Gambia - ojczyzna mistrzów small talku

04.08.2017 09:42
Błękitna woda, palące słońce, kolorowe drinki - taki opis pasuje do większości letnich kurortów na właściwie wszystkich kontynentach. Czymś, co wyróżnia Gambię, jest gadatliwość jej mieszkańców. Nasi wysłannicy pojechali sprawdzić, co ciekawego mają do powiedzenia.
1 Gambia Gambia

Międzynarodowe imiona

Autorzy zdjęć: BE&W; PATRYK JUCHNIEWICZ; SHUTTERSTOCK.COM/ANTON_IVANOV, PETERI, INGO MENHARD

- Jak masz na imię? - pyta mnie przed lotniskiem kierowca złapanej taksówki.

- Patryk.

- O, międzynarodowe imię. Tutaj mieszka dużo Patryków. A ty jak masz na imię? - taksówkarz zwraca się z analogicznym pytaniem do mojej Basi.

- Barbara.

- Pamela?

- Nie, Barbara.

- O, to też międzynarodowe imię. Mamy tutaj trochę Barbar. Ale ja też mam międzynarodowe imię. Nazywam się Yammeh. Dużo jest w waszym kraju Yammehów?

- Hmmm... W Polsce nie mamy chyba zbyt wielu Yammehów.

- Ha! International name! - cieszy się niezrażony odpowiedzią kierowca.

UŚMIECHNIJ SIĘ, JESTEŚ W GAMBII!

Gambijczycy jak mantrę powtarzają, że ich kraj to "uśmiechnięte wybrzeże Afryki". Identyfikują się z tym sloganem równie silnie jak kobiety, które umacniają swoją decyzję o wyborze kosmetyków pewnej francuskiej marki, tłumacząc sobie przy kasie: "Jesteś tego warta". Ponieważ jednak reklamy bywają niekoniecznie prawdziwe, sceptycznie podchodziłem do usłyszanego hasła, choć w ciągu dwóch pierwszych godzin pobytu w Gambii usłyszałem je co najmniej cztery razy - od celnika, wbijającego pieczątkę do paszportu; krawcowej na lotnisku, obiecującej, że uszyje Basi tradycyjną sukienkę; taksówkarza, który postanowił z nas zedrzeć tyle, żeby zarobić na kolejny miesiąc życia, oraz hotelowego barmana, gdy częstował nas typowym gambijskim śniadaniem (zaserwowanym wyjątkowo na kolację) - chlebem z ziemniakami. Szybko przekonałem się jednak, że mój sceptycyzm był niesłuszny, a slogan doskonale opisuje to najmniejsze, afrykańskie państwo.

W Gambii możecie zobaczyć kilka rezerwatów przyrody i lasów tropikalnych, obserwować niezliczone gatunki ptaków, które upodobały sobie tę część Afryki na swoje lęgi, lub po prostu odpoczywać, napawając się słońcem w środku polskiej zimy na piaszczystej plaży nad oceanem. Nie przyroda jest tu jednak najciekawsza (są na świecie piękniejsze krajobrazy niż te gambijskie), lecz ludzie - zakochani w reggae, głoszący hasła pokoju i miłości. Przyjaźni i zabawni. O nich będzie ta opowieść.

2 Gambia Gambia

Marketing po gambijsku

Centrum turystyczne Gambii stanowią Kotu i Senegambia, oferujące piękne plaże, duże kompleksy hotelowe oraz liczne restauracje. Jeśli przyjedziecie tu przed świętami Bożego Narodzenia, spotkacie kelnera przebranego za Świętego Mikołaja (choć 95 proc. Gambijczyków to muzułmanie). Przez cały rok znajdziecie zaś szereg saloników Western Union, zachęcające, by zostawić w nich przywiezione dolary. Otrzymane w zamian dalasi wydacie w jednej z wielu restauracji z kuchniami z całego świata. To niejedyne miejsce w Gambii, gdzie miejscowi widzą w turyście chodzący bankomat. Brytyjscy emeryci, żeby uwolnić się od tutejszych naganiaczy, zatrudniają lokalnych przewodników, których jedynym zadaniem jest spacerowanie z nimi niczym prywatna ochrona, strzegąca dostępu do ich portfeli. Bez bodyguarda nic im oczywiście nie grozi oprócz natrętnej paplaniny miejscowych, którzy próbują rozmiękczyć serca turystów i skłonić ich do skorzystania z ich oferty, czegokolwiek by nie dotyczyła. Uciekają się przy tym do różnych trików.

- Jak bardzo kochasz Gambię? - jeden z tubylców spytał naszego znajomego, Marka. Ten odpowiedział nieco skonfundowany:

- Jestem tu drugi dzień... Jutro jadę do Senegalu. No, Gambia, kocham Gambię...

- A masz w Polsce jakąś kobietę, żonę... - tu miejscowy zmierzył Marka wzrokiem. - ...albo partnera?

- Tak, żona, mam żonę - Marek był już delikatnie zaniepokojony nietypowym przebiegiem rozmowy.

- W takim razie jako prezent chciałbym ci wręczyć ten oto długopis. Dla żony drugi taki sam, proszę. Ponieważ jutro jedziesz do Senegalu, nie będzie cię na urodzinach mojego syna, które będziemy akurat jutro celebrować. Ale może pozostawisz coś dla syna z tej okazji? Bo ja wiem, może ze 200 dalasi (około 18 zł)?

- Mam lepszy pomysł. Chętnie dam mu te dwa długopisy - odpowiedział Marek.

Kiedy znajomy borykał się z dylematem, czy zrezygnować z wyjazdu do Senegalu, czy może jednak iść na imprezę urodzinową, my zmierzaliśmy do pobliskiego Monkey Parku, który z daleka witał nas wielkim znakiem z napisem: "Nie dokarmiać zwierząt".

- Fistaszki dla małpek? - zagadnął stojący przed wejściem mężczyzna, wyciągając zza pazuchy torebeczki z orzeszkami.

- Przecież tam jest napis, że nie należy ich karmić - oponuję.

- Aaa, ten? Napis jest już stary. Pochodzi z czasów, kiedy jeszcze w lesie było mało małpek. Teraz się rozmnożyły i nie mają co jeść. Bez pomocy turystów zginą - sprzedawca wyglądał na prawdziwie zmartwionego. Gdy wykazaliśmy się całkowitą znieczulicą nie martwiąc się losem biednych zwierząt, zmienił temat: - Las jest niebezpieczny. Można zabłądzić. Potrzebujecie lokalnego przewodnika.

- Dzięki, mamy nawigację w telefonie.

- Zielone małpki są przyjazne, ale możecie też spotkać czerwone. Bardzo agresywne. Będziecie potrzebować pomocy przewodnika - nie dawał za wygraną. My jednak pozostaliśmy nieustraszeni, zwłaszcza że za plecami naszego rozmówcy jakiś turysta z Europy, który właśnie wyszedł z parku cały i zdrowy (szczęściarz najwyraźniej nie spotkał czerwonych małpek), kręcił głową i pukał się w czoło, słysząc brednie sprzedawcy smakołyków. Zresztą w Senegambii większość handlarzy przeszła podobną "szkołę sprzedaży".

- Pamiętasz to ciastko orzechowe, które znalazłaś na paterze owoców? - zapytała Kumba, nasza fruit lady. "Nasza", bo musicie wiedzieć, że jeśli już raz skorzystacie z czyichś usług, powinniście pozostać lojalnymi klientami do końca pobytu. Tu działa niepisany kodeks honorowy - jeśli raz zamówisz na plaży sok u jednego z juicemenów, powinieneś u niego kupować soki do końca pobytu. Ta zasada dotyczy wszystkich kupowanych cyklicznie dóbr. Dlatego gdy kupujemy sok, obsługuje nas Couple ze stoiska numer 8. Gdy mamy ochotę na talerz owoców, serwuje nam je zawsze Kumba ze stanowiska numer 2. Dlaczego akurat oni? Tu z kolei obowiązuje reguła pierwszeństwa. Skoro Kumba jako pierwsza zaprosiła nas do swojego kramiku z owocami, nie możemy sprawiać jej później przykrości, kupując owoce gdzie indziej.

Kumba jest już z nami bardzo zżyta, zwłaszcza że dzień wcześniej podrzuciliśmy ją taksówką do domu, bo miała "po drodze". - To jak? Chcesz, żebym wam na jutro zrobiła trochę tych ciastek? Zabierzecie do Polski. W jednym opakowaniu jest 6 ciastek. Różnie turyści kupują, po 15 opakowań, czasem 12, czasem 10. Ale 10 to już rzadko, zwykle więcej - przekonuje Kumba. My tymczasem zastanawiamy się, po jaką cholerę mielibyśmy zabrać do kraju hurtowe ilości - trudno, zdradzę w tym miejscu tajną recepturę - orzechów sklejonych ze sobą miodem?

3 Gambia Gambia

Gambia Maybe Time

W Gambii obowiązuje ten sam, co w Londynie czas GMT, co miejscowi tłumaczą jako "Gambia Maybe Time". W praktyce oznacza to, że nie powinniście przywiązywać się do ustalonych godzin lub oczekiwać, że cokolwiek będzie się dziać szybko. Gdy postanowiliśmy w poniedziałek wypożyczyć rowery z hotelu, okazało się, że są uszkodzone. Dostaliśmy zapewnienie, że zostaną naprawione "pewnie jutro". Pewni swego w środę spytaliśmy, czy rowery są już dostępne. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że jeszcze nie są naprawione, ale pewnie... jutro już będą. Rowery to błahostka, ale ta sama zasada dotyczy na przykład promu z Bandżulu do Barry (właściwie jedyna możliwość przeprawienia się na drugą stronę rzeki Gambia), który "odpływa wtedy, kiedy odpływa". O rozkłady jazdy lokalnych busików nawet nie pytajcie, bo w odpowiedzi usłyszycie: "Rozkład jazdy?".

Przez większą część pobytu stołowaliśmy się w typowo turystycznych miejscach, gdzie potrawy serwowane są względnie szybko. Pewnego dnia wybraliśmy jednak lokalną restaurację dla miejscowych. Zamówiliśmy obiad o godz. 16 w pełnym słońcu, a kończyliśmy go już w ciemnościach, trzy godziny później. Kto wie, czy nie wyszlibyśmy z lokalu jeszcze później, gdyby nie interwencja Moussy, jednego z klientów lokalu, z  którym zdążyliśmy się w  tym czasie zaprzyjaźnić.

- Czekać dwie godziny na obiad? To chore! Idę opieprzyć kucharza - stwierdził, widząc nasze zniecierpliwienie.

- Nie trzeba - próbowała go uspokoić Basia.

- A co, chcesz czekać kolejne dwie godziny, aż w końcu złowią twoją rybę?

4 Gambia Gambia Fot. Shutterstock

Taksówką na lotnisko

Gambijczycy wiedzą, że Europejczycy patrzą na zegarek i nie lubią się spóźniać. To dlatego Che, taksówkarz, z którym umówiliśmy się, że zawiezie nas na lotnisko, postanowił przyjechać do naszego hotelu nieco wcześniej. W praktyce zjawił się... 14 godzin przed czasem. Umówiliśmy się z nim na ósmą wieczorem, ale dla Che ósma oznacza zawsze ósmą rano, więc przyjechał o szóstej, bo nie chciał się spóźnić. Nie doczekał się na nas, więc poszedł spać w zaparkowanym przed hotelem samochodzie. Gdy się obudził, było już około południa. Sądząc, że go wystawiliśmy, pojechał do domu na obiad. Podczas posiłku dostał ode mnie SMS-a z informacją, że na lotnisko jednak będziemy jechać godzinę później. Zrezygnował więc z gorącej potrawy i ruszył znów w kierunku hotelu. Skąd ten pośpiech? Che nie przeczytał nawet SMS-a. Sądził, że skoro do niego piszę, to znaczy, że trzeba pilnie przyjechać. Ponieważ w hotelu nas nie zastał, poszedł szukać na plaży. Gdy w końcu nas znalazł i wyjaśniliśmy sobie całą historię, ustaliliśmy ostateczną godzinę naszego wyjazdu na lotnisko. Che potwierdził - przyjedzie o 21. Przyjechał półtorej godziny wcześniej. Przecież nie chciał się spóźnić.

Ponieważ czasu mieliśmy sporo, najpierw pograliśmy z naszym kierowcą w bilard, a potem dał mi pojeździć swoją żółtą taksówką, choć miałem co do tego wątpliwości.

- A jak zatrzyma mnie policja? Nie mam międzynarodowego prawa jazdy.

- No i co z tego? Nawet jakbyś miał, to miałbyś problem. Nie jesteś przecież licencjonowanym taksówkarzem w Gambii - z rozbrajającą szczerością stwierdził Che.

- Wsiadaj. Pojeździsz sobie. A jak zatrzyma cię policja, powiesz, że chciałeś sobie tylko pojeździć.

Ponieważ nie znaleźliśmy żadnych argumentów obalających zaprezentowaną logikę, skusiłem się na jazdę żółtym mercedesem, który przeżywał na afrykańskim wybrzeżu swoją trzecią lub czwartą młodość. Zresztą drogówka w Gambii nie zatrzymuje kierowców, żeby im stwarzać kłopoty. Jedyne, czego chcą mundurowi, to pieniędzy, więc każde zatrzymanie to negocjowanie ewentualnej łapówki.

- Che, nie przeszkadza ci to, że policja zatrzymuje taksówkarzy i chce pieniędzy, nawet gdy nie łamiesz przepisów drogowych? - spytałem.

- Nie. To normalne. Przecież to nasi bracia i  też chcą zarobić na życie, więc jak mam pieniądze, to się z nimi dzielę. Chociaż jak nas dziś zatrzymają, to nic im nie dam, bo przez cały dzień nic nie zarobiłem, jeżdżąc tylko jak idiota do waszego hotelu i z powrotem - roześmiał się.

W drodze na lotnisko zostaliśmy zatrzymani, ale nie przez drogówkę, tylko uzbrojonych żołnierzy. Sytuacja polityczna w Gambii stawała się coraz bardziej napięta, bo prezydent Jammeh, sprawujący dyktatorskie rządy przez 22 lata, przegrał wybory, ale nie chciał ustąpić. Ostatecznie zrezygnował pod naciskiem prezydentów ościennych krajów gdy byliśmy już w Polsce. W czasie naszego pobytu kontrole drogowe przeprowadzane przez wojskowych zdarzały się coraz częściej, zwłaszcza na głównych drogach. Jeden z żołnierzy zapukał karabinem w boczną szybę od strony pasażera. Wymieniliśmy się z Basią spojrzeniami. Czego on od nas chce? Opuściłem szybę i spojrzałem niepewnym wzrokiem na niego i lufę jego ostrej broni. Mężczyzna wsadził głowę do środka pojazdu, uśmiechnął się szeroko i powiedział:

- Hej. Jedziecie na lotnisko? Wracajcie szybko i powiedzcie znajomym, żeby przyjeżdżali do Gambii, na "uśmiechnięte wybrzeże Afryki"!

5 Gambia Gambia

Kto powinien pojechać do Gambii?

Pięć typów osobowości, które zachwyci ten kraj:

1. Ekstrawertycy
Gambia to prawdziwy koszmar dla antyspołecznych samotników, bo Gambijczycy... po prostu lubią gadać. Tym bardziej z turystami. Uzewnętrzniają się, opowiadają o swojej kulturze, przekonaniach, stosunku do islamu, a przy tym chłoną informacje od przybyszy z Europy. Idealne miejsce, jeśli szukacie zderzenia z egzotyczną kulturą.

2. Ciepłolubni
Jeśli marzycie o tym, żeby wyrwać się w zimie do ciepłych krajów, a Tajlandia wydaje się zbyt odległa, wybierzcie Gambię. Nie stracicie czasu na aklimatyzację, bo dzieli nas tylko godzina różnicy czasu, a słońce w trakcie naszej zimy macie tam tak pewne, jak smog w styczniu w polskich miastach.

3. Gadżeciarze
Wprawdzie nie spotkacie tu najnowszych produktów Apple'a, ale za to Nokię 3310 z pewnością. W Gambii produkty zaczynają swoje prawdziwe życie... gdy w Europie się zepsują. Telefony są całkowicie niezależne od woli ich użytkownika, np. nie pozwalają na odczytanie SMS-a lub wyłączają się, gdy ktoś próbuje się dodzwonić. Jest spora szansa, że znajdziecie tam swoje komórki, które jakiś czas temu wyrzuciliście na śmietnik.

4. Patrioci
Mało kto wie, że Gambia była kiedyś polską kolonią. No dobra, może jest w tym określeniu lekkie nadużycie, ale przez 10 lat w połowie XVII w. tereny nad rzeką Gambia były w posiadaniu księcia Kurlandii. Kurlandia była natomiast w tym czasie lennem Polski. Czyli jeśli jadąc do Lwowa, uważacie, że jesteście "u siebie", możecie poczuć tę samą nostalgię w gambijskim Bandżulu.

5. Poligloci
Jeśli angielski znacie perfekt, niemieckiego uczyliście się w szkole, rosyjskiego nauczyli was rodzice i myślicie, że macie zdolności do języków - pojedźcie do Gambii. Tam przeciętny mieszkaniec przyćmi wasze lingwistyczne umiejętności. Wszyscy Gambijczycy mówią co najmniej w czterech językach - urzędowym angielskim, swojego plemienia oraz przynajmniej w językach dwóch innych nacji. Recepta na naukę? Konieczność dogadania się w urzędzie lub piaskownicy, w której koledzy pochodzili z różnych plemion, a trzeba było wymyślić wspólną zabawę.

Komentarze (2)
Gambia - ojczyzna mistrzów small talku
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    wannacry

    0

    Wszyscy Afrykańscy nie przyjadą do Europy, ponieważ ktoś musi odbierać pomoc humanitarną.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX