Mój pierwszy raz: staję do walki na rękę z mistrzem

Dwaj giganci zastygli w bezruchu. Czas płynie, a oni ani drgną. O tym, że żyją świadczą jedynie nabrzmiewające na bicepsach żyły i krople potu ściekające im z czół. Gdyby fidiasz zobaczył tych tytanów, od razu chwyciłby za dłuto. Stoję jak zahipnotyzowany. Nie codziennie widzę w akcji czołowych polskich armwrestlerów.
1 23.11.2014. Stare Miasto . XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece 23.11.2014. Stare Miasto . XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Armwrestling

Wiem, że choć na zewnątrz tego nie widać, obaj muszą w tej chwili potwornie cierpieć. Ich ścięgna, poddawane właśnie obciążeniom niewyobrażalnym dla zwykłego śmiertelnika, znajdują się na granicy wytrzymałości. Z całego serca kibicuję im obu i szkoda, że za chwilę któryś z nich z grymasem na twarzy będzie musiał ulec rywalowi. Wygra ten, który przerzucił więcej ton na siłowni, ten, który przeżył więcej nieprzespanych nocy z powodu bólu mięśni, ten, który był na tyle mocny psychicznie, że wytrzymał o mgnienie oka dłużej od konkurenta.

Nagle "rzeźba" zaczyna się poruszać - jednemu z siłaczy zaczyna drgać ręka, nie wytrzymuje naporu rywala i zostaje położony.

2 18.11.2014. Warszawa . Armwrestling , cwiczenia dla Logo. 18.11.2014. Warszawa . Armwrestling , cwiczenia dla Logo. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Serce i siła

Stare Miasto pod Koninem. Parking przed halą sportową pęka w szwach. Już od progu uszy atakuje mocny dance?owy beat. Ruszam w stronę jego źródła i po chwili jestem w sali tętniącej basem i ociekającej testosteronem. Wygląda to trochę jak pole bitwy. Na trybunie i wokół trzech stołów sytuację śledzi kilkaset chłopa. Wielu gości ma gabaryty szafy trzydrzwiowej, ale kilku jest wręcz gigantycznych (w sumie to chyba normalne, przecież przyjechałem na Mistrzostwa Polski w Armwrestlingu).

Koloryt budują tatuaże, łyse czaszki i T-shirty z groźnymi napisami. Walka przy stolikach toczy się non stop. Co chwila do akcji wkraczają nowi armwrestlerzy w różnych wagach i o różnych posturach.

Z poważnymi, wojowniczymi minami zanurzają dłonie w misie z magnezją, a potem, już przy stołach, opierają muskularne ręce na podłokietnikach. Niektórzy wbijają wzrok w rywala. Gdyby ich spojrzenie mogło zabijać, gość, którego nim obdarzają, padłby jak rażony piorunem jeszcze przed starciem. Doświadczeni siłacze takimi sztuczkami się jednak nie przejmują. Oni wiedzą, że najważniejsza jest koncentracja, a nie grymasy pod publiczkę.

Gdy zawodnicy już stoją przy stole, do akcji wkraczają sędziowie - przy każdym jest dwójka arbitrów. Ubrani tak jak sędziowie hokejowi - w białe bluzy z pionowymi czarnymi paskami, ustawiają precyzyjnie rwących się do czynu facetów. Gdy uznają, że wszystko jest OK, sędzia stojący przed frontem stołu rzuca: "Ready, go".

A wtedy następuje eksplozja mocy. Czasami wszystko trwa dosłownie sekundę, czasami kilkadziesiąt. Bez względu na czas na twarzach armwrestlerów pojawia się malowniczy grymas totalnego wysiłku. W końcu ktoś kładzie kogoś na poduszkę albo sędzia przerywa walkę, bo widzi, że jeden z siłaczy ma miażdżącą przewagę i dłuższe zmaganie może skończyć się kontuzją słabszego z rywali.

Wtedy momentalnie na twarzach armwrestlerów pojawiają się uśmiechy i radośnie przybijają sobie piątki za dobrą walkę. Fajna zabawa, której smak zna pewnie każdy facet. Bo kto nie siłował się z kumplami? Gdzie? A na przykład przy piwku w barze. Okazja do tego, żebym mógł stanąć przy stole, pojawiła się sama, bo jeden z tytanów zaczyna siłować się z każdym, kto tylko ma na to ochotę. Podchodzę.

Olbrzym ocenia moją sylwetkę i szeroko się uśmiecha. Najwyraźniej nie sądzi, żebym był w stanie sprawić mu jakieś kłopoty. Rzeczywiście nie sprawiam - facet kładzie mnie raz, drugi, trzeci. Bawi się ze mną jak z dzieckiem. Nie wytrzymuję. Łapię jego dłoń obiema rękami i ciągnę z całych sił. Daremny trud. Znów traktuje mnie jak natrętną muchę - pac i ponownie mnie kładzie.

- Kim pan jest? - wyszeptałem z nabożnym szacunkiem.
- Byłem wicemistrzem świata.

Tak poznaję Sławomira Głowackiego. Waga startowa 145 kg, 12 tytułów mistrza Polski, wicemistrz świata w 2006 r., aktualnie czwarty na prawą rękę na świecie.

- Chłopaku, do tego sportu trzeba mieć siłę i wielkie serce. Serca ci nie brakuje, a nad siłą popracuj - radzi.

Kolos wraca do stołu, a tam czeka na niego młody turboatleta. To Jan Żółciński, sześciokrotny mistrz Polski, aktualny wicemistrz świata na lewą rękę. Waga startowa do 110 kg. Zaczyna się walka na szczycie. Na czas pojedynku ktoś ścisza huczący z głośników dance. Na prawą rękę obaj herosi siłują się bez szarpania i uznają ostatecznie remis. Na lewą idą już na ostro. Wygrał lżejszy Jan. Podchodzę i przedstawiam się.

- Jesteś z "Logo"? Z Warszawy? Przyjdź na trening - zaprasza.

3 23.11.2014. Stare Miasto . XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece . Dla Logo 23.11.2014. Stare Miasto . XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece . Dla Logo Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Zróbmy sobie zamek

Jan ćwiczy na Woli. W siłowni dzielnicowego klubu Reduta stoi jego armwrestlerski stół i sporo sprzętu, bo siłownia wygląda całkiem nieźle. Mistrz pojawia się, wcale nie na wyrost, w obcisłej błękitnej koszulce Supermena. Mam wrażenie, że jest po prostu kulturystą. Okazuje się zresztą, że od tego zaczynał.

- Ale kulturystyka nie była dla mnie - tłumaczy. - Jak z nią skończyłem, miałem dość i przez rok nie zaglądałem do siłowni. Armwrestlingiem zająłem się dlatego, że zawsze byłem silniejszy od rówieśników. Hmm, dużo silniejszy. Nawet jak grałem w piłkę w klubie i miałem 14-15 lat, to wygrywałem z ojcami kolegów.

Pomysł, żeby spróbować sił w armwrestlingu, był dobry, bo Jan już po miesiącu treningów zdobył brąz na mistrzostwach Polski amatorów na lewą rękę w kategorii open.

Od czterech lat jest w Polsce najsilniejszy. Ja się z nim na poważnie siłować nie zamierzam, bo chcę odbyć przede wszystkim fachowy trening.

Zaczynamy od rozgrzewki aerobowej. Energicznie pracuję przez pięć minut na orbitreku. Pocę się, żeby jak precyzyjnie wyraził się mój instruktor "otworzyć naczynia krwionośne i mieć lepsze ukrwienie mięśni".

Potem rozgrzewam barki, łokcie i nadgarstki. Jan w tym czasie zdradza tajniki swojego warsztatu: - Robię trening ogólnorozwojowy obwodowy. Każdą grupę mięśniową oddzielnie albo wszystkie na jednym treningu. Klatkę, plecy, nogi.

Choć w jego treningu liczy się praktycznie wszystko, to najważniejsze są nadgarstki i palce. Dlatego robimy zamek, czyli jedno z ćwiczeń na nadgarstek. Jak się do tego zabrać?

Na rozgrzewkę można użyć odważników. Ważne jest, aby ruch - w górę i w dół - odbywał się precyzyjnie. Ma pracować wyłącznie nadgarstek, i to w ściśle określonej płaszczyźnie.

- Na jednym z pierwszych treningów spotkałem starego znajomego. Ważył nieco ponad 60 kilogramów, a kładł gości po 140 kg, którzy trenowali kulturystykę. Zapytałem go: Stary, co jest grane, o co chodzi? - opowiada Jan. - Usłyszałem, że to tylko technika, bo nie ma siły, bez niej nawet najmocniejszy facet musi przegrać.

No to ćwiczę technikę zamka. Można to robić, używając np. obciążników przywiązanych do parcianego pasa. Mistrz obwiązuje mi dłoń, a potem pokazuje, co mam robić. W sumie proste - podnoszę ciężar ruchem, który ma przypominać ten wykonywany podczas walki przy stole. Ale lekko nie jest. Ja podnoszę dziesiątkę, a Jan jak piórkiem macha czterdziestką. Widzi moje zdumienie.

- Trenuję z zasady wolnymi ciężarami, bo przed zawodami mam taką siłę, że zamykam wszystkie przyrządy - wyjaśnia.

Mina rzednie mi na dobre, gdy okazuje się, że "zamykanie" to nic innego jak koniec możliwości dołożenia ciężaru na przyrządzie. Dlatego wtedy musi ćwiczyć wolnymi ciężarkami.

Bardzo ważne dla armwrestlera są bicepsy. Jana normalnie mają obwód 48 cm, a przed zawodami, gdy ostro trenuje, rosną do 52 cm. Nie może być inaczej, bo biceps pomaga przy naciąganiu ręki przeciwnika. Mistrz trenuje go 70-kilogramowymi hantlami.

No dobrze, a jakie są inne ćwiczenia na nadgarstek? Też proste, też ciężkie. Wystarczy złapać za koniec leżącej sztangi, na której jest umocowany stosowny ciężar, a potem podnosić ją i opuszczać, samym ruchem nadgarstka. Można też wykorzystać klasykę kalisteniki, czyli drążek. Na nim jednak Jan nie podciąga się, a wykonuje zwis, na zgiętym przedramieniu. Dłoń znów ułożona jest tak jak do walki.

Trening za nami, możemy stanąć do stołu. Umawiamy się, że tylko ja będę atakował. Jakie to uczucie, zmierzyć się z siłaczem z absolutnego topu armwrestlingu? Wyobraź sobie, że napierasz z całych sił na drzewo. Najpierw jedną ręką, potem dwiema, a wreszcie nawet głową. I nic, kompletnie nic. No prawie nic, bo gdy odpuszczam przed kolejnym "atakiem", ręka mistrza lekko sprężynuje w moją stronę, co świadczy o tym, że jednak trochę (bardzo, bardzo trochę) się wytężył.

- A teraz powinieneś poznać parę osób - ordynuje Jan.

4 18.11.2014. Warszawa . Armwrestling , cwiczenia dla Logo. 18.11.2014. Warszawa . Armwrestling , cwiczenia dla Logo. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Kowale mają łatwiej

Krzysztof ma 47 lat i nazywa się nomen omen Tur. Jest trenerem armwreslingu i właścicielem siłowni Pyton. Nieco mroczny i tętniący rytmiczne klub znajduje się po prawej stronie Wisły. W 2002 r. ważąc 79 kg, podniósł w martwym ciągu do pasa 301 kg, na ławce wycisnął 230 kg, a z przysiadu dźwignął 270 kg. Przez dwa lata trenował Mariusza Pudzianowskiego, który - w co trudno uwierzyć - nigdy z nim w trójboju nie wygrał, bo ważąc 114 kilo, dźwigał podobne ciężary. Łatwo można sobie w tej sytuacji wyobrazić szok, jaki Krzysztof przeżył, gdy przy stole uległ gościowi, który ważył nieco ponad 60 kg. To było pięć lat temu.

- Nawet nie zauważyłem, kiedy mnie położył. Technicznie był doskonały, a przy tym szybko startował. Całą siłę potrafił przyłożyć w tym jednym momencie. Oczywiście, można wystartować jako pierwszy, ale przegrać, ale generalnie, to jest najważniejszy moment, a on wykorzystywał go perfekcyjnie - opowiada Krzysztof.

Siedzimy w jego pokoju trenerskim. Na ścianach zdjęcia z czasów jego kulturystycznej kariery. Są puchary, tytuły, medale. Bogata sportowa biografia: kick boxing, karate, piłka nożna, karting. Do tego służba w desancie. Krzysztof ma wielkie doświadczenie trenerskie w wielu dyscyplinach. Jednym z jego podopiecznych jest właśnie Jan.

- W armwrestlingu ręka jest jak hak, który zaczepiasz o resztę ciała. I całym ciałem się pracuje. Chodzi o przesunięcie całego człowieka, całej jego masy. W ciągu ułamka sekundy cały ten ogromny ciężar spoczywa na nadgarstku i na palcach. To przede wszystkim je trzeba więc wzmacniać - tłumaczy.

Prostota jest najlepsza, również przy tym wzmacnianiu. Wystarczy ściskać gumę. Jednym, dwoma, trzema, czterema palcami i tak w kółko. Albo podnosić na palcu jakiś ciężar. Mogą to być obwiązane wokół palca rajstopy, do których zapakowane są kamienie. Jak ktoś jest kowalem, to ma taki trening z głowy.

- Mój kolega stanął kiedyś z takim starszym gościem, który był kowalem, i nic nie mógł mu zrobić. Kowal miał chwyt jak ze stali - mówi Krzysztof.

Czy każdy może ćwiczyć armwrestling?

- Gdy przychodzi do mnie nowicjusz, to przez pierwszą godzinę tłumaczę mu, jak bardzo to będzie bolało. Obciążone są głównie przyczepy pomiędzy ramieniem i przedramieniem. Bóle rąk spowodowane przeciążeniami są po prostu okropne. Płacz po nocach. O ile oczywiście ktoś ma ambicje. Mnie dwa lata bolało. Niemal, co dzień - opisuje trener. - Jak gość się nie wystraszy, to może zaczynać trening.

Jego armwrestlerskie początki nie były łatwe. Koledzy, widząc że ma potencjał, zaprosili go na zawody. Jedną walkę przegrał, drugą wygrał. Część siłaczy zlekceważyła jednak jego możliwości. Zacisnął zęby i ćwiczył. Pół roku później był drugi w pucharze Polski.

- Udowodniłem, że dzięki wiedzy, pracowitości i odporności psychcznej można w tym sporcie dużo osiągnąć - wspomina Krzysztof Tur.

5 23.11.2014. Stare Miasto. XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece. Dla Logo. 23.11.2014. Stare Miasto. XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece. Dla Logo. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Pompki do sukcesu

Kolejnym przystankiem na mojej armwrestlerskiej drodze są warszawskie Jelonki, gdzie czeka na mnie Wiesław Podgórski. Szczupły okularnik z przyklejonym do twarzy uśmiechem wygląda niepozornie, ale niech nikogo to nie zwiedzie. 62-letni pan Wiesław to aktualny wicemistrz świata w swojej kategorii wiekowej, mistrz Europy i Polski w kategorii wagowej do 75 kg. Schodzimy do piwnicy, w której urządził sobie siłownię. Patrzę z podziwem. Tyle tu pucharów i medali, ile złota w odkrytym przez Ali Babę Sezamie. To trofea pana Wiesława i jego syna Mariusza, także doskonałego zawodnika, kilka lat temu czwartego na świecie i trzeciego w Europie w kategorii seniorskiej do 70 kg. Na ścianie polska flaga. Poza tym stół, trochę hantli, chybotliwa ławeczka do robienia klatki i wyciąg z uchwytem.

 

11.01.2015. Warszawa. Armwrestling, cwiczenia I fazy walki dla Logo.Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

 

Tym razem bez zbędnych ceregieli robimy krótką rozgrzewkę i stajemy przy stole. Pan Wiesiek nie patyczkuje się ze mną, tylko od razu ostro kładzie mi rękę na poduszkę. Ma duże i strasznie silne dłonie. Jest mi trochę głupio, bo jestem młodszy i w ogóle?

- To jest w genach. Trzeba mieć pewne predyspozycje do siłowania się na rękę. Ja zawsze byłem najsilniejszy na rękę. W podstawówce, w technikum. Siłowałem się na mieście, w barach, w klubie SARP, gdzie byłem bramkarzem. Na AWF-ie też nigdy nie przegrałem. Nikt mnie nie położył - mówi.

Był zapaśnikiem, trenował karate i boks, poza tym dużo biegał i grał w tenisa. No i zawsze robił pompki. Skromne 500-800 dziennie. W seriach po 50. Na drążku potrafił podciągnąć się na jednej ręce trzy razy. Teraz wisi przede mną z uśmiechem na jednej kończynie.

O ile wcześniej siłował się dla zabawy, to mimo sukcesów w profesjonalnym armwrestlingu może uchodzić za nowicjusza, bo na poważnie zaczął trenować w 2007 r. Ale szybko doszedł do mistrzowskiej formy. Pan Wiesław trenuje dziś głównie na wyciągu. Maszyna ma szesnaście poziomów, w sumie ponad sto kilogramów do dźwigania. Zaczynamy od 35. Gospodarz ściąga je bez wysiłku jedna ręką. Ja też daję radę, ale... dwiema.

Gdy zaczyna ćwiczyć ciężarem 75 kg (cały czas jedną ręką) blednę, bo nawet nie potrafię tyle unieść.

- Panie Wieśku, co jest grane? - pytam z podziwem.
- Mam bardzo silne przedramiona, barki, grzbiet, mam pewne braki w nadgarstkach, ale poprawię to - wyjaśnia.

Po powrocie z Jelonek długo nie mogę zasnąć. Zamykam oczy i wizualizuję sobie trening, na którym bez problemu wyciskam po pięćdziesiąt, co tam zresztą pięćdziesiąt, niech będzie sto kilogramów. Potem wiszę jedną ręką na drążku i podciągam się na niej dziesięć razy. Nie, żeby coś osiągnąć, nie można o tym tylko myśleć, trzeba działać! Wstaję i zaczynam robić pompki. Raptem dwadzieścia. Wracam do łóżka i obiecuję sobie, że następnego dnia dokończę serię. Zrobię ich co najmniej dwieście, a w kolejnych dniach po trzysta, czterysta, pięćset. A wtedy? Nie wyzywaj mnie w barze na rękę.

6 23.11.2014. Stare Miasto. XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece. Dla Logo. 23.11.2014. Stare Miasto. XI Mistrzostwa Polski Amatorow w silowaniu sie na rece. Dla Logo. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

Prosty przewodnik po przepisach

Ręce należy położyć na podłokietnikach. Nadgarstki mają być wyprostowane, uchwyt nad centrum stołu, kostki palców widoczne. Barki wyprostowane, równoległe do linii stołu. Zawodnicy startują na komendę: "Ready, go". Zawsze jest dwóch sędziów (każdy widzi to, co się dzieje po jednej stronie). Jeden sędzia jest tylko pomocniczy, nie odzywa się, a jedynie używając gestów pokazuje głównemu sędziemu, co musi poprawić, żeby uchwyt na otwarciu był chwytem sprawiedliwym. Pokazuje kciukiem, na przykład, w którą stronę trzeba przechylić ręce zawodników, żeby były nad centrum stołu. Gest przegiętej ręki oznacza, że nadgarstek wskazywanego kciukiem zawodnika należy wyprostować. Wskazanie kciukiem na bark zawodnika oznacza - wyprostuj bark. Kciuk do góry oznacza, że można startować. Czasem się zdarza, że po starcie obaj zawodnicy ciągną do siebie i dłonie się rozrywają. Sędzia wiąże je wtedy płóciennym paskiem. Dwa ostrzeżenia to faul, a dwa faule, to przegrana walka. Klasycznym faulem jest uniesienie łokcia nad podłokietnik lub celowe jego zsunięcie. Karane jest też celowe rozerwanie uchwytu.

Wiesław Podgórski, Jan Żółciński i Mariusz Podgórski. Gdybym nie zobaczył, nigdy bym nie uwierzył - Mariusz, choć zdecydowanie lżejszy, potrafił przy stole powstrzymać Jana przez dłuższy czas. A żartów przy tym nie było. Tajemnica tkwi w doskonałej technice.