlon Israman North 2014 z drużyną, w której jedną z gwiazd jest właśnie Mikołaj. To pierwszy profesjonalny team triathlonowy w Polsce. Ludzie maszyny.

Wylot za cztery dni. Zdążę kupić sobie buty do biegania i sprawdzić, czy nie zapomniałem, jak się biega po utwardzonej nawierzchni. Okazało się, że pamiętam. Skoro tak, to lecimy z tym koksem.

2 POKAŻ POKORĘ POKAŻ POKORĘ Ewelina Kachniarz

POKAŻ POKORĘ

Lądujemy 29 maja w Tel Awiwie z ekipą dziennikarzy, która na zawody wybrała się dzięki koordynacji działań firmy Adgar i Izraelskiego Ministerstwa Turystyki. Poza mną jest jeszcze jeden dziennikarz- triathlonista, ale dla odmiany wyczynowy. To Łukasz Grass - ex TVN 24 i TOK FM, obecnie redaktor naczelny Akademiatriathlonu.pl. Wygląda mega bojowo, ale od razu podkreśla, że start traktuje treningowo, bo formę szlifuje na Majorkę, na której wystartuje tydzień potem i na Kopenhagę za trzy tygodnie.

- Śrubuję czasy, żeby zakwalifikować się do finału mistrzostwa świata na Hawajach - tłumaczy Łukasz, który triathlon zaczął trenować siedem lat temu. - Ważyłem 103 kilogramy i poczułem, że muszę się za siebie zabrać. Zapisałem się na triathlon w Londynie. Miałem rok na przygotowania, no i poszło - wspomina. Łukasz ciągnie wielką walizkę rowerową, w której przywiózł wyścigowego giganta. Rocznie startuje w siedmiu, ośmiu triathlonach, trenuje do trzydziestu godzin tygodniowo, bywa, że i dwa razy dziennie. Gdy opowiadam mu o swoim planie, patrzy na mnie z troską (czy dostrzegłem również politowanie?!): - Musisz podejść do tego z pokorą.

Na początku zwiedzamy Jerozolimę, a potem jedziemy do Galilei. Israman rozgrywany jest nad Jeziorem Tyberiadzkim. Tym samym, po którym chodził Chrystus. Pływają w nim sardynki i wielkie pielęgnice tilapie, zwane rybami św. Piotra. Galilea to kurort, ale deptak jest tu krótki. Na drugim brzegu są wzgórza Golan. 15 kilometrów dalej Syria. Libia jest z drugiej strony. Nie ma żartów. Nad głowami przelatują nam co jaki czas bojowe apacze. Ale zostawmy podróżniczy watek. Nie po to tu przyjechałem.

3 CHODZENIE ZABIJA CHODZENIE ZABIJA Ewelina Kachniarz

CHODZENIE ZABIJA

Kolarkę Cannondale wypożycza mi Tzach Goren, facet związany z Adgar. Ma 44 lata, wygląda na dziesięć mniej. Jest megasympatyczny i kocha wszystkie rodzaje sportów wytrzymałościowych, ale szczególnie wyścigi rowerowe i ultramaratony, takie do 160 km. Dziesięć lat temu to Tzach z grupą fanatyków zaczął rozkręcać triathlon w Izraelu. Israman jest jego "dzieckiem".

Wie, że nie jestem zawodowcem, więc gdy podaje mi swój rower, jest nieco przerażony. Tłumaczę szybko, że co prawda to mój pierwszy triathlon, ale na kolarce śmigam, że ho, ho (cóż, takie lekkie naciągnięcie faktów).

Robimy sobie mikrotrening. Jadę z drużyną na brief. Jest cieplutko i malowniczo. Kontemplowanie widoków przerywa mi Mikołaj.

- Alex, halo! Jedziemy pod górę! Dlaczego używasz dużej zębatki z przodu?

Potem już na prostej instruuje: Zmniejsz kadencję (mniejsze kółko zębatki z tyłu), to będziesz jechał szybciej - pokrzykuje. Na briefie jest sporo osób, absolutna większość to Żydzi. Prognoza pogody na jutro, czyli na dzień startu? Temperatura wody 22 stopnie, powietrza do 30 stopni. Cholera, dowiaduję się, że tylko 200 metrów etapu biegowego będzie prowadzić po drodze gruntowej, reszta to asfalt. A ja liczyłem, że pobiegnę po bardziej przyjaznej nawierzchni.

- Alex, my się tu ścigamy, a asfalt daje lepsze odbicie - tłumaczy Łukasz i gdy koleżanki dziennikarki nie patrzą, dodaje: - Wszyscy się o ciebie martwimy.

Na Isramanie zostanie rozegrany triathlon na trzech dystansach. Połówce Iron Mana, na dystansie olimpijskim i w sprincie. Ja startuję w sprincie o 6.45. Pobudka o 4.45. Wcześnie, ale w bazie przed startem można się zalogować do 5.30. Tymczasem przy kolacji siedzimy prawie do północy.

- Myślicie, że gdybym traktował ten start poważnie, to siedziałbym tu teraz? - śmieje się Łukasz. - I chodził przez ostatnie dni po tych wszystkich wspaniałych miejscach? Chodzenie zabija przed startem, bo ubija mięśnie. Przed zawodami chodzi się jak najmniej - tłumaczy, a mnie skóra cierpnie z przerażenia (liczę swoje spacery i trochę mi ich wychodzi). Czym prędzej maszeruję spać. O drugiej budzi mnie atak kaszlu. To pozostałość po chorobie. Nie mogę już zmrużyć oka. Zjadam jabłko i idę się ścigać. Pocieszam się, że etap rowerowy można przejechać do 11, a przybiec do mety nawet o 14.

4 CZAS? NIE GRA ROLI CZAS? NIE GRA ROLI Ewelina Kachniarz

CZAS? NIE GRA ROLI

Loguję się w biurze rajdu, a potem oblepiam sprzęt i siebie naklejkami z numerem. Jedna idzie pod siodełko, trzy na kask (dwie z boków i jedna z przodu). Na łydki i przedramiona naklejam kalkomanię. Trzeba je przyłożyć, a potem wystarczy zmoczyć mokrą ścierką. Trzymają się mocno jak diabli. Zakładam elastyczny pasek, do którego przymocowana jest kartka mocnego papieru, na której widać mój numer startowy 913. Kojarzy mi się z numerem alarmowym. Ale bez paniki.

Instaluję rower w strefie zmian. Będzie tu czekał, gdy wyjdę z wody. Wreszcie idę na start i zaczynam rozgrzewkę. Trucht, pajacyki. Pojawia się Tzach, a ja z kamienną twarzą oświadczam, że doszedłem do wniosku, że nie dam rady i wycofuję się.

- O nie! Będę biegł obok i ciągnął cię za rączkę! - grozi mi palcem. Uspokajam go, że tylko żartowałem. Gdy widzi, że go wkręciłem śmieje się. Potem pokazuje na tłum w wodzie - to bardziej zaawansowani ode mnie przygotowują się do startu w połówce Ironmana: - Dziesięć lat temu było tu kilkanaście osób. To był sport ekstremalny. A teraz? Są studenci, dyrektorzy banków, lekarze. Są młode mamy. Jest też dwóch inwalidów wojennych, jeden bez nogi, a drugi niewidomy. Tu czas nie jest ważny, liczy się dotarcie do mety - tłumaczy mi po ojcowsku.

Nigdy nie chciałem wystartować w triathlonie. Nabijałem się z celebrytów, którzy startują, bo jest moda. Mój udział ma charakter wyłącznie służbowy, ale być ostatnim na mecie to jednak kiepska akcja, więc jestem zestresowany. W wodzie czeka już stawka mojej "gonitwy". Tzach jeszcze mnie dopinguje i krzyczy w twarz po polsku: - Wojna! Wojna!

5 SERDECZNIE WITAMY W PRALCE SERDECZNIE WITAMY W PRALCE Ewelina Kachniarz

SERDECZNIE WITAMY W PRALCE

Wchodzę do wody po pas i dołączam do pięćdziesięciu facetów.Towarzystwo raczej dość młode, ewentualnie w średnim wieku i nie wyglądające na sprinterów. To dobrze. Jeżeli temperatura wody nie przekracza 25,5 stopni, zawodnik może użyć kombinezonu pływackiego ze specjalnej pianki. Wreszcie słychać odliczanie po hebrajsku.

Rzucamy się do wody jak wariaci i płyniemy na pełny regulator. Ten etap nazywany jest przez zawodników pieszczotliwie pralką. Wszyscy wokół zasuwają kraulem, a ja walczę żabką. Przez jakiś czas krytą, ale daję na luz i płynę odkrytą. Woda wokół się gotuję, a ja czuję, że zaraz ugotuję się na twardo.

"Rany boskie, Kłoś, coś ty zrobił! Nie dasz rady" - dociera do mnie, że zaraz skończy mi się prąd. Nie mam wyjścia, zwalniam do rozsądnej prędkości i płynę dalej. Ostatni.

Nie jest jednak tak źle, bo zawodnicy zamykający grupę przeszarżowali i szybko zaczynają słabnąć. Po chwili wyprzedzam jakiegoś gościa, który ma już dość i przechodzi na żabkę. Dopływam do pierwszej boi. Wielka, żółta i dmuchana. Zakręcamy pod kątem 90 stopni i płyniemy do drugiej. W końcu ostatni zakręt i teraz już tylko do brzegu! Znów kogoś "łykam". Dochodzę do następnego pływaka i płyniemy łeb w łeb do brzegu. On wychodzi pierwszy. Ja wybiegam za nim. Nogi mam trochę jak z waty, ale biegnę! Tzach krzyczy: - Nigdy nie będziesz ostatni!

Ale czad! Biegnę do strefy zmian. Zakładam skarpetki i buty do biegania. Szorty i koszulka zostały w plecaku na brzegu. "Trudno, pojadę w kąpielówkach", myślę, ale dobiega Tzach z plecakiem. - Jest dobrze - cieszy się mój anioł stróż.

Zakładam szorty, koszulkę i numer na biodra. Jeszcze kask i wskakuję na siodełko. Nareszcie! Jazda rowerem to czysta przyjemność. Robi się już gorąco, ale powietrze - przynajmniej na razie - dobrze chłodzi. Droga jest prawie prosta, różnice wzniesień nieznaczne. Aż się prosi, żeby dać rurę. Następny zawodnik jedzie kilkadziesiąt metrów przede mną. Po jakimś czasie dochodzę go i wyprzedzam.

Wszyscy pedałują ostro, ale znów jestem szybszy od kilku maruderów. Poza tym nie znam przepisów, które zabraniają jazdy na kole. Powód zakazu jest prozaiczny - wiezienie się za kimś powoduje, że łatwiej jest jechać. Podłączam się do wielkiego jak szafa chłopa, który rozcina powietrze jak pług. Po chwili wyprzedzam go i gnam do przodu. Za kilka chwil znów siedzę na kole następnego kolarza. Jego też wyprzedzam. I tak oto, niezgodnie z przepisami, udaje mi się przesunąć nieco w górę stawki.

Wpadam na metę etapu rowerowego, kompletnie zapominając o tym, że trzeba na niej zsiąść z roweru. Wściekli rywale krzyczą za mną. Po kilku sekundach załapuję, o co chodzi, i zeskakuję. Przesuwam numer na brzuch i zabieram bidon z roweru. Dotychczas nie piłem, ale coś mi mówi, że tym razem woda będzie mi bardzo potrzebna.

6  SHOW MUST GO ON! SHOW MUST GO ON! Ewelina Kachniarz

SHOW MUST GO ON!

Ruszam na trasę dość energicznym... truchtem i rozpoczynam ostatni, pięciokilometrowy etap wyścigu. Walka, walka? Brałem kiedyś udział w zawodach biegowych. Ponad trzydzieści lat temu. Poszło mi słabo.

Trasa prowadzi przez sady i plantacje bananów. Jest malowniczo i gorąco jak w piekle. Mięśnie i stawy dają radę, ale prośbę o zwolnienie tempa wysyła serce. Czuję, że zaczyna mi drętwieć lewy mięsień klatki piersiowej. Zwalniam i przechodzę w chilloutowy jogging. Przepisy jasno mówią o tym, że nie wolno się czołgać, tak źle jednak nie będzie. Wylewam na głowę pół bidonu. Pomaga. Jako jedyny biegnę z bidonem. Widziałem takich gości w Lesie Kabackim. Wyglądali komediowo. Wyprzedza mnie Marysia Cześnik z Adgar Fit.

- Dawaj, dawaj! - dopinguje mnie i oddala się długim krokiem. Wpatruję się w jej, hmm... plecy i "daję". Dwa i pół kilometra szybko zleciały i jest już zawrotka w stronę mety. Z ulgą ruszam w tym kierunku. Biegnę bez pośpiechu, słuchając głosu serca, które mówi, żebym tym razem nie kierował się emocjami. Wyprzedza mnie Kasia Czerwińska, kolejna nasz zawodniczka. Krzyczy: Go! Go!

- Tylko żebym nie dostał zawału - sapię. Przypomina mi się to, co Kasia mówiła przed zawodami: - Gdy jest ciężko, wizualizuję sobie metę i podium. To znieczula.

No to wizualizuję sobie i ja. Przyspieszam nieco i w końcu dobiegam do miejsca, w którym słychać z dala huczące na mecie głośniki. Dobra, raz się żyje. Przechodzę w sprint i robię show. Wpadam na metę tak, jakbym był mistrzem świata. Czas: 91 minut. Na 50 uczestników sprintu jestem 46. Koleżanki dziennikarki są zachwycone. Ląduję w objęciach Tzacha, który krzyczy: - Człowieku, zrobiłeś to! Jesteś mocny!

Komentarze (4)
Non Iron: morderczy triathlon w Izraelu
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    mala_gorzka

    Oceniono 25 razy 23

    50tka na karku, zero przygotowania, nowe buty kupione na kilka dni przed startem, zawody w innej strefie klimatycznej oraz czasowej - trener jest niepowazny aby zachecac do zawodow osobe kompetnie bez formy i podstawowej wiedzy teoretycznej. zabka odkyrta na triahlon - dobrze, ze nie poplynal tzw. pieskiem. niezostawienia rzeczy w strefie tylko gdzies na brzegu - jaki problem, mozna bez koszulki, tylko za to grozi dyskwalifikacja, o czym Alex nie wiedzial. tak jak i o tym, ze za drafting zazwyczaj jest kara (np. 6min, zlota, czerwona kartka) i trzeba zsiasc z roweru w wyznaczonym miejscu przed strefa, inaczej ponownie kara lub dyskwalifikacja. brak nawadniania na etapie rowerowym w takich warunkach jest karygodny. sorry, dla mnie to poradnik jak nie nalezy brac udzialu w triathlonie.

  • Lukasz Labowski

    Oceniono 14 razy 0

    Ja już myślałem po przeczytaniu tytułu, że chodzi o zawody rozgrywane w gazie podczas Izraelskiego ludobójstwa a tu o dziwo o sportowe emocje chodzi. Co jest chyba i tak nie na miejscu w sytuacji gdy izrael morduje tysiące palestynskich istnien w tym setki dzieci

  • avatar

    aprox99

    Oceniono 8 razy -4

    Triathlonowy Isra el w Auschwitz!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX