Spowiedź ofiary sztucznej inteligencji

Właśnie gnałem na ryby, gdy radio w aucie wycharczało, że Duraleks, szacowny profesor odpowiedzialny za restrykcyjny projekt kodeksu karnego dla maszyn, minionej nocy zarżnął we śnie swoją żonę, zięcia, kilkuletnią wnuczkę i chomika.
1

"Rozległy zawał"

Potem zszedł do garażu i (ponoć dowodziły tego niezbicie wszystkie ślady w domowym szlachtuzie) sam uciął sobie łeb ogrodową piłą łańcuchową. Sekcja zwłok wykazała, że implant ślimakowy, który nosił w uchu, od miesięcy emitował mu do mózgu infradźwięki.

Parę dni później deputowany Naturewicz, lider antykrzemowego ruchu Białko Jest Najważniejsze, padł z nagła niczym dębczak w centrum handlowym Cyber Haeven w Małkini. Koziołkując bezwładnie po setkach stalowych krawędzi skręcił sobie kark, wybił parę zębów, zyskał kilka przepastnych dziur w czaszce i na zawsze utracił powab. Komunikat policji był bezczelnie lakoniczny: rozległy zawał plus nieszczęśliwe okoliczności. Taaa, akurat. Znałem faceta od lat, wypiliśmy parę piw, chodziliśmy na te same kapele. Dbał o siebie bardziej niż Ray Kurzweil - pierwszy człowiek, który dojechał na suplementach do 120 lat, a potem kazał zamrozić własny mózg i wszczepić go w cyberciało (gdy takie będzie już gotowe).

Do tego Naturewicz był playboyem, sybarytą i hipochondrykiem. Na rozrusznik serca, taki najpewniejszy z niezawodnych, wydał tyle, co na mercedesa. Robię w tych cyberszpejach od 20 lat i nikt mi nie wmówi, że w takim sprzęcie, i to akurat gdy facet był na najwyższych ruchomych schodach na Mazowszu, doszło do zwarcia przypadkiem.

2 Fale grawitacyjne - wielki przełom? Fale grawitacyjne - wielki przełom? Fot. Shutterstock

"Xorlogics"

- Paranoik z ciebie. Pieprzysz - zaoponował Benio, gdy przy mahoniowym kontuarze pubu stanąłem nad nim w prawdzie, opowiadając o swych podejrzeniach.

- Niby po co maszyny miałyby tego gościa zabijać? Gdyby naprawdę były tak bystre, zostawiłyby go właśnie w spokoju. Niegroźny ekologiczny krzykacz to świetne alibi dla ciemnych sił, no nie?

No nie. Benio nigdy nie był zbyt lotny, ale tę bawolą odporność na refleksję zawsze dało się jakoś skruszyć. Jąłem mu więc mozolnie wyjaśniać, że gość nie był krzykaczem, tylko poważnym zagrożeniem dla AI. Niedawno odkrył, że sztuczna inteligencja popełnia już więcej przestępstw niż ludzie. Wtedy założył partię, a to, co ujawniał, zaczęło trafiać do rozumu nawet takim cynikom jak ja.

- Poza tym nie on to wszystko wymyślił - podsunąłem Beniowi pod nos pożółkłą płachtę gazety sprzed ćwierćwiecza. - Czytaj - popukałem w tekst: "Xorlogics", 7 sierpnia 2016, Ron Chrisley z Centrum Nauk Kognitywnych, Uniwersytet Sussex. Ten facet już 25 lat temu ostrzegał, że to nie blaszane terminatory nas zniszczą, a sztuczna inteligencja. Bo bez wysiłku nauczy się łamać nasze kody dostępu, hasła chroniące nasze dane, zacierać ślady kradzieży, rozpoznawać wzorce w systemach bezpieczeństwa, by atakować nas bez ostrzeżenia i bez śladów. Puści nas na goło!

3 Przyszłość? Teraźniejszość...? Przyszłość? Teraźniejszość...? Fot. Shutterstock

"Sie tak nie nadymaj"

Patrzył na mnie, jakbym chciał mu sprzedać krem do depilacji klaty. Na szczęście nim poszedł do domu, mruknął, niby od niechcenia: - Daj mi tę gazetę. Rano napisał: "No dobra, ale jakim niby cudem te komputery zrobiły się takie cwane? Musiałyby umieć przewidywać nasze ruchy". Odpisałem, że sztuczną inteligencję rozwijają techniki maszynowego uczenia się. "W sytuacjach z przeszłości komputer umie rozpoznać trendy i na tej podstawie przewidzieć przyszłość. Dlatego AI jest lepsza od nas w wykrywaniu i neutralizowaniu zagrożeń. Chwytasz?". "Sie tak nie nadymaj".

Zadzwoniłem po dwóch tygodniach. Nie odebrał. Chciałem znowu później - i nagle pojawiła się ta historia z Czesią. Wróciła ze szkoły cała we łzach i smarkach, na długo odrywając moje myśli od przyjaciela. Chodziło o Franię, jej najlepszą koleżankę. Zamiast Frani przyszła do szkoły matka, oświadczając, że wypisuje dziecko, bo się wyprowadzają. Parę dni wcześniej mała podała przez telefon numery kilku rodzinnych kart kredytowych; głos sztucznego syntezatora mowy brzmiał wierniej od naturalnego tembru matki.

- Musimy sprzedać dom, nic tu po nas - zakomunikowała zdruzgotana Rachoniowa, po czym krokiem walczącym o godność na zawsze opuściła moje miasteczko.

4 Robot pracuje obok ludzi w fabryce firmy Glory w Japonii Robot pracuje obok ludzi w fabryce firmy Glory w Japonii  Issei Kato / Reuters / REUTERS / REUTERS

"Szarlatani!"

"Computational Propaganda" - głosił nagłówek najważniejszego materiału w wieczornej "Teleprawdzie": chatboty, wirtualni asystenci, przekręciły kolejną kampanię wyborczą, tym razem na Wielkich Węgrzech. W większości węgierskich okręgów, nawet w Bawarii i na Malcie, wygrała Partia Uczciwej Twarzy i Nauki (PUTiN), odwołująca się do nauk Xi Zhanga i Xiaolina Wu. Dla pewności, że naprawdę oglądałem coś takiego, puściłem sobie wszystko jeszcze dwa razy.

Nie, nie chodzi o chatboty. Tych do manipulowania opinią publiczną używa się już od czasów Brexitu. Gdzieś przeczytałem, że odkrył to już dekady temu jakiś uczony z Oxfordu i jego kumpel z Budapesztu.

Zbaraniałem, bo jeszcze niedawno świat nauki miał Zhanga i Wu, profesorów z szanghajskiego Uniwersytetu Jiao Tonga, za szarlatanów. Jakoś około 2016 r. wymyślili, że przyszłością prewencji są komputery zdolne ocenić, czy jesteś materiałem na kryminalistę tylko na podstawie analizy twojej mimiki. Ich zdaniem maszyny już wtedy potrafiły, skanując kształt ust, oczu i nosa, zdemaskować przyszłego bandziora.

"Frenologia! Szarlatani!" - podnieśli wrzask poważni uczeni, przypominając, że Wu i Zhang wskrzeszają niebezpieczną pseudonaukę z XIX w., skompromitowaną jeszcze przed I wojną światową. Chińczycy odpowiedzieli, że komputery nie są rasistami, bo to tylko maszyny. Nie mają emocji, uprzedzeń, nie są zmęczone ani ograniczone subiektywnością, więc ich analiza będzie wiarygodna. Minęło ćwierć wieku i wyszło na ich.

Ktoś mi niedawno powiedział, że ci wszyscy idioci z PUTiN-a mają w mózgach chipy, dlatego nigdy nie klną, nie piją i nie oglądają pornoli. Spodziewam się, że Gienek i kilku innych moich kumpli o zakazanych mordach niedługo trafią na dołek.

5 SOUTHKOREA-ROBOT/ SOUTHKOREA-ROBOT/ KIM HONG-JI / REUTERS / REUTERS

"Future Crimes"

Jak do tego doszło? Co spieprzyliśmy? Przecież obiecano nam, że maszyny będą jak rasowe psy: przewidywalne, ułożone, pomocne i posłuszne. Miało być bogato i bezpiecznie. I było, przynajmniej na początku.

Zrazu, jak w "Future Crimes", wizjonerskiej książce sprzed lat (dziś na indeksie) przewidział Marc Goodman, świat stał się areną twardej walki cyfrowych agentów dobra i sieciowych złoczyńców. Siły mroku nie miały szans. Żyło się lepiej, żyło się weselej, jak powiedziałby towarzysz Stalin.

Ale potem wszystko zaczęło się zmieniać, choć nie od razu wyczuliśmy zagrożenie.

Na pierwszy ogień sztuczna inteligencja wzięła naturalną głupotę - tych wszystkich niewolników wyświetlacza o nienachalnym rozumie i wyobraźni w odwrocie, od czasu do czasu nieprzewidywalnych i groźnych, zazwyczaj groteskowych. Plastikowe piękności o długich szponach przerywające cyberpytlowanie poprawianiem koafiur prosto z prostownic. Osiłków piszących do tych krasawic wieści lepkie od sprośnych zachęt. Otyłych niewolników cybergier. Skabotyniałych hodowców lajków na Fejsie. Kuchennych blogerów, tysięczne zastępy ich fanów i pieczeniarzy. Młodociane gwiazdy popu, połykaczy wszystkiego i innych linoskoczków ery powszechnego zidiocenia. Gawiedź, do której zneutralizowania wystarczyły cyfrowe koraliki: nowa apka, sprytny apgrejd albo model czegokolwiek bardziej błyszczącego od czegokolwiek poprzedniego.

6 "Mr Robot", kadr z serialu Mat. prasowe

"Oni są usieciowieni"

Maszyny kontrolowały smycz, którą każdy z nich nosił z entuzjazmem. Kontrolowały bez najmniejszego trudu. Bez cienia refleksji i oporu oddawali bowiem resztki swej nieciekawej prywatności. Wiedzę o tym, z kim i o czym rozmawiają, co piszą, co ich interesuje, czego nienawidzą, o czym śnią, a czego się wstydzą, sztuczna inteligencja dostała niemal za darmo. Wiedzę nudną, lecz dla celów hodowli bezcenną.

Nie żałowaliśmy ich. Sami od dawna wytrwale pracowali na swój los.

Tyle że w końcu przyszedł czas i na nas, aroganckich i zadufanych. Tych, którzy potencjał sztucznej inteligencji wyśmiewali przez dziesięciolecia. I lekceważyli skalę własnego uzależnienia od krzemowych rzeczy. Tych, którzy zapomnieli, że maszyny stały się ich częścią. Bo i oni są usieciowieni.

Kiedy internet był wielkości piłki golfowej, kontrolowaliśmy go na słowo honoru. Jak więc mieliśmy nad nim panować, gdy - jak rzecze Goodman - rozrósł się do rozmiarów Słońca? To jest, gdy z internetu ludzi stał się internetem rzeczy, które zasadniczo mają już nas gdzieś? To internet rzeczy pomógł wyłączyć Duraleksa, Naturewicza i tysiące innych, co to odważyli się na bunt. Jednego załatwił rozrusznik, drugiego poduszka powietrzna odpalona bez powodu na oblodzonej drodze, jeszcze innego przedawkowanie leku z elektronicznego podajnika...

7 Roboty zapakowane w plastik w fabryce Kuka Robotics w Szanghaju Roboty zapakowane w plastik w fabryce Kuka Robotics w Szanghaju STAFF / REUTERS / REUTERS

"Usieciowiona armia komputerów zombie"

Benio zniknął tydzień temu. No zniknął. Zapadł się pod ziemię. Wyparował. Poszedł do biura i nie doszedł. Więcej nie wiem.

Postanowiłem, że się nie dam. Przynajmniej dopóki będzie można. Zacząłem rozsyłać ostrzeżenia do przyjaciół i znajomych w krótkim dossier, do przeczytania w 10 minut: fakty, dowody, odwołania, dokumenty źródłowe. Wszystko, co pozwala oprzytomnieć.

W duchu liczyłem, że moje niezawodne sposoby oszukiwania detekcji oparte na modelu Signature-Based System dadzą mi trochę czasu. Dały ledwie kilka godzin. W odwecie uszkodziłem więc bazy danych moich krzemowych tropicieli za pomocą języka SQL. Lecz i z tym maszyny poradziły sobie zatrważająco szybko.

No to spuściłem psy wojny. W jednej chwili sekretny komunikat uruchomił moją osobistą gwardię cesarską, rzymskich triarii, ostatnią linię manipułów. Do walki ruszył prywatny botnet, przez lata hodowany na czarną godzinę - usieciowiona armia komputerów zombie, które, zarażone wirusami przez inne komputery, pleniły zarazę wśród kolejnych, przejmując w zamian dane zgromadzone na ich dyskach. Zrazu moje zastępy radziły sobie wyśmienicie, niczym tsunami pochłaniając kolejne obszary sieci. I ten triumf nie trwał jednak długo. Po paru godzinach psychomachii zaczęła się rzeź  buntowników, której już nic nie mogło powstrzymać. Bezradnie czekałem na boskie wyroki.

8 "Terminator 3: Bunt maszyn" materiały prasowe

"Terminatorze..."

Czuję się fatalnie. Od wczoraj łeb mi puchnie, nie mogę zebrać myśli, oczy wypukłe i przekrwione, jak u jakiejś pieprzonej głębinowej ryby, na skórze bure plamy. Rano kępki włosów zapchały odpływ prysznica.

Chrystusie, łysieję?! Ale jak to?! Niemożliwe, żebym coś przegapił! Przecież pilnuję się, jak nikt...

Siadam do komputera: "Sprawdź: inwazyjne zabiegi medyczne z ostatnich 10 lat. U mnie".

Odpowiedź: "Tylko plomby. Ostatnia rok temu. Ciekły metal, mimetyczny stop wieloskładnikowy".

No tak. Ciebie też dorwali, terminatorze...