Michael Phelps - pływak, który bał się wody

U progu kariery sportowej Michael Phelps powiedział: 'Chciałbym zdobyć złoty medal olimpijski, niewielu sportowców może powiedzieć o sobie, że go ma'. Chyba żadne zdanie nie brzmi dzisiaj tak groteskowo jak to.
Michael Phelps Michael Phelps MARCOS BRINDICCI/REUTERS

Złoto, złoto, złoto!

Po pięciu złotych krążkach zdobytych na samych tylko igrzyskach w Rio de Janeiro amerykańska gwiazda pływania i światowego sportu ma już ich bowiem 23! Nie, to nie literówka. 23 złote medale zdobyte na czterech igrzyskach olimpijskich. Plus dwa srebrne i jeden brąz. W sumie 28 krążków. To rzecz jasna daje Michaelowi Phelpsowi pierwsze miejsce na liście medalistów.

Pierwsze miejsce to mało powiedziane. Druga na tej liście radziecka gimnastyczka Larysa Łatynina, która przez dziesiątki lat jej przewodziła, ma "jedynie" dziewięć złotych medali. Fiński biegacz długodystansowy Paavo Nurmi i amerykański lekkoatleta Carl Lewis - również. Przewaga Phelpsa jest tak przygniatająca, że aż trudna do uwierzenia. Jest on największym multimedalistą olimpijskim naszych czasów, a być może największym w całej historii igrzysk, obejmującej ponad 2 tysiące lat. Jak to się stało, że jeden człowiek zdobył 23 złote medale igrzysk olimpijskich w pływaniu? Na dodatek człowiek, który nie lubił wody.

BASEN KONTRA ADHD

Michael Phelps w swojej autobiografii, wydanej także w języku polskim, wspomina, że decydujące były igrzyska w Atlancie w 1996 r. Wówczas na olimpijskim basenie ścigali się m.in. Tom Dolan, Tom Malchow, Jeff Rouse, Brad Bridgewater czy Gary Hall Jr. W Baltimore jedenastoletni Michael oglądał ich w telewizji. Zapragnął wówczas zostać mistrzem pływania i pójść w ślady swego rodzeństwa. Starsze siostry pływały wyczynowo, Whitney była nawet o krok od tego, by znaleźć się w kadrze na te igrzyska.

Co ciekawe, podczas rozgrywanych u siebie igrzysk olimpijskich pływacy amerykańscy nie odnieśli oszałamiających sukcesów. Ani Hall, ani Dolan, ani Malchow nie zdominował światowego pływania jak np. Mark Spitz, który podczas igrzysk w Monachium w 1972 r. zdobył aż siedem złotych medali na jednych zawodach, w dodatku za każdym razem bijąc rekord świata.

W Atlancie gwiazdami pływalni byli za to Rosjanie, Aleksandr Popow i Denis Pankratow (zwany "rosyjską łodzią podwodną", gdyż wynurzał się tak późno, że z jego powodu trzeba było zmienić przepisy). Liczyli się też Węgrzy i Nowozelandczycy... Ekipie USA brakowało gwiazd.

Jedenastolatek z Baltimore był już wtedy na etapie oswajania się z wodą. Na basen przyprowadziła go matka, bo usłyszała gdzieś, że pływanie pomoże wyleczyć dziecko z ADHD. To m.in. z tego powodu Michael przeżywał w szkole ciężkie chwile. Jednemu z kolegów przywalił prosto w zęby. Wybuchła afera, matkę wezwano do szkoły, była załamana. Michael nie chciał się przyznać, że pobił tamtego dzieciaka z powodu swych odstających uszu. Kolega je wyśmiewał, a były wielkim kompleksem Phelpsa. Nadpobudliwość zwyciężyła - przydzwonił kumplowi z całej siły.

Basen miał mu pomóc się opanować. Pomógł. Ale początki nie były łatwe. To nie przypadek, że pierwszym stylem, który Phelps opanował, był styl grzbietowy. Długo nie dał się przekonać trenerom, by zanurzyć głowę. Bał się tego panicznie. Pływał więc na plecach, z twarzą nad powierzchnią. Ku zdumieniu instruktorów, pływał wyśmienicie, bił rekordy w swej kategorii wiekowej.

Michael Phelps Michael Phelps STEFAN WERMUTH/REUTERS

Trenerze, ja się nie męczę

Bob Bowman, najważniejszy trener w życiu Michaela Phelpsa, początkowo patrzył na chłopca dość nieufnie. Już przy pierwszym spotkaniu usłyszał bowiem od chłopaka, że ten się nie męczy. Że daje sobie radę z każdym wysiłkiem.

Bowman uśmiechnął się tylko. Wiedział, że dzieciak musi bredzić. Biologii nie oszukasz. Skoro jednak Phelps chciał się przekonać, czym jest trening pływacki, zafundował mu szkolenie, jakiego świat nie widział. Obejmowało np. pływanie od ściany do ściany non stop przez dwie i pół godziny. Bez odpoczynku.

I Phelps pływał. Bowman nie wiedział wtedy jeszcze, że ma do czynienia z człowiekiem skonstruowanym przez naturę dość przedziwnie. Nękające go od dzieciństwa ADHD było spowodowane olbrzymimi nadwyżkami energii. Jego organizm był przystosowany do spalania około 12 tys. kalorii dziennie. To niebywałe, bo ciało przeciętnego człowieka zużywa 3 tys. kalorii na dobę. 12 tys. kalorii to 70 jajek na miękko, 20 tabliczek czekolady albo kilkanaście kotletów.

Przy okazji igrzysk w Rio brytyjski "Independent" opublikował skład typowego śniadania mistrza: trzy kanapki z jajkiem, sałatą, serem, pomidorem, cebulą i majonezem, omlet z pięciu jaj, dwie miseczki owsianki, trzy tosty, trzy naleśniki z czekoladą oraz dwie filiżanki kawy. A to przecież tylko śniadanie.

Do tego dodajmy anatomię. Michael Phelps to człowiek wysoki - 193 cm wzrostu - ale jednocześnie o stosunkowo krótkich nogach. Stawiają one mniejszy opór wodzie. Za to stopy ma potężne i wygięte pod większym kątem niż u innych ludzi. Razem tworzą potężny napęd. Dłonie podobnie.

Czy wiecie, jaka jest pojemność płuc przeciętnego człowieka? Niespełna 5 litrów, o ile jest wysportowany. Niekiedy TLC, czyli pojemność całkowita płuc, wynosi 6 litrów. U kobiet jest niższy.

Phelps ma dziś płuca o pojemności 12 litrów.

Słowem: jest on nie tylko tytanem treningów i zapaleńcem, który kiedyś bał się wody, a z czasem ją polubił. Jest po prostu żywą maszyną stworzoną do pływania. Niemal uchatką czy delfinem w ludzkiej skórze.

Pływak z Baltimore nie popisywał się przed trenerem Bowmanem. On naprawdę się nie męczył. Bowman kazał mu pływać wciąż i wciąż, a on to robił. Stał się niepokonany. No, niemal niepokonany...

Joseph Schooling Joseph Schooling STEFAN WERMUTH / REUTERS / REUTERS

Mistrz z selfie

Pochodzący z Singapuru pływak Joseph Schooling podczas igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 r. należał do grona tych egzotycznych zawodników, którzy startują w eliminacjach, ucząc najbardziej cierpliwych widzów geografii świata i flag odległych państw. Ale nie wystartował. Miał nieregulaminowy czepek i okulary, przez które sędziowie nie dopuścili go do startu. Zaledwie 17-letni pływak siedział na brzegu basenu i płakał z rozpaczy. Wtedy podszedł do niego wielki facet o odstających uszach.

- Nie zwieszaj głowy, chłopcze. Każde takie wydarzenie to doświadczenie, które cię zbuduje, jeśli zachowasz odporność. Wejdź do wody i pracuj dalej - powiedział oniemiałemu chłopcu, który rozpoznał w nim Michaela Phelpsa.

Schooling wspomina, że nie był w stanie odpowiedzieć swojemu idolowi. Cztery lata wcześniej pojechał na igrzyska do Pekinu specjalnie po to, żeby zrobić sobie selfie z Amerykaninem. Przechowywał je jak relikwię. Na prawdziwą odpowiedź odważył się dopiero podczas kolejnych igrzysk, w Rio de Janeiro.

W finale 100 m delfinem popłynął tak wspaniale, że pokonał Phelpsa i zdobył złoty medal. Pierwsze olimpijskie złoto w dziejach dla Singapuru, gdzie witano go jak bohatera. Wtedy Schoolig pokazał zdjęcie sprzed ośmiu lat - chłopiec w okularach i wielki mistrz.

Phelps przegrywał nie tylko ze Schoolingiem - w Londynie lepszy od niego na 200 m motylkiem był Chad le Clos z RPA. W Atenach na tym dystansie Amerykanin przypłynął trzeci. Te przegrane jednak bledną przy liście jego zwycięstw.

Michael Phelps Michael Phelps Fot. CHRISTINNE MUSCHI REUTERS

Śnieżny dzień wagarowicza

W Sydney w 2000 r. był najmłodszym członkiem amerykańskiej ekipy olimpijskiej (miał 15 lat, od blisko siedmiu dekad lat w kadrze USA nie było takiego szczawika), ale już wtedy znalazł się w finale 200 m delfinem. Przypłynął szósty, przed "rosyjską łodzią podwodną" Denisem Pankratowem. Na tamtych igrzyskach obserwował pływaka, którego sam miał za wzór i który później stał się jego wielkim rywalem: Australijczyka Iana Thorpe'a, zwanego "Thorpedą".

A Phelpsa porównywano. Już wtedy dziennikarze widzieli w nim nadzieję amerykańskiego pływania i być może przyszłą gwiazdę basenów. Nikt jednak nie przepuszczał, że aż taką!

Na swoich drugich igrzyskach w Atenach zdobył sześć złotych medali. Mówił, że przed pierwszą wygraną na 400 metrów stylem zmiennym śnił mu się film "Cud w Lake Placid". To opowieść o amerykańskiej drużynie hokejowej, która wygrała igrzyska w 1980 r., choć krótko przed nimi ledwie zremisowała 3:3 z uważaną za kopciuszka Norwegią. Phelpsowi przyśnił się trening, jaki po tamtym remisie zaaplikował hokeistom legendarny trener Herb Brooks. Amerykanie jeździli od bandy do bandy, aż padli. Na cztery dni przed początkiem igrzysk przegrali jeszcze w towarzyskim meczu z ZSRR aż 3:10, ale gdy przyszły kluczowe zawody, nie zawiedli.

- Też tak pływałem, od ściany basenu do ściany, młócąc wodę pozornie bez sensu - uświadomił sobie Phelps, po czym przypomniał sobie słowa swego trenera Boba Bowmana. To on twierdził, że każdy trening, po którym czuje się zmęczenie, jest jak pojedyncza wpłata na konto. - Im więcej ich uzbierasz, tym więcej będziesz miał środków, gdy przyjdzie potrzeba - tłumaczył Phelpsowi.

I Amerykanin zbierał. Gdy zwykłe pokonywanie długości basenu nie wystarczało, pływał jedynie przy pomocy nóg. Albo tylko ramion.

Przez cztery lata przerwy między igrzyskami w Sydney i Atenach opuścił zaledwie cztery dni treningowe - powodem było wyrwanie zęba. Między Pekinem a Rio z 1458 dni treningowych stracił dwa - bo była śnieżyca i nie mógł dojechać.

Człowiek na marsie

To dlatego wystartował na tych igrzyskach, choć mówiło się, że nie zdoła. W 2014 r. przyłapano go przecież na jeździe pod wpływem alkoholu. Wcześniej wpadł na paleniu marihuany, przez co umowę wypowiedział mu jeden z jego sponsorów - firma Kellogg's produkująca płatki śniadaniowe. Chciała, by reklamował je mistrz, ale nie mistrz jarający skręty. Phelps opowiadał, że dotarło do niego, co zrobił, gdy zobaczył swoje nazwisko na żółtym pasku wiadomości w każdej telewizji.

Nie oszukuje się jednak. Wie, że po zakończeniu kariery będzie miał duży problem z przystosowaniem się do normalnego życia. - Basen jest bezpieczny. Ma ściany, liny wyznaczające tor i jeszcze pasek na dnie, pokazujący kierunek, w którym muszę płynąć. Wszystko jest jasne. W życiu takiego paska nie ma - powiedział kiedyś.

Po Atenach, na kolejnych igrzyskach w Pekinie amerykański mistrz pobił rekord wszech czasów Marka Spitza z Monachium - wywalczył osiem złotych krążków na jednej imprezie. W Londynie dodał do tego cztery kolejne, w Rio - pięć.

Przed Pekinem dziennikarze zapytali Marka Spitza, co by się stało, gdyby Michael Phelps wyrównał jego rekord i zdobył siedem złotych medali.

- Wtedy mógłby się czuć jak drugi człowiek, który postawił nogę na Księżycu - rzekł stary mistrz.

- A gdyby wywalczył ich osiem i poprawił rekord?

- Wtedy mógłby się czuć jak pierwszy człowiek, który postawił nogę na Marsie.

Więcej o: