Millenialsi - pokolenie pożyczania

19.05.2017 14:36
Sól od sąsiadki, pompkę od kumpla, pieniądze od rodziców - dawniej pożyczaliśmy i chętnie, i często. Nadal to robimy, ale limity już nie istnieją. Supergarnitur, zamek, wypasiona bryka? Żaden problem. Przy okazji oszczędzamy, a nawet zarabiamy, udostępniający innym to, co mamy.
1 Cristiano Ronaldo Cristiano Ronaldo Fot. Marcos Mesa Sam Wordley / Shutterstock.com

Auta za 41 groszy za minutę

Planujesz weekend w Londynie, ale pięciogwiazdkowy hotel jest zbyt drogi? Na Airbnb.com znajdziesz setki miejsc do wynajęcia - od kawalerek w cenie studenckiego hostelu po angielskie zamki, w których weekendy spędza Cristiano Ronaldo. Chcesz przejechać się fajną furą, ale twoje konto świeci pustkami? Dzięki 4Mobility wypożyczysz auto za 0,41 zł za minutę. Dzięki prostym w obsłudze aplikacjom możesz stać się również tymczasowym właścicielem markowych garniturów, dizajnerskich mebli i narzędzi potrzebnych do prac domowych. Wszystko w cenie wielokrotnie niższej w sklepie - w ten sposób rynek wychodzi naprzeciw oczekiwaniom millenialsów.

2 Open'er Festival 2015. Drake Open'er Festival 2015. Drake RAFAŁ MALKO

Oto idą millenialsi

Pod tą nazwą kryją się przedstawiciele pokolenia urodzonego pomiędzy połową lat 80. ubiegłego wieku a początkiem nowego tysiąclecia. Millenialsi chcą wypożyczać, a nie kupować, chcą przeżywać, a nie akumulować, chcą dzielić się, a nie trzymać dla siebie.

Tę małą stabilizację zapewnia im dostęp do dóbr, do których mogą się dobrać za pomocą kliknięcia w aplikacji smartfona. Ale to nie znaczy, że niczego w posiadanie nie obejmują. Dla nich własnością jest dostęp, a więc umiejętność korzystania z narzędzi.

Dla młodego pokolenia skończył się bowiem nie tylko amerykański sen o domku na przedmieściu otoczonym białym płotkiem, ale nawet ten skromniejszy, polski, o segmencie w Wilanowie.

Urodzeni po 1980 r. coraz częściej zasilający szeregi prekariatu (zatrudnieni na podstawie elastycznych umów), zaakceptowali, że są, i pewnie będą, mniej zamożni od swoich rodziców, bo weszli na rynek pracy w czasie kryzysu, obserwując, jak starsze pokolenie z dnia na dzień traciło pracę, fortuny i poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli zajmują szanowane stanowiska, część pensji wypłaca im się w... prestiżu. A kto się wiąże z korporacją, zaprzedaje duszę diabłu w zamian za zdolność kredytową. Ci, dla których najważniejsza jest wolność, godzą się z tym, że może nigdy nie postawią posiadłości ani nie będą ścigać się porszakiem. Ale to nie znaczy, że trzydziestolatkowie są gotowi iść na kompromisy. Wręcz przeciwnie, żądają od życia więcej - chcą podróżować za grosze, ale na koniec świata, nosić garnitury Gucciego, ale z drugiej ręki, jeździć bmw, ale na minuty.

Maksymalni minimaliści przez Marie Kondo, japońską specjalistkę od wyrzucania zbędnych przedmiotów, zostali nauczeni, że sprzątanie ma magiczną moc, i rzeczy zastąpili doświadczeniami. Zamiast kolekcji płyt zbierającej kurz na półce swoje albumy Led Zeppelin, Drake'a i Dawida Posiadło zbierają na Spotify, zdjęcia wrzucają na Instagrama, a nie do pudła pełnego wspomnień, a ubrania oddają, sprzedają i wymieniają.

Wygodne? Oczywiście. Zwłaszcza że jak zauważa Justyna Sarnowska z Młodzi w Centrum Lab, Uniwersytet SWPS, "bardzo szybko zmieniają się gusty i upodobania, a więc przedmioty mają coraz krótszy cykl życia. Młodzi ludzie, chcąc być elastyczni, uznają, że przedmioty ograniczają ich wolność".

3 Szybki rozwój i ogromny potencjał przewozów, które wykonuje Uber tłumaczy jego obłędną wycenę (66 mld dol). Uber jest firmą, której szalone tempo ekspansji wciąż pożera zyski.

Niezobowiązujące zajęcie dające niemały zarobek jest nie do pogardzenia w świecie, gdzie finansowy kryzys sprzed ośmiu lat do dziś odbija się czkawką. Uber doskonale wstrzelił się w swój czas. Nie mógł pojawić się wcześniej, bo nie było telefonów z dotykowymi ekranami. Dziś jego ekspansję (500 miast, 70 państw) napędzają rozmiłowani w smartfonach millenialsiAplikacja firmy przewozowej Uber Szybki rozwój i ogromny potencjał przewozów, które wykonuje Uber tłumaczy jego obłędną wycenę (66 mld dol). Uber jest firmą, której szalone tempo ekspansji wciąż pożera zyski. Niezobowiązujące zajęcie dające niemały zarobek jest nie do pogardzenia w świecie, gdzie finansowy kryzys sprzed ośmiu lat do dziś odbija się czkawką. Uber doskonale wstrzelił się w swój czas. Nie mógł pojawić się wcześniej, bo nie było telefonów z dotykowymi ekranami. Dziś jego ekspansję (500 miast, 70 państw) napędzają rozmiłowani w smartfonach millenialsiAplikacja firmy przewozowej Uber ŁUKASZ GŁOWALA

Prestiż nieposiadania

Odpowiedzią na potrzebę pożyczania, a jednocześnie chęć dzielenia się doświadczeniami, jest sharing economy, czyli ekonomia współdzielenia. Magazyn "Time" uznał sharing economy za jeden z dziesięciu pomysłów, które zmienią świat, wróżąc tej branży nie tylko wpływ na życie millenialsów, ale także w skali makro - na globalny rynek.

Rok temu ekonomia współdzielenia wygenerowała 14 miliardów dolarów zysku, a za osiem lat kwota ta ma wzrosnąć dwudziestokrotnie. W Polsce z dobrodziejstw nowych usług korzysta już jedna piąta internautów. Jak twierdzi Nate Blecharczyk, współzałożyciel Airbnb i jeden z pierwszych beneficjentów nowego modelu ekonomicznego, zbudowanie podwalin pod sharing economy to zasługa Facebooka.

- To media społecznościowe nauczyły ludzi dzielenia się - uważa Blecharczyk.

Korzystanie zamiast kupowania pozwala na takie właśnie ekscesywne przeżywanie. Aplikacje na smartfonie zapraszają do podjęcia wyzwania, do przygody. Z właścicielką mieszkania z Airbnb w Rzymie można wplątać się w romans, z kierowcą Ubera porozmawiać o setnym golu Lewandowskiego, a z maklerem amatorem z Trejdoo obstawić spadki na chińskiej giełdzie.

I to wszystko bez zobowiązań, bo przecież millenials jest związkofobem. Nie chce się wiązać - z dziewczyną, miejscem ani pracą. Wszelka deklaracja ogranicza. A nie ma przecież deklaracji bardziej wiążącej niż wzięcie kredytu na mieszkanie, kupno samochodu na raty czy branie chwilówki na zakup lodówki. Wypożyczając, unikamy długoletniej terapii, gdy lęk przed niespłaceniem zobowiązań doprowadza nas na skraj załamania nerwowego. Dzięki sharing economy zamiast podpisywać umowy, milenials może zaakceptować nieprzeczytany najczęściej regulamin użytkownika i natychmiast dostać to, na co ma ochotę.

Nie mówiąc już o tym, że pożyczając, oszczędza się zasoby, do tej pory konsumowane w nadmiarze. Według badań samochód przeciętnego Amerykanina jest używany jedynie przez 4 proc. czasu. Taki, który wypożycza się koledze, sąsiadowi i użytkownikowi aplikacji, zaczyna wreszcie na siebie zarabiać.

- Doświadczenie użyczania obcej osobie swojego samochodu, łóżka, a nawet płaszcza buduje zaufanie do innych, a więc poczucie przynależności do społeczeństwa obywatelskiego, które w Polsce wciąż jeszcze się formuje - dodaje Dawid Pacha, założyciel High School of New Media, pierwszej szkoły nowych mediów dla młodych ludzi.

Bo sharing economy, jak sama nazwa wskazuje, działa w dwie strony. Kto potrzebuje samochodu, wypożycza go od kolegi, który akurat nie ma gdzie przenocować w innym mieście, więc można użyczyć mu wolnego łóżka. Obaj nie tylko zyskują poczucie, że pomogli znajomemu w potrzebie, ale mogą też na usłudze nieźle zarobić. Ekonomia współdzielenia ma to do siebie, że pozwala bogacić się nie tylko tym, którzy wymyślili, czym warto się podzielić, a potem umożliwili to innym, ale także całej reszcie, która udostępniając innym mieszkanie, samochód albo ciuchy, regularnie korzysta na tym, w co wcześniej zainwestowała. Dzięki Airbnb mieszkanie w Warszawie można podnająć za 200 zł za noc, a zabierając kogoś np. ze stolicy do Wrocławia własnym samochodem dzięki BlaBla Car, zyskać można kolejne 50 zł.

4 Airbnb Airbnb Wikimedia Commons

I mieć, i być

Jak grzyby po deszczu wyrastają startupy, które biorąc na warsztat ekonomię współdzielenia, w twórczy sposób wykorzystują ją do zarabiania. Dzięki Airbnb, które powstało dziewięć lat temu w San Francisco, zamiast nocować w podłych hotelach, w tej samej cenie można wynająć kawalerkę na Manhattanie, zamek w Szkocji albo domek na drzewie w Meksyku. Nic dziwnego, że hotelarze wyszli na ulice w obronie swojego monopolu. Taksówkarze nie znoszą za to Ubera, który z pożyczaniem za wiele wspólnego nie ma, ale pozwala na łatwe przemieszczanie się po mieście w prywatnych nieoznakowanych pojazdach. Konkurencję robi mu w Stanach Lyft, którego poznaje się po różowych wąsach. Pożyczanie samochodu od kumpla zawsze wiązało się z ryzykiem zarysowania na parkingu, zalania silnika albo, nie daj Boże, nastawienia obciachowej muzyki w radiu. Zdecydowanie mniejszą odpowiedzialność ponosi się, korzystając z RelayRides, w ramach którego bierze się auto z podjazdu sąsiada albo 4Mobility, auta na minuty otwierane smartfonem (za jedyne 24,60 zł za godzinę, a więc taniej niż Uber!) czy Wolnegoauta.pl - platformy do pożyczania samochodów. Kto chce przemieszczać się bez spalin, niech ściągnie appkę Liquid, która pozwala pożyczać rowery. Ale nie te ciężkie miejskie jak Veturilo, a raczej wymarzone ostre koło kolegi. Kto czuje zew jezior amerykańskiej północy, ale nie dorobił się jeszcze jachtu, a jedynie kapitańskiej czapki, powinien zalogować się na Boatbound.

Ale dlaczego ograniczać się do środków transportu? Fon pozwala na wypożyczanie hasła do Wi-Fi, Neighbor Goods zestawu małego majsterkowicza - drabiny, młota pneumatycznego i zwyczajnego młotka, JadeZabiore.pl oferuje społecznościowe przewozy paczek, Parking Panda pozwala wynająć swoje podwórko jako miejsce postojowe, a Feastly zamówić posiłek na spółkę z kumplami.

Dzięki sharing economy można też wypożyczać markowe ciuchy na Rent the Runway, a nawet uzyskać pożyczki na niższy procent w społecznościach Lending Club albo polskim Kokosie. Za to na Trejdoo, założonym przez Wojciecha Kulińskiego, klienci mogą wymieniać pieniądze po własnych lub negocjowanych z dilerem kursach. Użyczyć można nawet swojego talentu, oferując pracę (TaskRabbit, Care.com i Upwork).

Na razie pożyczać nie można tylko dziewczyny, ale jakiś sprytny startupowicz na pewno stworzy tę usługę (uwaga: na ten akurat pomysł mamy prawa autorskie, więc należą nam się procenty od zysku!)

5 Oszczędności Oszczędności Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Ekonomia, głupcze

Zachwycając się tym, że sharing economy bazuje na społeczności, która ma poczucie przynależności do globalnego targu wymiany dóbr i usług, zapominamy o kluczowym słówku "ekonomia". Model biznesowy bazujący na pożyczaniu musi na siebie przede wszystkim zarabiać. Grająca na nosie pośrednikom inicjatywa, która zaczęła się jako bunt przeciwko korporacjom, powoli traci niewinność. Przecież za każdym startupem założonym przez brodatych dwudziestolatków klepiących kod w kawiarni stoją wielcy inwestorzy, którzy korzystając z innowacyjnych pomysłów młodszych biznesmenów, zacierają ręce, że incognito udało im się dotrzeć do kolejnego segmentu rynku. Nie można zapominać też o tym, że całe ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej zostaje de facto przerzucone na użytkowników. Brzmi to nie jak naiwne marzenie społecznika, a raczej jak spełniony sen krwiożerczego kapitalisty.

Sceptycy mają jeszcze więcej wątpliwości: czy za dzielenie się, a więc pożyczanie, można uznać sytuację, w której strona potrzebująca za usług płaci? I czy konsekwencją pożyczania, a właściwie przymusu oddawania, nie będzie aby zanik umiejętności oszczędzania? Gdy wszyscy będą mogli posiadać coś tylko przez chwilę, motywacja do akumulowania dóbr, a w efekcie do inwestowania, które rozrusza rynek, spadnie. Nie mówiąc już o tym, że rewersem aplikacji, które witają nas spersonalizowanym komunikatem, wyświetlają nasze zdjęcie i wydają się być żywo zainteresowane, jak mija nam dzień, jest interpretowanie danych narzędziami big data. Za sympatycznymi serwisami stoją szczwane serwery gromadzące i przetwarzające informacje o pożyczających, którzy na dodatek dobrowolnie dzielą się danymi, żeby dać innym znać, czego szukają. W efekcie aplikacje podsuwają użytkownikom gotowe rozwiązania, dając im jedynie pozór wyboru.

Te obawy, które brzmią jak spełniony koszmar Phillipa K. Dicka, są na razie uciszane przez euforię braku zobowiązań. Tak jak na początku każdego związku nie wiadomo jeszcze, czy skończy się ślubem, czy paskudnym rozstaniem z towarzyskim blamażem, wyczyszczeniem konta i rozwianymi złudzeniami włącznie.

6 rower w mieście rower w mieście fot. shutterstock

Wypożyczanie: co, gdzie, jak

Samochody
4Mobility: W Warszawie po zarejestrowaniu wypożyczasz otwierane smartfonem bmw albo mini morrisa za 0,41 zł za minutę; 4mobility.pl

Rowery
Rower miejski Nextbike działa już m.in. w Katowicach, Lublinie, Łodzi, Poznaniu i Warszawie; nextbike.pl

Design
Planujesz korporacyjny event albo przyjęcie niespodziankę? Wypożycz meble w Rent Design; rentdesign.pl

Ubrania
The Mr Collection, męski odpowiednik Rent the Runway, pozwala ci chodzić w markowych ciuchach za 50 dolarów miesięcznej subskrypcji; themrcollection.com

Różności
Na Thingo możesz wymienić się narzędziami, obrazami, zabawkami dla dziecka. Słowem: wszystkim, czego potrzebujesz; thingo.pl

Skomentuj:
Millenialsi - pokolenie pożyczania
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX