Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie

Dla Anglików puby to podstawa narodowej tradycji i kultury. Nie mówiąc już o gospodarce, bo pieniądze ze sprzedaży piwa są istotną częścią brytyjskiego dochodu narodowego.
The Sussex Pub The Sussex Pub fot. Katarzyna Kopacz

Pint lepszy niż Tower

Ani Tower of London, ani zamek Windsor, ani Kensington Palace, ani Madame Tussaud's, ani w ogóle żadna z brytyjskich atrakcji turystycznych nie jest tak dochodowa jak piwo.

Turyści spragnieni są bowiem nie tylko wrażeń estetycznych, ale prawdziwego smaku Zjednoczonego Królestwa. W plan każdej wycieczki wpisana jest wizyta w tradycyjnym angielskim pubie, gdzie koniecznie zamówić trzeba "half pint", ewentualnie "pint" piwa (jedna pinta imperialna lub królewska to nieco ponad pół litra), a jeśli jeszcze nic nie jedliśmy - słynnego "english breakfast". To zaś wbrew nazwie serwowane jest nie tylko rano, ale przez cały dzień. Smażone kiełbaski, jajko sadzone na bekonie, a do tego fasolka w pomidorowym sosie lekkostrawne nie są, ale - jak przekonują Brytyjczycy - świetnie komponują się z miejscowym piwem.

Wraz z wprowadzonym na Wyspach zakazem palenia w miejscach publicznych, takie śniadanie, w wolnym od dymu pubie, dużo lepiej smakuje. I choć właściciele barów obawiali się, że zakaz doprowadzi ich biznesy do plajty, nadal 8 na 10 dorosłych Brytyjczyków deklaruje, że regularnie (przynajmniej raz w tygodniu) odwiedza jakiś pub.

Stali bywalcy i piwne żule

Ze statystyk British Beer and Pub Association wynika, że co tydzień maszeruje do pubów 15 mln klientów. Codziennie wypija się tu 28 mln pint piwa - statystyczny "pub goers" (bywalec pubu) pije rocznie ok. 100 l. Oczywiście nie samym piwem Brytyjczyk żyje, od czasu do czasu zamawia też wino lub szampana - według statystyk ok. 20 l rocznie na głowę. Dochodzi do tego około miliarda posiłków, bo przecież kulturalny człowiek nie może wyłącznie żłopać.

Choć w porównaniu z resztą Europy Brytyjczycy piją sporo, to zawsze podkreślają, że ich piwo jest słabiutkie - większość ma ok. 4 proc. (wyjątkiem jest tzw. ale). Tak czy inaczej, Brytyjczycy piją je w takich ilościach i tak szybko, że skutecznie uderzają do głowy. A to wyjaśnia, dlaczego niemal wszystkie puby zamykane są o 23.

- Obcokrajowcy piją, Anglicy "żłopią" - mówi Ian Wilkinson z pubu Wheatsheaf. - Jest takie powiedzenie "lager lout", czyli piwny żul, i wielu stałych bywalców nawet nie obraża się, kiedy się ich tak nazywa - dodaje.

W Wielkiej Brytanii puby są miejscem, gdzie można coś zjeść i czegoś się napić, ale także zaprosić przyjaciół, zorganizować urodziny albo imieniny, urządzić panieński lub kawalerski wieczór, pogadać o biznesie. Często przeprowadza się tu nawet rozmowy kwalifikacyjne z przyszłymi pracownikami. W ciągu dnia w pubach często można zobaczyć siedzące samotnie osoby, które przyszły popracować na laptopie albo poczytać książkę.

Choć większość angielskich barów, zarówno tych miejskich, jak i prowincjonalnych, z zewnątrz wygląda bardzo podobnie, ludzie, którzy dużo podróżują po Wyspie, zgodnie podkreślają, że najlepsze są w maleńkich mieścinach i wioseczkach.

- Ich gospodarze wszystkich witają z otwartymi ramionami, dobrze i tanio dają jeść, a za kilka funtów pozwalają turystom na rozbicie w ogródku namiotu - opowiada Mark, nauczyciel angielskiego. - Wieczorem spotyka się tu niemal całe miasteczko. Kiedyś z moją narzeczoną trafiłem nawet do pubu, który był zarazem pocztą - dodaje. Angielskie puby można podzielić na dwie kategorie: małe lokalne, w których wszyscy się znają, i duże sieciowe, bez szczególnego klimatu, gdzie każdy może czuć się anonimowo.

Brytyjczycy zdecydowanie preferują te pierwsze - niewielkie puby na rogu najbliższej ulicy, gdzie barman zna ich po imieniu i nigdy nie pyta, jakie piwo nalać. Nawet młodzież, która w piątek albo sobotę wieczorem rusza "w miasto", swoje pierwsze piwo wypija obowiązkowo w lokalnym pubie.

- Wszystkich klientów, którzy do mnie przychodzą, znam po imieniu. Wiem wszystko - kto gdzie pracuje, co robi po pracy, kiedy ma urodziny albo jakąś rocznicę. I to wszystko po zaledwie trzech miesiącach - opowiada Jakub Kowalczyk, który niedawno otworzył w Londynie polski pub Greyhound w dzielnicy Shepherds Bush.

Ian Wilkinson z Wheatshef, który także stoi za barem lokalnego pubu, dodaje: - Często zdarza się tak, że ktoś przynosi mi książkę albo DVD i prosi, żebym oddał je właścicielowi, kiedy tylko do mnie zajrzy. Lokalny pub to taka "skrzynka kontaktowa".

Żony panów przesiadujących w pubach zamiast na ich własne komórki, dzwonią do baru. Mężowie udają, że nie słyszą telefonu, barman odbierze zawsze.

- Do lokalnego pubu Anglicy chodzą regularnie: kiedy z kasą krucho, to choćby raz na tydzień, po wypłacie codziennie, całą grupą. Choć czasem coś tam na siebie nagadają za plecami, po dwóch-trzech pintach znów są najlepszymi kolegami - mówi pan Jakub.

Piwo

Piwo ale - ale piwo!

Piwa typu ale z mieszanki słodu zwykłego i skarmelizowanego są popularne nie tylko w Anglii, ale także w Irlandii, Niemczech, USA i Belgii. Należą do piw jasnych i mocnych (z reguły co najmniej 6 proc. alkoholu). Mają brązowy kolor: od jasnego, przez bursztynowy, do prawie czarnego, są gorzko-słodkawe, gładkie, "maślane", z wyczuwalnym smakiem owoców, ziół i przypraw. Piwa typu ale da się podzielić na kilka grup: Pale (jasne) - w Anglii przeważnie pije się "English bitter": regular, premium lub strong; Brown (brązowe) - najpopularniejsze angielskie gatunki to Northern i Southern English browns; Dark (ciemne) - do tej grupy należą m.in. stout (np. cream, oyster, chocolate, coffee) i porter.23 proc. wszystkich zamawianych w angielskich pubach piw beczkowych to właśnie miejscowe ale.

Pub Ye Olde Mitre Pub Ye Olde Mitre fot. Katarzyna Kopacz

Wiek nie gra roli

Klienci przywiązani do "swoich" barów wracają do nich nawet wtedy, gdy przeprowadzą się do innej dzielnicy. - Nic dziwnego - mówią Ian i Jakub. - Trudno przecież porzucić pub, do którego przychodziłeś ponad 20 lat i gdzie wypiłeś swoją pierwszą pintę.

W dużych sieciowych pubach w centrum miasta, tych nastawionych na turystów jest inaczej. Nikt nikogo nie zna, klienci nie mają imion, różnią się tylko numerem stolika.

W Anglii jest ok. 60 tys. pubów, do których przychodzi różna klientela. W Polsce piwne bary kojarzone są z młodymi ludźmi, do angielskich chadzają także szykowni emeryci w tradycyjnych marynarkach w kratę. Zdarza się, że przesiadują tu od lunchu aż do wieczora. Do pubów zaglądają bogaci i biedni, wykształceni i nie, kobiety i mężczyźni, nawet osoby duchowne - miejscowy pastor też przecież zasługuje na swoją pintę.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, The Greene King. Lokal z firmowym piwem o tej samej nazwiefot. Katarzyna Kopacz

W brytyjskich pubach w piątki można spotkać całe biura, zwłaszcza w londyńskim City - ok. 18 są oblężone przez panie w garsonkach i panów w garniturach. Jeśli pogoda pozwoli, modnie jest stać na zewnątrz pubu - niekoniecznie z piwem, raczej z kieliszkiem wina lub szampana, który w Londynie jest stosunkowo tani. "Białe kołnierzyki" wybierają przeważnie miejsca, w których czują się anonimowo. Piją za to tyle samo co inni - o czym świadczy choćby to, że puby w rejonie banków i biur pracują tylko od poniedziałku do piątku, a utarg i tak mają świetny.

Słowo pub jest skrótem. Lokal, gdzie podawano piwo, nazywał się kiedyś "public house" (polskie "dom publiczny" budzi nieco inne skojarzenia), potem "public", na koniec zostało krótkie "pub"

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, Pub Bastrop przy Covent Gardenfot. Katarzyna Kopacz

Piwo marki piwo

Choć to o Polakach i Rosjanach krążą plotki, że mogą dużo wypić, okazuje się, że na głowę biją ich Anglicy. Szczególnie jeśli chodzi o piwo. Wyspiarze piją inaczej - bardzo szybko. Kiedy tylko kończy się szklanka, zamawiają kolejną. Najczęściej nieważna jest nawet marka piwa, ważne, żeby było.

- Kiedy Anglik pyta o konkretne piwo, a w pubie akurat go nie ma, mówi, by dać mu cokolwiek, byle było mokre. Polski klient musi się przez chwilę zastanowić; naszym rodakom nie jest obojętne, co piją, i wiedzą, co jak smakuje - mówi Jakub Kowalczyk z polskiego pubu Greyhound.

Obecnie najpopularniejszym piwem w Wielkiej Brytanii jest Stella Artois nazywana "piwem dla ludzi wielkiego ducha", bo zawiera aż 5,2 proc. alkoholu. Wśród słabszych, 4-proc., prym wiedzie Carling. Browarnicy prześcigają się także w wymyślaniu słabszych, około 2-proc. piw, które mają pozwolić klientom "cieszyć się dłuższą obecnością w pubie". Generalnie Anglicy mają w czym wybierać, bo na rynku dostępnych jest ponad 2000 gatunków piw z całego świata. Mimo tej różnorodności bywalcy pubów są raczej patriotami i 90 proc. wypijanych przez nich piw jest rodzimej produkcji.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, 1 Spitfire kentish ale 2 Strong Suffolk vintage ale 3 Old Speckled Henfine ale 4 Hen's Tooth strong ale 5 Marston's Oyster stout 6 Bishops Finger strong ale 7 Whitstable Bayorganic ale fot. Arkadiusz Ścichocki

1. Spitfire Kentish, ale

2. Strong Suffolk, Vintage ale

3. Old Speckled Henfine, ale

4. Hen's Tooth, strong ale

5. Marston's Oyster, stout

6. Bishops Finger, Strong ale

7. Whitstable Bayorganic, ale

Pub The Elephant & Castle Pub The Elephant & Castle fot. Katarzyna Kopacz

Czego jeszcze można napić się w pubie

 

Pimm's

Pimm's na upał

Latem w pubach oprócz piwa strumieniami leje się pimm's. A raczej drinki przyrządzone na bazie pimm'sa, czyli likieru z dżinu, chininy i mieszanki ziół, który powstał w 1840 r. jako lekarstwo na dolegliwości żołądkowe. Wymyślił go James Pimm, właściciel baru ostrygowego w City, nazwał No.1 Cup i zaczął sprzedawać w kuflach z pokrywką. Po sukcesie No.1 zrobiono jeszcze No.2 z whisky, No.3 z brandy, No.4 z rumem, No.5 z żytnią whiskey i No.6 z wódką. Dziś sprzedaje się prawie wyłącznie Pimm's na bazie dżinu, tylko nieliczne zakłady produkują trochę No.6, czyli odmiany z wódką. Pimm'sa można podać na lodzie, ale najlepszy jest w drinkach. Obok przepis dla jednej osoby: Traditional  Pimm's No.1Wrzuć do szklanki po kawałku jabłka, ogórka, cytryny i pomarańczy, włóż gałązkę mięty, wlej 2 części lemoniady i 1 część pimm'sa. W wersji twardszej weź5 części lemoniady, 2 części pimm'sa i 1 część dżinu.

 

Dżin, czyli coś mocniejszego

Dla kogo angielskie piwo i pimm's są za słabe, zamawia drinka z dżinem. Mocna wódka ze zbożowego spirytusu i jagód jałowca jest popularna w Wielkiej Brytanii, chociaż to nie Anglicy ją wymyślili. Na Wyspach pojawiła się dopiero w XVII w. po wojnie hiszpańsko-holenderskiej (zwanej 80-letnią), w której żołnierze angielscy brali udział jako najemnicy. Do najpopularniejszych koktajli na bazie dżinu należą: gimlet: dżin i sok z limonki, gin&tonic: wiadomo, gin rickey: dżin i gazowana woda mineralna, gin fizz: dżin, sok z cytryny, cukier, gazowana woda mineralna, gin punch: dżin, mleko, Long Island iced tea(zdjęcie): dżin, cointreau, wódka, biały rum, tequila, sok z cytryny, trochę coli, plasterek cytryny. Receptura z czasów prohibicji - mimo swojej mocy drink dobrze udawał niewinną mrożoną herbatęGIN

1 Bombay Sapphire

2 London Hill

3 Beefeater

4 Gordon's

 

Breezer


Wino i alkopopsy Bywalcy pubów zamawiają też wino - niedrogie, najczęściej białe- lub alkopopsy, czyli RTD ("ready to drink"), czyli lemoniadki z dodatkiem alkoholu, np. Bacardi  Breezer, Smirnoff Ice itp.

 

Bacardi Breezer

Pub The Churchill Arms Pub The Churchill Arms fot. Katarzyna Kopacz

Pub jak muzeum

W Londynie są także puby, w których po prostu trzeba być! Jednym z najsłynniejszych jest Churchill Arms znajdujący na Notting Hill (119 Kensington Church Street). Trudno znaleźć bardziej tradycyjny pub niż ten. Klienci ubóstwiają go za wyśmienite piwo, wspaniałe jedzenie (oprócz tradycyjnej angielskiej serwuje się tutaj kuchnię tajską) oraz genialną obsługę.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, Pub The Churchill Arms z portretami Churchillafot. Katarzyna Kopacz

Prasa w każdym z rankingów lokuje Churchill Arms w ścisłej czołówce. Pub ma niesamowity klimat i niebanalny wygląd - latem cały tonie w kwiatach. Wygrywał tytuł Boozer in Bloom podczas Chelsea Flower Show. W środku natomiast niezwykłe wrażenie wywołują rozwieszone na ścianach miedziane naczynia, pudełka po kapeluszach, nocniki, a nawet barwna kolekcja motyli.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, Pub The Chur-chill Arms z rzędami nocników na suficiefot. Katarzyna Kopacz

Pełno tu zdjęć amerykańskich prezydentów - od Waszyngtona do Nixona, brytyjskich premierów i członków rodziny królewskiej. Kluczową postacią jest jednak Winston Churchill, którego portrety zdobią niemal każdą ścianę. Czasem zagląda tu znany aktor Hugh Grant, który mieszka w pobliżu. Bo cokolwiek by mówić, Churchill Arms to naprawdę jedno z najgenialniejszych miejsc w całym Londynie.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, Pub The Churchill Armsfot. Katarzyna Kopacz

Londyńską perełką jest także Salisbury na Covent Garden (90 St. Martin's Lane), wybudowany w 1892 r. jako restauracja, a sześć lat później zamieniony na niezwykle ekskluzywny pub, do którego zaglądał sam Robert Gasgoyne-Cecil, trzykrotny premier Wielkiej Brytanii. Do Salisbury warto także wpaść nie tylko z "historycznych" powodów - jest on jednym z dwóch pubów w kraju nagrodzonych tytułem Cask Marque's Beautiful Beer Platinus, co oznacza, że serwowane tu piwo jest po prostu zjawiskowe.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, Pub The Salisbury na Sohofot. Katarzyna Kopacz

Znawcy antyków podziwiać mogą także ściany wyłożone wspaniałymi kryształowymi lustrami, które tworzą w tym miejscu niezwykły klimat.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, Pub The Salisbury na Sohofot. Katarzyna Kopacz

Miłośnicy dżinu powinni udać się raczej do Red Lion (Crown Passage, off Pall Mall, St. James's) nazywanego "dżinowym pałacem". W sąsiedztwie Red Lion znajduje się również otwarty ponad 200 lat temu Golden Lion, wymieniany jako jeden z pubów, gdzie najlepiej dają jeść. Jego właściciele szczycą się, że w 1848 r. odwiedzał ich sam Napoleon III, który mieszkał w jednym z domów przy tej samej ulicy. W Londynie jest jeszcze jeden pub, który należy koniecznie odwiedzić - to The Anchor (34 Park Street, Borough), który nie jest co prawda ani szczególnie ładny, ani bardzo rozreklamowany, ale uchodzi za najstarszy w mieście, bo powstał w 1666 r., czyli jeszcze przed wielkim pożarem.

Polski pub Greyhound Polski pub Greyhound fot. The Greyhound Public House

Polski akcent

Od kilku lat w Londynie swój pub mają Polacy - to wspomniany Greyhound (49 Becklow Road Shepherds Bush). Otworzył go Jakub Kowalczyk, który przez ostatnie osiem lat pracował w kilku angielskich pubach.

- Do jednego z nich przychodziło wielu Polaków, ale nie mogłem zorganizować dla nich ani polskiej telewizji, ani polskiego piwa, bo był to pub tzw. sieciowy i wszystko było narzucane odgórnie - opowiada pan Jakub.

Kiedy on sam wychodził ze znajomymi, także szukał miejsca, gdzie można się napić polskiego "browaru". Dziś może to zrobić nie tylko u siebie, ale też w wielu pubach prowadzonych przez Anglików, którzy docenili m.in. Żywiec i Tyskie, a także piwo z mniejszych browarów, m.in. Lubelską Perłę.

Greyhound działa od pięciu lat i jest oblegany nie tylko przez Polaków, klientami są też Irlandczycy, bo poprzedni właściciel pochodził właśnie z Zielonej Wyspy. W pubie można oglądać transmisje walk bokserskich i meczów piłki nożnej. - Podczas spotkania Polska - Portugalia liczba klientów przerosła nawet moje oczekiwania - mówi Jakub Kowalczyk.

piwo, alkohol, Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie, Nieczynny już Pub The Duke of Albany był sceną dla filmu "Wysypie żywych trupów" fot. Ewan Munro/flikr

Puby nie całkiem prawdziwe

Londyńskie puby były także tłem dla wielu filmów. W "Mission Impossible" zagrał pub The Anchor, a w "Wysypie żywych trupów" - The Duke of Albany (39 Monson Road) pod zmienioną nazwą The Winchester Arms. Akcja "Pani Henderson" rozgrywała się w lokalu tanecznym, a zarazem pubie Windmill (17-19 Great Windmill Street w Soho). Większość mieszkańców Londynu rozpoznaje też pub Magdala w filmie "Dance with a Stranger" opowiadającym o Ruth Ellis - ostatniej kobiecie powieszonej w Wielkiej Brytanii za zabicie swojego kochanka - co miało miejsce właśnie tu, przed tą knajpą. Dziś pub jest jedną z atrakcji turystycznych, a przewodnicy oprowadzający wycieczki na płytkach przed lokalem pokazują rzekome dziury powstałe w wyniku tej strzelaniny. W pubie Nell of Old Drury (29 Catherine Street Covent Garden) Hitchcock osadził akcję "Szału", w Blue Anchor na Hammersmith (13 Lower Mall) gościła ekipa kręcąca "Przypadkową dziewczynę", wreszcie u barmana The City Barge (27, Strand On The Green, Chiswick) Beatlesi zamawiali "two lagers and lime and two lagers and lime" w głośnym filmie "Help!".

Wiele pubów zyskało także popularność dzięki ciągnącym się od lat operom mydlanym. Niektórzy Brytyjczycy są nawet stuprocentowo pewni, że takie miejsca jak Rovers Return albo The Queen Vic istnieją rzeczywiście, tymczasem są one tylko wymysłem scenarzystów - pierwszy "gra" w serialu "Coronation Street", drugi w "EastEnders".

 

Artykuł opublikowany na łamach Logo w 2007r. i  zaktualizowany w 2012r.

Więcej o:
Komentarze (4)
Piwo: królewska pinta w londyńskim pubie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • noel24

    Oceniono 6 razy 4

    ALE różni się od LAGERA rodzajem zastosowanych drożdży, a co za tym idzie, temperaturą fermentacji. Słody są w mniejszym stopniu wyznacznikiem przynależności, a już na pewno nie zawartość alkoholu. Można powiedzieć że przy dobrze nachmielonym, słodowym pale ale, przemysłowy lager jaki się pija w większości świata to tanie, podjeżdżające siarkowodorem siki, które mają mieć jak najbardziej neutralny smak, żeby jak największej liczbie konsumentów podejść.

  • Gość: mru

    Oceniono 3 razy 1

    Stella Artois nazywana "piwem dla ludzi wielkiego ducha" - bzdura - Stella jest nazywana "wife beater" ;)
    I piwa ale maja przewaznie ponizej 5%!

  • Gość: krscp

    Oceniono 5 razy 1

    "Choć w porównaniu z resztą Europy Brytyjczycy piją sporo, to zawsze podkreślają, że ich piwo jest słabiutkie - większość ma ok. 4 proc. (wyjątkiem jest tzw. ale). "
    Bzdura. Angielskie style piwne to w zasadzie wyłącznie "ale". Tradycyjnym piwem codziennym,. tzw. sesyjnym jest pale ale zwane bitter. Ordinary bitter nie przekracza 4,0% alk. Popularne w brytyjskich pubach lagery to marki licencyjne, jak kanadyjski Carling, australijski Fosters, czy belgijska Stella Artois.

  • Gość: outlet

    Oceniono 2 razy 0

    Hey i Have three words COOL AWESOME Mind BLowing

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX