Sikorski: człowiek, który dał nam helikoptery

- Tego się nie da zrobić! - wielki konstruktor Igor Sikorski chciał się poddać w 1910 r., gdy po raz pierwszy próbował zbudować śmigłowiec. Nie poddał się. Kilkadziesiąt lat później jego helikoptery uratowały wiele ludzkich istnień, wygrały kilka wojen, a współczesny świat bez nich nie istnieje. A wszystko dzięki rewolucji bolszewickiej i... pomocy słynnego kompozytora.
Igor Sikorski wsiadający do jednej ze swoich maszyn, 1955 r., fot. AP Igor Sikorski wsiadający do jednej ze swoich maszyn, 1955 r., fot. AP Igor Sikorski wsiadający do jednej ze swoich maszyn, 1955 r., fot. AP

Śmigłowce Sikorskiego

Black hawk spada w stolicy Somalii, Mogadiszu. Grupa otoczonych amerykańskich komandosów broni się wokół jego wraku. Wspaniałe zdjęcia Sławomira Idziaka w filmie "Helikopter w ogniu" zapadają w pamięć każdemu. Ale już nie każdy wie, że to spada śmigłowiec konstrukcji biura Igora Sikorskiego. Patrzymy, jak potężny super stallion w filmie "Polowanie na Czerwony Październik" opuszcza Jacka Ryana na pokład okrętu podwodnego USS "Dallas". I też nie zawsze uświadamiamy sobie, że ta ogromna maszyna z pływakami także wyszła spod ręki Sikorskiego.

Lwia część śmigłowców amerykańskich to właśnie jego robota. Reszta to maszyny Bella i kilku mniejszych producentów. Zresztą od niedawna, bo kiedyś w świecie helikopterów liczył się właściwie tylko ten Rosjanin.

Zaraz, zaraz - jak to Rosjanin? "Wróg" konstruował najważniejsze śmigłowce w dziejach Stanów Zjednoczonych, ich przemysłu i wojen? Jakim cudem?...

"Russkij Witiaź" był pierwszym czterosilnikowym samolotem na świecie (choć wersja na zdjęciu ma jeszcze tylko dwa silniki) fot. Library of Congress

Samoloty Wielkiej Rosji

Jesienią 1913 r. w Kijowie toczył się proces Menachema Bejlisa, pewnego ukraińskiego Żyda oskarżonego na podstawie zeznań jednego tylko świadka (jak się potem okazało, podstawionego) o zabójstwo chłopca. Bardzo obciążała go opinia profesora psychologii Iwana Sikorskiego, która stwierdzała ponad wszelką wątpliwość, że był to mord rytualny. Wpisywała się ona w obowiązujący u schyłku rządów cara trend nacjonalizmu i antysemityzmu oraz etosu wielkiej Rosji. Iwan Sikorski był jednym jego z głównych ideologów.

Syn profesora Igor w tym samym czasie zajmował się zupełnie czym innym. Jako pierwszy w świecie próbował zbudować wielki samolot dla pasażerów. W wizji Sikorskiego ogromne maszyny latające mogłyby zabierać na swój pokład sporo ludzi, którzy kto wie, może nawet byli gotowi za to zapłacić. Monstrum, które skonstruował i nazwał "Ilja Muromiec", mierzyło 18 metrów długości, a skrzydła miały rozpiętość 30 metrów. Było prawie tak duże jak współczesne embraery 175 w barwach LOT. Prawdę mówiąc, kilka miesięcy wcześniej Sikorski zbudował samolot jeszcze większy, zwany "Russkij Witiaź" (pierwszy czterosilnikowy samolot świata), ale zniszczył go silnik, który... wypadł z innego samolotu przelatującego nad lotniskiem.

Nazwy, które Sikorski nadawał swoim samolotom, nie były przypadkowe. "Russkij witiaź" to po polsku "rosyjski rycerz" - nazwa nawiązująca do czasów Iwana Groźnego. Ilja Muromiec z kolei był bohaterem dawnych ruskich poematów; wspaniałym wojownikiem, który w pojedynkę obronił Ruś i miasto Czernihów przed najazdem tatarskim. To jedyny ruski bohater rycerski uznany za świętego przez Cerkiew.

Igor Sikorski był nie tylko zwolennikiem caratu, wyznawcą rosyjskiej wielkości i nacjonalistą jak ojciec. Był także praktykującym prawosławnym i autorem książek filozoficzno-religijnych. Rodzina wywodziła się ponoć od polskiej szlachty, ale Sikorskiemu bliżej było raczej do Dymitra Pożarskiego niż Michała Wołodyjowskiego.

"Russkij Witiaź" i "Ilja Muromiec" były gigantami przestworzy i pozwoliły carskiej Rosji na krótki moment stać się liderem postępu w lotnictwie. Stanowiły też dowód na to, że przewożenie pasażerów w powietrzu jest możliwe. Igor Sikorski wraz z Polakiem Jerzym Jankowskim (pilotem w służbie cara) zabrali na pokład "Muromca" 10 ochotników i polecieli na wysokość 2 tys. metrów. Jak wspominał Sikorski, maszyna nie traciła sterowności i równowagi nawet wtedy, gdy ci ludzie chodzili po skrzydle!

"Praca jednostki wciąż jest iskrą, która posuwa ludzkość dalej niż praca zespołowa" - Igor Sikorski Fot. Library of Congress

Zasiane wirujące ziarno

Zbudowanie samolotu wożącego pasażerów uznał zatem za wykonalne, w odróżnieniu od śmigłowca. - Tego się nie da zrobić - twierdził w 1910 r., po trzech nieudanych próbach z prostymi helikopterami. S-1 w ogóle nie poleciał, S-2 utrzymał się w powietrzu przez 12 sekund. Najdłużej latał S-3 - siedem minut. Nagle jednak wpadł w ruch wirowy, stracił moc i spadł. Te helikoptery wyglądały niemal identycznie jak konstrukcje, które Sikorski widział na rysunkach Leonarda da Vinci. Tylko jedna postać fascynowała Sikorskiego bardziej niż włoski geniusz - wielki francuski pisarz, pionier science fiction Juliusz Verne.

Natrafił kiedyś na jego stary artykuł "Ŕ propos du Géant", opisujący wynalazek jego przyjaciela Gustave?a Pontona d?Amécourta, opatentowany już w 1861 r. Opierał się na wirującym ruchu nasion niektórych drzew, np. buków. Francuz nazwał wynalazek "hélicoptčre" od greckich słów "helix" (wir) i "pteros" (skrzydło). Juliusz Verne pisał o nim: "Wyobraźcie sobie sprężynę, która działa nieustannie. Działanie takiej zabawki legło u podstaw założeń budowy helikoptera pana de Pontona d?Amécourta. Powietrze oferuje dostateczny punkt oporu dla śmigła, które uderza pod skosem. Wszystko to jest fizycznie możliwe, ponieważ na własne oczy widziałem funkcjonowanie modeli takich aparatów; naciągnięta sprężyna, rozprężając się nagle, podnosiła się razem ze śmigłem. Ale oczywiście słup powietrza wywołany działaniem śmigła dawałby aparatowi odwrotny ruch obrotowy. Trzeba więc było zapobiec tej niedogodności". Juliusz Verne proponował drugie śmigło, poruszające się równolegle, ale w druga stronę.

Igor Sikorski próbował zastosować w praktyce koncepcje swych idoli. Ale mu nie szło. Wiroloty da Vinci i helikoptery Verne?a i d?Amécourta spadały. Latały jedynie aeroplany.

Chrzciny S-29-A, czyli pierwszego samolotu zbudowanego przez Sikorskiego po przyjeździe do Ameryki. Chrzciny S-29-A, czyli pierwszego samolotu zbudowanego przez Sikorskiego po przyjeździe do Ameryki. Fot. Library of Congress

Kompozytor wierzy w samolot

Spróbujmy wyobrazić sobie, co by było, gdyby... Co by było, gdyby np. nie wybuchła w Rosji rewolucja. Może to nie Deutsche Luft-Reederei ani KLM, ale jakaś rosyjska linia lotnicza jako pierwsza zaczęłaby wozić pasażerów z Moskwy w najdalszej zakątki imperium. Wszak w interesie tak wielkiego kraju był rozwój komunikacji lotniczej.

Rewolucja bolszewicka dla człowieka o poglądach i pochodzeniu Sikorskiego oznaczała jednak kres wszystkiego. W założonych przez niego zakładach lotniczych RBWZ pracowali dla bolszewików inni, np. jego wychowanek i późniejszy legendarny konstruktor Nikołaj Polikarpow (twórca m.in. "Kukuruźnika"). Sikorski wyjechał - najpierw do Paryża, następnie do USA.

W Rosji był kimś, tu nie znał go nikt. Szybko skończyły mu się pieniądze. Myśleć w takiej sytuacji o budowie samolotów byłoby szaleństwem. Igor Sikorski myślał. Nie miał funduszy, ale miał przyjaciół - innych rosyjskich emigrantów, wśród nich byłego oficera carskiej marynarki, który teraz z amerykańska nazywał się Victor Utgoff i prowadził kurzą fermę w Roosevelt w stanie Nowy Jork. To na niej zbudowana została fabryka lotnicza, a Sikorski sporo czasu spędzał na wysypiskach śmieci i złomowiskach, by znaleźć potrzebne części. Początkowo udało mu się zebrać całkiem spore grono entuzjastów lotnictwa, którzy pracowali za darmo, ale z czasem ich liczba stopniała. Zwłaszcza gdy nadeszła zima i trzeba było pracować na mrozie. Projekt samolotu, który miał zabierać 16 pasażerów, był skazany na porażkę. Aż do pewnego rautu.

To na nim Sikorski poznał Siergieja Rachmaninowa. Rosyjski kompozytor i pianista także był uciekinierem wygnanym z kraju przez rewolucję. Po przegadanym wieczorze Rachmaninow miał rzec: "Gaspadin Sikorski, wierzę w pana i pański samolot", po czym usiadł i wypisał czek na 5 tysięcy dolarów. To była spora suma pieniędzy, według dzisiejszych cen ok. 60 tysięcy dolarów.

Ostatni samolot, jaki Sikorski konstruował w Rosji (częściowo już na emigracji w Paryżu), oznaczył S-28. Teraz zatem ocaloną przez Rachmaninowa maszynę nazwał S-29-A. Litera A oznaczała Amerykę. Samolot powstał, przewiózł nawet z Nowego Jorku do Waszyngtonu ładunek w postaci... dwóch fortepianów. Kilka lat później kupił go amerykański pilot i mistrz powietrznych rajdów Roscoe Tunner, wreszcie maszyna trafiła na plan "Aniołów piekieł" - filmu realizowanego przez Howarda Hughesa. Miała udawać wielki niemiecki bombowiec Gotha z pierwszej wojny światowej. Rozbiła się podczas zdjęć. "Aniołowie piekieł" nie zdobyli Oscara, w przeciwieństwie do opowiadającego o życiu Howarda Hughesa filmu "Aviator" z Leondardem Di Caprio w roli głównej.

Sikorsky Skycrane - zbudowany po wojnie w USA Sikorsky Skycrane - zbudowany po wojnie w USA fot. U.S. Army

Wynalazek genialny w swej prostocie

Rekordzista S-39, ogromny S-40 zwany "American Clipper" czy S-42 zbudowany dla nowych linii Pan Am - wspaniałe maszyny konstrukcji Sikorskiego dały mu sławę i pieniądze. Pod koniec lat trzydziestych pracował już nad niesamowitymi na tamte czasy łodziami latającymi S-44 i S-45. Ta pierwsza (zbudował trzy sztuki) potrafiła przelecieć bez wodowania z Ameryki na Wyspy Brytyjskie z ponad 40 pasażerami, ta druga była szokującym sześciosilnikowym projektem monstrualnie wielkiej amfibii dla Pan Am na 100 pasażerów! Nigdy nie powstała. Sikorski był coraz sławniejszy, ale swojego największego marzenia wciąż nie zrealizował.

Myśl o zbudowaniu latającej maszyny z rysunków Leonarda da Vinci i opowieści Juliusza Verne?a nigdy go nie opuściła. Jego prymitywne konstrukcje z Kijowa, złożone z powiązanych drutami sklejkowych ramek z 25-konnym silnikiem i przekładniami poruszającymi dwoma wirnikami, były już przeszłością. To w Ameryce wpadł na pomysł rozwiązania problemów z układem poprzecznym helikoptera.

Kiedy eureka dopadła Sikorskiego - nie mamy pewności. Wiadomo tylko, że w walentynki 1929 r. złożył w sądzie wniosek o opatentowanie śmigłowca z jednym wirnikiem poziomym. Jego niekontrolowany ruch wirowy neutralizował drugi, mniejszy i pionowy, umieszczony na ogonie. To był przełom. Stosowane do dziś proste rozwiązanie problemu, który gryzł Rosjanina od dawna. Ale od patentu do udanej realizacji musiała jeszcze minąć cała dekada. Aż przyszła druga wojna światowa.

Gdy wojna wybuchała, swoje helikoptery budowała już Trzecia Rzesza. Niemcy mieli jednak ten sam problem z wirnikami, co wszyscy. Focke Wulf Fw 61 miał dwa wirniki po bokach kadłuba, za to startujący z pokładów niemieckich okrętów Flettner Fl 282 Kolibri - też dwa, ale zazębiające się, położone tuż obok siebie. Dopiero jednak geniusz z Rosji wpadł na to, by budować śmigłowce tak, jak robi się to większości przypadków do dzisiaj - z jednym dużym wirnikiem i małym śmigiełkiem na ogonie.

Przypominający zeppelin helikopter Vought-Sikorsky VS-300 wykonał swój pierwszy lot dopiero w czasie, gdy na drugim końcu świata Armia Poznań generała Kutrzeby walczyła z Niemcami nad Bzurą. "Owszem, Niemcy byli pionierami, ale to maszyna Sikorskiego była pierwszym prawdziwym śmigłowcem w pełni sterowalnym. I to on stanowił przyszłość tej dziedziny lotnictwa" - pisała Dorothy Cochrane, biografka konstruktora.

Tą przyszłością były chociażby: Sikorsky R-4 (pierwszy na świecie seryjnie produkowany śmigłowiec), Sikorsky S-51 (pierwszy wykorzystywany do celów cywilnych), Sikorsky SH-3 Sea King (śmigłowiec amfibia), Sikorsky S-64 Skycrane (śmigłowiec dźwig), Sikorsky CH-53 Sea Stallion (latająca potęga po prostu) czy wreszcie legendarny Sikorsky UH-60 Black Hawk, produkowany dzisiaj m.in. w Mielcu.
W Związku Radzieckim nazwisko Igora Sikorskiego było symbolem tego, z czym radzieckie lotnictwo miało walczyć. Dziś putinowska Rosja znów kocha tego uciekiniera. Ponaddźwiękowy bombowiec Tu-160 o numerze rejestracyjnym RF-94103, regularnie wlatujący w przestrzeń powietrzną NATO, nosi imię konstruktora. A jedna z rosyjskich powietrznych grup bojowych nazywa się "Russkij Witiaź".

Więcej o:
Komentarze (8)
Sikorski: człowiek, który dał nam helikoptery
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • krunghtep01

    Oceniono 5 razy 3

    Byl jeszcze drugi Rosjanin [tez z polskim nazwiskiem] Piasecki.Mniej znany,chetnie bym sie czegos wiecej o nim dowiedzial bo o Sikorskim to juz byly artykuly w wielu miejscach.

  • aprox99

    Oceniono 2 razy 2

    Nie Sikorski tylko Sikorsky

  • Gość: Marko

    0

    Najważniejsze rozwiazanie problemu śmigłowca to opracowanie mechanizmu sterowania łopatami wirnika . Jest to mechanizm zwany mechanizmem sterowania okresowego ktory roawiazuje problemy równowagi i dowolnego sterowania tarczą wirnika nosnego . Ten mechanizm opracował i sam wypróbował Igor Sikorski dając początek całej rodzinie śmiglowców w ukladzie jednowirnikowym . Mechanizm sterowania okresowego powoduje ciągłą pulsację łopat wirnika w reakcji na ciągle zmienna prędkość lopat względem powietrze a łożyskowana tarcza sterująca zapewnia przekazywanie ruchu drążka sterowego na dowolne pochylenia tarczy wirujących lopat zapewniając lot we wszystkich kierunkach .

  • Gość: toja.

    0

    Niemcy stosowali taką zasadę podpisz listę folksdojcza donoś na sąsiadów to przeżyjesz a Rosjanie stosowali taką zasady przyjmij paszport rosyjski donoś na sąsiadów to przeżyjesz.
    Niedawno słyszałem że młoda tatarka na Krymie zapytana czy woli Rosję czy Ukrainę powiedziała że Rosję bo Rosja lepiej płaci.
    A historia pieprzyć historię jak mówią "nasi" popaprańcy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX