Dubbing, czyli siła głosu

15.07.2016 11:21
Dubbing to niełatwy temat. Na pierwszy rzut ucha go nie znosimy. W grach video sytuacja brzmi jednak inaczej. - Polskie wersje są często lepsze od oryginalnych - uważa Jacek Rozenek.
1 Shrek Shrek Fot. Courtesy DreamWorks Animation

Na początku był ogr...

W powszechnej opinii dubbing irytuje sztucznością i nie pozwala cieszyć się głosem oryginalnych aktorów, a napisy odciągają uwagę od akcji. Podobnie jak w innych krajach dawnego bloku wschodniego w polskiej telewizji do dziś królują filmy z lektorem. - To wyjątkowo okropna forma - mówi Jacek Rozenek, w grach znany przede wszystkim z roli wiedźmina Geralta. - Zrobiłem kilka lektorówek, ale nie jestem miłośnikiem takiego tłumaczenia. Oryginalni aktorzy są przykryci, niesłyszalni, a czytający pozbawiony emocji - dodaje.

- W Polsce po prostu nie ma tradycji filmów dubbingowanych - tłumaczy Michał Konarski, reżyser ze specjalizującego się w tej sztuce warszawskiego studia PRL, odpowiedzialnego m.in. za realizacje "Wiedźmina 3", "Crysis 3" czy ostatnio "Uncharted 4". - Inaczej wygląda to choćby w Niemczech. Może dlatego, że niemiecka fonetyka jest bardzo zbliżona do angielskiej - zauważa.

Z drugiej strony nikt nie wyobraża sobie filmów animowanych bez dubbingu. Przełomem jakościowym był przetłumaczony przez Bartosza Wierzbiętę "Shrek", brawurowo odegrany m.in. przez Jerzego Stuhra. Dziś każdy, również dorosły, pamięta także Jarosława Boberka w roli Króla Juliana z "Madagaskaru" czy Cezarego Pazurę jako sepleniącego Sida z "Epoki lodowcowej".

2 Gra Gra "Urban Chaos" Fot. materiały prasowe

Polski bazarowy

Oprócz filmów dla dzieci i młodzieży dubbinguje się u nas coś jeszcze: gry wideo! Obecnie to standard, ale jeszcze kilkanaście lat temu gra w polskiej wersji językowej była rarytasem. Rarytasem, dodajmy, który porządnie napędzał sprzedaż, jak szybko zorientowali się ówcześni dystrybutorzy - tak oficjalni, jak i ci, nooo, nie do końca legalni. Bazarowe rekiny biznesu także próbowały swoich sił w dubbingu. A że zwykle były to grube ryby zza Buga, to pirackie wersje straszyły nie tylko fatalną jakością polskawego tłumaczenia, ale i śpiewnym akcentem "aktora" odgrywającego wszystkie role. Ja z największym sentymentem wspominam grę "Urban Chaos", w której z bliżej niewyjaśnionych powodów policjanci byli przez gangsterów pieszczotliwie nazywani "faraonami". Każdy gracz pamiętający tamte czasy ma własne wspomnienia.

3 Piotr Fronczewski kończy 70 lat Piotr Fronczewski kończy 70 lat SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Koniec milenium, początek profeski

W legalnym obiegu już od samego początku z grami związani byli aktorzy znani i uznani. W 1998 r. w stworzonym przez studio Metropolis "Księciu i tchórzu" pojawił się Kazimierz Kaczor, a w "Hopkins FBI" - Janusz Gajos. To było tylko preludium do tego, co stało się jeszcze w tym samym roku, gdy na rynek trafiło "Baldur's Gate". Kultowa produkcja RPG przemawiała do graczy głosami śmietanki aktorskiej: Wiktora Zborowskiego, Krzysztofa Kowalewskiego, Jana Kobuszewskiego, Mariana Opani, Gabrieli Kownackiej czy Piotra Fronczewskiego. Ten ostatni był narratorem, a wypowiadane przez niego: "Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę" to prawdopodobnie najbardziej znany cytat w historii grania nad Wisłą.

- Wtedy to była zupełna nowość, nikt jeszcze nie wiedział, jak do tego podchodzić - wspomina Konarski. Co mogło razić w filmach, czyli nadmierna teatralność, w opowiadających o fantastycznych światach grach sprawdzało się znakomicie. Kultowe role z tamtych lat można wymieniać bez końca. Zadziwiające, jak wiele na plus dzieli je od oryginałów. Może przemawia przeze mnie sentyment, ale Emilian Kamiński dodaje latającej czaszce imieniem Morte z "Planescape: Torment" sto punktów do zadziorności. Tamże Nie-Sława w wykonaniu Gabrieli Kownackiej wręcz ocieka zmysłowością - i dobrze, w końcu jest sukkubem. Obie te postaci w anglojęzycznym oryginale brzmią zupełnie przezroczyście.

4 Uncharted 4: Kres Złodzieja Uncharted 4: Kres Złodzieja Fot. Naughty Dog

Gra jak film

Z czasem gry przestały być tak mocno książkowe, a stały się bardziej filmowe. Dziś w główne role w największych, najdroższych produkcjach wcielają się prawdziwi aktorzy - nie tylko jako głosy. Ich ruchy, nawet mimika, rejestrowane są przez setki kamer i czujników w studiach motion capture. To coraz częściej hollywoodzcy pierwszoligowcy. W "Beyond" zobaczyć można Willema Dafoe i Ellen Page, a w jednej z części "Call of Duty" pojawił się Kevin Spacey. Kiefer Sutherland wcielił się w Snake'a w piątej odsłonie "Metal Gear Solid", z kolei Kristen Bell wystąpiła w kilku częściach "Assassin's Creed". Jedną z pierwszych gwiazd, które zaistniały w ten sposób w grach, był zaś sam David Bowie, jeszcze w 1999 r. w "Omikron: The Nomad Soul". Szkoda, że zatrudnianie znanych twarzy to częściej chwyt marketingowy niż sposób wykorzystania ich talentu. Spacey jest w "Call of Duty" wręcz fotorealistyczny, ale ciężko zachwycić się jego rolą. "Beyond" było sporym zawodem i zebrało średnie recenzje. Paradoksalnie w produkcjach, które faktycznie błyszczą grą aktorską - np. w serii "Uncharted" - nie ma nazwisk z pierwszych stron gazet. A jak wielkie produkcje wyglądają w polskiej wersji językowej?

5 Uncharted 4 - Kres złodzieja Uncharted 4 - Kres złodzieja Fot. Naughty Dog

Sztuka dla wybranych

Choć dubbingu w filmach nie lubimy, w grach nie mamy z nim problemu. - Tu nie występuje "efekt obcości" - tłumaczy Rozenek. - Gracze nie znają głosu oryginalnego aktora, więc nie czują, że go brakuje. Poza tym z grą spędza się o wiele więcej czasu niż z filmem, więc łatwiej przywiązać się do bohatera. Swoje robi też swoboda w tłumaczeniach: dowcipy, odniesienia, zabawa kodem kulturowym. Aktorzy lubią dubbing w grach, bo daje im dużą swobodę instrumentarium i kreacji - przekonuje. W przeciwieństwie do filmu podczas pracy rzadko widzą oryginalną - ba, jakąkolwiek! - scenę, lecz nie jest to przeszkodą, lecz wyzwaniem. - Musimy sobie non stop wszystko wyobrażać. Poza tym skaczemy z jednej sytuacji w drugą, często zupełnie odrębną - wyjaśnia Rozenek. I wylicza, co "aktorzy bez twarzy" mają w swoim arsenale. - Pierwsza rzecz to skala głosu. Druga: jego siła. Już to daje ogromne możliwości. Zagrałem w życiu kilka myszek, a każda brzmiała zupełnie inaczej - śmieje się. - Dykcja i artykulacja to też nieprawdopodobnie trudna sprawa. Zawodowy aktor potrafi mówić w stu procentach poprawnie, potrafi też zanieczyszczać mowę, ciągle pozostając zrozumiałym. Potrafi wreszcie mówić hiperprecyzyjnie, gdy zachodzi taka potrzeba - pointuje.

Dzięki uprzejmości studia PRL miałem okazję spróbować swoich sił, podkładając testowo głos pod zwiastun "Uncharted 4". Już w pierwszym zdaniu całkowicie pożeram "ł" w słowie "wpadł". Drugie jest tak przekonująco wypowiedziane, jak kwestie w szkolnych jasełkach. I chyba tylko wykrzyczane w pewnym momencie: "Uważaj, Saaaaaam!", wyszło nieźle. Gdyby ktoś chciał mnie zatrudnić, polecam się jako speca od wrzasków. Choć mam spore doświadczenie w pracy z mikrofonem, gdy w słuchawkach słyszę i siebie, i aktora wypowiadającego oryginalne kwestie, gubię się całkowicie. Nie mam pojęcia, jak zawodowcy rozdzielają głosy w głowie, panując nad dykcją i tempem, nadając kwestiom odpowiedni ton. Ile razy słuchają oryginału? Raz. - Jeśli ktoś potrzebuje trzech powtórzeń, to się do tego nie nadaje z rozbrajającą szczerością przyznaje Michał Konarski.

Z kolei Jacek Rozenek przekonuje, że można też najpierw słuchać, a potem grać. Albo nawet w ogóle obejść się bez tego pierwszego. - Jeśli obok wypowiedzi mam zapisaną jej długość, dajmy na to zwykle bez problemu trafiam pomiędzy 2,6 a 2,8. Doświadczenie.

6 Wiedźmin 3: Dziki Gon (fot. cdp.pl) Wiedźmin 3: Dziki Gon (fot. cdp.pl) Wiedźmin 3: Dziki Gon (fot. cdp.pl)

Praca długoterminowa

W przeciwieństwie do dubbingowanych tuż przed premierą filmów w przypadku gier prace nad poszczególnymi wersjami językowymi rozpoczynają się wiele miesięcy wcześniej. Reżyser dubbingu poza próbkami dźwiękowymi często nie dysponuje niczym, co pozwoliłoby mu dobrać odpowiednich odtwórców ról. I to przypadek, że Anna Cieślak jest tak podobna do Ellie w "The Last of Us" (pomijamy oczywiście różnicę wieku). - W głosie kryje się dużo więcej niż się wydaje, a dobre ucho bez problemu to wychwyci - tłumaczy nie bez satysfakcji Konarski.

Prace nad udźwiękowieniem gier zaczynają się wcześniej, bo i trwają o wiele dłużej. Podkładanie głosów do "Wiedźmina 3" rozpoczęło się w kwietniu 2015 r. i trwało jeszcze rok później, gdy miałem okazję rozmawiać z Konarskim. A są też gry wiecznie "rozszerzane", nad którymi prace nie kończą się praktycznie nigdy, jak np. "League of Legends"...

O spóźnieniach albo przekroczonych terminach nie ma mowy, bo pliki przed premierą muszą trafić do oryginalnych twórców - praca może więc zająć niejedną nockę, choć aktorzy po trzech godzinach nagrania muszą zrobić sobie dłuższą przerwę. I to w zagranicznym studiu są implementowane polskie głosy. Może dlatego obce gry zawsze lepiej brzmią w polskiej wersji językowej niż hollywoodzkie filmy?

Warto, bo gracze doceniają dobrą robotę portfelami. - Obserwuję moich grających synów i jestem pod ogromnym wrażeniem. Polskie wersje są często lepsze od oryginalnych! - chwali kolegów Rozenek.

Skomentuj:
Dubbing, czyli siła głosu
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX