Przedwojenne Wilno: kronika piwnych występków

W porównaniu z tym, co się działo w przedwojennych wileńskich piwiarniach, dzisiejsze kłopotliwe sąsiedztwo warszawskich, krakowskich czy poznańskich knajp to naprawdę małe piwo.
Restauracja i piwiarnia przy ulicy Żółkiewskiej we Lwowie Restauracja i piwiarnia przy ulicy Żółkiewskiej we Lwowie fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Piwowar wojuje z księdzem

W 1901 r. w jednym z numerów tygodnika "Kraj" ukazała się notatka: Oficjalne sprawozdania kuratoriów trzeźwości w Wilnie i w powiatach stwierdzają niepowodzenie materialne herbaciarni. Wieśniak i proletaryusz miejski nie lubią herbaty, zwłaszcza w lokalu oficjalnym.

Znacznie większą popularnością niż herbata cieszyło się w Wilnie piwo. Warzyły je trzy miejscowe browary. Dwa z nich: Szopen oraz I. E. Lipski należały do największych w całej Guberni Wileńskiej. Każdy z nich produkował milion wiader piwa rocznie (1 wiadro to 12,299 litra) i uzyskiwał z jego sprzedaży ponad 800 tysięcy rubli. Piwo Szopena znano w całym Imperium Rosyjskim. Zdobywało ono laury na wystawach przemysłowych w Petersburgu i Rostowie, a nawet w Paryżu i Chicago. Browar Lipskiego prezentował swoje wyroby na targach w Odessie i, podobnie jak konkurent, z sukcesem podbijał rynek francuski - jego piwo otrzymało wyróżnienie na wystawie w Reims.

Trzeci z wileńskich browarów początku XX w., należący do firmy Szejnik i Spółka, znacznie mniejszy od konkurentów, słynął w Wilnie ze świetnego portera.

W Wilnie działało w tym czasie aż 300 piwiarni. Było ich tak dużo, że często na jednej ulicy sąsiadowały ze sobą firmowe lokale różnych browarów. Na ulicy Bobrujskiej nr 2 oraz 8 sprzedawano piwo Lipskiego, pod nr. 12 serwowano Szopena. Na ulicy Popławskiej ulokowały się piwiarnie Szopena (nr 2 i 6), warszawskiego Haberbuscha i Schiele (nr 13) oraz browaru Czerwony Dwór z podwileńskiego Niemenczyna (nr 16). Na dodatek kilka domów dalej, pod nr. 20, znajdowały się zabudowania browaru Lipskiego. Na ulicy Tatarskiej można było ugasić pragnienie aż w sześciu piwiarniach. Spacery po Wilnie wymagały więc tęgiej głowy.

W piwiarniach serwowano kilka rodzajów miejscowego piwa: jasne stołowe, pilzneńskie, marcowe i monachijskie. Wielbiciele chmielowego trunku nie mogli więc narzekać na mały wybór. Ofertę wileńskich lokali wzbogacały również wyroby browarów z sąsiednich miejscowości. Browar Czerwony Dwór Ignacego Parczewskiego posiadał w Wilnie aż 23 własne piwiarnie. Warzonego w nim portera wychwalały nawet... przewodniki turystyczne po okolicach Wilna. W mieście sprzedawano również piwa z Lidy, Drozdowa i Grodna. Piwo było więc trunkiem łatwo dostępnym i, niestety, często nadużywanym, szczególnie przez "proletaryuszy". W relacji z pieszej wycieczki z Wilna do Niemenczyna, zamieszczonej w tygodniku "Lud" w 1912 r., oprócz opisów krajobrazu autor zawarł takie oto uwagi:

Przy wejściu do kościoła uderzają widza wiszące na ścianie afisze z ilustracjami i podpisami ilustrującymi grozę pijaństwa. Pomimo tych zastraszających afiszy i starań duchowieństwa pijaństwo doszło tu do ogromnych rozmiarów, bo panowie, mający swoje browary, wojują z księżmi i kościołem, aby rozszerzyć pijaństwo i mieć zbyt na swój towar. Z tego powodu jest tu 18 piwiarń: Parczewskiego, Lipskiego, Szopena itd., co na 1000 mieszkańców w Niemenczynie chyba wystarczy.

Restauracja H. Lubliner Restauracja H. Lubliner fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Szewska pasja

Wileńskie piwiarnie początku XX stulecia nie należały, delikatnie mówiąc, do spokojnych i eleganckich lokali. Często były to małe klitki, ciemne, z jednym oknem, w których podstawowe wyposażenie stanowiły drewniany kontuar i proste ławy zastawione kuflami z piwem. Do picia zachęcały blaszane reklamy browarów, przybite do ściany lub zawieszone przed wejściem. Zdarzało się, że urzędnicy kontrolujący czystość lokali nakładali na właścicieli kary finansowe za zły stan sanitarny prowadzonych przez nich szynków.

Mimo to w piwiarniach tętniło życie, piwo lało się strumieniami, a kroniki policyjne w wileńskich dziennikach zapełniały się opisami gwałtownych zdarzeń rozgrywających się po kilku kuflach stołowego:

Do piwiarni Szopena przy ulicy Tatarskiej nr 8 zaszła kompania szewców. Po spożyciu sutej zakąski, kompania, unikając uregulowania należności, zamierzała cichaczem zemknąć. Widząc to, zarządzający piwiarnią Bolesław Krasowki, młody lat 19 chłopak, chciał ich, dla zrobienia obrachunku zatrzymać. Wtedy jeden z pomienionej kompanii uderzył go kułakiem w skroń, drugi zaś nożem szewskim pchnął go w pierś, w okolicę serca. Korzystając z wszczętego zamieszania, kompania napastnicza zemknęła. Poszkodowanego Krasowskiego, z słabemi oznakami życia, zupełnie nieprzytomnego, wezwane pogotowie ratunkowe odwiozło do szpitala św. Jakuba. Życiu jego zagraża wielkie niebezpieczeństwo.

Wileńskie piwiarnie cieszyły się ponurą sławą niebezpiecznych miejsc, w których załatwiano krwawe porachunki. Piwo dodawało animuszu, gwałtowność często brała górę nad rozsądkiem. Nieraz dochodziło więc do bójek lub kradzieży. Posiadanie przy sobie większej gotówki zawsze wiązało się z dużym ryzykiem:

Dnia 15 lutego o godzinie 7 wieczorem do piwiarni Lipskiego przy Aleksandrowskim bulwarze zaszło dwóch nieznanych mężczyzn. Po wypiciu paru kufli piwa spostrzegli, że jeden ze znajdujących się tam gości, mianowicie Jan Dachniowski, płaci gospodarzowi 25 rublówką i oprócz tego w pugilaresie ma jeszcze inne papierki wartościowe. Spiesznie tedy zapłacili za swój obstalunek i wyszli na ulicę. W moment potem i ów Jan Dachniowski opuścił też piwiarnię i udał się w swą drogę. Wówczas na Dachniowskiego napadło dwóch tych samych rabusiów, powalili go na ziemię i zabrali mu ów pugilares z 65 rublami.

lub

Dnia 11 czerwca, gdy wieśniak Ludwik Ajdukiewicz ze znajomym swym Adamem Anańko regulowali rachunek w piwiarni Lipskiego przy ulicy Nowogrodzkiej, weszło do piwiarni czterech mężczyzn, którzy obstalowali sobie również piwo. Ajdukiewicz chowając do sakiewki pieniądze, upuścił na podłogę złotą dziesięciorublówkę, która potoczyła się pod nogi nowoprzybyłych, którzy podjęli takową i oddali właścicielowi. Gdy jednak Ajdukiewicz i Anańko wyszli z piwiarni i szli przez Nowogrodzką, zostali dopędzeni przez owych czterech nieznajomych, którzy napadli na nich i zabrali od Ajdukiewicza portmonetki z 15 rublami, a od Anańki zegarek i uciekli.

Pijacy piwo Pijacy piwo fot. archiwum

Żelaznobokserem karczmarkę w łeb

Ani nokturny, ani mazurki,

ale po nosa dziurki,

niech żyje Szopen, nasz browar wielki...

śpiewano w wileńskich kabaretach, a książka "Piwo to zdrowie" przekonywała, że: wartość 1/2 litra piwa jako pokarmu jest równoznaczna z wartością odżywczą 284 gr ziemniaków, 385 gr mleka, 32 gr masła, 105 gr chleba lub 470 gr jabłek.

 

Kroniki policyjne nie odnotowywały sukcesów w łapaniu sprawców takich napadów. Bójki bywały zazwyczaj gwałtowne, a napastnicy skutecznie ratowali się ucieczką w ciemne zaułki Wilna. Zdarzało się jednak, że policyjna akcja przynosiła skutek: przestępcy trafiali za kratki, a łup wracał do właściciela:

Kupiec Isserin, zamieszkały w domu Cholerna zawiadomił policję, że zginęła mu znaczna ilość mechanizmów gramofonowych podczas przewożenia towaru ze stacji do jego sklepu. Agent policji tajnej Dudko odnalazł część skradzionego towaru w piwiarni Apriszki przy ulicy Pozawalnej i aresztował podejrzanych o tę kradzież Wincentego Karpowicza i Wincentego Boroszko, tragarzy przy stacji kolejowej.

Z roku na rok wileńskie browary zwiększały zyski. Rosła produkcja, wypijano coraz więcej piwa. Właściciele piwiarni z zadowoleniem liczyli wpływy. Byli zazwyczaj majętnymi ludźmi. Duży popyt na piwo zapewniał stałe dochody, a w kasie za barem zawsze leżała gotówka. Napady rabunkowe zdarzały się więc często. Były to raczej prymitywne włamania, nieprzypominające precyzyjnie zaplanowanych, dużych akcji. Liczył się skutek:

Z kasy piwiarni Lipskiego pod firmą "Automat" (Wielka 76) skradziono w nocy z d. 16 na 17 b.m. gotówkę 30 rubli. Kłódki przy kasie zostały rozbite.

Nie zawsze łupem były pieniądze. Czasem pragnienie nie pozwalało po prostu czekać na otwarcie piwiarni:

W nocy 3 grudnia do piwiarni akcyjnego towarzystwa "Szopen", w domu pod nr 46 na Stefańskiej ulicy rabusie po wyłamaniu sztaby we drzwiach wchodowych wpadli do środka i zrabowali 50 butelek piwa, a gdy przebudzeni tym hałasem gospodarstwo stawili opór, banda napastników złożona z kilku osób uzbrojonych w noże i żelaznoboksery zraniła samego gospodarza w nogę, a gospodynię uderzeniem boksera w głowę ogłuszyła i korzystając z zamieszania ze swym rabunkiem zniknęła.

Lwow Browar, Piwo Lwowskie, ok 1900 Lwow Browar, Piwo Lwowskie, ok 1900 fot. z arch. Izy Wojciechowskiej

Pijany jak dorożkarz

Stateczni obywatele Wilna woleli unikać towarzystwa podchmielonych rzezimieszków i raczej omijali piwiarnie z daleka. Dla nich były restauracje, kuszące dobrym jedzeniem i komfortowym wnętrzem. Restauracja firmowa browaru Szopen na ulicy Wileńskiej 32 zapraszała na codzienne "koncerty pierwszorzędnej orkiestry damskiej". W takich miejscach kelnerzy podawali piwo w pięknych, wysmukłych butelkach, ozdobionych wytłaczanymi w szkle medalami z wystaw przemysłowych i znakami firmowymi browarów. Siedząc w wygodnym fotelu, można było delektować się smakiem, prowadząc kulturalną rozmowę z towarzyszami biesiady. Piwiarnie to inny świat. Tu nawet spotkania rodzinne przeradzały się w konflikty, w których rozwiązywaniu przydawały się butelki po spożytym właśnie trunku:

W czwartek wieczorem w jednej z knajp na Łotoczku pomiędzy pijanym dorożkarzem Leonardem Olszewskim a jego kuzynem powstała sprzeczka, podczas której Olszewski dał swemu kuzynowi policzek. W odpowiedzi na to kuzyn rozbił mu na głowie 2 butelki od piwa. Silnie poranionemu Olszewskiemu pomocy lekarskiej udzielono na stacji Pogotowia.

Piwiarnie wileńskie bywały także świadkami miłosnych namiętności, choć im również często towarzyszyła policja, a uczestnicy wydarzeń trafiali z reguły do szpitala:

Pewna kompania w sobotę w jednej z piwiarni przy ul. Obozowej raczyła się piwem. W liczbie pijących była i kobieta - 28-letnia Anna Domaszewiczówna. Niebawem, gdy alkohol zaczął działać, pomiędzy pijącymi powstała bójka z zazdrości o D., która się kończyła najfatalniej dla niejże samej, bo zazdrosny kochanek zbił jej głowę i ramię kijem. Pomocy jej udzieliło Pogotowie.

Przedwojenne Wilno: kronika piwnych występków, piwo, alkohol, Etykieta browaru Szopen

Wilno. Ulica Jatkowa Wilno. Ulica Jatkowa fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Już nie ma dzikich knajp

Wileńskie browary to już historia. W Szopenie warzono piwo do 2006 r. Browary Lipskiego i Szejnika nie przetrwały kryzysu lat trzydziestych. Ocalały po nich drobiazgi: stare butelki, etykiety poszukiwane dziś przez kolekcjonerów, reklamy. Zmieniły się też wileńskie piwiarnie. Piwo jest ulubionym trunkiem nie tylko "proletaryuszy", a klimat dawnych miejsc pozostał jedynie w notkach ze starych gazet.

Przedwojenne Wilno: kronika piwnych występków, piwo, alkohol, Piwo to napój niezbędny. Przemysł piwowarski na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej

Piwo to napój niezbędny

Sławomir Jędrzejewski jest birofilem, kolekcjonerem piwnych pamiątek, autorem książki "Piwo to napój niezbędny. Przemysł piwowarski na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej" - niesamowitej historii przedwojennych Kresów pisanej z piwnej perspektywy. Odkrywając tajemnice browarów, szynków i sklepów z piwem, Sławomir Jędrzejewski opisuje codzienne życie tamtych ludzi, ich pasje i przywary. Projekt graficzny wykonało studio Podpunkt. Książka kosztuje 79,90 zł i jest do kupienia na stronie www.wysokizamek.com.pl

Więcej o: