Najlepsze niezależne gry video

Robienie gier wideo to nie jest wiedza tajemna, która miesza dzieciom w głowach. To w ogóle nie jest wiedza tajemna. Dziś zająć może się tym niemal każdy. Dlatego indyki są silne i smaczne jak nigdy wcześniej. Również w Polsce.
1 Gry video Gry video Fot. Shutterstock

Nie narzekaj!

Wśród wielkich wydawców rzadko znajdują się firmy inwestujące w nie­sprawdzone pomysły, zwłaszcza hardkorowe w treści i odjechane w formie. Twórcy gier niezależnych, w odróżnieniu od tych "zależnych", to indywidualiści. Pasjonaci działają­cy solo lub w małych grupach. Nie są skrępowani konwenansami, nie muszą idealnie trafiać w gusta szczegółowo określonej grupy doce­lowej ani wykręcać z góry założone­go wyniku. Mogą poruszać tematy, którymi poważne studia produkcyj­ne nigdy by się nie zajęły. W sposób, jaki sami sobie wymyślą. Dzięki dys­trybucji cyfrowej ich produkty czę­sto dostępne są zarówno na pecety (Steam rządzi!), jak i konsole (Xbox Games Store, PS Store). Jeśli narze­kasz, że "już się nie robi ciekawych gier", to znaczy, że nie szukasz wy­starczająco głęboko!

2 "Papers Please" Fot. screen z gry "Papers Please"

Wolny wybieg myśli twórczej

Mamy więc przykładowo amerykań­skie "Papers, Please" , gdzie jako cel­nik państewka totalitarnego zawiadujesz przejściem granicznym. Papiery zamiast broni? To nauka chodzenia po linie rozpiętej pomię­dzy dobrobytem i bezpieczeństwem rodziny a potrzebą bycia "dobrym człowiekiem". Meksykański "Kerbal Space Program" jest rozbudowaną symulacją programu kosmicznego - od projektu i konstruowania rakie­ty, przez jej start, po lądowanie na odległych planetach, dokowanie w przestrzeni i budowanie baz. W kanadyjskim "Rogue Legacy" po zaliczonym zgonie odradzasz się w kolejnym pokoleniu, dziedzi­ ząc cechy (i pozytywne, i negatywne) rodzica. Popularną kategorię stanowią gry punkowe, oscylujące między prowokacją a kampem. Jak choćby "Hotline Miami" ? old­skulowo rozpikslowana, niezwykle brutalna zręcznościówka, nawiązu­jąca scenariuszem do filmu "Drive" czy dokumentu "Kokainowi kowboje". Inne skojarzenia są rów nież dopuszczone.

Bo scena niezależna to kopalnia pomysłów, której złoża nigdy się nie kończą. Wśród nadchodzących nowości jest m.in. polski "Bound", zapraszający do baletu w dziwnej przestrzeni wirtualnej. Z kolei francuski "Absolver" to nowatorskie podejście do klasycznych gier beat'em up. Czyli walka wręcz (i bronią krót­ kiego zasięgu) - z tym że tu zestaw ciosów wybierasz samodzielnie, a twa podróż przebiega nie ulicą, tylko krainą fantasy.

3 "Ruiner" Fot. Screen z gry "Ruiner"

Uciekający programiści

Aby zrobić "Papers, Please" (i parę innych), Lucas Pope jako uznany młody programista zostawił dużą korporację grową. Taka historia czę­sto się powtarza w świecie indyków. Grupa, para, czasem indywidualista idą na swoje. To prawdziwi maniacy, wkładają własne pieniądze w projek­ ty, którymi oddychają i śpią.

W Polsce mamy wielu takich ludzi. Magda Tomkowicz założyła studio Reikon Games ze swoim partnerem Jakubem i dwoma kolegami. Pracują nad grą "Ruiner", która od samego początku narobiła sporo szumu, sta­jąc się jednym z bardziej wyczekiwa­nych tytułów indie.

- Poznaliśmy się z Kubą w CD Projekt Red [ci od "Wiedźmina" - przyp. red.]. Potem pracowaliśmy razem w Tech­landzie ["Dyinght Light"]. Długi czas zajmowaliśmy się tworzeniem gier i w końcu dojrzeliśmy do własnego projektu. Początki Reikon Games nie miały wiele wspólnego z robieniem gier, ale to też był proces twórczy, bo trzeba było postawić firmę, wymyślić model biznesowy itp. Teraz pracuje z nami kilkanaście osób i oprócz "Ruinera" wciąż mamy sporo tej pozagrowej pracy, która czasami nie daje spać. Ale satysfak­cja, jaką daje widok podekscy­towanych fanów i dziennika­rzy, z nawiązką rekompensuje włożony wysiłek! - zapewnia. Premiera na początku przy­szłego roku, na razie tylko na peceta.

4 "Seven: The Days Long Gone" Fot. screen z gry "Seven: The Days Long Gone"

Rozmnażanie przez pączkowanie

Takich firm jak stołeczna Reikon jest więcej. Najczęściej pączkują w metropoliach, wokół wielkich producentów, których opuszczają pracownicy poszukujący "kreatywnej wol­ności". Poza stolicą znajdziesz je najczęściej we Wrocławiu i Krakowie. Ale są też osoby preferujące mniejsze miasta. Np. ekipa Fool's Theory na swą siedzibę wybrała oddaloną od zgiełku Bielsko Białą. Tam tworzą "Seven: The Days Long Gone", która trafi na Steama w tym roku. - Po ponad trzech latach pracy nad jednym projektem marzyliśmy o wyciszeniu i odmianie - mówi współzałożyciel studia Jakub Rokosz. - O złapaniu oddechu, ale jednocześnie o znalezieniu miejsca, w którym będzie się dobrze praco­wać. I głównie dlatego zainstalowaliśmy się w dość dziewiczych dla takiej działalności warunkach. Jest też przyczyna bardziej przyziemna. Niższe koszty życia - dodaje.

Zresztą nie tylko Warszawa i Biel­sko Biała: dziś cała Polska wyrasta na światowego potentata w produkcji gier! Nie jest to zasługa je­dynie "Wiedźmina" czy "Dying Light". Mamy już 400 firm działają­cych w tej branży, a sukcesy jednych zachęcają do aktywnej działalności kolejnych!

Nawet opiekuńczo nowoczesne państwo zainteresowało się sektorem gier i postanowiło wesprzeć startujących twórców dotacjami z Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Narodowe go Centrum Badań i Rozwoju (w ramach programu GameInn).

5 "Hotline Miami" Fot. Screen z gry

Droga do wydawcy drogą do gwiazd

Plany planami. W każdym razie kasa i pomoc bardzo by się przydały, bo nie tylko robienie, ale i reklamowanie oraz sprzedawanie gry to nie­ łatwa robota. Twórcy, którzy znaleź­li wydawcę specjalizującego się w takich właśnie mniejszych produk­cjach, robionych przez kilkuosobo­we zespoły, mogą mówić o szczęściu. W przypadku Fool's Theory jest to IMGN.PRO, również z Bielska Białej; na koncie ma np. popularną serię "Truck Simulator". Na jeszcze większy sukces może liczyć Reikon, bo wziął go pod skrzydła amerykański Devolver Digital! To prawdziwi spece od indyków. - Dzięki nim istniejemy. Cały czas aktywnie szukamy tytułów, każdego miesiąca ogrywamy dziesiątki nowości - tłumaczy taki model biznesowy Nigel Lowrie z Devolvera. - Mamy świetnych specjalistów, z prawdziwym nosem do perełek. Dzięki temu udało nam się znaleźć "Ruinera" czy "Hotline Mia­mi", nasz największy sukces sprzedażowy - Nigel tworzy zestawienie, stawiające "naszych" w najlepszym świetle.

Devolver sztukę bycia indykiem do­prowadził do prawdziwego mistrzostwa. Nie chodzi tylko o to, w jakie gry inwestuje, ale też o to, jak działa i jaki ma wizerunek. Do legendy przeszła już wojna prowadzona z fir­mą GES, organizującą najważniejsze targi growe na świecie - Electronic Entertainment Expo (znane jako E3).

GES za miejsce w halach Los Angeles Convention liczy sobie jak za zboże. Dlatego Devolver od kilku lat rozstawia się na parkingu naprzeciw głównego wejścia. To skutkuje dość zabawnymi sytuacjami. W zeszłym roku GES zastawił widok na parking wielkimi przyczepami TIR-ów, więc w tym roku Devolver przyjechał na targi z wielkim balonem ze swym wielkim logotypem. Prawdziwa walka indie-Dawida z korpo-Goliatem, w której ten pierwszy zdecydowanie prowadzi - ostatnio w jego ślady poszli inni, więksi wydawcy.

6 "Lichtspeer" Fot. screen z gry "Lichtspeer"

Indyki jeszcze bardziej indie

Nie wszystkie indyki mają rodziców z takim wsparciem jak Devolver i takim doświadczeniem jak Reikon. Do robienia gier wystarczy bowiem dobrze poznać obsługę engine'u, czyli odpowiedniego programu (w poniższym przypadku: Unity).

Lichthund to firma grafika Bartosza Pieczonki i programisty Rafała Zaremby. Po paru latach pracy w korpo zainwestowali oszczędności i od dwóch lat (razem z twórcą ścieżki dźwiękowej Marcinem Sonnenbergiem) pracują nad "Licht speer". Gra przypomina nieco "Angry Birds", tylko w powalającej neogotyckiej stylizacji, nawiązującej do "Pierścienia Nibelungów" . W ubiegłym roku zasuwali miesiącami, od rana do wieczora.

- W pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, jak bardzo jesteśmy w plecy z harmonogramem - wspomina Bartek. - Uznaliśmy, że jedynym sposobem, by nadgonić, jest odizolowanie się od rozpraszaczy. Wyjazd na wieś i crunchowanie [praca w nadgodzinach - przyp. red.]! Zabraliśmy moją narzeczoną, trzy psy (format od jamnika po labradora), komputer stacjonarny, duży monitor i załadowaliśmy się do 20-letniego sedana. Na miejscu cisnęliśmy tydzień non stop, robiąc tylko 10-minutowe regeneracje w ogrodzie. I oglądaliśmy z rana "Kuchenne rewolucje" - przyznaje. Aktualnie chłopaki dopracowują ostatnie detale swego "symulatora rzutu włócznią". Finalny produkt wkrótce powinien pojawić się na PS4 i platformie Steam.

7 Indie gry coraz popularniejsze Indie gry coraz popularniejsze Fot. Shutterstock

Z drugiej zaś strony ekranu...

Gry indie to niezwykłe zjawisko, które można porównać do niezależnego kina i niezależnej muzy. Mają swoich wiernych twórców, a więc i wiernych fanów! Ze względu na specyfikę rynku dość łatwo im się przebić do mainstreamu - są ku temu platformy (Steam), są wydawcy (Devovler), są wreszcie ludzie, którzy kupują gry, zanim te zostaną skończone (tzw. early access), i sami odwalają marketingową robotę. A dla tych ostatnich najważniejsze jest to, że w grach indie mają największą szansę na znalezienie  tego czegoś, czego nie zrobił nikt wcześniej!