System VAR: zobaczmy to jeszcze raz

25.07.2017 15:37
Gol ze spalonego, niesłuszny karny, pochopna czerwona kartka - kibice złość za nie wyładowują głównie na arbitrze meczu. To sędzia obrażany jest z trybun najczęściej. Zmiany, jakie właśnie zachodzą w futbolu, odbiorą kibicom argumenty. Przecież nie będą bluzgali na kamerę!
1 Robert Lewandowski podczas meczu eliminacji Mistrzostw Świata: Czarnogóra - Polska Robert Lewandowski podczas meczu eliminacji Mistrzostw Świata: Czarnogóra - Polska KUBA ATYS

"Gra zbyt dynamiczna, nie znosi pauz"

Wystarczy obejrzeć jakiś mecz sprzed 30, 40 lat, na przykład z udziałem Polaków na mistrzostwach świata w 1974 r. Od razu widać, jak od tamtej pory zmienił się futbol. Powolne podania, trucht zamiast biegu, brak szybkiej reakcji obrońców na grę napastników, nudzący się bramkarze - z dzisiejszej perspektywy tamte mecze wyglądały jak w zwolnionym tempie, bez porównania wolniejszym niż dzisiaj. Sędziowie również wówczas się mylili, ale nie mieli problemów, by nadążyć za akcjami. Gdyby przyszło im sędziować współczesne mecze, nie daliby rady. Po pierwsze - kondycja nie pozwoliłaby im dogonić piłkarzy, którzy poruszają się niczym sprinterzy w lekkoatletyce. Po drugie - piłki są obecnie zbudowane z materiałów, które pozwalają nadać im ogromną prędkość. Za niektórymi akcjami nie jest w stanie nadążyć nawet ludzkie oko, a i refleks sędzia musi mieć nadzwyczajny.

W hokeju, tenisie czy siatkówce dzięki wideopowtórkom od dawna można korygować błędy sędziów. Spośród najpopularniejszych dyscyplin świata broniła się przed nimi jedynie piłka nożna. Podstawowe argumenty przeciwników wideopowtórek: "to gra zbyt dynamiczna, nie znosi pauz" lub "błędy sędziów były, są i będą częścią tej gry".

2

Tylko sędzia zrozumie sędziego

Jednym z ostatnich przykładów, że wideopowtórki są konieczne, przynajmniej w najważniejszych rozgrywkach, był mecz Real Madryt-Bayern Monachium.

W kwietniu 2017 r. te zespoły grały rewanżowe spotkanie Ligi Mistrzów. Bayern musiał odrobić straty z pierwszego spotkania. Był tego bliski, ale wtedy zaczął się festiwal pomyłek Viktora Kassaia. Najpierw węgierski sędzia wyrzucił z boiska Arturo Vidala, gracza którego znaczenie dla Bawarczyków trudno przecenić. Fakt, Chilijczyk grał ostro, wielokrotnie zasłużył na drugą żółta kartkę w tym spotkaniu, ale nie w sytuacji, w której ją dostał - jego wślizg był wtedy akurat czysty. Zejście Vidala istotnie osłabiło Bayern, ale nie to przesądziło, że drużyna odpadła. Decydujące były kolejne błędy sędziego - uznał Realowi dwa gole strzelone z pozycji spalonej.

Widział to każdy kibic przed telewizorem, ale nie Kassai. Było go zwyczajnie żal, bo mecz był prowadzony w niezwykle szybkim tempie. Mylił się, ale na dobrą sprawę nie miał szans się nie pomylić. Nie wiemy, co siedziało i pewnie siedzi do dzisiaj w głowie arbitra, ale to, co czuł, można wyobrazić sobie na podstawie słów przebywającego niedawno w Polsce angielskiego sędziego Howarda Webba.

- Ludziom wydaje się, że sędzia podejmuje decyzję, schodzi z boiska i  tyle, nic więcej go nie obchodzi. Głównie dlatego, że sędziowie rzadko się wypowiadają po meczach, nie mogą się bronić czy uzasadniać swych decyzji. Jestem za transparentnością, bo wiem, ile kosztuje nas ta krytyka - mówi Webb.

Sam Webb przyznał się do nerwicy natręctw, do której przyczynił się ogromny stres związany z sędziowaniem. Wynikał on z odpowiedzialności za decyzje podejmowane na oczach kilkudziesięciu tysięcy na stadionie i milionów przed telewizorami, decyzje na wagę awansu. Sędzia jest wobec nich samotny, wszyscy widzą, jak było, on nie.

- Kiedy sędziowałem mecz Polaków z Austrią na Euro 2008, uznałem gola Rogera Guerreiro dla Polski. Gdy gra rozpoczęła się od środka boiska, usłyszałem w słuchawce mojego asystenta: "Howard, tam chyba był spalony". Aż mnie zmroziło - wspomina Anglik.

I przypomniał też pewną sytuację z mundialu 2006 r. Wtedy to jego kolega, Graham Poll popełnił błąd w meczu Chorwacja-Australia. Nie wyrzucił z boiska Josipa Simunicia, choć ten miał na koncie dwie żółte kartki w tym spotkaniu.

Graham opowiadał mi, że nie ma dnia, by ktoś mu tego nie wypominał. Od 11 lat, niemal codziennie - stwierdził Howard Webb.

3 Antoine Griezmann Antoine Griezmann Fot. Marco Iacobucci EPP / Shutterstock.com

Japoński przełom

Mimo coraz liczniejszych pomyłek powtórki wideo, które mogłyby pomóc sędziom, nie były stosowane w piłce nożnej. To się kończy, choć nawet udane testy podczas Klubowych Mistrzostw Świata w Japonii w  grudniu 2016 r. nie wszystkich przekonały. W meczu Kolumbijczyków z Atletico Nacional Medellin z japońską Kashimą Antlers wspomniany już Viktor Kassai zmienił decyzję pod wpływem powtórki.

W polu karnym upadł jeden z Japończyków, ale arbiter tego nie zauważył i nie przerwał gry. Po chwili dostał jednak sygnał, że popełnił błąd, i podyktował karnego dla Kashimy.

- Historyczny moment! - trąbiły media. - Koniec z błędami sędziów.

W marcu 2017 r. niemiecki sędzia Feliks Zwayer uznał gola strzelonego przez Antoine'a Griezmanna dla Francji w meczu z Hiszpanią. Po chwili zmienił decyzję - dostał sygnał z centrum monitoringu z powtórkami, że asystujący przy golu Layvin Kurzawa był na spalonym. Po chwili Niemiec nie uznał bramki Gerarda Deulofeu dla Hiszpanii. I znów decyzję zmienił - tym razem powtórka pokazała, że Hiszpan nie złamał linii wyznaczającej spalonego. Dwie decyzje, dwa gole, dwie sytuacje, które mogły sprawić, że losy meczu potoczyłyby się inaczej.

To spotkanie Francja-Hiszpania uznano za ostateczny triumf technologii powtórkowej nad omylnymi zmysłami człowieka i gwóźdź do trumny dla oporu przed jej stosowaniem. Krytycy jednak wciąż mieli argumenty.

"W sumie to jest ułatwienie dla sędziów, ale trzeba czekać trzy, cztery minuty na celebrowanie gola. Ucieka entuzjazm, a potem może się okazać, że nie ma się z czego cieszyć".

Kto to powiedział? Oczywiście Antoine Griezmann, któremu powtórka wideo odebrała gola.

4

Młodzieżowy poligon

W motoryzacji wiele rozwiązań technicznych jest testowanych najpierw w Formule 1, a kiedy się sprawdzą, trafiają do samochodów w masowej produkcji. Dla FIFA takim poligonem doświadczalnym przed wprowadzeniem zmian w piłce seniorskiej są imprezy w  młodszych kategoriach wiekowych. Przykładów na to jest wiele.

W roku 1990 w meczu otwarcia mundialu we Włoszech Kamerun grał z Argentyną. Sędzia wyrzucił z boiska dwóch Afrykańczyków. Oburzali się z tego powodu, ale niesłusznie. Obydwaj ostro sfaulowali rywali. A surowsze kary za takie zagrania były testowane rok wcześniej na mistrzostwach świata juniorów.

W 1996 r. Niemcy wywalczyli mistrzostwo Europy, zdobywając bramkę w dogrywce meczu z Czechami. Taki gol nazwano "nagłą śmiercią", ponieważ jego strzelenie kończyło spotkanie. To rozwiązanie zastosowano wcześniej na mistrzostwach U-20 w 1993 r.

Testem dla wideopowtórek były również mistrzostwa U-20 rozgrywane w maju i czerwcu tego roku w Korei Południowej. Podczas jednego z meczów zespół Iranu objął prowadzenie z Portugalią. Rywale jednak przycisnęli i doprowadzili do stanu 2:1. Nawet przy tak niekorzystnym wyniku Irańczycy mogli liczyć na awans, o ile w równoległym meczu Zambia wyrównałaby na 1:1 w starciu z Kostaryką. Cztery minuty przed końcem meczu nadeszła wiadomość: Zambia wyrównała. Iran miał awans. Cieszył się nim jednak tylko przez dwie minuty. Wtedy nadeszła korekta. Po analizie wideo gol dla Zambii nie został uznany. Zostało 0:1 i Iran odpadł.

Można więc powiedzieć, że stał się pierwszym zespołem wyeliminowanym z turnieju po analizie zapisu wideo. Zwolennicy technologii wideo widzą to jednak tak: to Kostaryka była pierwszym w dziejach zespołem, który dzięki powtórkom nie odpadł niesprawiedliwie z wielkiej imprezy. Droga do używania wideopowtórek w piłce nożnej jest więc już otwarta. Sędziowie będą mogli z nich korzystać podczas przyszłorocznego mundialu w Rosji.

Skomentuj:
System VAR: zobaczmy to jeszcze raz
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX