Brazylia kontrastów: Copa das Copas

- Spacerujcie spokojnie, nikt was tu nie okradnie - mówi młody chłopak przy wejściu do rozległego Complexo de Alemo. Do większości faweli można wejść, usiąść w barze i napić się piwa. Jest bezpiecznie. Przynajmniej podczas mistrzostw świata.
1 Brazylia, Rio de Janeiro Brazylia, Rio de Janeiro fot. T photography / shutterstock.com

Copacabana: Kokaina, Caipirinha, Marihuana

Oszalałeś? Byłbym chujem, gdybym cię tu zostawił. Na starcie w najlepszym wypadku pozbyłbyś się bagażu - rzucił taksówkarz, przejeżdżając obok grupki podejrzanych chłopaków w portowej dzielnicy Rio. Świetny początek ponad miesięcznej delegacji... Wylądowałem o godzinie 17. Czyli tuż po zmroku. Bo zima. Jakieś 25-28 stopni. Pierwszy cel - spotkanie z Ronaldo. Tym prawdziwym, szczerbatym.

Z lotniska przebijam się przez zatłoczone o każdej porze dnia i nocy Miasto Boga. Pierwsza myśli? Bóg już dawno się od tego miasta odwrócił. Druga? Znajomi mieli rację. Oprócz świetnych meczów nic dobrego spotkać mnie tu nie może. Swoje dołożyła telewizja strasząca dzikimi demonstracjami. Jadę przy uchylonym oknie, smród z kanałów niewyobrażalny. Z oddali rażą włączone non stop zapalone koguty radiowozów stojących na każdym rogu. Rio nocą zamienia się w Gotham City.

Zajeżdżam do portu. Nie wiem, czego szukam. Mam dziwny, chyba niepełny adres. Avenida Rodrigues Alves. Brak numeru. Kręcimy się. Nie w głowie mi Ronaldo. Po prostu nie chcę dostać po gębie i stracić portfela już pierwszego dnia. W końcu namierzamy opuszczony hangar, w którym wielki producent odzieży sportowej zorganizował nietuzinkowy event. Noc skończy się dla mnie szybko. Tak szybko, jak ze sceny zszedł tego wieczora Il Fenomeno. Na stoły wjeżdża bowiem caipirinha...

Cachaça to prawdziwy mąciciel spokoju. Mocno miesza w głowie. Masz coś ważnego do roboty? Nie pij, zwłaszcza czystej. Po pierwsze: jest ohydna. Po drugie: większa ilość tego trunku, wódki uzyskanej z trzciny cukrowej, wyciera tobą podłogę. Kusi przede wszystkim ceną. Największego żula dumnie stać na litrową butelkę, która kosztuje siedem reali - jakieś 9 złotych! Wychodzi z tego 20 mocnych caipirinhi, czyli cachaçy zmiksowanej z limonką, cukrem trzcinowym i lodem. To drink dostępny na Copacabanie na każdym kroku. Ludzie mieszkający w fawelach zarobili na nim podczas mundialu lepiej niż kiedykolwiek. - Kiedy gra Brazylia, idzie 80-100 szklaneczek dziennie. Każda po 5 reali. Frajer zapłaci nawet 10 - opowiada mi jeden z mobilnych handlarzy. Porządny zarobek: od 400 do 800 reali. A ja okazuję się frajerem...

BRIO DE JANEIRO, BRAZIL - DECEMBER 21:  A young lady takes a sunbath on a terrace at Complexo do Alemao, one year after the pacification carried out by the Brazilian security forces, on December 21, 2011 in Rio de Janeiro, Brazil.  On November 27, 2010, BOPE (Special Ops Battalion) and members of Brazilian navy and army invade the group of favelas of Complexo do Alemao which were controlled by gangs of drug traffickers.  As a consequence, 300 criminals were caught and big amounts of drugs and stolen weapons were found. After this, living conditions in the place have notoriously improved.  Complexo do Alemao, located in the north area of Rio de Janeiro, has around 69,000 inhabitants and involves many neighborhoods and hills such us Inhauma, Bonsucesso, Ramos, Olaria and Penha. (Photo by Buda Mendes/LatinContent/Getty Images)fot. BUDA MENDES/STF

- Caipirinha, caipirinha, caipirinha - to słowo niesie się po ponad czterokilometrowej najsłynniejszej plaży świata. Miejscu, w którym organizatorzy ustawili największą fan zonę mistrzostw. W powietrzu intensywny zapach marihuany. Dostępnej w Brazylii tak łatwo jak papierosy. Kokaina? Nie ma problemu. Kilka gramów za równowartość 200 złotych.

Nastrój podsycają kobiety. Dużo ładnych, ale nie w takich ilościach, jak sobie wyobrażałem przed przyjazdem. Jak wyobrażają sobie wszyscy faceci, zanim postawią stopę na brazylijskiej ziemi.

Podobno kochają gringo, czyli cudzoziemców. To kolejny mit. Do blondynów czują słabość, ale reszta odpada. Trudno się dziwić, skoro co drugi carioca (mieszkaniec Rio) skopiował ciało Cristiana Ronaldo. Przyglądam się temu wszystkiemu z boku. Przed chwilą skończył się mecz Brazylia-Kamerun. Kobiecie obok wyrwano telefon. Trzeba było strzelać głupie selfie?

2 Fawela, Brazylia, Rio De Janeiro Fawela, Brazylia, Rio De Janeiro fot. dabldy / shutterstock.com

Już nie ta sama fawela

Złodziej znika w tłumie na plaży. Na 99 procent mieszka w jednej z usytuowanych na wzgórzach, otaczających miasto faweli. W samym Rio jest ich ponad czterysta. Od niewielkich osiedli po ogromne dzielnice, jak Rocinha, w której mieszka 400 tys. osób. To największe skupisko biedy w Ameryce Południowej. Chata na chacie. Sterta pustaków, w oknach często nie ma szyb. W Rio im niżej, tym lepiej. Mieszkasz blisko oceanu? Jesteś bogaty. Budujesz dom z kilkumetrowym murem, podłączasz siatkę z prądem. Wieczorem możesz wybrać się na drinka do słynnej knajpy Garota de Ipanema, gdzie piosenkę pod tym tytułem napisał Antônio Carlos Jobim. Rio z pocztówki.

Chrystus Odkupiciel, wspaniały i zapierający dech w piersiach, patrzy na to wszystko ze szczytu granitowej góry Corcovado. Po prawej stronie ma Rocinhę, za plecami Complexo de Alemăo, na lewo Maracanę - też ze swoją fawelą. Manguinhos, Indiana, Vidigal, Vila Autodromo... Na plaży stoją krzyże z nazwami kilkudziesięciu najuboższych faweli w mieście. Ponoć rząd przesiedlił na czas mistrzostw 200 tysięcy ludzi. Byli problemem. Wrzodem. Fakt, że jest bezpieczniej, ale w walce z przestępcami ucierpiało mnóstwo niewinnych cariocas.

Źródłem nieskończonej wiedzy o fawelach jest dla mnie Polak - Marek Polak - naukowiec od roku mieszkający w Rio, o siedliskach biedy pisze doktorat. "Pacyfikacja Complexo do Alemăo odbyła się w 2010 r. Policja i wojsko wprowadziły do walki 21 tys. żołnierzy, w tym elitarną jednostkę BOPE. Wsparcia udzieliło 800 spadochroniarzy, wozy opancerzone i śmigłowce, z których strzelali snajperzy. Walkę podjęło 600 uzbrojonych po zęby i doskonale znających zawiłą mapę wzgórz bandytów. Bitwa trwała tydzień. Według oficjalnych danych, w które nie bardzo można wierzyć, zginęło 39 bandytów i trzech policjantów" - pisaliśmy podczas MŚ na łamach "Przeglądu Sportowego".

Są przykryte blachą falistą przyszkolne i?dzielnicowe quadras, Są też improwizowane boiska w?slumsach faveli, elegancko wypełniające pustą przestrzeń i wolny czas., fot. Laurence Griffiths/Getty ImagesJeden z zaułków Rio de Janeiro, fot. Laurence Griffiths/Getty Images

Kim są BOPE? Jeśli oglądałeś "Elitarnych", wiesz. To goście, z którymi nie wchodzi się w polemikę. Najtwardsza i najlepiej uzbrojona jednostka. Najpierw strzelają, potem pytają. Logo BOPE: trupia czaszka z trzema wbitymi nożami i dwoma skrzyżowanymi pistoletami. Brzmi groźnie, ale naprawdę do większości faweli można wejść, usiąść w barze, napić się piwa i obejrzeć mecz. Mieszkają tam normalni ludzie, których życie potraktowało brutalnie i wyrzuciło na społeczny margines.

Lubią mówić, że ich los idealnie obrazuje brazylijska flaga. Oni, biedni, są jak te gwiazdy umieszczone pod hasłem "Ordem e progresso" ("ład i postęp"). Tamci, bogaci, jak jedna, jedyna nad napisem. Większość haruje na niewielu.

3 Brazylia Brazylia fot. Getty Images

Seks w dżungli...

Nic nie zrobiło na mnie większego wrażenia niż Amazonka z lotu ptaka. Niewyobrażalnie gigantyczna. Od południowej strony opatulająca Manaus - według statystyk jedenaste najniebezpieczniejsze miasto świata. Ponad 900 zabójstw rocznie. Właśnie tutaj, przed meczem Anglia-Włochy, okrzykniętym Rumble in the Jungle, poznałem Andy'ego Smitha. Andy sam w kilka miesięcy odwiedził wszystkie dwanaście miast gospodarzy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie zrobił tego na rowerze. Tylko do Manaus, swojego ostatniego przystanku, płynął pięć dni łodzią. Na rowerze nie da się tam dojechać. Trzydziestokilkuletni Anglik jest skarbnicą wiedzy na temat Brazylii.

- Przez cały ten czas nic strasznego mi się nie stało. Brazylijczycy to najlepsi ludzie na świecie - opowiada mi w jednym z narożnych barów przy Rio Negro, lewym dopływie Amazonki.

Święte słowa. Przekonałem się na własnej skórze. Groźne Manaus? Statystyczne brednie. Spędziłem tu kilka naprawdę fantastycznych dni i nocy. Z naciskiem na noce. Dwumilionowe miasto, które lata swojej świetności przeżywało w erze produkcji kauczuku, każdego turystę przyjmowało jak króla. Nawet Angoli, którzy kauczuk zabrali im do Chin i na wiele lat zrujnowali miasto. Manauaras, czyli lokalesi, odbudowali się dopiero w latach 60., kiedy rząd wprowadził ulgi podatkowe dla przedsiębiorców, a Manaus stało się jedną z głównych stref ekonomicznych północy kraju. Oczywiście to wciąż bardziej miejsce dla Wojciecha Cejrowskiego niż normalnego, wygodnickiego plażowicza.

- Hey baby, wanna fuck? - słyszę niski głos. Odwracam się. Transwestyta, z implantami miseczka D i blond peruką, rzuca uwodzicielskie spojrzenie... Manaus w Brazylii nazywają miastem miłości - ze względu na seksualną wolność i nieskończoną liczbę seksmoteli. Bardzo popularnych w tym kraju. - To dlatego, że młodzi nie mają pieniędzy, aby wyprowadzić się od rodziców. Kiedy chcą uprawiać seks, jadą do motelu, gdzie mogą płacić za godziny - tłumaczy mi Smith.

Amazonia, Brazyliafot. Vitaly Titov & Maria Sidelnikova / shutterstock.com

Dla figlarnych to idealne miejsce do harców. Szerokie łoże, telewizor i pokaźna kolekcja filmów porno. Do tego spory asortyment zabawek wszelkiej maści, jacuzzi, nastrojowe światło itd. Wjeżdżasz do garażu i dopiero wychodzisz z samochodu. Pełna anonimowość. Gdy opowiadam o tym poznanym na ulicy Brazylijczykom, zaczyna się. Najpierw śmiech, a po chwili oferta mieszkania, natychmiastowej przeprowadzki, jedzenia, alkoholu, zwiedzania miasta. Tacy są rzeczywiście - otwarci do granic możliwości. Pomocni do bólu. Z portfela wyciągnęliby ostatniego reala... 900 zabójstw rocznie? Nie wierzę. Ja pamiętam piękne Teatro Amazonas, gdzie śpiewali wszyscy wielcy, z Lucianem Pavarottim na czele, cudownie smaczną pirarucu i bandę roześmianych ludzi kochających życie... No i tę Amazonkę.

4 Dzieci grające na ulicy w Rio de Janeiro, fot. Mario Tama/Getty Images Dzieci grające na ulicy w Rio de Janeiro, fot. Mario Tama/Getty Images fot. Mario Tama/Getty Images

...I korki w Săo Paulo

W Manaus mówią, by w samochodach nie opuszczać szyb. Większość jest przyciemnianych. Po pierwsze - bardzo gorąco. Po drugie, straszą moto boys. Săo Paulo jest zaś miastem korków. Tu też są złodzieje na motocyklach - i potrafią korki wykorzystać.

Do Săo Paulo, które pracuje, gdy Rio baluje (takie brazylijskie powiedzenie), trafiam w fatalnym momencie. Tuż przed startem mundialu i podczas strajku metra. Wita mnie godzinna kolejka do taksówki, potem czekają mnie cztery godziny jazdy z lotniska do centrum. 27 kilometrów w ślimaczym tempie. W tym czasie między wężami samochodów przemykają setki skuterów, motocykli i innych jednośladów.

Sao Paulofot. Nagasima / shutterstock.com

Każdy z nich to potencjalny moto boy. Zagląda do środka, łapie torebkę, telefon lub cokolwiek wartościowego i przemyka między autami. Szybka akcja, czasem okraszona przystawieniem pistoletu do głowy. Napaść z bronią czy bez, zostajesz w totalnej dupie. Zawsze można wyjść z zablokowanego pojazdu i podjąć się pieszego pościgu. Z góry skazanego na niepowodzenie. Dlatego nikt nie ryzykuje. Na zakorkowanych autostradach zamykasz się na cztery spusty. Gorzej, gdy - jak dwa tygodnie przed mundialem - moto boys planują bardziej zorganizowaną akcję. Np. wywołują korek, spuszczając głazy na ulicę. Wtedy nie pomogą czarne szyby. Tracisz wszystko. Takie historie znam tylko z opowieści. Podczas mundialu było naprawdę bezpiecznie. Wkurzało jedynie stanie bez końca. O godz. 12, 14, 16, 21...

5 Brazylia Brazylia fot. LEO CORREA

Mineirazo znaczy "wstyd"

Gdyby nie TEN mecz, Belo Horizonte zapamiętałbym jako miasto pełne metalowców. Na początku dziwię się, skąd tam tyle ubranych na czarno długowłosych dzieciaków. Dopiero potem odkryję, że w Belo powstała słynna Sepultura. Tak czy siak nuda, brud, pełno miłośników taniej cachaçy, którą ponoć wymyślono właśnie w stolicy stanu Minas Gerais. Optykę zmienia TEN mecz.

Brazylia gra w półfinale z Niemcami. Od początku turnieju przeciętny zespół Canarinhos był wyniesiony na piedestał, namaszczony do zwycięstwa w finale. Nikt nie przypuszcza, że zamiast awansu w glorii i chwale będzie blamaż. Kompromitacja, upadek, deklasacja. Zapisanie najczarniejszej karty w historii brazylijskiego futbolu. Czarniejszej niż Maracanazo, czyli porażka 1:2 z Urugwajem w 1950 r., która zabrała Brazylijczykom pierwszy puchar świata. "To było jak spuszczenie bomby atomowej. Każdy kraj ma swoją Hiroszimę. My mamy Maracanazo" - pisał wtedy dziennikarz i dramaturg Nelson Rodriguez.

Belo Horizonte, fot. Ronaldo Almeida / shutterstock.comBelo Horizonte, fot. Ronaldo Almeida / shutterstock.com

Po 64 latach mundial znów zawitał do Brazylii. I Niemcy na moich oczach rozbijają gospodarzy 7:1. Kiedy Die Manschaft Löwa pakuje kolejne gole, kibice na trybunach stadionu Mineirao załamują ręce i płaczą. Część już po pierwszej połowie opuszcza trybuny. Nie ma czego zbierać. Niemiecki walec rozjeżdża ekipę Seleçăo. Po raz drugi pryskają marzenia o mistrzostwie na własnym terenie. Zamiast triumfu jest wstyd - mineirazo. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek jechał z tak załamanym taksówkarzem. Ubrany w koszulkę Neymara słucha lamentów spikera radiowego. Bije głową o kierownicę. A ja po cichu się cieszę, że byłem na jednym z "najbardziej historycznych" meczów w historii mistrzostw świata!

6 Diego Maradona, fot. meunierd / shutterstock.com Diego Maradona, fot. meunierd / shutterstock.com Diego Maradona, fot. meunierd / shutterstock.com

Maradony się nie dotyka

Mundial rodzi gwiazdy na boisku, ale i daje zarobić tym sprzed lat. W roli ekspertów smażą się w świetle telewizyjnych lamp. Legendy futbolu są na stadionach, plażach, w restauracjach. Diego Maradonę spotkam w International Broadcast Center - centrum dowodzenia mundialowymi transmisjami w ekskluzywnej dzielnicy Rio. Boski Diego codziennie zjawia się tam w studiu "argentyńskiego TVP" - w programie prowadzonym przez legendarnego komentatora Victora Hugo Moralesa. Tego samego, który na mistrzostwach świata w 1986 r. nazwał Maradonę "pięknym latawcem", gdy ten jak tyczki mijał obrońców reprezentacji Anglii.

A więc idzie Maradona ze swoją świtą. Ledwo, ledwo, bo nogi ma w fatalnym stanie. Pogadać? Bez szans. - Zdjęcie? - pytają chętni. W tym ja. Być może to ostatnia szansa, by zobaczyć go na żywo. I żywego. - Byle szybko. Spieszę się - rzuca ze skrzywioną miną. Diego objąć nie wolno. Ochroniarze od razu biją po dłoniach. W końcu Boskiego się nie dotyka. Sekunda zawahania, gdy robisz zdjęcie? Krzyczy i ucieka z kadru. Coś o tym wiem...

Jest przeciwieństwem Roberto Carlosa, który cierpliwie pozuje z uśmiechem na twarzy. Pomyślałem, że ten Maradona to naprawdę nieprzyjemny typ. Uciekł w popłochu, kuśtykając. Po chwili zrobiło mi się go żal. Na szklanym ekranie ekspertem jest nijakim. Słabo kontaktuje. Lata ćpania. A że nie staje jak małpa do zdjęć? To wciąż Bóg. Dosłownie, w końcu w Argentynie ma swój kościół i wyznawców. Też bym uciekał.

7 Plaża w Rio de Janeiro, fot. lazyllama / shutterstock.com Plaża w Rio de Janeiro, fot. lazyllama / shutterstock.com Plaża w Rio de Janeiro, fot. lazyllama / shutterstock.com

Mity to kity

Andy wspomniał Salwador. Był tam, kiedy przez dwa dni strajkowała policja. Znajomi kazali mu zostać w domu. Śmiał się z ich przezorności. Odpalił telewizor. 130 zabójstw. W Manaus jest ich 900 rocznie. Szokujące liczby trzeba odczarować. To wojny gangów zbierają żniwo. Rzadko giną przypadkowe osoby. Brazylia przerażająca? Chicago - 535 morderstw rocznie. W Święto Niepodległości dokonano 9 zabójstw, a kilkadziesiąt osób postrzelono!

Brazylia to kraj obrośnięty mitami. Ja chciałbym tam wrócić. Zobaczyć. jaka jest w rzeczywistości - po ściągnięciu tymczasowego klosza nałożonego przez FIF-ę i rząd. To było fantastyczne półtora miesiąca. Zabrakło tu miejsca dla wielu historii i wielu ludzi. Obrigado, amigos!

Brazylia, Wjazd na Pao de Acucar / shutterstockBrazylia, Wjazd na Pao de Acucar / shutterstock

8 Brazylia, Rio De Janeiro Brazylia, Rio De Janeiro fot. Anna Gibiskys / shutterstock.com

Federacyjna Republika Brazylii

Zaludnienie: 200 mln osób

Powietrzchnia: 8,5 mln km2

JAK DOLECIEĆ:

Lecisz z przesiadką TAP-em, Al Italią, BA, ew. Lufą, najłatwiej do Rio albo Săo. Przy dobrych wiatrach to koszt 3,5 tys. zł. Ale spryciarze obserwujący fora wiedzą, że da się to zrobić nawet za pół ceny!

GDZIE NOCOWAĆ:

Ograniczmy się do Rio. Zatrzymasz się zapewne w przyplażowym rejonie Zona Sul. Hoteli setki, ale pobyt w okresie karnawału rezerwuj z duuużym wyprzedzeniem! Standardy i dla studentów (100 zł za dwójkę), i milionerów.

CO ZOBACZYĆ:

Rio: Chrystus Odkupiciel Miejsce oklepane, lecz to absolutny "must see". Dopiero ze szczytu Corcovado widać, jak fantastycznie położone jest Miasto Boga. Na lewo Maracana, na wprost Copacabana, po prawej Botafogo, Zatoka Guanabara, Flamengo, Urca i Góra Cukru. Cudowne miejsca, które koniecznie warto odwiedzić. Najlepiej pieszo, Manaus: Amazonka

Pośrodku tropikalnej dżungli wszystko kręci się wokół Amazonki. Jeśli już tu dotarłeś, musisz wybrać się na wycieczkę po tej cudownej rzece. Można wypłynąć na 4 godz. albo cztery dni. Najdziksza natura na wyciągnięcie ręki.

Manaus: Teatro Amazonas

Wspaniała opera wybudowana w XIX w., otoczona uroczym rynkiem z małymi barami, sprawi, że przez moment poczujesz się jak w Europie.

CO ZJEŚĆ:

Brazylijska kuchnia to wpływy kilku innych: portugalskiej, afrykańskiej i indiańskiej. Absolutnie podstawową potrawą, elementem każdego obiadu, jest feijoada, czyli gulasz z fasoli - najczęściej z dodatkiem mięsa.

Brazylijczycy to naród mięsożerny. Robią kapitalne churrasco. Najlepsza jest smażona lub grillowana wołowina. Ze znalezieniem dobrej churrascarii nie będzie problemu. Ja zapamiętam tę w dzielnicy Grajaú w Rio. Płacisz 100 reali (ok. 130 zł), ale za bufet bez ograniczeń. W karcie 30 rodzajów mięs, krewetki i inne przystawki.

W Manaus: ryby, jakich nie znajdziesz gdzie indziej. Oczarowała mnie gigantyczna piraruku. Mięso białe, delikatne. Podobne do kurczaka, ale smakuje znacznie lepiej. Zazwyczaj mocno posolone. Serwowane z brązowym ryżem i rodzynkami. Oraz z kaszą z manioku - jak wszystko w Manaus!

CO PIĆ (ZDROWEGO):

Woda kokosowa. Hit wyjazdu. Idealna na upalne popołudnia. Dostępna na każdym rogu, serwowana prosto z ociosanego kokosa. Koniecznie zimna. Kosztuje jakieś 5 reali.

Sok z jagód açai. Manauaras wierzą, że to najzdrowszy napój na świecie - owoc nazywają jagodą życia. W Brazylii panuje kult ciała. Ćwiczący na siłowni piją ten sok na wzmocnienie i przyrost mięśni, bo ma ogromne ilości białka. Smakuje podobnie do naszych jagód. Też zostawia ślady na języku.

Komentarze (21)
Brazylia kontrastów: Copa das Copas
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    jacutin

    Oceniono 103 razy 97

    Panie redaktor: Al Italia to nie jest jeszcze muzułmańska linia lotnicza. Dlatego nazywa się Alitalia

  • avatar

    virginsteele

    Oceniono 43 razy 29

    Dla turystow raj, ale zyje sie tam ciezko. Takiego syfu jak w Rio de Janeiro nie widzialem nigdzie indziej.

  • avatar

    franek-janek

    Oceniono 18 razy 16

    Panie Wlodarczyk, Brazylia wbrew powszechnemu mniemaniu, glownie dzieki bardzo reklamowanego/pokazywanego w swiatowych mediach karnawalu w Rio czy tez innych miastach Brazylii jest na codzien tradycyjna porownujac chocby do poludnia Europy, Francji, Hiszpanii, Grecji itd. Na Copacabana, Iquazu czy na plazach Bahia, Santa Catarina Island wymieniajac tylko te bardziej znane nie uswiadczysz ladies w toples, a ze na codzien widac wiecej ciala to nie tylko przywilej Brazylijek a tez wiekszosci kobiet w goracych krajach.

  • avatar

    tysonc

    Oceniono 14 razy 12

    A co, za przeproszeniem, ma Diego M. wspolnego z Brazylia?

  • avatar

    kornel-1

    Oceniono 10 razy 8

    Mnie powala artykuł podpisem pod zdjęciem przestawiającym boisko sportowe z fawelą w tle: "Jeden z zaułków Rio de Janeiro, fot. Laurence Griffiths/Getty Images"

    Panie Włodarczyk! Zaułek to niedługa, wąska uliczka, umieszczona zwykle między budynkami, niemająca wylotu.

  • avatar

    onduma

    Oceniono 1 raz 1

    Ten facet to jakis panikarz. Bylem w Brazylii wiele razy. Czyzbym byl lekkomyslny, ze nic najmniejszego mi sie nie stalo w czasie razem okolo roku spedzonego tam. A na marginesie w szkolach samby mieszczacych sie w szemranych dzielnicach nie widzialem zadnej bojki ani nawet porzadnej klotni. Gdybym tak odwiedzil kilkanascie razy dyskoteki w Polsce tp pewnie i na morderstwo trafilbym

  • avatar

    blue911

    Oceniono 30 razy 0

    Zylem w Brazylii I ten facet naprawde wie co pisze,jak rowniez poprawnie wymienia wszystkie nazwy. Brawo! Zazdroszcze pobytu. Nie bylem tam juz kilka dekad.

  • Oceniono 21 razy -3

    Bardzo artykuł. Wcale nie interesuje mnie piłka, ale tym razem tak. Niewiele w tym rzetelnych informacji, ale cenię za zapał i choć cząstkową wiedzę jednak przekazaną w sposób pociągający do lektury.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX