Gazeta.pl > Logo24 >  Po robocie

Podróż do Nowej Zelandii: tam wszystko jest inne

Jacek Y. Łuczak
17.07.2012 14:30
A A A Drukuj

fot. Jacek Y. Łuczak, Ewelina Zając

Nasz czas się kończy. Wracamy do Auckland, zaglądając po drodze do dwóch miejsc, w których Peter Jackson kręcił "Władcę Pierścieni". Mijamy ogromne połacie soczyście zielonych pastwisk, upstrzonych owcami. To tereny prywatne. Bo w Nowej Zelandii niemal wszystko jest prywatne. Nie ma małych i średnich gospodarstw. Są albo olbrzymie farmy, albo domki na podmiejskich osiedlach, w których działki są od nich większe zaledwie o szerokość psa.

Przed nami ostatni akcent. Może uda się zobaczyć morskie ssaki z bliska? W porcie oceniają szanse na 50 procent. Więc płyniemy na wieloryba. Na bezkrwawe łowy.

Cóż... Orki są. Delfin? W porywach jeden. I to z daleka. Pingwiny niebieskie - zatrzęsienie. W końcu w oddali pokazuje się nietypowa płetwa grzbietowa. Na łodzi wielkie poruszenie. Wszyscy chcą zrobić zdjęcie. Na wyświetlaczach kieszonkowych aparatów Japończyków wieloryb wygląda jak ciemna kropka. W naszym teleobiektywie - zaledwie jak wierzch byle jakiego walenia. Gatunek wieloryba z tej odległości jest nie do rozpoznania.

W Nowej Zelandii wszystko jest inne, podróże, wakacje, Płyniemy promem do Picton na Wyspie Południowej

Od znawców tematu dowiadujemy się, że o tej porze roku, w tym rejonie nie ma szans na obserwację wielorybów. Od organizatora dostajemy jedynie 10 procent zniżki na kolejny rejs. Zdzierstwo. Chamstwo i drobnomieszczaństwo.

Ale Nową Zelandię zapamiętamy dobrze. Nie zapomnimy o wspaniałych wulkanach, górach, fiordach, wodospadach, rzekach, jeziorach i lasach, o endemicznych gatunkach zwierząt: papugach kea, ptakach tui, garlicach maoryskich, takahe. Nie zapomnimy o kulturze Maorysów, ich bojowych tańcach o nazwie haka. Nie zapomnimy o wzorcowo wręcz czystych miastach, w których nikt nie rzuci papierka na chodnik, nie zgasi peta na krawężniku.

Ale nie zapomnimy też o tym, że za wyjazd z Nowej Zelandii trzeba na lotnisku zapłacić po 25 dolarów od łebka.

W Nowej Zelandii wszystko jest zjawiskowo piękne. Ale inne. Inni są ludzie, inne rośliny, inne zwierzęta. Inne jest nawet niebo. W bezchmurną noc nie dopatrzysz się Wielkiego Wozu, Kasjopei i Gwiazdy Północnej. Ujrzysz za to Krzyż Południa. I Księżyc, który spogląda z nieba też jakoś... koślawo. W tym kraju wszystko jest nietypowe, niespotykane gdzie indziej. Można powiedzieć, że Nowa Zelandia sama w sobie jest endemitem.

Tekst jest fragmentem powstającej książki "Jonasz na krańcach świata"

Komentarze (3)

Zaloguj się
  • avatar

    Gość: Podpisz się

    0

    Mysle ze masz na imie Jacek ,szkoda ,ze nie odwiedziles Coromandel i naszego domu w Howick,pozdrowienia ,Gosia i Slawek.

  • avatar
  • avatar

    Gość: gosiawielemborek@yahoo.co.nz

    0

    Witam Pana. Bardzo ladnie opisal Pan moj nowy kraj od 16 lat. Jak tu przyjechalam z moja rodzina 8 maja 1996r to tez wszystko bylo takie inne,niepodobne do niczego ,co kiedys znalam.Widzialam jak tu pieknie i czysto,ludzie mili,urzedy zyczliwe,ale 4 lata marzylam o powrocie do Polski.Wszystko co Pan opisal jest prawda ,ale plaki kiwi tez zyja w naturze. Bardzo milo sie czyta Pana spostrzezenia . Dziekuje ,ze Pan tak to widzi,szkoda ,ze TY tu nie zyjesz,wszystko by CI sie przewartosciwalo ,w ty wolnym kralu .pozdrowienia dla Zony i Pana .PS smiesnie sie pisze Pan ,my tu wszyscy jestesmy po imieniu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX