Kosmiczne posiłki i inne rozrywki. Jak wygląda życie w kosmosie?

Pierwszy człowiek, który tweetował z kosmosu, i ostatni, który pracował przy naprawie teleskopu Hubble'a. Jego autobiograficzna książka 'Spaceman' stała się międzynarodowym bestsellerem. Rozmawiamy z Mike'em Massimino.
1 Życie w kosmosie Życie w kosmosie Fot. NASA/ARCHIWUM MIKE'E MASSIMINO, MATERIAŁY PRASOWE

Jak zostać astronautą?

Zdjęcia: NASA/ARCHIWUM MIKE'E MASSIMINO, MATERIAŁY PRASOWE

Marek Krześniak: W książce "Spaceman" bardzo szczegółowo opisuje pan, jak pan zaczynał. Czy dużo zmieniło się od tamtej pory?

Mike Massimino: W NASA procedury nadal są podobne. Po pierwsze musisz wypełnić podanie. A różnica jest taka, że ja robiłem to na maszynie do pisania albo ołówkiem i poprawiałem długopisem, a teraz wszystkie aplikacje są online. Jednak podstawowe wymagania pozostają takie same. Tyle że teraz zgłasza się więcej chętnych.

Wie pan, ilu jest chętnych na jedno miejsce?

- W ostatnich latach jest coraz więcej chętnych, a coraz mniej osób wybierają. Był taki nabór w 2013 r., kiedy wzięto jedynie ośmiu kandydatów. To najmniejsza liczba od początku programu kosmicznego, kiedy wybrano "Pierwszą Siódemkę" [czyli od 1958 r. - przyp. aut.]. A wcześniej przez cztery lata w ogóle nie rekrutowano kandydatów na astronautów.

W ubiegłym roku wzięto, zdaje się, 12 osób. Dziś nie robi się takiego naboru, jak wtedy, gdy ja się ubiegałem [w 1996 r. przyjęto 44 osoby - przyp. aut.], gdyż jest też mniej możliwości lotów. Kiedy startowały wahadłowce, miały po siedem osób załogi i latały kilka razy w roku. Teraz jest tylko kilka miejsc.

A ilu chętnych?

- Kiedy ja składałem aplikację, było około 5 tysięcy, w ubiegłym roku - 12 tysięcy albo nawet 18. Musiałbym to sprawdzić.

Ale to tylko dla Amerykanów?

- Tak, to amerykański program kosmiczny. Europejska Agencja Kosmiczna wybiera swoich kandydatów na astronautów, Japonia czy Kanada mają swoich astronautów, każdy kraj ma własny program. Nie wiem, czy Polska też. Kiedy ja trenowałem, by zostać astronautą, mieliśmy dwóch Włochów, dwóch Kanadyjczyków, dwóch Japończyków, Hiszpana, Francuza i Szweda.

Tylko że oni byli zgłoszeni przez rządy swoich krajów?

- Tak. Rządy innych krajów mogą proponować swoich kandydatów, więc Polska chyba też mogłaby zgłosić kogoś do treningu na astronautę.

Jest limit wieku?

- Nie. W USA jest to prawnie zabronione. Nie można dyskryminować kandydata ze względu na wiek. Jednak to praca dla młodych. Zwłaszcza że zanim polecisz w kosmos, trening trwa latami. Poza tym są obwarowania medyczne, które z wiekiem trudniej byłoby przeskoczyć. Zdaje się, że najstarszy kandydat, jakiego wybraliśmy, miał 44 albo 45 lat, ale ludzie mogą latać nawet w wieku 50 czy 60 lat. Najstarszy był John Glenn, który drugi raz w kosmos poleciał, mając 77 lat. Ale mówimy tu o NASA. Sądzę, że pojawi się więcej możliwości wraz z rozwojem prywatnych firm kosmicznych, takich jak SpaceX, Blue Origin czy Virgin Galactic.

Skoro już o tych prywatnych przedsięwzięciach mowa, które pańskim zdaniem ma największą szansę powodzenia?

- Myślę, że wszystkie trzy firmy odniosą sukces, każda na swoim polu. Elon Musk i jego SpaceX będą zabierać astronautów do stacji kosmicznej, budować satelity, latać na Księżyc - czyli zajmą się eksploracją, Blue Origin Jeffa Bezosa bardziej skoncentruje się na budowie silników rakietowych, które mogą też sprzedawać NASA, ale planują też zająć się dostawami, tak jak Amazon, tylko w przestrzeni kosmicznej, choćby wynosząc satelity na orbitę. Chcą też proponować loty orbitalne i suborbitalne, czyli skupić się na turystyce kosmicznej, docelowo zabierając ludzi na Księżyc. Z kolei Virgin Galactic Richarda Bransona zaoferuje loty suborbitalne, 45-minutowe wycieczki pozwalające polecieć w przestrzeń, rozejrzeć się i wrócić. Tak więc każdy z nich ma swoją działkę i uważam, że każdy z nich odniesie w końcu sukces.

Kiedy myślimy o ludziach w maszynach, to zwykle widzimy osoby silne, ale niskie: czy to na okręcie podwodnym, w czołgu, czy w bolidzie Formuły 1. A pan ma ponad 190 cm wzrostu. Astronauta nie musi być niski?

- To zależy. Można patrzeć na to z różnych stron. Kiedy lecimy w kosmos, im mniejsza osoba, tym lepiej - mniej waży, nie potrzebuje tak dużo jedzenia i ma mniejsze ubrania. Serio. Moje ubrania są naprawdę duże. Nie zmieściły się wszystkie do jednej szafki na promie kosmicznym. Moja koleżanka z załogi Megan McArthur użyczyła mi trochę miejsca w swojej. Ja potrzebuję też więcej jedzenia, więcej kalorii, więcej wody. Mój kombinezon także jest większy. To sprawia, że jestem większym kosztem.

Ale do spacerów w kosmosie lepiej się nadaję, bo dzięki temu, że jestem wielki, łatwiej było mi się poruszać, a dzięki dużemu zasięgowi ramion mogłem łatwo sięgać do różnych elementów przy naprawie teleskopu Hubble'a. A robotę trzeba wykonać, więc czasem potrzebny jest też ten duży. Tak więc najlepiej mieć zróżnicowaną załogę - różnej płci, gabarytów, z różnym doświadczeniem i z różnymi umiejętnościami.

Ile zarabiają astronauci?

- Amerykańscy astronauci są na posadach rządowych, więc ich zarobki są jawne. Można sprawdzić w internecie, jaka pensja przypisana jest do danego stanowiska. Oczywiście są widełki. Jest 12 poziomów zatrudnienia, w każdym 10 stopni wynikających z doświadczenia i do każdego przypisana konkretna kwota, ale każdy jest gdzieś w tym systemie. Kiedy ja latałem, to było od 60 tys. do ponad 100 tys. dol. rocznie. Kiedy odchodziłem, najwyższa kwota, jaką ktoś dostawał, to było 150 tys. dol. To dobra stawka w USA, ale to pensja rządowa. Niektórzy sądzą, że astronauci są bardzo bogaci, jednak dostajemy takie same pensje, jak inni na rządowych posadach.

Latacie rakietami wartymi miliardy dolarów i używacie sprzętu wartego miliony, więc...

(śmiech) Nie ma za to bonusów. Nie ma też płatnych nadgodzin.

A kiedy jest się w kosmosie, pensja jest taka sama?

- Tak. Czy jesteś w kosmosie, trenujesz w basenie, czy siedzisz za biurkiem, pensja jest taka sama. W niektórych zawodach są dodatkowe pieniądze za latanie samolotem. Astronauci tego nie dostają. My nie mamy nawet dodatku za pracę w niebezpiecznych warunkach. Co ciekawe, inżynierowie pracujący z nami pod wodą w basenie dostają pieniądze za pracę w niebezpiecznych warunkach, my nie.

2 Mike Massimino i figurka Snoopy'ego Mike Massimino i figurka Snoopy'ego Fot. NASA/ARCHIWUM MIKE'E MASSIMINO, MATERIAŁY PRASOWE

Co zabrać w kosmos?

Astronauci mogą zabrać prywatne rzeczy w kosmos?

- Drobiazgi, jak obrączki, łańcuszki czy przypinki, wkładamy do pudełka, oznaczonego jako rzeczy osobiste. Możemy mieć 12 takich przedmiotów łącznie z tymi, które zabieramy dla kogoś. Są też oficjalne przedmioty, które możemy zabrać, jak koszulki czy flagi - rzeczy nieco większe, dla różnych organizacji. Ja wziąłem fotografię uczniów podstawówki, do której chodziły moje dzieci; naszywkę i czapkę nowojorskiej straży pożarnej - na cześć mojego ojca. Baseballiści mojej ulubionej drużyny New York Mets dali mi bluzę. Przed lotem odwiedzałem też krewnych, pytając, czy chcieliby, żebym wziął dla nich coś w kosmos. Spodziewałem się rzeczy w rodzaju zegarka, spinek do koszuli, fotografii... Moja rodzina to jednak Amerykanie włoskiego pochodzenia, katolicy. Dali mi same dewocjonalia. Poleciałem w kosmos z figurką Maryi z Dzieciątkiem, małym Jezuskiem z szopki, medalikami ze św. Krzysztofem i św. Michałem, fotografią Ojca Pio, zdjęciem figurki Matki Bożej z Loretto. Miałem krzyżyki, różańce i kartki z modlitwami.

A co osobistego pan zabrał?

- Figurkę Snoopy'ego astronauty z dzieciństwa. Jestem też wielkim fanem baseballu, a moja drużyna New York Mets właśnie burzyła stary stadion i budowała nowy. Wysłali mi więc domową bazę.

Co?

- No wiesz, biegasz od bazy do bazy: jest pierwsza, druga, trzecia i domowa. Taki płaski pięciokąt leżący na ziemi. Zabrałem go w kosmos.

Jak duże jest to coś?

- Całkiem spore, 43 cm długości i tyle samo szerokości. Prawdę mówiąc, nie byłem pewny, czy się zmieści, więc znalazłem wymiary, zrobiłem model z kartonu i sprawdziłem, czy wejdzie do mojej szafki. Udało się.

To była najdziwniejsza rzecz, jaką pan zabrał?

- Jeśli ktoś stworzyłby ranking najdziwniejszych rzeczy, które poleciały w kosmos, moja domowa baza mogłaby wygrać. Zanim dostałem ją od Metsów, wymiary sprawdziłem w internecie. Potem okazało się, że jest jeszcze obramowanie, którego na boisku nie widać, bo jest przykryte ziemią. Zapomniałem o tym. Nie mogłem tego zmieścić, więc całą gumową ramkę odciąłem. A kiedy wróciliśmy na Ziemię, przykleiłem tę gumę z powrotem i oddałem drużynie.

Metsi o tym wiedzieli?

- Tak. Powiedzieli, że mi ufają. Inną rzeczą, którą zabraliśmy, była replika teleskopu Galileusza.

Jak duża była?

- Za duża, żeby się zmieścić (śmiech). Teleskop był naprawdę długi. Ludzie z muzeum Galileusza przecięli więc go w połowie i dorobili gwint, żeby oba kawałki można było skręcać. Zabraliśmy więc teleskop w dwóch częściach i na orbicie złożyłem go. Patrzyliśmy przez niego w kosmos. Tak więc mój Snoopy, domowa baza Metsów i teleskop Galileusza to byłyby trzy najdziwniejsze rzeczy, jakie zabraliśmy.

3 Życie w kosmosie Życie w kosmosie Fot. NASA/ARCHIWUM MIKE'E MASSIMINO, MATERIAŁY PRASOWE

Kosmiczne posiłki i inne rozrywki

Skąd na orbicie bierze się wodę do picia?

- Na promie kosmicznym woda jest produktem ubocznym działania ogniw paliwowych. Są zbiorniki z ciekłym wodorem i z ciekłym tlenem. Kiedy wodór łączy się z tlenem, wydziela się potrzebna energia, a także woda, która następnie zostaje uzdatniona jodyną. To i tak o wiele lepsze niż układ wytwarzania wody pitnej na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Tam energia pochodzi z paneli słonecznych, więc nie powstaje przy tym woda. Trochę wody im przywożą, ale 80% odzyskują z moczu, potu i skroplin, które są filtrowane i oczyszczane. Jak mawiał mój kumpel Don Pettit: "Dzisiejsza kawa jest jutrzejszą kawą".

O to chciałem zapytać. W kosmosie pije się tylko wodę, czy również napoje. Kawa i herbata wchodzą w grę?

- Możesz pić, co chcesz. Wszystkie napoje są w proszku: sok pomarańczowy, lemoniada, kawa, herbata. Wystarczy dodać wody, wymieszać i gotowe. Mamy zimną i gorącą wodę.

Czy astronauci mogą pić alkohol?

- Alkohol w kosmosie jest niedozwolony.

A na Ziemi?

- Chodzi ci np. o wino do kolacji? Oczywiście, że można. Nie wolno tuż przed startem. Na 12 godzin wcześniej żadnego alkoholu, czy lecisz samolotem, czy wylatujesz w kosmos.

Sądziłem, że astronauci są jak sportowcy, którym w ogóle nie wolno tknąć alkoholu?

- Przecież sportowcy też czasem piją. Przynajmniej w  Ameryce (śmiech).

A jak karmią na promie kosmicznym?

- Jedzenie w kosmosie było dla mnie niezłą zabawą. Wszystko jest z góry przygotowane. Nie trzeba gotować. Jedzenie jest pozbawione wody, więc tylko dolewasz ją i całość podgrzewasz. Sam wybierasz swój jadłospis: spaghetti z pulpetami, makaron z serem, sałatka z krewetkami, stek, lazania. Co chcesz. Gorące potrawy są zamknięte w torbach, rozcinasz torbę i jesz. Musisz tylko uważać, bo wszystko lata, ale właśnie na tym polega zabawa. Podrzucasz M&M-sy, a potem lecisz za nimi i łapiesz ustami jak Pac-Man. Ja w kosmosie przybrałem na wadze, co nikomu się nie zdarza. Lekarze byli potem zdumieni, ale ja po prostu uwielbiałem jeść w kosmosie.

Inną rozrywką na orbicie jest muzyka. W książce wspomina pan, że każdego ranka astronautów budzi inny utwór. Kto wybiera te piosenki?

- Każdy członek załogi może wybrać jeden utwór. Jeśli misja trwa dłużej, mogą też być piosenki dla ludzi z ekipy naziemnej lub z kontroli lotów. Ale najczęściej piosenkę wybiera rodzina członka załogi, czasem za jego sugestią. Tradycyjnie bliscy astronauty przekazują NASA, jaki to ma być utwór, czasami podają też drugi - rezerwowy. Centrum kontroli lotów decyduje, którego dnia, który puścić. Wcześniej sprawdzają czy to odpowiednia piosenka, ale zwykle nie ma z tym problemu. W trakcie misji starają się wybrać taki dzień, który jest szczególnie znaczący dla konkretnego członka załogi, np. dzień, kiedy pierwszy raz wychodzi na kosmiczny spacer.

Ale można też słuchać własnej muzyki?

- Żeby docenić te wszystkie niesamowite kosmiczne widoki, musisz mieć odpowiednią ścieżkę dźwiękową. Podczas mojego pierwszego lotu mieliśmy ze sobą płyty CD i discmany. Podczas drugiego - iPody.

Czego najlepiej słuchało się w kosmosie?

- Jest muzyka, która pasuje do przelotów w świetle dnia, a innej lepiej słucha się podczas tych nocnych. Sting, Phil Collins, Coldplay i U2 świetnie sprawdzają się za dnia. Radiohead - w nocy. Moim zdaniem ich płyta "OK. Computer" została nagrana specjalnie z myślą o słuchaniu jej w kosmosie i ten, kto słyszał ją na Ziemi, nie doświadczył jej w pełni. W nocy dobrze słucha się też muzyki filmowej, np. kompozycji Johna Barry'ego z "Tańczącego z wilkami" czy Thomasa Newmana z filmu "Joe Black". Tych płyt słuchałem unosząc się przy oknie i obserwując obracającą się pode mną Ziemię.

Co widać na Ziemi z wysokości 550 km?

- Za dnia można oglądać Himalaje, Saharę i wszystkie inne fascynujące twory przyrody. W nocy najfajniejsze są światła wielkich miast. Każda metropolia ma swój wzór. Los Angeles jest rozciągnięte, a Nowy Jork błyszczy niczym klejnot. Całe USA nocą są rozświetlone niczym świąteczna choinka, zwłaszcza wzdłuż wybrzeży. Za to Kuba i Korea Północna to kompletne zaciemnienie.

Gdy wyszedł pan na pierwszy kosmiczny spacer, na co najpierw zwrócił pan uwagę?

- Na światło Słońca. Na Ziemię dociera przefiltrowane przez atmosferę i jest jasnożółte albo złociste, zależnie od pory dnia. W przestrzeni kosmicznej światło słoneczne to czysta biel, najbielsza, jaką w życiu widziałeś. Czułem się, jakbym miał wzrok Supermana. Wszystkie kolory były nasycone, żywe: lśniąca biała powierzchnia wahadłowca, metaliczne złoto folii termoizolacyjnej, czerwień, biel i granat amerykańskiej flagi na moim ramieniu. Wszystko było jaskrawe, w pełni nasycone i piękne. Takie czyste i świeże. Miałem wrażenie, jakbym oglądał różne rzeczy w ich nieskazitelnej formie, jak gdybym pierwszy raz w życiu widział prawdziwe kolory.

Między pana pierwszym a drugim lotem minęło siedem lat. Czy patrząc drugi raz na Ziemię z kosmosu, zauważył pan jakieś zmiany? Na Kubie zrobiło się jaśniej?

- (Śmiech) Na Kubie nadal było ciemno. Na pewno dałoby się zobaczyć zmiany w Amazonii, gdzie wycina się lasy deszczowe, i na Bliskim Wschodzie, gdzie w okolicach Dubaju powstały ogromne budynki i sztuczne wyspy, ale gdy ja patrzyłem, to nie porównywałem, co się zmieniło. To zobaczyłem później na zdjęciach. Kiedy tam byłem, po prostu cieszyłem się widokiem. Byłem całkowicie pochłonięty pięknem naszej planety. Patrzyłem na światła wielkich miast, na burze z piorunami. Te ostatnie są szczególnie zachwycające nocą. Wisisz nad oceanem i patrzysz w dół, spoglądając w czerń. Nagle rozbłyska piorun, który rozświetla od wewnątrz zarysy chmur. Widzisz jeden błysk, później drugi i kolejne. Takie rzeczy odbiera się bardziej emocjonalnie.

Czy gdy widziało się naszą planetę z takiej perspektywy, ziemskie problemy wydają się ważniejsze czy mniej istotne?

- Zależy które. Takie problemy, jak zanieczyszczenie, zmiany klimatyczne, czy dbanie o środowisko stają się naprawdę ważne, bo dokładnie widać, że bez atmosfery po prostu zginiemy. Tak naprawdę już niewiele powyżej powierzchni Ziemi panują takie warunki, w których nie można przetrwać. Widząc to, zdajesz sobie sprawę, jak bardzo potrzebne są nam czysta woda i świeże powietrze. Zaczynasz rozumieć, jak delikatne jest nasze środowisko.

4 Czy komercyjne loty w kosmos okażą się sukcesem? Czy komercyjne loty w kosmos okażą się sukcesem? Fot. NASA/ARCHIWUM MIKE'E MASSIMINO, MATERIAŁY PRASOWE

Przyszłość eksploracji

Który film najlepiej pokazują, jak działa NASA i jak wygląda praca astronautów, a które są czystą fikcją?

- Najlepszy film pokazujący, jak wygląda praca w NASA to moim zdaniem "Apollo 13". Jest oparty na faktach i może jeden albo dwa drobiazgi w nim zostały zmyślone. To nie dokument, ale jest bardzo dobrze zrobiony. Z kolei film, który najbardziej lubię, to "Pierwszy krok w kosmos", bo to on zainspirował mnie do zostania astronautą. Jako dziecko byłem pod wrażeniem misji Apollo i lądowania na Księżycu, a w college'u zobaczyłem ten film, przeczytałem książkę i marzenia we mnie odżyły.

A ten film z Sandrą Bullock?

- "Grawitacja"? Bardzo mi się podobała. Byłem pod wrażeniem tego, jak filmowano kosmos, z jaką dokładnością pokazano teleskop Hubble'a, kombinezony astronautów, ale to, co tam robią, jest niemożliwe. Nie mówię o oberwaniu odłamkami skał, bo to jest prawdopodobne, ale nie da się przemieszczać z orbity na orbitę. Poruszanie się z wykorzystaniem gaśnicy? To śmieszne! Tylko ja nie uważam, że filmy o kosmosie muszą być bardzo wierne rzeczywistości. Wiele jest zmyślonych, ale ja i tak je lubię. "Marsjanin" był całkiem dobry, podobały mi się "Grawitacja", "Pierwszy krok w kosmos" i "Apollo 13". To moje ulubione.

W książce pisze pan prawie wyłącznie o pozytywach. Czy nic związanego z NASA lub kosmosem pana nie rozczarowało?

- Lot kosmiczny to tak wspaniałe przeżycie, że trudno być rozczarowanym. Ale myślę, że pod koniec mojej kariery w NASA, kiedy zakończył się program wahadłowców i pojawiły się duże cięcia budżetowe, wiele osób straciło pracę, skurczył się korpus astronautów, to czułem rozczarowanie. Dla wielu to był koniec kariery. Uważam, że to było konieczne, jednak trudne i smutne.

Czy w nocy śni się panu czasem, że jest pan w kosmosie?

- Tak. Niemal co noc. Teraz o wiele częściej niż wcześniej.

I co pan robi w tych snach?

- Hmm. Niektóre moje sny nie są najlepsze. Zwykle musimy wrócić na [teleskop] Hubble'a i coś naprawić. Ja jestem gotowy do startu, ale mówią mi, że już nie jestem astronautą, nie mogę lecieć, że muszę pomóc innym. Innym razem śni mi się, że unoszę się swobodnie w przestrzeni kosmicznej, ale najczęściej chodzi o to, że mam wziąć jeszcze raz udział w misji. I w niektórych snach lecę w kosmos, a w innych nie pozwalają mi.

Sam pan wspomniał, że John Glenn poleciał gdy miał 77 lat. Gdyby pan mógł polecieć jeszcze raz...

- (Niemal podskakując z fotela) Pewnie, że lecę! Tylko, że ja nie jestem Johnem Glennem. Nie sądzę, żeby mi pozwolili. Ale bardzo chciałbym znów polecieć w kosmos. Będę musiał wybrać się jako turysta. Może z jedną z tych prywatnych firm. Albo mnie zaproszą, albo będę musiał wysupłać pieniądze na bilet.

Czy rozmawiał pan z którąś z tych firm, może chciałyby wykorzystać pańskie doświadczenie?

- Nie rozmawiałem, ale niektórzy moi koledzy astronauci - tak. I próbują razem z nimi wrócić w kosmos. Ale myślę, że aby być dobrym astronautą, to musisz naprawdę kochać tę część roboty, kiedy nie jesteś w kosmosie. A sam lot to tylko bonus.

Jakie jest najbliższe wyzwanie stojące przez NASA? Budowa bazy na Księżycu? Załogowy lot na Marsa? A może kopalnie na asteroidach?

- Każde po trochu, jednak realistyczny cel to latanie jeszcze przez kilka lat do stacji kosmicznej, a potem skupienie się na Księżycu. Najwyższy czas, abyśmy tam wrócili, nie tylko po to, by przywieźć z powrotem trochę skał. Powinniśmy zbudować tam jakąś bazę - by prowadzić prace wydobywcze, naukowe, ale też rozwinąć turystykę. I sądzę, że zajmą się tym nie tylko rządy, ale też firmy prywatne. Sądzę, że SpaceX chce to robić. Mars to świetny cel, ale jest zbyt odległy. Dziś wyprawa na tę planetę byłaby zbyt trudna. Dlatego uważam, że następnym krokiem będzie zasiedlenie Księżyca.

W filmach SF są wyprawy kosmiczne w jedną stronę. Bez powrotu. Kiedykolwiek brał pan pod uwagę taki lot?

- Nie! Nie ma mowy. Ja wracam do domu. Problem z takimi misjami jest taki, że - moim zdaniem - nie chciałbyś podróżować z nikim, kto chce lecieć tylko w jedną stronę. Dlaczego oni nie chcą wracać? Moje pytanie do wszystkich ochotników na taką wyprawę brzmiałoby więc: DLACZEGO? Dlaczego chcesz lecieć w jedną stronę? Co takiego dzieje się tutaj, że uciekasz? Może kiedyś dojdzie do takiego lotu, może nawet za mojego życia, ale to nie dla mnie. Ja wracam.

Komentarze (6)
Kosmiczne posiłki i inne rozrywki. Jak wygląda życie w kosmosie?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    polskiciapek

    Oceniono 4 razy 4

    Fajny wywiad.

  • avatar

    klusex

    0

    Jest tez książka europejskiego astronauty Tim Peake pt „Zapytaj astronautę” gdzie też bardzo fajnie odpowiada na pytania o życie w kosmosie i na ISS

  • avatar

    szpulazwanyszpula

    Oceniono 8 razy -4

    to są ujęcia podwodne. W ten sposób nas okłamują, że ziemia jest kulą. Wpiszcie sobie na YouTube: flat earth underwater fake.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX