Bob Dylan: współczesny Homer

Trzy lata po wydaniu swej pierwszej płyty Bob Dylan powiedział: 'za dwa lata przeminę i będziecie robić wywiad z kim innym'. Pół wieku później przyznano mu literacką Nagrodę Nobla. Ale wywiady rzeczywiście były z kim innym, bo piosenkarz długo nie odbierał od nikogo telefonu.
1 Swietłana Aleksijewicz odbiera Nagrodę Nobla z rąk króla Szwecji Karola Gustawa Swietłana Aleksijewicz odbiera Nagrodę Nobla z rąk króla Szwecji Karola Gustawa TT NEWS AGENCY / REUTERS / REUTERS

Klaun na zawsze

To dość niecodzienna sytuacja. Nigdy dotąd żaden piosenkarz nie dostał literackiej Nagrody Nobla (muzycznej wszak nie przyznają). Na dodatek żaden laureat nie zachowywał się w ten sposób. Kilka dni po roztrąbieniu informacji o nagrodzie przez wszystkie media przyznająca ją Akademia Szwedzka wciąż nie mogła skontaktować się z artystą. Dylan zwyczajnie nie odbierał telefonu.

NAGRODA DLA DYLANA CZY DYLAN DLA NAGRODY?

A przecież ta nagroda wzbudziła wiele emocji. Zewsząd podniosły się głosy mówiące, jaki wpływ Bob Dylan wywarł na ludzi, na muzykę, na popkulturę. Filip Łobodziński, który od lat jest nim zafascynowany i przełożył na polski teksty jego piosenek, twierdzi, że ten artysta zwyczajnie sprowokował kulturę popularną do tego, by zaczęła tworzyć teksty o czymś. To dzięki niemu poezję można odnaleźć także w wielkich hitach.

Merytorycznie zasadność wyróżnienia Dylana negowana jest rzadko. Więcej wątpliwości budzi jej znaczenie. W ostatnich latach ta bodaj najbardziej prestiżowa w świecie nagroda raczej kierowała powszechną uwagę laików na nazwiska pisarzy i poetów rozpoznawanych głównie przez znawców i  miłośników literatury, mniej obecne w kulturze masowej. Rozsławiła Orhana Pamuka, Imrego Kertesza, Elfriede Jelinek czy Hertę Muller. Dylana rozsławiać nie trzeba, on nie potrzebuje tej nagrody, by być znanym, słuchanym i cenionym. Nie brakuje wręcz głosów, że to raczej Noblowi potrzebny jest Dylan, a nie odwrotnie. Dzisiejszy Dylan bowiem już o nic nie zabiega i z nikim nie rywalizuje.

Pytanie, jak wpłynie taka nagroda na postrzeganie muzyka, który dotąd kroczył po dość niezwykłej ścieżce krzyżującej muzyczne i literackie peryferia z głównymi nurtami popkultury. Czy wręcz nie zmieni unikalnego charakteru tego wykonawcy? Jak sam śpiewał:

"Tak szybko zapomnieliście,
że zawsze byłem klaunem.
Dlaczego więc teraz
pragniecie zmian dla mnie?"
(Why Try to Change Me Now, tłum. własne)

2 Bob Dylan Bob Dylan Gustavo Nacarino / Reuters / REUTERS / REUTERS

Król złodziei

W uzasadnieniu nagrody Bob Dylan został przez Akademię Szwedzką porównany do Homera i Safony. Homer wydaje się pasować idealnie - wędrowny aojda, czyli pieśniarz i recytator, ojciec poezji epickiej. Poeta, który gromadził opowieści, i za pomocą słowa i liry tworzył z nich ponadczasowe eposy i dzieła. Z Dylanem przecież nie jest inaczej. W 1965 r. piosenkarz folkowy Ewan MacColl pisał o nim jeszcze, że tworzy "trzeciorzędne podróbki", które na dodatek miały się nie trzymać reguł wypracowanych przez lata przez ten gatunek muzyczny. Z czasem zaczęto w nim widzieć wręcz genialnego złodzieja, który zaszczycał swymi kradzieżami. Absurd? Eric Lott, który napisał książkę o współczesnych rybałtach, tak właśnie postrzegał działania Boba Dylana: "jeżeli moja twórczość zainspirowała kogoś takiego jak on, to jest to zaszczyt" - powiadał. "Ci, którzy wytykają mi złodziejstwo, nie rozumieją, że na tym polega twórczość ludowa. Polega na łączeniu zasłyszanych wątków i melodii, by można było dzięki temu wrócić do korzeni i wiedzieć, skąd pochodzimy" - komentował sam Dylan.

Niewątpliwie był współczesnym rybałtem. Uznawano go za ostatniego barda, który krąży po miastach i miasteczkach, by uświadomić ludziom, skąd się wzięli. Nie tworzył piosenek, ale pieśni, sięgające do muzyki czarnych mieszkańców amerykańskiego Południa, do folku, ballad szkockich i irlandzkich, do pieśni kowbojskich, włóczęgowskich opowieści z czasów kryzysu, do kultury emigrantów, niewolników, traperów, wędrowców, do Owidiusza, Petrarki, Byrona, Dickensa, Brechta, nawet do żeglarskich i wielorybniczych szant, do Biblii wreszcie i Tory. Pieśni, które stawały się modlitwami i po których wokół Dylana gromadzili się już nie tylko słuchacze, krytycy, muzyko- i literaturoznawcy, ale wręcz wyznawcy.

"Religią jest piosenka, jestem jej kaznodzieją" - mówił Dylan, chłopak z rodziny osiadłych w Minnesocie żydowskich imigrantów z Odessy. Teraz jego teksty analizują i świeccy, i wyznawcy chrześcijaństwa i judaizmu. Bo też Dylan ma wiele wspólnego z nimi wszystkimi. Andrzej Stasiuk w rozmowie dla wyborcza.pl swój pierwszy kontakt z kasetą z muzyką Dylanowską opisał tak: "Powiedzmy, że zjawił się Duch Święty i mnie natchnął. Po prostu coś się otworzyło w głowie".

A Bruce Springsteen stwierdził, że o ile Elvis Presley uwolnił swą twórczością nasze ciała, o tyle Bob Dylan zrobił to z umysłami.

3 NOBEL-PRIZE/LITERATURE NOBEL-PRIZE/LITERATURE Â Mario Anzuoni / Reuters / REUTERS

Nostalgia w prostatach hippisów

Kiedy Dylan po pierwszych dwóch folkowych albumach zaczął nagrywać muzykę bardziej rockową, wydawało się, że porzuca poezję na rzecz treści znacznie prostszych. Tymczasem on rocka uszlachetnił, pokazał, że właściwie nie ma gatunku muzycznego, do którego nie można zastosować języka literackiego. Folk, blues, rock i rock and roll - wszystkie te gatunki mogą nieść ze sobą istotne treści. Każda z tych odmian może stać się muzycznym kościołem.

"Wszystkie prawdy na świecie sumują się w jedno wielkie kłamstwo" - powiedział kiedyś. O śmierci i prawdzie pisał i śpiewał częściej niż o miłości i szczęściu. Do prawdy miał stosunek niemal agnostyczny. "Jedyna prawda jest taka, że nie ma na tym świecie żadnej prawdy. Cokolwiek się mówi, mówi się szybko i bez namysłu. Nie ma czasu na refleksję. Fastrygujesz, prasujesz, pakujesz się i jazda" - pisał w swojej autobiografii "Moje kroniki". A na płycie "Bringing It All Back Home" z 1965 r. śpiewał:

"Poszukać słów kreślących prawdę
zupełnie jest bez celu.
Nie ma, nie ma bowiem prawdy
poza Bramami Edenu."
(Gates of Eden, tłum. własne)

W tym samym 1965 r. wydał jeszcze płytę "Highway 61 Revisited". To na niej utwór "Highway 61" zaczął od mrożącej krew w żyłach frazy "Rzekł Bóg do Abrahama: zabij mi syna". Z jednej strony - nawiązanie do Biblii. Z drugiej - do osobistych przeżyć, wszak ojciec Boba Dylana miał na imię Abraham, Abe Zimmerman (nazwisko Zimmerman piosenkarz zmienił oficjalnie już w 1962 r. na Dylan, na cześć walijskiego poety Dylana Thomasa). W dodatku ten tekst to przecież komentarz do sytuacji, w jakiej znalazły się Stany Zjednoczone. Do wojny w Wietnamie, ofiary z młodej krwi i jego konfliktu ze starszym pokoleniem, wynoszącego ruch hippisowski.

Brytyjski pisarz Irvine Welsh tak właśnie skomentował przyznanie Dylanowi noblowskiej nagrody: "Ta nagroda to efekt źle pojmowanej nostalgii, której źródła tkwią w prostatach podstarzałych hippisów". Sam Dylan twierdził, że nigdy nie czuł się głosem ani rzecznikiem swego pokolenia. Choć czasem angażował się w  sprawy bieżące - np. w 1975 r. nagrał słynny protest song "Hurricane", którym wstawiał się za czarnoskórym bokserem Rubinem Carterem, skazanym na dożywocie po kontrowersyjnym procesie i na podstawie sfabrykowanych dowodów.

4 Bob Dylan na The Hop Festival w Paddock Wood. 2012 rok. Bob Dylan na The Hop Festival w Paddock Wood. 2012 rok. Â Ki Price / Reuters / REUTERS / REUTERS

Muzyka nie ocali świata

Już na trzeciej płycie "The Times They Are a-Changin", krytykował Stany Zjednoczone. "Moje imię nic nie znaczy. Mój wiek - jeszcze mniej. Urodziłem się w kraju, który zwą Środkowym Zachodem". Wypominał Amerykanom wiarę, że w toczonych przez siebie wojnach mają Boga po swojej stronie. Judasz Iskariota również tak myślał. Wielokrotnie twierdził, że prędzej czy później jego ojczyzna zostanie osądzona. Niechaj nie myśli, że uniknie sądu, tak jak unikała dotąd.

Najbardziej jednak znanym jego protestsongiem był ten z drugiej płyty:

?Ile oddziela nas granic i rzek
od sensu, który jest w nas?
Ile mórz ujrzy ptak, nim ocali go brzeg
i długi sen w ciszy gwiazd?
Ile jeszcze eksplozji ogłuszy ten wiek,
tę ziemię zasieków i krat?
Odpowiedź zna wiatr, odpowiedź gwiżdże wiatr,
Odpowiedź, odpowiedź gwiżdże wiatr?.
(?Blowin? in the Wind?, tłum. Stanisław Barańczak)

Tekst to niezwykle uniwersalny, nie związany z żadnym konkretnym wydarzeniem, pełen retorycznych pytań, na które - skoro są retoryczne - odpowiadać próbuje tylko głupiec. Ale zawierający jednak nadzieję. "Odpowiedź gwiżdże wiatr" można bowiem odczytać jako bezradne "któż to może wiedzieć". Ale czy nie lepiej widzieć w tym zapowiedź nadejścia lepszych czasów?

Dylan sam uważał jednak, że nigdy w życiu nie napisał politycznej piosenki. "Muzyka nie ocali tego świata" - oznajmiał stanowczo. Ciekawe, a "Blowin' in the Wind" nie zmieniła świata? A "Like a Rolling Stone" tego nie zrobiła? A anarchistyczna "Rainy Day Women (Everybody Must Get Stoned)", której ironii w latach sześćdziesiątych nie złapały stacje radiowe w USA i Wielkiej Brytanii, zakazując jej grania jako sławiącej narkotyki i "bycie na haju"?

5 Bob Dylan Bob Dylan ROBERT GALBRAITH / REUTERS / REUTERS

Znikam, żeby mnie nie ukrzyżowali

Bob Dylan jest nie tylko poetą. Okazał się także całkiem niezłym aforystą, autorem wielu znakomitych bon motów, niemal idealnych do wpisania komuś do pamiętnika.

"Nikt nie jest w pełni wolny. Nawet ptaki są przykute do nieba? - twierdził bezceremonialnie.

"Pogodziłem się z chaosem, ale nie jestem pewien, czy chaos pogodził się ze mną" - dodawał żartobliwie, twierdząc że chaos to jego największy przyjaciel.

A może właściwie nie żartobliwie? U Boba Dylana właściwie nie do końca wiadomo, co żartem jest, a co szczerym przemyśleniem. Jak w cytacie: "Strzeżcie się łazienek, w których nikt nie pisze po ścianach".

Nagroda Nobla dla barda z gitarą i harmonijką ustną może dziwić, ale Bob Dylan zawsze uważał się w pierwszej kolejności za poetę, a dopiero potem za muzyka.

Telefonu od Szwedów długo nie odbierał. Jak mówi: "bycie zauważanym może być ciężarem. Jezus dał się ukrzyżować, bo był zauważany. Więc ja często znikam".