Podróże: kamperem przez Włochy i Francję

Kamperem jeździ się fajnie. Ale taka rada. Nawet jeżeli tankujesz do kampera czystą wodę, to jej nie pij, nawet przegotowanej. Kawę i herbatę rób na wodzie sklepowej. Inaczej grozi ci bliskie zapoznanie się z francuskimi ubikacjami, które są nieco ekscentryczne. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem klozet w opcji narciarz, ale mam wrażenie, że było to w ZSRR w roku 1986.
Wenecja Wenecja Fot. Shutterstock

Warszawa - Wenecja - Werona - Nicea - Cannes - St. Tropez - Arles - Carcassonne - Warszawa

Najdziwniejsza podróż w moim dotychczasowym życiu zaczęła się od nocnej rozmowy. Gadaliśmy o starych Polakach i karabinach, a kumpel zaczął nam opowiadać o trasie promocyjnej, którą zrobił kamperem. Te pojazdy do tej pory kojarzyły mi się z wypasionymi przyczepami kempingowymi z Niewiadowa, na które w czasach podnamiotowych biwaków patrzyliśmy z lekką zazdrością, bo nie groziło im zalanie czy zdmuchnięcie. Oraz, oczywiście, dzięki literaturze Stephena Kinga, z bandą psychopatycznych starców w swoich winnebago. Czego tu nie lubić?

KamperKamper, fot. Shutterstock

Trasę założyliśmy bardzo optymistyczną: Warszawa - Wenecja - Werona - Nicea - Cannes - St. Tropez - Arles - Carcassonne - Warszawa, co w obie strony dało grubo ponad 4000 kilometrów. Pierwszy etap z Warszawy do Wenecji pokonaliśmy dwoma skokami, z noclegiem na stacji benzynowej przy granicy czesko-austriackiej. Pod Wenecją mieliśmy zarekomendowany kemping Rialto, dobrze skomunikowany z miastem.

Zdjęcie Pentax XG-1
Pentax XG-1
  • Liczba pikseli: 16 Mpx
  • Zoom optyczny: 52 x
  • Stabilizator obrazu
  • Karty pamięci: SD, SDHC, SDXC
w okazje.info
Plac św. Marka Wenecja Plac św. Marka Wenecja Shutterstock

Wenecja: miasto na bagnach

Wenecja jaka jest każdy widzi. Miasto, które ojcowie założyciele postanowili zbudować na palach, z każdym kolejnym rokiem przegrywa nierówną walkę z wodą. Pomimo gigantycznych kwot inwestowanych w ratowanie perły Włoch, widać wyraźnie, że bogowie rozkładu są bezwzględni i nielitościwi.

Zabawny zbieg okoliczności spowodował, że na miejscu zameldowałem się z przeciągiem w portfelu, dlatego musiałem zrezygnować z płatnych form rozrywki i byłem w stanie ledwo nakarmić ciało, na ducha już nie wystarczyło. Bo Wenecja jest droga. Jest tak droga, że ludzie wyprowadzają się z niej, gdyż żyć tam trudno. Pewnie z powodu tej drożyzny ulice przemierzają sympatyczni, młodzi dżentelmeni obwieszeni torebkami Louisa Vuittona w okazyjnych cenach. Ceny są tak bardzo okazyjne, że sprzedawcy płaczą, jak sprzedają. I robią to na każdym rogu ulicy, przez co miasto spływa łzami.

Cafe Quadri Plac św. Marka WenecjaWenecja, fot. Flickr.com

Ponieważ hajs się nie zgadzał, pozostało mi snucie się po wąskich uliczkach i oglądanie części ogólnodostępnych. Pewnie dzięki temu dostrzegłem rzeczy, które turyści pędzący na plac Świętego Marka przegapiają. A to ciekawe graffiti, którego treści nie mogę tu przytoczyć, a to dumny hotel Pantalon. Spróbuj, może i tobie uda się wypatrzeć drewniany pal na kanale z wymalowanym na nim wąsatym dżentelmenem przypominającym kota.

Obowiązkowym punktem każdego turysty jest wizyta w bazylice św. Marka. W teorii nie można do bazyliki wnosić aparatów i robić zdjęć, ale nikt się tym zakazem nie przejmuje i wszyscy strzelają z migawki, jakby bazylikę mieli pojutrze rozbierać. Pod Pałacem Dożów, gdzie znaleźliśmy chyba jedyne w tym mieście ławki, zauważyliśmy kolejkę ludzi, którzy podchodzili i przytulali się do jednej z kolumn. Nie wiem, co to za zwyczaj, bo żadnej tabliczki na kolumnie nie było, a ja wcześniej też nie doczytałem, o co chodzi, lecz na wszelki wypadek uścisnąłem marmur. Nie ma sensu kusić losu.

Ponieważ przeszliśmy całe miasto wzdłuż, nikt nie miał siły na powrót na piechotę. Skorzystaliśmy zatem z tramwaju wodnego. Jako fan komunikacji miejskiej, cieszyłem się jak dziecko, gdy tłum wepchnął mnie do kabiny kapitana i obejrzałem od środka szoferkę.

Titan Walizka duża Royal
  • Typ: Miękka
  • Kolor: Fioletowa
  • Kółka
w okazje.info
Werona wycieczki na walentynki / fot. shutterstock Werona wycieczki na walentynki / fot. shutterstock Werona wycieczki na walentynki / fot. shutterstock

Werona: miasto zakochanych

Do Werony był krótki odcinek, dlatego zebraliśmy się tak ambitnie, że na miejsce dojechaliśmy dwie godziny później, niż planowaliśmy. Kemping wyszukałem bardzo wyszukany, a przy okazji najdroższy na naszej całej trasie. Ale warto było, bo jest położony na wzgórzu górującym nad miastem, tuż przy Castel San Pietro, aktualnie w remoncie. Przyjechaliśmy późno, czasu na zwiedzanie nie było zbyt wiele, kasa się dalej nie zgadzała, ale większości sugerowanych w przewodniku miejsc nie odwiedziłem, bo były po prostu pozamykane, a nie, że wąż w kieszeni. Schodząc do miasta po tysiącu schodów, nie od razu skojarzyłem, że będę musiał po nich wrócić, to trafiło mnie później.

Skoncentrowaliśmy się na Starym Mieście i ponownie przyjęliśmy tryb bezkasowych turystów snujących się powoli. Ekipa dość szybko zgłodniała i tym samym zaprzepaściliśmy definitywnie nasze szanse na odwiedzenie jakiegokolwiek wnętrza. Z tego miejsca zachęcam wszystkich do brania w restauracji wina z nalewaka. Słyszałem o tym wynalazku i spodziewałem się podłego cienkusza, za karę dostałem całkiem smakowity napój. Dobre wino, obłędna pizza, idealna obsługa i malownicze otoczenie złożyły się na jeden z najprzyjemniejszych momentów całej podróży.

WeronaWerona, fot. shutterstock

Potem posnuliśmy sie po mieście, aż do wieczora. Trzeba było wracać. Pokonaliśmy kolejny most, zobaczyłem światła zamku i stwierdziłem, że ten kawałek to ja może i przejdę, ale na finiszu oczekują mnie Schody. Co na nich przeżyłem, opowiadać nie będę, ale do dzisiaj mam niejasne uczucie, że były w tych Schodach intencja i zamiar ewentualny, żeby mnie wykończyć. Nie dały rady i po powrocie na kemping przesiedzieliśmy z winem kilka godzin na tarasie widokowym, rozmawiając o rzeczach i sycąc oczy nocną panoramą Werony. I powiem wam, to było naprawdę coś. Coś warte każdego euro, które zapłaciliśmy za to miejsce.

Zdjęcie Kingston SD 16GB class 10
Kingston SD 16GB class 10
  • Typ: Secure Digital HC
  • Pojemność: 16 GB
w okazje.info
Francja miasta - Nicea / Shutterstock Francja miasta - Nicea / Shutterstock Shutterstock

Ekscentryczne Lazurowe Wybrzeże...

Plan był prosty: startujemy z Werony i tniemy na jakiś kemping między Cannes a Niceą. Tylko nikt nam nie powiedział, a sami też nie sprawdziliśmy, że trasa wzdłuż wybrzeża, jakkolwiek zabójczo malownicza, jest również zabójczo powolna i męcząca.

Po pierwsze wąsko, więc czujność na dwieście procent. Po drugie kręto, więc praca na kierownicy i pedałach jest tytaniczna. Po trzecie okazało się, że Francja to kraj miliona rond i dwóch milionów "śpiących policjantów". Wszystko to daje średnią prędkość na poziomie 40 km/h. Oraz, i to było najgorsze, nie ma się na trasie za bardzo gdzie zatrzymać. Z lewej przepaść i wody lazur, z prawej skał pionowe ściany, pośrodku my na wąskiej drodze, a jak już się trafi jakaś zatoczka, to jest zazwyczaj tak żałośnie płytka, że kamperem tam się wjechać nie da.

Francja miasta - Nicea / ShutterstockNicea, fot. Shutterstock

Po dotarciu do Cannes zasięgnęliśmy języka na temat pobliskich kempingów i zaczęły się ich rozpaczliwe poszukiwania, a przypominam, że późne popołudnie już puka do drzwi. Brak miejsc, brak miejsc, brak miejsc. Kawałek dalej mieli wolne miejsca, ale tam z kolei usłyszeliśmy tekst, który w określonej sytuacji jest dużym pochlebstwem, ale to nie była ta sytuacja. "You?re too big" i trzeba było ruszać dalej. Nie powiem wam, cośmy jeszcze tego dnia przeżyli, ale w końcu dojechaliśmy. Do Grasse. Zalecam rzut oka na mapę okolic. Zrozumiesz, dlaczego zaplanowanie sobie przynajmniej trzech kempingów w interesującym cię miejscu to absolutne minimum.

Pobudka była straszna. W Wenecji jeden z członków załogi trochę się rozchorował, jakiś rozstrój żołądka. W Grasse rozłożyły się kolejne trzy osoby, i to tak, że większą część dnia przeleżeliśmy w kamperze w lekkim półstuporze. Z tej strony rada. Nawet jeżeli tankuje się do kampera czystą wodę, to chyba nie należy jej pić, nawet przegotowanej. A kawę i herbatę robić na najtańszej wodzie sklepowej za pół euro. Bo w przeciwnym wypadku grozi bliskie zapoznanie się z francuskimi ubikacjami, które są nieco ekscentryczne. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem klozet w opcji narciarz, ale mam wrażenie, że było to w ZSRR w roku 1986.

Wracając do naszych przejść, na szczęście mieliśmy w ekipie ludzi lubiących sobie przed snem chrupnąć jakieś lekarstwo, więc reklamówka pełna specyfików na każdą możliwą okazję przydała się bardzo. I już następnego dnia mogliśmy, lekko tylko wycieńczeni i jałowi, odwiedzić Cannes.

Zdjęcie SONY HDR CX220
SONY HDR CX220
  • Liczba pikseli: 2,23 Mpx
  • Zapis HD
  • Zoom optyczny: 27 x
  • Stabilizator obrazu
w okazje.info
Francja wycieczki, Prowansja, Cannes, Lazurowe Wybrzeże Francja wycieczki, Prowansja, Cannes, Lazurowe Wybrzeże Cannes, fot. Shutterstock

Cannes: miasto złamanych serc

Cannes to miasto mało turystyczne w tym sensie, że atrakcji historycznych jest tam jak na lekarstwo. W pewnym momencie zachwycałem się budynkiem, który po bliższych oględzinach okazał się hotelem. Trochę wstyd, że człowiek taki niewyrobiony kulturalnie. Główny bulwar nadmorski taki sobie, ten oglądany przez okna kampera w Nicei był dużo ładniejszy. Głównym punktem programu miała być wizyta w kinie festiwalowym, bo z tą właśnie myślą wrzuciliśmy Cannes do marszruty. Podchodzimy.

"To jest to? W telewizji ładniej wyglądało". Zwykły betonowy bunkier bez bajerów. Przyznam się szczerze, że sam nie wiem, czego się właściwie spodziewałem. Aniołków fruwających? Widok tego kinoteatru tak nam zmiażdżył serca, że w ramach protestu postanowiłem nie robić sobie zdjęcia na schodach.

Lekko zdegustowani, udaliśmy się na przystań promową i za 13 euro popłynęliśmy na pobliską wyspę Sainte-Marguerite, gdzie co prawda można było zwiedzić twierdzę Fort Royal, gdzie był więziony Człowiek w Żelaznej Masce, ale woleliśmy poleżeć na plaży, i może nawet kiedyś zrozumiem, dlaczego była wysypana trocinami.

Cannesfot. Joseph Plotz / Wikimedia Commons

Okazało się, że Cannes widziane z wyspy było dużo ładniejsze niż widziane od wewnątrz. Na wyspie spędzaliśmy czas tak miło, że po powrocie okazało się, że do Nicei już nie zdążymy. Na otarcie łez na moim koncie pojawiły się w końcu pieniądze. Po zakupach ruszyliśmy w stronę Saint Tropez, miasta najsłynniejszego żandarma w historii kina.

Plecak turystyczny 40 litrów (82977a)
w okazje.info
Saint Tropez, fot. Ryodo477 / Wikimedia Commons Saint Tropez, fot. Ryodo477 / Wikimedia Commons Saint Tropez, fot. Ryodo477 / Wikimedia Commons

Saint Tropez: miasto policyjne

Tam z pierwszego kempingu nas odesłali, a na drugi przyjęli na ostatnie wolne miejsce. I to wtedy doszedłem do wniosku, że gdy wybiorę się po raz kolejny kamperem w Europę, porobię rezerwacje z kwartalnym wyprzedzeniem i raczej nie zdecyduję się na na Lazurowe Wybrzeże. Oraz przy ustawianiu nawigacji w samochodzie będę pamiętał, że Francuzi mają ekscentryczny sposób podawania adresów (wylądowaliśmy dobre 10 kilometrów od miejsca przeznaczenia).

Saint Tropez jest małe, zwarte i śliczne, mają wąskie uliczki i stare kamieniczki, na widok których miałem rozkoszne dreszcze, takie ładne są. Marina na pełnym bogactwie, cumują w niej łodzie motorowe z laminatu, grafenu, kryształków Swarovskiego i węglików spiekanych, na pokładach odbywają się eleganckie poranki przy szampanie, i jest bardzo światowo i ekskluzywnie, gdyż St-Trop (miejscowi tak na nie ponoć mówią) było przez wiele lat ulubionym kurortem milionerów.

Wzdłuż mariny alejka handlowo-restauracyjna i kantor, w którym jedna z załogantek wymieniła polskie złote po oszałamiającym kursie 4,95 ziko za jedno euro. Żyć nie umierać!

Saint Tropez, fot. Leon Petrosyan / Wikimedia CommonsSaint Tropez, fot. Leon Petrosyan / Wikimedia Commons

Samo miasteczko można przejść wzdłuż i wszerz w godzinę, nas interesował jego najważniejszy zabytek, czyli stary posterunek żandarmerii, gdzie kręcono cykl z Louisem de Funčsem. I nie wiem, o co chodzi, ale odniosłem wrażenie, że mieszkańcy nie mają świadomości, że ich miasto jest kojarzone z tymi filmami. Ewentualnie wiedzą, ale ich to nie obchodzi, bo miłośnicy "Żandarmów" nie stanowią aż tak licznej grupy turystycznej, żeby im cokolwiek ułatwiać. Stary posterunek niszczeje i nie rozumiem, dlaczego to właśnie w nim nie zrobili muzeum Louisa de Funčsa. Aczkolwiek czytałem, że plany są. Zobaczymy.

St. Tropez, nawet jak na warunki Lazurowego Wybrzeża, jest bardzo drogie. Dlatego zaraz po przyjeździe do miasta postanowiliśmy zjeść śniadanie na trawie. Nie ma trawy. Na ławce. Na ławki dożywotni abonament wykupili najstarsi mieszkańcy. Na krawężniku. Za niski. No to na placu zabaw przy rynku. Wzięliśmy przygarść małych kiełbasek, oliwki, plaster sera żółtego, bagietkę i oddaliśmy się orgii smaków na podniebieniu. Na ich diecie mógłbym być do końca życia, szkoda że mnie nie do końca stać. Bo za trochę grubszy plaster sera musiałem zapłacić tyle, że tę kasę mógłbym wpłacić pierwszą ratę na samochód. Do dziś na samą myśl o ewentualnej wysokości tego rachunku mam zimne dreszcze.

Pod St-Trop postaliśmy dwa dni, bo nie samym zwiedzaniem człowiek żyje i trzeba też wygrzać się na plaży i wymoczyć w tym lazurze. Woda jest tak zasolona, że wystarczy się na niej położyć wygodnie i o nic więcej nie trzeba się martwić. Jest to perfekcyjna metoda relaksu.

Zdjęcie TOMTOM VIA 130 Europa
TOMTOM VIA 130 Europa
  • Przekątna ekranu: 4,3 cala
  • Pamięć: 4096 MB
  • Czytnik kart pamięci
  • Bluetooth
4 opinie w okazje.info
Starożytny rzymski amfiteatr Arles, fot. Vincent / Wikimedia Commons Starożytny rzymski amfiteatr Arles, fot. Vincent / Wikimedia Commons Starożytny rzymski amfiteatr Arles, fot. Vincent / Wikimedia Commons

Miasto szaleńca

Wczesnym wieczorem dotarliśmy do miasta, w którym przez 15 miesięcy mieszkał jeden z największych malarzy świata. W lutym 1889 r. szacowni mieszkańcy napisali petycję i malarz wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Niecałe trzy miesiące później van Gogh wyjechał z Arles, rok później nie żył. Teraz potomkowie tych mieszczan chyba trochę tego żałują. Mogli kupować od niego obrazy za 50 franków sztuka. To byłaby okazja, nie?

W Arles przeszliśmy ze stawek high season na regular. Kempingi bardzo potaniały i zatrzymanie się niemalże w centrum miasta nie rujnowało nam budżetu. Pobraliśmy przewodniki w centrum informacji turystycznej i ruszyliśmy w trasę. Tutaj uwaga, we Francji chyba każde miasto ma takie centrum i przed zwiedzaniem warto tam pójść. Po pierwsze, to często jedyne w danej miejscowości miejsce, gdzie porozumiesz się po angielsku.

Bo Francuzi cały czas uważają, że to turyści mają się nauczyć ich języka, a nie oni angielskiego. W punkcie informacji można dostać plan turystycznej części miasta z zaznaczonymi interesującymi miejscami, zasięgnąć informacji na temat atrakcji, komunikacji czy dopytać, gdzie jest poczta, bo przecież kartki same się nie wyślą. Wszystko, co jest potrzebne turyście zagubionemu w kraju, w którym wszyscy mówią niewyraźnie.

Mógłbym wyliczać, gdzie byliśmy i co widzieliśmy, ale nie ma to sensu, bo w turystycznej części miasta warto zobaczyć wszystko. Odhaczanie kolejnych punktów programu można zoptymalizować finansowo: udajemy się do katedry św. Trochima (albo innego zabytku) i w okienku za 9 euro kupujemy ważny przez miesiąc karnet, który upoważnia nas do obejrzenia czterech monumentów i jednego muzeum. Można też zaszaleć i za 13,50 kupić karnet na wszystkie miejscowe monumenty i muzea, ważny przez rok.

Po Arles nastąpiły kolejne dni byczenia się na plaży, które obfitowały w tak doniosłe i fascynujące wydarzenia, jak "o, jaką dużą muszelkę znalazłem" albo "kurde, znowu mi fala zalała usta i nos, a woda taka słona, że aż gorzka".

CARCASSONNECARCASSONNE jest oddalone o 223 km od Arles, trzeba się kierować w strone Tuluzy. Tamtejszy zamek jest behemotyczny, mury tytaniczne, alejki handlowe oferują zestaw obowiązkowych pamiątek i przysmaków, w ogrodach pod murami można przysiąść i odpocząć. Natomiast absolutnie najlepsza była bazylika Saint Nazaire, bo w jej wnętrzu wszystko zachwyca. Fot. Steve Allen / shutterstock.com

Zdjęcie Holux GR-260
Holux GR-260
1 opinia w okazje.info
Kamper od środka Kamper od środka Wnętrze kampera/fot. Shutterstock

Podróż kamperem

Wyjazd siedemnastodniowy, dwa dni na dojazd, 13 dni zwiedzania i odpoczynku, kolejne dwa na powrót.

Wynajem kampera

Sezony - wysoki (wakacje), średni (ciepłe miesiące pozawakacyjne) i niski (X-III).
Kampery z reguły są 6-7-osobowe, więc to optymalna grupa.
Koszt: 5300 zł/10 dni (sezon wysoki), 3000 zł/tydzień (sezon średni).
Na osobę: 1185 zł na osobę plus kaucja zwrotna (600 zł na osobę).

Paliwo

Przejechaliśmy 4200 km.
Zapłaciliśmy po 500 zł/osobę.

Autostrady

Ceny zależą od trasy.Nam wyszło po 300 zł od osoby.

Kampingi

Włochy: sezon wysoki 80-100 euro za dzień, sezon średni 60-70 euro.
Francja: sezon wysoki 70-90 euro, średni 40-60 euro.
Trzeba doliczyć prąd i tankowanie wody.Prysznic, łazienka, zrzut wody i opróżnianie ubikacji chemicznej najczęściej w cenie.
Koszt na osobę: 700 zł.

Jedzenie

Do kampera - 300 zł od osoby, posiłki w trasie, na kempingach daleko od miast.
W miejscach turystycznych trzeba liczyć się z wydatkiem 15-20 euro plus napoje za posiłek. W kurortach i barach na plaży od 20 wzwyż plus napoje.

Zabytki, muzea

Od 2 do 15 euro, razem koszt nie powinien przekroczyć 100 euro.

Reportaże i wspomnienia z podróży, które warto przeczytać? Sprawdź te tytuły >>

Shugon Torba podrózna Barcelona
w okazje.info
Więcej o:
Komentarze (23)
Podróże: kamperem przez Włochy i Francję
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • fajnylajkonik

    Oceniono 52 razy 34

    Panie Radosławie Teklak
    Piszesz Pan ten reportaż w 1 os czyli rozumiem, że sam pan uczestniczył w tej wyprawie.
    Mnie dziwi tylko jedno, ze nie zamieścił Pan ani jednego własnego zdjęcia. Wszystkie zdjęcia pochodzą z banku/bazy zdjęć. Czyżby nie zrobił Pan ani jednego zdjęcia nadającego się do publikacji? To by na pewno uwiarygodniło te relacje z podróży. A tak to dla mnie jest to po prostu tekst napisany na zlecenie. Trochę poszperał pan w internecie, trochę podpytał znajomych, jakiś telefon do firmy wynajmującej kampery i wierszówka jest :)
    Na tej trasie to pan pewnie był ale przysłowiowym palcem po mapie.
    I to się nazywa dobre dziennikarstwo, za które chcecie żeby wam ludzie placili?

  • menel13

    Oceniono 26 razy 14

    Czyli wychodzi jakieś 5000 od łba za dwa tygodnie w blaszanej puszce w sześć osób.
    Zajefajnie.

  • szczerbaka

    Oceniono 6 razy 6

    Do trasy dodałabym przepiękne Riviera Brenta po drodze z Werony do Wenecji, jest kilkadziesiąt willi i pałaców sprzed 300 lat, część opuszczona, część otwarta do zwiedzania, wyglądają genialnie
    www.zlotaproporcja.pl/2014/10/15/riviera-brenta/

  • radkowiecki

    Oceniono 8 razy 4

    @fajnylajkonik
    Nie mam wpływu na to, jakie zdjęcia wrzucił do tekstu fotoedytor. W wersji papierowej Logo było kilka moich oryginalnych fotek, do internetu poszły widać zdjęcia o jakości lepszej, niżby był to w stanie zrobić mój aparat turystyczny za cztery stówki.

    @menel13
    No, 5 klocków za prawie trzy tygodnie w blaszanej puszce. Nie masz pojęcia jaka to była świetna zabawa. Warta każdej złotówki.

  • sliski_wacek

    Oceniono 5 razy -1

    pachnie mi to sciema, i to gruba. kto to slyszal zeby do takiego artykuliku zakladac dwa profile na facebuku? i po co to, przeciez zero wiarygodnosci. kto i po co za tym stoi? obserwuje czerska i byl tam na parkingu kamper, ale taki stary, ze na pewno nigdzie poza warszawe nie wyjechal. wiec nacykaliscie zdjec i photoshop. tylko czuj w tym interes? odwaracacie uwage od falszerstwa wyborow dajac takie sensacyjki? to ukradziona ksiazka, to jakas obluzgana kobieta, to z kolei oszukany reportarzyk? ludzie sa czujni, ale jak im zadacie duzo spraw to myslicie ze przestana sie interesowac tym co wazne? blad panie Radoslawie, o ile to prawdziwe imie, duzy blad. Kiedys was wszytskich za to rozlicza!
    Czuwaj!

  • perculator

    Oceniono 7 razy -5

    21000 zl za 17 dni dla 7 osob w prymitywie, czyli :7=3000 zl/osobe; tj. okolo $1000 .
    Za tyle to tydzien na Karaibach w luksusowych warunkach, wszystko wlaczone, drinks, jedzenie, przelot samolotem i rozrywki, w mniej luksusowyc to nawet 2 tygodnie. A jest jeszcze Las Vegas!
    Z New York do California lub Toronto to Vancouver to tez okolo 4500 km , ale w jedna strone! Warunki to luksus w porownaniu do tych w Europie, a i ceny o wiele nizsze i w USA i w Kanadzie. O czym Wy piszecie? W 7 osob w ciasnym, starym camper I o drogich cenach!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX