Mój pierwszy raz: skok na spadochronie

Zieleń uspokaja? Bzdura. Na widok zielonej lampki włączają mi się wszystkie obwody ostrzegawcze w mózgu: 'alarm! Alarm! Ratuj się!'. Za późno. Lecę w kierunku ziemi.
1 (Skok) Boso, ale w ostrogach (Skok) Boso, ale w ostrogach fot. Polska Stratosfera - Dariusz

W kilka sekund rozpędzam się do ponad 200 km/h

Nie. Lecę to złe słowo. Pędzę, to właściwe określenie. W kilka sekund rozpędzam się do ponad 200 km/h i nieuchronnie zbliżam się do ziemi gotowej zrobić ze mnie mokrą plamę. Ale najdziwniejsze jest to, że w tym momencie lęk mija, a w nowej, absurdalnej dla mnie sytuacji, zawieszony między niebem a ziemią, czuję jego przeciwieństwo: szaleńczą, wprost dziecinną euforię. To tym dziwniejsze, że przecież właśnie zostałem wyrzucony z samolotu, a do tej pory nie przytrafiło mi się to w żadnych, nawet najbardziej egzotycznych liniach lotniczych.

Sobie polatamy

Drobna rada. Kiedy zadzwoni do ciebie facet, który w każdy weekend kilkanaście razy rzuca się z wysokości 4 kilometrów i zapyta: "To co, jutro polatamy?", zastanów się nad odpowiedzią. Gość najprawdopodobniej nie ma na myśli sobotniej wycieczki cessną wokół Zalewu Zegrzyńskiego. Zastanów się podwójnie, kiedy dzwoniącym będzie Tomek Kozłowski. Na co dzień to wzięty psycholog, który na lotnisku w Chrcynnie przemienia się w "Biskupa", fanatycznego skoczka spadochronowego.

Gdy odebrałem telefon, razem z Tomkiem "Eskimosem" Witkowskim i Arkiem "Majką" Majewskim przygotowywali się do pobicia rekordu w skokach ekstremalnych w ramach projektu "Polska stratosfera" (cel zrealizowali, czytaj s. 33). Z ramienia Polsat News od kilku miesięcy towarzyszyłem ich ekipie w treningach. Robiłem to przygruntowo. Kiedy oni ćwiczyli w komorach niskich ciśnień, tunelach aerodynamicznych czy zamrażarkach, tylko się temu przyglądałem. Z każdym tygodniem dochodziłem jednak do wniosku, że ciężko opowiadać o czymś, czego się nie spróbowało. Najwyraźniej "Biskup" dostrzegł moje rozterki i dlatego chwycił za telefon.

2 (Skok) Boso, ale w ostrogach (Skok) Boso, ale w ostrogach fot. Polska Stratosfera - Dariusz "Banan" Banaszkiewicz, Bartek Syta, Tomasz Kozłowski

Mekka skoczków

Do Chrcynna dotarłem wczesnym popołudniem. Choć lotnisko Aeroklubu Warszawskiego wygląda niepozornie - niewielka wieża, kilka metalowych baraków - jest mekką mazowieckich skoczków. Widać to po tłumie ludzi. Atmosfera jak w bazie samolotów myśliwskich z II wojny światowej, z tym że na pasie zamiast spitfire?ów stoi "długonoga" Cessna. Jest nawet obowiązkowy lotniskowy psiak - "Rambo", jednooki kundelek.

Wszyscy ci ludzie, których zobaczyłem, albo właśnie składają spadochron, albo omawiają wykonaną próbę, albo mówią, co zrobią przy następnym wylocie. Gdy pojawi się taki nowicjusz jak ja - spięty, nieco zalękniony - starzy wyjadacze nie zadzierają jednak nosa. Przeciwnie, skoro już odważyłeś się skoczyć, jesteś dla nich OK. Możesz liczyć na ogromną wyrozumiałość i bardzo, bardzo dużo pozytywnych gestów.

- Dziennie robimy jakieś kilkanaście wylotów, ty polecisz w dziesiątym - mówi Tomek Witkowski. - Będziesz miał okazję wszystkiemu się przyjrzeć. Wytłumaczymy ci, co i jak.

Wchodzimy do jednego z hangarów. Szukamy kombinezonu. "Eskimos" przygląda mi się i kręci głową: - Duży jesteś. Gdzie ja znajdę taki rozmiar? Przesadzał. Skafander się znalazł bez większych problemów.

Gogle i uprząż też. Wciskam się w kombinezon, zakładam uprząż. Będę skakał w tandemie z "Eskimosem", sczepiony z nim solidnymi klamrami. Potencjalny skoczek najpierw musi się przekonać, jak w ogóle zachowa się w powietrzu, i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy skoki są rzeczywiście dla niego. Dlatego pierwszy skok w tandemie to norma. Ale ten mój całkiem normalny nie będzie.

Oprócz Tomka poleci ze mną dwóch pozostałych skoczków "Polskiej stratosfery". Więc mój pierwszy skok w życiu będzie od razu skokiem w formacji i do tego z absolutnymi mistrzami.

3 (Skok) Boso, ale w ostrogach (Skok) Boso, ale w ostrogach fot. Polska Stratosfera - Dariusz "Banan" Banaszkiewicz, Bartek Syta, Tomasz Kozłowski

Kopnij się w tyłek

Mój instruktor spadochron traktuje jak najcenniejszy przedmiot we wszechświecie. - Nie dziw się. Od tego, jak się z nim obchodzisz, zależy twoje życie - mówi "Eskimos".

Oglądam sprzęt. Ot, niewielki, kilkukilogramowy plecak. Mieści się w nim spadochron główny i zapasowy.

- Jeśli coś pójdzie nie tak, masz szanse na to, żeby odrzucić czaszę główną i spróbować z zapasową - wyjaśnia Tomek. - Ale wtedy trzeba się spieszyć, bo każda sekunda to 60 metrów bliżej ziemi. A spadochron potrzebuje minimum 200 metrów do otwarcia.

Dowiaduję się też, że jeśli z jakiegoś powodu skoczek nie jest w stanie otworzyć spadochronu (np. utraci przytomność), komputer wbudowany w niewielki panel odpali go na z góry ustawionej wysokości.

Idziemy na płytę lotniska. Kładę się na ławce tuż przed strefą lądowania, a "Eskimos" tłumaczy, jak mam się zachować w powietrzu: - Kiedy będziemy wyskakiwać, wygnij się w tył. Nogi podwiń, jakbyś chciał się kopnąć w tyłek. Podczas lotu ręce ugięte przed sobą. Patrz na horyzont, bo jeśli lecisz twarzą w dół, pod nosem tworzy się poduszka powietrzna i utrudnia oddychanie.

Ćwiczymy kilkanaście minut. Ja się gimnastykuję, a instruktor opowiada mi o innych weekendowych skoczkach.

- Mieliśmy kilka skoków oświadczynowych. Był i jeden rozwodowy - śmieje się. - Bo wiesz, facet w samolocie wyciągnął kwiaty, a ona zakwiliła "O nie, znowu...", ale nie dała się przekonać.

Instruktaż się kończy, gdy "Eskimos" nagle się ożywia: - Pokaż buty.

Ogląda moje czarne trampki i jest zafrasowany.

- To, że to trampki, to nie problem, ale one mają oderwany rzep. Jak wyskoczymy, wiatr może ci tego buta zdmuchnąć. Musisz je zdjąć - wyrokuje.

Zdejmuję buty i krytycznie patrzę na stopy w skarpetkach. Idiotyczne. Skarpetki lądują na trawie. Wyglądam jak Paul McCartney na okładce "Abbey Road".

Co tam. Skoczę "na hippisa".

4 (Skok) Boso, ale w ostrogach (Skok) Boso, ale w ostrogach fot. Polska Stratosfera - Dariusz

Google maps inaczej

Cessna gotowa do startu. Jesteśmy stłoczeni jak sardynki w puszce. Siedzę przed "Eskimosem", przypięty do niego. Wzrok wbiłem w ścianę, żeby za żadne skarby nie wyglądać przez okienko. To w sumie śmieszne, bo lęk wysokości mam, ale nigdy nie włączał mi się w samolocie. Przeczucie mówi mi jednak, że dziś może być inaczej. Kilku skoczków widzi, że pobladłem, i poklepuje mnie po plecach. Coś mówią, ale zagłusza ich silnik. Cessna zaczyna podskakiwać po pasie, wpada w wibracje. Wreszcie wzbijamy się.

Nie wytrzymuję i wyglądam przez okno.

Sielsko. Lasy, pola, małe domki, nad nami, hen wysoko, pojedyncze chmury. Więc dlaczego oblał mnie zimny pot? Muszę wziąć się w garść. Przypominam sobie, co "Biskup" mówił mi przed startem: - W skakaniu nie ma nic strasznego. Siadasz na progu, patrzysz w dół, a tam Google Maps. Boisz się Google Maps?

Rzeczywiście, im bardziej widok przypomina zdjęcie satelitarne, tym mniejsze robi wrażenie. Powyżej 2 kilometrów patrzę przez okno zupełnie bez stresu. Znikły wszystkie drobiazgi, które dawały poczucie skali - samochody, słupy elektryczne, drzewa. Pozostał tylko horyzont. Bardzo, bardzo odległy horyzont. - Będzie dobrze - mruczę pod nosem.

Na czterech kilometrach pilot prostuje maszynę i daje znak, na który wielka, plastikowa roleta idzie w górę. Z zewnątrz wpada lodowaty wicher. Na tej wysokości powietrze ma jakieś -4 stopnie. Mnie zimno jednak nie jest. Przeciwnie.

5 (Skok) Boso, ale w ostrogach (Skok) Boso, ale w ostrogach fot. Polska Stratosfera - Dariusz "Banan" Banaszkiewicz, Bartek Syta, Tomasz Kozłowski

Geronimo!

Zapala się zielona lampka (na jej widok panikuję). Pierwsi przez drzwi, jeden po drugim, wyskakują soliści. Nasza czwórka czeka na koniec. Wreszcie przesuwamy się wzdłuż ławki i razem z "Eskimosem" wystawiamy nogi, a Biskup", jak pająk, wychodzi przez drzwi, przykleja się do burty i filmuje. Robię jeszcze głupią minę do GoPro i... "Gerooooonimo!".

Samolot leci ponad 200 km/h. Pierwszych kilka sekund to kompletna dezorientacja. Serce wali mi jak młot pneumatyczny. Widok zmienia się jak w kalejdoskopie. Niebo - ziemia - samolot. Niebo - ziemia - samolot. Co jest grane?

Spartoliłem wyjście. Nie ugiąłem nóg, tak jak trzeba, i zaczęliśmy robić salta. Po chwili robi się... super. Bo efekt, choć oszałamiający, nie jest nieprzyjemny. Stabilizujemy lot. Widzę, jak złoty zachód słońca gra na delikatnych chmurkach, oświetla całą równinę pod nami, podpala na czerwono lasy. Widok zatyka dech w piersiach. Zatyka go też pęd powietrza, bo spadamy jakieś 240 km/h. Ale nie czuję już strachu. Oglądam horyzont, zachód, "Google Maps" pod nami. Czysta euforia, nieważkość, wolność. Nagle kątem oka widzę jakiś cień. Odruchowo cofam rękę, a cień odskakuje. Patrzę w lewo - to "Majka" próbuje złapać mnie za rękę. Udaje się. Lecimy w formacji. Niesamowite.

6 (Skok) Boso, ale w ostrogach (Skok) Boso, ale w ostrogach fot. Polska Stratosfera - Dariusz

Sweet focia to sztuka

Przed nami pozycję do robienia zdjęć zajął "Biskup". To trudne zadanie, bo fotograf musi idealnie kontrolować pozycję wszystkich skoczków, a nie tylko swoją. Oczywiście, nie może trzymać lustrzanki w rękach. Razem ze stabilizowaną żyroskopami kamerą jest ona przymocowana do hełmu. Przed lewym okiem "Biskup" ma celownik i diodę, która pokazuje mu, czy sprzęt pracuje. W ustach trzyma gryzak do zwalniania migawki aparatu, bo ręce w powietrzu służą do stabilizacji, nie do wciskania guzików.

Lecimy w idealnym szyku. Stabilnie, równo i piekielnie szybko. Po kilkunastu sekundach dostrzegam szczegóły terenu, te same, które przyprawiły mnie o atak strachu w drodze w górę. Tym razem nie robią na mnie wrażenia. Zero lęku wysokości. Może dlatego, że najgorsze, co według mojego błędnika mogło się wydarzyć, już się wydarzyło? W końcu już wypadłem z samolotu.

Nie mam pojęcia, jak długo spadamy. Wreszcie "Majka" i "Biskup" gwałtownie odskakują w bok. Czas otwierać spadochron, więc lepiej zwiększyć dystans. Słyszę głośny furkot i gwałtowne szarp- nięcie w górę - to "Eskimos" otworzył nasz spadochron. W ułamku sekundy cichnie opętańczy skowyt wiatru.

- Jak było? - pyta z tyłu Tomek.

W odpowiedzi wydaję z siebie opętańczy okrzyk radości.

- Ściągnij lewą linkę, poluzuj prawą, tak mocno, jak potrafisz - instruuje mnie. Robię, co każe, a spadochron zwija się w gwałtownym skręcie. Potem płynne przejście w prawo - i tak, kilkoma korkociągami, zbliżamy się do lotniska. Ostatni zakręt zaczyna się niziutko i kończy przed samym lądowaniem.

- Nogi w górę! - pada komenda.

Podciągam kolana. Zawodowcy lądują na nogach, ale ze stukilowym bagażem najwygodniej siada się po prostu na tyłku. Ślizgamy się kilka metrów po wilgotnej trawie i stop. Ziemia. Twarda, nawet bardzo. Ale, jak się okazuje, nieszkodliwa. Zwłaszcza jeśli skaczesz z mistrzem.

Leżę długo na trawie. Łapię oddech i gapię się w niebo. Podchodzi "Biskup": - Jak było?

- Wszyscy jesteście porąbani - śmieję się od ucha do ucha.

- Teraz ty też jesteś - kwituje Kaśka, dziewczyna "Eskimosa".

Rzeczywiście, chyba ma rację. Bo już wiem, co ich do tego ciągnie. Następnym razem lecę solo. I pewnie znowu na bosaka.

Gdzie skakać

Cztery największe strefy w Polsce to Chrcynno, SkyCamp w Koninie, Włocławek i Piotrków, ale kursy organizuje większość aeroklubów, od Krakowa, przez Przasnysz, Nowy Targ, po Gdynię. Jest też sporo małych, prywatnych firm, które się tym zajmują. Wiele z nich ma spore ograniczenia, choćby samoloty, które z trudem osiągają pułap 4 tys. metrów.

Komentarze (4)
Mój pierwszy raz: skok na spadochronie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    romikus

    Oceniono 3 razy 3

    Skoki na spadochronie super!! Pamiętam swoje skoki na spadochronie na obozie.Skakaliśmy na spadochronach ST-7, a z przodu mieliśmy zapięty spadochron zapasowy SZ-60. Miło to po latach wspominam :-))

  • avatar

    Gość: Malwa

    0

    Słyszałam, że to świetne uczucie skakać z takiej wysokości. Ja nie miałam odwagi na taką atrakcję. Jedynie mogę się pochwalić , że latałam w leszczyńskim tunelu aerodynamicznym. Wiem, że to dla niektórych nic w porównaniu ze skokiem, ale ja bawiłam się przednio.

  • avatar

    madznun

    0

    Raczej skoki pod spadochronem.

  • avatar

    maxthebrindle

    Oceniono 4 razy 0

    Skok ZE spadochronem, skretyniały dziennikarzyno...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX