Gazeta.pl > Logo24 >  Po robocie

Alkohol: tak się piło w PRL!

Jarosław Matuszewski
22.06.2012 06:29
A A A Drukuj

Bez wątpienia najważniejszy alkohol Peerelu (ale też III, IV i zapewne kolejnych RP). Przeważnie ciepła, pita przy każdej okazji. A tych przez kolejne lata nie brakowało: wypłata, imieniny w zakładzie pracy, imieniny w domu, święta, pojawienie się nowego pracownika itp. Czyste wódki preferowali mężczyźni. W latach 70. wybór był niewielki, ale dostateczny. Legendy tamtych czasów są bez wątpienia dwie: Żytnia i Wyborowa. Uchodziły za wódki nieco lepsze niż np. popularne i tanie Czysta i Stołowa. Tę ostatnią pamiętam jeszcze bez zakrętki, z prymitywnym kapslem, który można było zerwać palcami. Wcześniej wódki były zatykane korkiem i lakowane, stąd tzw. odbijanie butelki było dość powszechnym zwyczajem stosowanym nawet po wprowadzeniu zakrętek. Żytko i Wyborowa gościły w restauracjach i w domowych barkach, które stanowiły obowiązkowe wyposażenia każdej meblościanki. Pod koniec tej dekady obie marki, razem z Krakusem, trwale przeniosły się do Peweksów. Żytnia kosztowała wtedy dolara, wyborowa była o 5 centów droższa. W tym samym czasie pojawiła się także pierwsza wódka premium, czyli Polonaise: wyłącznie za dolary i w dwóch odmianach: 40- i 45-procentowej. Polonaise przysłużył się odnowieniu znajomości literatury romantycznej, bo otwarcie butelki witano słowami wieszcza: "Poloneza czas zacząć".

 

 

Panie wolały wódki kolorowe, czy - jak mawiano wówczas - gatunkowe: Soplicę, Jarzębiak, jabłkową Calvados - Złotą Jesień. Były łagodniejsze od czystych i z pewnością szlachetniej prezentowały się w kieliszkach. Była oczywiście wówczas i żubrówka, choć 30-40 lat temu nie cieszyła się taką sławą jak dziś.

"Trzynasta wybiła, wstaje nowy dzień" - śpiewał w latach 80. Shakin Dudi. W 1982 r., czyli w stanie wojennym, władza wprowadziła w Polsce zakaz sprzedaży alkoholu przed godz. 13. Stąd i sławny dowcip: - Panie majstrze, która godzina? - A wiesz, ja też bym się napił.

 

Na budowach, w akademikach, na podwórkach życie zaczynało się o 13. To był moment, gdy denaturat, zwany pieszczotliwie "jagodzianką na kościach", został oficjalnie uznany przez władzę za środek spożywczy. Niby był do kupienia, m.in. w sklepach chemicznych, ale tylko po 13. Kolejnym absurdem epoki było funkcjonowanie sklepów monopolowych. Sklepy były czynne od rana, ale nie mogły niczego sprzedawać, no bo zakaz.

Kartki na alkohol pojawiły się 1981 r. i obowiązywały przez dwa lata. Każdy dorosły miał prawo do zakupu jednej półlitrowej butelki wódki. Niektórzy twierdzą, że nigdy nie mieli w domu takich zapasów wódki, jak podczas reglamentacji. Półlitrówka stała się regularnym środkiem płatniczym. Na flaszki przeliczano wszystkie usługi tzw. fachowców: hydraulików, malarzy, ślusarzy. Co się kupowało? Na kartki najczęściej Baltic Vodkę, czyli najgorszą wódkę ostatniego czterdziestolecia. Śmierdzącą, czasem kwaśną, zawsze piekącą, pachnącą naftą. Pojawiła się także nie lepsza Vistula i Żytnia Mazowiecka. W serialu "Alternatywy 4" w sklepie monopolowym stoi bałtyk, żytnia i cytrynówka. Ja żytka z czasów kartkowych nie pamiętam. Ratunkiem był oczywiście Pewex i pędzony pokątnie bimber. Nawet inteligenckie mieszkania śmierdziały w tych czasach zacierem, a ulicę Ząbkowską (najwięcej melin na metr kwadratowy) w Warszawie nazywano Bimberstrasse. Marzeniem każdego był, oczywiście, 95-procentowy spirytus rektyfikowany. Odważni pili czysty, ale większość jednak mieszała z wodą, czasem z dodatkami smakowymi. Wódka wychodziła z tego doskonała.

Choć zakaz sprzedaży przed godz. 13 zniknął 20 lat temu, magia trwa nadal. Zgadnijcie, o której najczęściej biznesmeni umawiają się na lunch?

Komentarze (37)
Zaloguj się
  • avatar

    pyrazgzikiem

    Oceniono 38 razy 22

    Żeby rzetelnie skomentować ten "ARTYKUŁ" należałoby tu w komentarzu w całości go wkleić i na czerwono podkreslić 80% tekstu - z uwagą "BZDURA". Możliwe, że autor zna czasy , o których pisze jedynie z zabawnych anegdotek jakiegoś wuja lub faktycznie tak "grzał", że mu się wszystko pokiełbasiło. Wyłania mi się tu jakiś obraz chorego na alkoholizm, menelskiego społeczeństwa, schlanego po 13 już w pracy. Szanowny autorze za picie w pracy w PRL też można było jak i dzisiaj wylecieć z wilczym biletem na świadectwie pracy. Owszem budowlańcy popijali piwkiem śniadanko a po 14 widywano wielu podchmielonych mężczyzn wracających z pracy (bo były po drodze budki z piwem, więc korzystano, a w upalny dzień po ciężkiej robocie wystarczyło wypić kufelek i mieć w czubie). Imprezy z okazji imienin były bardzo popularne i piło sie toasty jak na każdej imprezie od momentu wynalezienia alkoholu kilka tysięcy lat temu. A dziś sami święci aniołowie cywilizowani w wolnym kraju obrzygują krawęzniki w weekendy "bawiąc" się na zachodnią modłę po nocnych klubach...cóż za postęp!

  • avatar

    Oceniono 23 razy 15

    z łzą w oku wspominam te wspaniałe czasy - super było i jakoś się żyło Ludzie życzliwsi byli ,uczyni

  • avatar

    cracken001

    Oceniono 15 razy 13

    Moj boze-owczesne Soplica,Jarzebiak,Zubrowka,Calvados,Starka-NIEBO W GEBIE !!!A obecnie?? Jarzebiak bez sladu jarzebiny,o smaku najgorszej Vistuli(czyli karbidowki),podobnie Soplica,czy "biala" zubrowka,zreszta ta kolorowa tez "wzbogacana" chemicznie(trawka w butelce jest tylko dla picu),czy Krupnik bez kropli miodu,Starka wogole zniknela-CZYM dzisiaj truje sie narod???Gatunkow mnogo,a wszystkie maja jedna ceche wspolna-NIE do picia bez obrzydzenia!!!Smakoszom polecam wodki francuskie z winogron-np. taki Idol-zero odoru,wchodzi jak woda,a swoje nalezne gradusy posiada!!Albo wloska Grappa,baa-nawet wodki litewskie bija polskie na glowe

  • avatar

    Oceniono 26 razy 12

    jakiś domorosły historyk z IPN pisał te wypociny.... W tamtych czasach ludzi stać było na piwo i kieliszek wódki. Restauracje i bary były pełne ludzi - była praca i pieniądze na zabawę. Były restauracje z dansingami, zawsze przepełnione. Teraz jeżeli już ktoś pije, to tylko z rozpaczy, że takie kretyństwa niby w wiarygodnych mediach niedouczeni " dziennikarze " wypisują....

  • avatar

    Oceniono 18 razy 12

    Dzisiaj za to nie wiemy, co pijemy. Podobnie jak nie wiemy, co jemy. A wtedy wiedzieliśmy. A gdzie jest wspaniała "Starka", wspaniała 50% "Polonaise" ?
    Łza się w oku kręci. Ale pismak tego nie zrozumie. Jemu płacą za pejoratywny kontekst "PRL-u". Jego PRL-u !

  • avatar

    Oceniono 17 razy 11

    Nie jest prawdą, że nie można było kulturalnie i tanio pić. Za studenckich czasów (`57-`62) raczyliśmy się przyzwoitymi winami u Fukiera na rynku Starego Miasta. Była to tzw. "probiernia" - ceny były DETALICZNE.
    Wegierski Riesling był po 21zł, a jugosłowiańska Ranina czy Traminec po 27.
    A stypendium naukowe miałem 10 200 zł na cały rok w 12 ratach po 850 na miesiąc.
    Gdy odwiedziłem kolegę w Krakowie piliśmy w podobnym lokalu na Małym Rynku.
    Zresztą w Warszawie na ulicy Pięknej, blisko Wydziału była też "Pszczółka" ze specjalnością miodów pitnych. Takich lokali musiało być więcej, bo oto przypomniała mi się (z nieco późniejszych czasów) "Amfora" na Ścianie Wschodniej. No i bar "Barataria" na Wilczej.

    A na retoryczne pytanie Autora (INFANTYLNE), że "nie było nic innego do roboty, więc co jak nie pić?" to powiem, że było mnóstwo do roboty. Studia, doktorat, dzieci, mieszkanie urządzić, na wakacje pojechać na żagle, na narty zimą (tyle, że na Mazury i do Bukowiny a nie do sąsiadów bliższych czy dalszych).

  • avatar

    Oceniono 9 razy 9

    Ten artykuł jest sprzed kilku lat, zmieniła się tylko data publikacji. Już go czytałem i smakuje dziś tak samo, jak produkty o których traktuje.

  • avatar
  • avatar

    serpikomiko

    Oceniono 17 razy 7

    Teraz to wszyscy piją wykwintne trunki w drogich restauracjach !
    W Polsce Ludowej państwo usiłowało walczyć z alkoholizmem, dzisiaj wspomaga producentów (obcych) alkoholi, którym wcześniej sprzedawczyki opyliły wszystkie zakłady produkujące alkohol. Sprzedawczykom nie przeszkadzało, że przed wojną był Państwowy Monopol Spirytusowy,. widać gloryfikują IIRP, gdy im jet to na rękę. Również w II RP państwo budowało fabryki, a nie sprzedawało, jak sprzedawczyki "wolnej Polski".
    A sprzedajne dziennikarły piszą tak z dwóch powodów - by nas przekonać, że pijemy mało, a można by więcej (wdzięczność OBCYCH producentów zapewniona), a po drugie, by dodać "jak w peerelu" . I wszystko powinno być jasne, droga młodzieży !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX