Podróże: hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo

Na ulicach Monte Carlo rozmowy biznesowe i kłótnie kochanków brzmią we wszystkich językach świata. Na 30 tys. mieszkańców przypada tu 120 nacji. Kwitnący hazard ściąga marzycieli. Nawet jeśli fortuna nie sprzyja - nie ma piękniejszego miejsca, żeby stracić majątek.
Monte Carlo Monte Carlo fot. Anna Mielech

Sportowy śpiwór i luksusowy hotel

Monte Carlo przyciąga rocznie 3,5 mln turystów. Zdecydowana większość zatrzymuje się tylko na chwilę. Typowy szlak turystyczny prowadzi od Monaco Ville, starówki położonej na skale z Pałacem Książęcym jako główną atrakcją, przez pełen festynowego zgiełku port Hercule, aż do legendarnego kasyna Monte Carlo. Obowiązkowym punktem każdej wycieczki jest odstanie kilku minut przed głównym wejściem do kasyna, z nadzieją na uchwycenie na zdjęciu jakiegoś celebryty lub luksusowego auta.

Moja wiedza o Monako ograniczała się do kilku scen z filmów o Jamesie Bondzie, wzbogaconych urywkami z corocznych transmisji wyścigu Formuły 1. Ale przyjechałam tu przede wszystkim do pracy - miałam sfilmować wywiady z uczestnikami mistrzostw świata w backgammonie.

Na miejsce dotarłam pociągiem tak zatłoczonym, że sprawdzanie biletów przez konduktora wydawało się być czystą abstrakcją, a oddychanie graniczyło z cudem. Zostałam zakwaterowana w hotelu Fairmont - byłam prawdopodobnie jedynym klientem w historii tego miejsca, który zameldował się tam ze sportowym śpiworem przypiętym do plecaka, co wśród hotelowych boyów wzbudziło dość spore zdziwienie. Hotel Fairmont położony jest w samym sercu miasta przy Avenue Princesse Grace - ulicy nazwanej tak na cześć pięknej aktorki Grace Kelly, która w 1956 r. poślubiła Księcia Monako Rainera III. Tuż obok znajduje się tętniący życiem plac z kasynem Monte Carlo oraz jedna z najdroższych restauracji świata Le Louis XV.

Przydzielono mi pokój z widokiem na miasto, dokładnie na słynny wiraż w kształcie agrafki, znany chyba każdemu z wyścigów Formuły 1. W maju, podczas Grand Prix, za taką przyjemność należy zapłacić dwa tysiące euro. Co więcej - podobno w terminach wyścigów wszystkie pokoje tego typu zarezerwowano na kilkadziesiąt lat do przodu.

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Przydzielono mi pokój z widokiem na słynny wiraż w kształcie agrafki

Zakręt przy hotelu Fairmont jest najwolniejszym wirażem w całym cyklu Grand Prix Formuły 1. Samochody muszą go pokonywać, zwalniając nawet poniżej 50 km/h. Pod hotelem przebiega tunel, którym też przejeżdżają bolidy podczas każdego wyścigu.

Kasyno w Monte Carlo Kasyno w Monte Carlo fot. Anna Mielech

Mój szef to idiota

Wizytówką miasta jest architektoniczna perełka - kasyno zaprojektowane przez Charles'a Garniera. Zwiedzam je w towarzystwie Tobiasa, trzydziestokilkuletniego Niemca, z którym nagrałam jeden z wywiadów. Przystojny Tobias jest - jak na dobrego gracza przystało - trochę zamknięty w sobie. Przed wejściem do kasyna stoją selekcjonerzy i dyskretnie oceniają wchodzących gości. Niemiec obawia się tej selekcji, jego koszula bardziej niż do monakijskich salonów pasuje na hawajską plażę. Wchodzimy jednak bez problemów.

Spacerując po pięknych salach, przyglądamy się grze w kości. Płacę 8 euro za butelkę piwa Monako i słucham opowieści Tobiasa, który - jak sam twierdzi - wiele razy próbował podjąć "normalną" pracę, ale za każdym razem okazywało się, że ma szefa idiotę. Zamiast tego spędza więc życie na podróżach po kasynach całego świata - ostatnio odwiedził Tokio, Zurych, Londyn, Chicago i Hawaje. Najwyższa wygrana? 100 tys. dolarów. W każdym razie - oficjalnie.

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Monte Carlo

Główne kasyno miasta nie jest, naturalnie, jedynym. Któregoś dnia zaglądam do jaskini hazardu w moim hotelu. Przez chwilę przyglądam się grze w pokera, podczas gdy rozentuzjazmowani znajomi wskazują mi jeden ze stołów do blackjacka. Zaczynam obserwować siedzącego przy nim drobnego blondyna. Ten w milczeniu traci 70 tysięcy euro, wszystko trwa zaledwie 20 minut. Odchodząc od stołu, nonszalancko rzuca krupierowi napiwek i sięga po drinka. Przy okazji mruczy coś pod nosem, a ja z łatwością rozpoznaję język. To rosyjski - najczęściej słyszana mowa w Monte Carlo.

Monte Carlo - stylowy motorower w muzeum starych samochodów Monte Carlo - stylowy motorower w muzeum starych samochodów fot. Anna Mielech

Auta i kaktusy

W dzielnicy Fontvieille zwiedzam muzeum starych samochodów z prywatnej kolekcji księcia Monako. Zgromadzono tu ponad 100 zabytkowych aut. Imponująca kolekcja, nawet dla motoryzacyjnych laików. Na mnie jednak największe wrażenie robi stylowy motorower - piękny i rzadki eksponat, którym z przyjemnością poruszałabym się po Warszawie.

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Monte Carlo - ogród botaniczny

Zahaczam też o oddalony od centrum ogród botaniczny. Założony ponad 100 lat temu, ma warunki idealne dla flory strefy suchej i subtropikalnej, m.in. dla bogatej kolekcji kaktusów. Co ważniejsze - z dala od gwaru kasyna i tłumu turystów - jest jedynym miejscem w Monte Carlo, w którym można tak naprawdę odpocząć. Podziwiam zacienione alejki, wodospady, tunele wykute w skałach, a przez cały czas w powietrzu unosi się intensywny zapach egzotycznych roślin. Z ogrodu roztacza się piękny widok na miasto. Upał odstraszył turystów, więc delektuję się wszystkim niespiesznie i w samotności.

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Monte Carlo

Monte Carlo Monte Carlo fot. Anna Mielech

Na jachcie "Aviatora"

Monte Carlo nie zostało stworzone do spacerowania. Wszechobecne windy utrudniają orientację, więc raz na jakiś czas znajduję się wbrew swoim intencjom w jakimś centrum handlowym lub w apartamentowcu. Mimo to w wolnym czasie spaceruję po mieście z aparatem. Pewnego dnia, gdy celuję obiektywem w jakieś luksusowe auto, zaczepia mnie radosny pochód ze starszym panem na czele. Zza pleców słyszę komentarz "Nuda! Ile takich zdjęć już zrobiłaś?". Nie sposób nie przyznać racji. "Chcesz sfotografować Monte Carlo? Dołącz do nas". Zaskakuje mnie ta bezpośredniość. Patrząc na gromadę uśmiechniętych dwudziestolatków, przyjmuję zaproszenie.

W ten sposób poznaję Horacia, który pozwala mi spojrzeć na miasto z nieco mniej turystycznej perspektywy. Markiz Horacio pochodzi z Buenos Aires. Jako nastolatek stracił oboje rodziców, a w arystokratycznych, rodowych rozgrywkach stracił cały majątek. Pozostało mu tylko nazwisko, świetne kontakty i znakomita umiejętność jazdy konnej. Został więc graczem w polo. W zależności od rodzaju rozgrywek za strzeloną bramkę inkasował nawet 15 tysięcy dolarów. Podreperowawszy budżet, zajął się sztuką - malowaniem i rzeźbieniem. Dzięki urokowi osobistemu dość szybko wkręcił się w środowisko awangardy nowojorskiej i odniósł spory sukces.

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Ta łódka o nazwie "Flamboyant" należała do Howarda Hughesa

Prywatnie to spokojny, nienagannie ubrany starszy pan. Poranki przesypia, popołudnia spędza w atelier lub na jachcie przycumowanym w porcie Fontvieille. Ta łódka, o nazwie "Flamboyant" (czyli krzykliwy, ostentacyjny, rzucający się w oczy - nazwa bardzo stosowna w Monte Carlo), pierwotnie należała do Howarda Hughesa - milionera, o którego życiu Martin Scorsese nakręcił słynny film "Aviator".

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Monte Carlo

W grupie rozbawionych imprezowiczów jest również Giovanni. Natychmiast po wejściu do restauracji siada przy pianinie i zaczyna śpiewać włoskie standardy. Giovanni to biznesmen, wiecznie w pośpiechu - gdy nie rozmawia przez telefon, pali cygara. Opowiadając o hazardzie, który rozsławił Monte Carlo, nie używa słów innych niż "la mierda", co dość trafnie oddaje stosunek większości monakijskich obywateli wobec tego zjawiska.

Monte Carlo Monte Carlo fot. Anna Mielech

Chrześniaczka Marqueza

Monakijczy akceptują moją obecność - nie wpisuję się w żaden ze znanych im schematów. Nie zachowuję się jak szukający sensacji paparazzo. Nie wyglądam jak otaczający ich młodzi, piękni hedoniści: brak makijażu, klapki zamiast eleganckich szpilek i karaibskie warkoczyki... - Lubię cię, bo nie starasz się być jak wszyscy - tłumaczy Giovanni, zapraszając mnie na rodzinny obiad.

Spotykamy się w Osteria del Mar, restauracji należącej do włoskiego piłkarza Gennara Gattuso. Poznaję żonę Giovanniego, byłą modelkę. - Nie zgadniesz, kto jest ojcem chrzestnym mojej żony! - z wyraźnym podekscytowaniem wykrzykuje Giovanni. - Ależ kochanie, nie lubię, jak się tym chwalisz - skromnie komentuje Angela. - To Pablo Neruda! - przerywa jej mąż. - Ależ kochanie, nie..., to przecież Gabriel García Márquez...

Staram się zachować powagę i nie pytam o literackie upodobania Giovanniego. Próbuję znakomitego spaghetti z owoców morza, choć chwilę wcześniej moi włoscy kompani zrobili awanturę kelnerowi z powodu nieodpowiedniego kształtu talerza, na jakim podano im danie. Magnaci z Monte Carlo niewiele wiedzą o Polsce. Po dłuższej chwili przywołują nasz kraj jako przykład państwa, które podczas globalnego kryzysu w 2009 r. utrzymało dodatni PKB.

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Kasyno w Monte Carlo

Monte Carlo Monte Carlo fot. Anna Mielech

Stylowe miasto

Po kilku dniach spędzonych w Fairmoncie przyzwyczajam się do towarzyszących co wieczór dźwięków: do muzyki klubowej z pobliskiego Buddha Baru, do ogłuszającego ryku silników i półgodzinnych fajerwerków raz na jakiś czas. Po tygodniu spędzonym w nierzeczywistości coraz rzadziej ulega się zdziwieniu. Normą w tym świecie jest picie szampana całymi dniami i fakt, że samochody wyglądają nie gorzej niż batmobil... Dłuższy pobyt w tym miejscu groziłby delikatną formą szaleństwa. Gdy mój projekt się kończy - opuszczam Monako bez wyraźnej tęsknoty.

Tam jednak można naprawdę pojąć znaczenie przymiotnika "stylowy". To miasto jest nieziemsko piękne - pretensjonalne, brutalnie drogie, lecz piękne. Zdecydowanie warto je przeżyć, choćby przez krótką chwilę.

Podróże: Hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo, podróże, Monte Carlo

Kosztorys kamorry

Dopiero po powrocie z Lazurowego Wybrzeża mam szansę zorientować się, z kim spędzałam czas. Podczas kurtuazyjnej korespondencji poznaję kilka szczegółów oraz nazwisko włoskich znajomych. Nie jest łatwo wyszperać coś w internecie, ale znajduję: pobyt w więzieniu, defraudacje finansowe na dużą skalę, serdeczne relacje z Silviem Berlusconim...

Giovanni okazuje się być przedstawicielem zjawiska określanego przez publicystów ekonomią cosa nostra. Monte Carlo i Cannes to ulubione miejsca mafiosów z całego świata. Pieniądze z nielegalnych interesów zasilają interesy legalne, tworząc nierozerwalną hybrydę przestępczości, biznesu i polityki. W Monte Carlo tacy ludzie czują się bezpiecznie, poruszają się swobodnie, bez żadnej obstawy. W barach i restauracjach witają się ze wszystkimi po imieniu.

Policja się nimi nie zajmuje, ma inne zadania - pewnego dnia zostałam zatrzymana przez dwóch umundurowanych mężczyzn. Okazuje się, że w świecie, w którym celebryci mają czuć się swobodnie i bezpiecznie, robienie zdjęć ze statywu jest wykroczeniem. Zostaję uznana za profesjonalistkę, choć mojemu statywowi dość daleko do półki "pro". Policjani nie znają angielskiego - uśmiecham się najszerzej, jak potrafię, i jakoś udaje mi się uniknąć problemów.

Więcej o:
Komentarze (3)
Podróże: hazardziści, arystokraci i mafiosi w Monte Carlo
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: elo

    Oceniono 1 raz -1

    o postarala sie Pani pokazac nam Monako zeczywiscie od A do Z - nawet widze znalazlo sie miejsce na zdjecie pan sprzedajacych swoje cialo....

    Milo ze ktos dostrzega to zjawisko.

  • Gość: Lalunia

    Oceniono 5 razy -5

    Co za denny artykul wiesniary co pojechala ma salony i sie zdziwila , ze ja policja udal ze to chodzi o statyw!
    Znajdz sobie inna robote....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX