Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Z jednej strony - kitesurfingowy raj i pełne seksapilu Latynoski, z drugiej - włochate ptaszniki i światowa stolica zbrodni. Wenezuela, jak kobieta wamp, jest piękna i groźna.
Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Getty Images

Plastyczna Wenezuela: sztuczne piersi

Z naprzeciwka sunie w moim kierunku młoda kobieta. Chyba sporej urody, choć większość twarzy zasłaniają duże okulary przeciwsłoneczne. Szalenie zgrabna i szczupła, podkreśla jeszcze figurę długą, obcisłą suknią i butami na obcasach. Całość zakłóca jeden drobny element. OK, nie taki drobny, wielkości piłki do szczypiorniaka. Dwóch piłek.

Dziewczyna ma ogromne - jak na jej figurę - karykaturalne wręcz piersi. Solidna robota jednego z wielu w tym kraju chirurgów plastycznych idzie z przodu, jej właścicielka wygląda trochę, jakby goniła własny biust. Zaczynam się zastanawiać, jak to możliwe, że ona pod ich ciężarem nie przewraca się do przodu. Wszystko staje się jasne, kiedy dziewczyna mnie mija. Z tyłu, jakby dla równowagi, sterczy równie monumentalny tyłek. Pan doktor miał zatem podwójne zlecenie.

To właśnie tu, na lotnisku na wyspie Margaricie, mam po raz pierwszy okazję zapoznać się z jednym z dwóch największych bogactw Wenezueli - sztucznymi piersiami. Napatrzyłem się na nie do syta, bo za chwilę samolot miał mnie zabrać do pokrytej gęstym lasem równikowym delty Orinoko. O ile dobrze pamiętam reportaże National Geographic, piersi mieszkających w tej dżungli Indianek wyglądają nieco inaczej. One nie robią sobie boob jobs.

Wenezuelki lubią poprawiać swoją urodę. Operacje powiększania piersi albo pośladków funduje się tu już nastoletnim dziewczynkom. Od próżności nie są też wolni mężczyźni, ponoć popularnym zabiegiem jest nastrzykiwanie łydek, żeby były zgrabniejsze. Rynek, dzięki dużemu popytowi, jest konkurencyjny - powiększenie piersi w renomowanej klinice kosztuje ok. 10 tys. boliwarów, czyli 2-3 razy mniej niż w Polsce. Aż się nie chce wierzyć, że to nie dzięki pracy chirurgów Wenezuelki zdobyły już sześć tytułów Miss World, więcej niż jakakolwiek inna nacja na świecie.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Podróż do Wenezueli:  Raj kitesurfera. I nic więcej Podróż do Wenezueli: Raj kitesurfera. I nic więcej fot. Mikołaj Kirschke, Juliusz Szalek, Łukasz Nazdraczew

Raj kitesurfera. I nic więcej

Odlatuję z Margarity, bo moją bazą wypadową w Wenezueli jest pobliska Coche, jedna z trzech wysp tworzących stan Nueva Esparta. Tym spłachetkiem pokrytej piaskiem i solą ziemi u wybrzeży Ameryki Południowej niedawno zainteresowały się biura podróży. Agenci przedstawiają go jako rajski kurort i idealne miejsce na romantyczny wypad. A miejscowi historycy o Coche pisywali jako o "najbardziej żałosnej spośród antylskich wysp" (Subero) i "mieszance zaniedbania, udręki i pragnienia" (Armas de López). Sami zdecydujcie, komu zaufać.

Coche ma jednak pewną niezaprzeczalną zaletę - to jeden z najlepszych na świecie spotów kitesurfingowych. Przy położonym na północy wyspy cyplu woda jest płytka i "płaska", a stabilne wiatry wieją od strony lądu. To dlatego w tym roku na miejsce swojego zgrupowania przed prestiżowym Ford Kite Cup wybrali Coche czołowi polscy (i światowi) zawodnicy - Karolina Winkowska i Victor Borsuk. Karolina śmiga po falach aż miło, Victor dzień przed przyjazdem do Wenezueli złapał kontuzję, więc musiał darować sobie treningi. A ja, z pozostałymi uczestnikami wyjazdu, przeplatam kajta z wypadami turystyczno-krajoznawczymi.

Spróbowałem na przykład odkryć urok samego Coche. Bezskutecznie. Gdybym miał zamiar szukać go do skutku, pewnie spędziłbym na wyspie resztę życia. Wierzcie mi, naprawdę chciałem. Ruszyliśmy na podbój wyspy solidnym i wiekowym pikapem Forda, jakich mnóstwo w Wenezueli (nowych aut tu niewiele, bo prezydent Hugo Chávez obłożył je zaporowym cłem i podatkami, żeby zmusić koncerny samochodowe do otwarcia fabryk w jego kraju). Pierwszy postój: Cementerio de Conchas, czyli cmentarzysko muszli. Miało być niesamowite miejsce, gdzie pozostałości poławianych małży składowane są w hałdach o wysokości nawet dwóch metrów. Ale położone w brzydkiej okolicy hałdy ledwo sięgały mi do pasa. Przepraszam, ktoś najwyraźniej wyciął mi z mózgu ośrodek wrażliwości na chitynowe skorupy. No, jakoś mnie to nie ujęło. Nawet nasz kierowca Michel niespecjalnie chciał się tu zatrzymywać.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Wiki Commons

Plaża Milości i raj dla kierowców

Nieco ciekawiej było na Plaży Miłości, z jej stromymi skarpami o ceglastoczerwonym kolorze. To przyjemne miejsce, w którym wiele tutejszych dziewcząt zostawiło swoje serce (i dziewictwo). Fakt, wygląda lepiej niż pełniący podobną funkcję parking nad poznańskim jeziorem Rusałka, ale to wciąż niezbyt wiele.

Znacznie ciekawsze okazały się rozmowy z Michelem o samochodach. Wenezuelczycy mają jeden problem - zapytani o cenę litra paliwa, głupieją. Nie wiedzą, po prostu jej nie znają. Najbliższą znaną im jednostką jest pełny bak. A ten kosztuje (czytelnicy o słabym sercu powinni w tej chwili usiąść i łyknąć nitroglicerynkę) w przeliczeniu na nasze około 1,5 zł. Tak, tak, postawiłem przecinek we właściwym miejscu i nie zgubiłem żadnego zera. Ropa naftowa to - obok sztucznych piersi - drugie największe bogactwo Wenezueli, a socjalistyczne rządy Chaveza oznaczają m.in. rozdawanie benzyny obywatelom za bezcen. Drogie są za to opony, więc miejscowi jeżdżą na łysych kapciach do samego końca. Cóż, zimowe poślizgi im nie grożą.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Wymieniliśmy się z Michelem cenami paliwa, ogumienia i samochodów. A kiedy w drodze powrotnej dostrzegliśmy stację benzynową, nasz kierowca specjalnie zatrzymał się, byśmy mogli obejrzeć dystrybutor z bliska. Na wyświetlaczu dumnie prezentowała się cena litra "95" - 0,048 boliwara, czyli nieco ponad 2 grosze.

Wyspa Robinsona

O wyspie Coche pisał mój ulubiony w dzieciństwie pisarz Arkady Fiedler. Zgodnie z przekazami odnalezionymi we franciszkańskim klasztorze w Cumanie na wyspie rozbił się w XVIII w. Polak Jan Bober. Łódź z wyrytym w drewnie nazwiskiem odnaleziono ponoć w jednej z jaskiń na Coche. Opierając się na tych strzępach informacji Fiedler stworzył opowieści, które zawarł w książkach "Wyspa Robinsona", "Orinoko" i "Biały Jaguar". - Michel, pokażesz nam jaskinie, w których odnaleziono łódź Bobera? - poprosiłem naszego kierowcę. - Jaskinie? Na Coche nie ma żadnych jaskiń - odparł ten szczerze zdziwiony. Tak pryskają młodzieńcze złudzenia.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Mikołaj Kirschke, Juliusz Szalek, Łukasz Nazdraczew

Spoko Orinoko

Nieduży samolot schodzi nad niekończącą się zieleń dżungli. Mam wrażenie, jakby pilot celował w brudnoszarą wstęgę Manamo - jednej z odnóg Orinoko. Samolot przelatuje jednak nad rzeką i siada na wyboistym pasie startowym, który zaczyna się tuż za nią. Tucupita wita!

Wymyślam mnemotechniczny wierszyk "Tu kupita, co zechceta". W holu lotniska przekonujemy się, że wierszyk jest prawdziwy, pod warunkiem że zechceta co najwyżej butelkę wody albo coli.

Całe lotnisko, choć czyste i pachnące świeżą farbą, jest jakby wymarłe. W budynku snuje się jakiś kierownik, przy wejściu dwa bezpańskie psy. Jesteśmy na uboczu Tucupity, nie wygląda, jakbyśmy przylecieli do miasta liczącego ponad 70 tys. mieszkańców, największego w delcie Orinoko. Nie obejrzymy go zresztą, bo po wyjściu mijamy tylko koszary z napisem "Narodowa Gwardia Boliwariańska twoją przyjaciółką" i schodzimy do rzeki.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Przy brzegu czeka na nas łódź motorowa i dwóch przewodników z ludu Warao. Starszy to Enaro, odzywa się mało, zwłaszcza że słabo mówi po hiszpańsku. Młody Clemente to typ wesołka. Sadzają nas na siedziskach, odpalają silniki i ruszamy w dół rzeki.

Łódź śmiga po wodzie aż miło. Do pokonania mamy kilkadziesiąt kilometrów w półtorej godziny. Na szczęście nie grożą nam korki, choć myśl ta wcale nie jest tak absurdalna, jakby to się mogło wydawać. Tu bowiem rzeka jest jedyną arterią transportową. Dróg w dżungli nie ma, a samolotem można dotrzeć najdalej do Tucupity. Wszystko - towar, ludzi i żywy inwentarz, wozi się łodziami. Co jakiś czas mija nas albo szybka motorówka, albo sprawnie tnące wodę czółno. Tu Indianka z piątką dzieci, ówdzie ojciec z całą rodziną, tam znów kilku chłopców z psami, małpką i ptaszkami w klatce. Zatorów jednak nie ma, bo rzeka ma w tym miejscu kilkaset metrów szerokości.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Mikołaj Kirschke, Juliusz Szalek, Łukasz Nazdraczew

Wenezuelska dżungla: ośmionogi świat

Spodziewałem się, że soczysta zieleń dżungli wypali mi oczy. Nic z tego. Najpierw, w pobliżu Tucupity, po obu stronach roślinność jest w znacznym stopniu wykarczowana, a nad wodą stoją chałupy, chatynki i inne mieszkalne łupinki. Potem dżungla gęstnieje, ale jej pasek pomiędzy brudnoszarą wodą Manamo a popielatym, zachmurzonym niebem też nabiera takiej burej barwy. Kolor nie zachwyca, ale gęstwina robi wrażenie. To nieprzebyta ściana z liści. Mam wrażenie, że gdybym rzucił w nią kamieniem, odbiłby się od roślinności.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Czujne oko Clemente co i rusz wypatruje coś na tych drzewach i krzakach. O, tam po gałęziach skaczą jakieś małpy. A tu drzewo obwieszone jest przypominającymi wydłużone worki mosznowe gniazdami ptaków zwanych kacykami. Gdzieś kakaowiec prezentuje swoje piękne kwiaty, ówdzie można spróbować jego niedojrzałego owocu (smakuje jak wielkie ziarno słonecznika).

Wreszcie dopływamy do naszego miejsca noclegowego - kilkunastu prostych domków położonych nad samą rzeką. Domki, czyste i schludne, choć bez wygód, wymagają jednak instrukcji obsługi. Po pierwsze - nie zostawia się otwartych drzwi, żeby do środka nie lazły pająki ani miniaturowe kraby, których tysiące uganiają się pod łączącym chałupki pomostem. Po drugie - po przyjeździe należy dokładnie sprawdzić swoje łóżko, a później szczelnie zabezpieczyć je moskitierą. Kiedy wrócisz w nocy, będziesz miał pewność, że nie czeka na ciebie ośmionoga niespodzianka.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Wieczór spędzamy w recepcjo-barze tego noclegowiska, gdzie Clemente dostrzega w pewnej chwili spacerującego po suficie wielkiego jak pięść ptasznika. Strąca go miotłą i bawi się, przekładając z dłoni na dłoń, po czym odkłada na jeden ze stołów. W delcie Orinoko biologowie naliczyli pół miliona gatunków bezkręgowców. Nocą, leżąc pod moskitierą, wyraźnie słyszę, że wszystkie zgromadziły się wokół mojego łóżka.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Mikołaj Kirschke, Juliusz Szalek, Łukasz Nazdraczew

Zjadł moją larwę!

Przy czym robactwo to nie jest tylko przekleństwo, ale też całkiem pożywne bogactwo tej krainy. Podczas spaceru po dżungli Enaro znajduje na drzewie gniazdo termitów, które rozłupuje jednym ciosem maczety. Wystarczy przyłożyć palec na kilka sekund i oblizać, rozgryzając potem owady już w ustach. Termity są smakowite, lekko kwaskowate, jak mrówki, które jako uczeń podstawówki żarłem z kolegą Maciejem w ogrodzie jego domu.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Maleńkimi termitami jednak nikt się nie naje, za to larwa chrząszcza ryjkowca Rhynchophorus (pospolity szkodnik palm) to prawdziwy rarytas. Warao nazywają ją moo, Clemente wygrzebał jedną gdzieś w wiosce indiańskiej. Larwa ma rozmiar ludzkiego kciuka, żółtobiały korpus i potężne żuwaczki u wiśniowej głowy. Oraz zadziwiającą siłę. Kiedy chwytam ją między dwa palce, wije się, usiłując się wydostać. Z każdym ruchem wysmykuje się coraz bardziej, mimo że trzymam ją naprawdę mocno.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Kusi mnie, żeby spróbować moo, ale nie mogę się zdecydować. - No, dalej - zachęca mnie Clemente. - Ty pierwszy - usiłuję negocjować. - Nie, ty pierwszy - odpala Clemente, który sam chyba nie gustuje w tych larwach. - Ja się tych szczypców boję. Odgryź jej łeb, to zjem resztę - pertraktuję. - Enaro, odgryź jej głowę - wyręcza się Clemente starszym kolegą, najwyraźniej smakoszem moo. Enaro chwyta larwę i wtedy kłania się jego słaba znajomość hiszpańskiego. Wkłada całego robala do ust, przeżuwa, wypluwa łeb i połyka resztę. "Zjadłeś moją larwę, pędraku!", myślę, patrząc na niego z wyrzutem, ale Enaro tylko się uśmiecha.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Mikołaj Kirschke, Juliusz Szalek, Łukasz Nazdraczew

Kąpiel w wodospadzie

W drodze powrotnej lądujemy jeszcze w Parku Narodowym Canaima, który słynie ze stołowych gór tepui i wodospadów, zwłaszcza najwyższego na świecie Salto Angel. Ten ostatni oglądamy tylko z samolotu, ale potężne saltos Hacha (Siekiera), Golondrina (Jaskółka) i Sapo (Ropucha) można zwiedzić od środka, korzystając ze ścieżek prowadzących za wodną kurtyną. Prysznic pod spadającymi z kilkudziesięciu metrów hektolitrami działa oczyszczająco, nie tylko w dosłownym sensie.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Indianie

Warao zamieszkują wschodnią Wenezuelę, Gujanę i Surinam. Ten liczący 20 tys. dusz lud żyje w symbiozie z dżunglą i rzekami składającymi się na deltę Orinoko. To zrośnięcie z naturą znajduje odzwierciedlenie w systemie wierzeń i kosmologii. Dla Warao wszystkie żywe stworzenia dzielą się według miejsca spania - człowiek jest w tej samej subkategorii, co inne stworzenia śpiące na ziemi. Odrębnie traktowane są zaś te, które śpią w wodzie lub "w powietrzu" (czyli na drzewach). Antropologowie nie zdradzają, czy istnieje podkategoria stworzeń "śpiących w jednym łóżku z turystą z Polski".

Język Warao

yaquera - cześć, OK, dzięki (słowo dość uniwersalne) / oconaría - do widzenia / hana - rzeka / maraiza - przyjaciel / moo - jadalna larwa ryjkowca / tobe - puma / ujoy - delfin / jarijari - tukan / ehe - pirania

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Mikołaj Kirschke, Juliusz Szalek, Łukasz Nazdraczew

Caracas: Crime City

Noc w dżungli zaskoczyła mnie pod jednym względem - niebywałego harmidru. Leżąc w łóżku przez całą noc słuchałem koncertu cykad i innych głośnych owadów. O świcie obudził mnie donośny śpiew ptactwa. A koło 6 rano na rzece słychać było już pierwsze motorówki.

To chyba jedyny element wspólny delty Orinoko i stolicy kraju - Caracas. Tam też nie dało się w spokoju spać, tyle że nad ranem budziły mnie nie ptaki, a samochody. Setki, tysiące, miliony samochodów. Ruch nie przypomina cywilizowanych krajów zachodnich, bliżej mu do Trzeciego Świata (i Polski) - w sercu miasta ochnastopasmowe ulice, samochody pędzą jak szalone, ludzie boją się wejść na pasy nawet na zielonym świetle. Tylko chodniki nie są - jak u nas - zastawione parkującymi autami. Głównie dlatego, że od jezdni oddzielają je niemal półmetrowe krawężniki.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Ale to nie samochody są głównym problemem tego miasta. - Uważajcie na siebie, nie bierzcie aparatów fotograficznych, nie chodźcie poza głównymi ulicami, po zmroku bierzcie taksówki - przestrzegano mnie i Julka, kiedy postanowiliśmy na własną rękę wyskoczyć do stolicy. Caracas to bowiem światowa stolica zbrodni. W ubiegłym roku popełniono tu ponad 3 tys. zabójstw. W jednym mieście! Dla porównania, w całej Polsce w tym samym czasie zamordowano niecałe 700 osób. Statystycznie rzecz biorąc, jeśli mieszkasz w Caracas, ktoś z twoich znajomych jest mordercą - twój kolega, babcia, kioskarz albo ta urocza dziewczynka z warkoczykami, która mieszka w sąsiedztwie.

Winna jest oczywiście nędza, winne są narkotyki, ale przede wszystkim winna jest powszechna korupcja i bezradność policji. Poznany w mieście Alejandro opowiedział nam o swoim znajomym. - Facetowi udało się znaleźć robotę w policji. Ale do pracy nie przychodzi, całą pensję odpala komendantowi komisariatu. Dostał natomiast służbowy przydział broni i kamizelki kuloodpornej. Dzięki temu sprzętowi ma pracę jako prywatny ochroniarz, dużo lepiej płatną. I jeszcze z tej pensji jedną piątą oddaje komendantowi - wytłumaczył nam tajemnice służb. Ponoć w większości komisariatów do pracy przychodzi tylko połowa gliniarzy.

Przyznam, że to wszystko spinało mnie trochę przed wypadem do Caracas. Czy moja płynna znajomość hiszpańskiego będzie mogła mnie uratować w niebezpiecznej sytuacji? Doszedłem do wniosku, że przynajmniej będę umiał bezbłędnie powiedzieć: "Przyjaciele, weźcie proszę pieniądze i zabijcie mnie tak, żeby nie bolało". Ale wszystkie te opowieści okazały się grubo przesadzone - w ciągu niecałych dwóch dni pobytu w mieście widzieliśmy tylko jednego postrzelonego faceta.

Uliczne frykasy

Kuchnia Wenezueli nie zachwycała, aż na ulicach Caracas znaleźliśmy bary serwujące arepas, batidos i merengadas. To pierwsze to kukurydziane, okrągłe bułeczki, które faszeruje się nadzieniem na ciepło lub zimno - kiełbaskami chorizo, tuńczykiem, ośmiornicą lub przepiórczymi jajami. Batidos to wyśmienite koktajle ze świeżych owoców zmiksowanych z lodem. Można wybrać truskawkę, melona czy ananasa albo raczyć się włóknistą guanabaną (flaszowiec) albo orzeźwiającą guayabą (gruszla). Merengadas to te same koktajle, ale z dodatkiem mleka. Pycha!

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi fot. Mikołaj Kirschke, Juliusz Szalek, Łukasz Nazdraczew

Caracas: Chavezopolis

Caracas jest nie tylko wenezuelskim Crime City, ale też miasto Hugona Chaveza. Prezydent i jego dzieło są tu obecne na każdym kroku. Kiedy na lotnisku szukamy transportu do centrum miasta, rzuca się w oczy stoisko państwowej linii autobusowej. "Tarifa socialista - 10 Bs" - głosi cennik. Napis na samym autobusie przekonuje mnie, że w socjalizmie wielkie dzieła tworzę ja! Na każdym skrawku ściany są tu murale poświęcone bohaterom walki o niepodległość, na każdej latarni widać wizerunki przywódców państw latynoamerykańskich sprzeciwiających się USA, z każdego miejsca spogląda na mnie prezydent. Sprejowane tagi to nie pseudonimy zakapturzonych młodzieńców, ale deklaracja: "My z Chavezem!".

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Poza tym wszystkim miasto ma jednak swój urok. W architekturze przeważają przytłaczające betonowe kolosy z lat 60. i 70. Ale jest też modernistyczne miasteczko uniwersyteckie (na liście UNESCO), są pochowane perełki secesji i art déco, są pozostałości architektury kolonialnej w pobliżu centralnego placu Boliwara.

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piers

Siadamy tam z Julkiem przy kawie i kontemplujemy urodę przechodzących Wenezuelek. Jak przystało na Latynoski, nawet te nie najpiękniejsze mają świadomość swojej seksualności i podkreślają wszelkie krągłości. Kłopot w tym, że nie zawsze jesteśmy pewni, które z tych krągłości są prawdziwe, a które to robota chirurgów plastycznych. Czasem to oczywiste, jak wtedy, gdy na oko 40-letnia matka ma piersi bardziej sterczące niż jej 20 lat młodsza córka. Czasem jednak nawet najwprawniejsze oko tego nie rozpozna. Ech, szkoda będzie wracać...

podróże, ameryka południowa, Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi

Więcej o:
Komentarze (18)
Podróż do Wenezueli: dżungla i sztuczne piersi
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • simply_z

    Oceniono 13 razy 13

    po prostu sa bardziej ezgotyczne. Latynosom z kolei podobaja sie slowianki ,poniewaz jak sami twierdza wygladaja jak lalki:)

  • 77conyoo

    Oceniono 12 razy 10

    Przeczytalem artykul jednym tchem! Super opis ktory przeniosl mnie tam na chwile... Brawo.

  • maxgazeta.pl

    Oceniono 32 razy 10

    Wenezuelki sa piekne...Kto mial przyjemnosc poznac blizej i doglebnie wie o czym pisze:) Do tego podobnie jak inne kobiety z Am.Poludniowej (Brazylijki,Meksykanki,Kolumbijki etc.) sa zawsze usmiechniete, mile, sympatyczne, nie maja jakze typowej miny Polek "jestem gwiazda".Podchodzisz i rozmawiacie,nawet jesli nic z tego nie wyjdzie i sie im nie podobasz.Nie wiem skad ten mi ze Polki sa najpiekniejsze w swiecie.Nie sa, najpiekniejsze sa latynoski,a do tego bija polskie kobiety na glowe jesli chodzi o sympatyczne wrazenie.

  • resztka

    Oceniono 5 razy 3

    swietne podsumowanie

  • adamspzoo1

    Oceniono 4 razy 2

    Fajnie pismak pisze ...moglby wiecej popisywac ....i niech jeszcze gdzies pojedzie! tylko nam tu prawde opisuj!

  • gtxpl

    0

    Angel falls należał w przeszłości do Gujany, ale wzięto go siłą od ówczesnej kolonii Wielkiej Brytanii. Agresorem był właśnie Wenezuela, popierana przez USA, stąd ta linia prosta na mapie obu krajów. Wzięto siłą w sumie 3000 mil kwadratowych. Ustawiono później dziwny pakt o niekwestionowanie granic przez 100 lat co znaczy że teren jest jeszcze sporny a więc żadne inwestycji nawet w hydroenergetyce, co by dało praktycznie prąd za darmo.

  • 0x0001

    Oceniono 2 razy 0

    Bardzo fajny tekst!

  • Gość: Gość: AAA

    Oceniono 1 raz -1

    jedziemy tam???

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX