Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu

Wielki Mur miał oddzielać Chiny od wojowniczych plemion z Północy. Dziś Chińczycy nie budują już murów, ale ich mania wielkości przejawiła się w równie kosmicznej konstrukcji - kolei tybetańskiej. Specjalny wysłannik 'Logo' sprawdził, jak jedzie się wysokogórskim ekspresem.

Artykuł powstał w 2007 r. i został uaktualniony w 2013 r.
Takie pagórki jak w tle to dla tego pociągu betka. T27 wspina się nawet na wysokość 5 km nad poziom morza  Takie pagórki jak w tle to dla tego pociągu betka. T27 wspina się nawet na wysokość 5 km nad poziom morza fot. Mirek Osip

Odjazd z perypetiami

Takie pagórki jak w tle to dla tego pociągu betka. T27 wspina się nawet na wysokość 5 km nad poziom morza


Kolej z Pekinu do Tybetu. Jej odcinek z Golmud do Lhasy (stolicy Tybetu) to najwyżej położona linia kolejowa na świecie (przejazd przez przełęcz Tanggula leży na wysokości 5072 m n.p.m.). Uruchomiona 1 lipca 2006 r. jest dumą narodową komunistycznych Chin i nie lada wyczynem inżynierskim. Dla Chińczyków to dowód ich geniuszu budowlanego, dla Tybetańczyków - symbol okupacji i długi, stalowy łańcuch jeszcze silniej przywiązujący ich szyję do Chin. A ja po prostu postanowiłem sprawdzić, jak się tym pociągiem jedzie.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróżefot. Mirek Osip

Z Warszawy do Pekinu najkrócej i najtaniej leci się przez Moskwę (ponad 10 godz. lotu, nie licząc przesiadki). Boeing do Pekinu był pełen. Pełen Azjatów - nie licząc mnie i reprezentacji piłkarek ręcznych Austrii.

Pekin wita mnie 14 marca słońcem i 13 st. na plusie. Za 16 juanów jadę prosto na kolejowy dworzec główny w Pekinie. Tam biegam od okienka do okienka, żeby spośród 36 identycznych kasjerów znaleźć tego jednego, który duka trochę po angielsku. Natychmiast zbiega się milion Chińczyków, żeby posłuchać, czego w ogóle chce ten obwieszony torbami Europejczyk. Otoczony wianuszkiem tubylców pytam o ceny biletów, a ponieważ można zapłacić tylko gotówką i tylko, rzecz jasna, w "chinese money", ruszam w kierunku banku. I wtedy orientuję się, że któryś z tego miliona Chińczyków podprowadził mi torbę z całym sprzętem foto (dwa aparaty, cztery obiektywy, flesz), czekami podróżnymi na 500 dol. i biletem powrotnym na samolot z Bombaju.

Następnych pięć godzin spędzam na komisariacie policji, gdzie absolutnie nikt nie mówi po angielsku. Wreszcie, po telefonicznej interwencji polskiej ambasady, dostaję protokół z całego zajścia. Po chińsku! Podpisuję go i ruszam na poszukiwanie sprzętu foto. Pocieszam się myślą, że przecież w Chinach jest taniej. Jasne! W pierwszym sklepie lustrzanka Sony Alfa kosztowała półtora raza więcej niż w Polsce. Podobnie było w innych sklepach, a w niektórych tego modelu jeszcze nie mieli. Jeden ze sprzedawców poradził mi wizytę na targu elektroniki. Kompletnie wykończony i wciąż wściekły z powodu kradzieży odkładam to na dzień następny. Idę do Beijing Far East International Youth Hostel, nieopodal znajduję bar z niezłym jedzeniem i koję nerwy tanim piwem (2 juany za 0,7 l). Wódka chińska, tania zresztą jak barszcz, jest nie do picia.

Nazajutrz jadę do Beijing Electronic Market. Tam za 17 tys. juanów kupuję nową Alfę z trzema obiektywami (w tym szerokokątnym i tele) oraz lampę błyskową. Gratis dostaję statyw i torbę, które zresztą zaraz się niszczą. Ale mam już czym robić zdjęcia.

 

Mroźny powiew historii

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Dworzec kolejowy w Pekinie - miks nowoczesności, chińskiej tradycji i komunistycznego rozmachu   fot. Mirek Osip

Wracam na dworzec główny po bilety na trasie Pekin-Golmud. Nie chcę jechać od razu do Lhasy, bo chcę pozwiedzać trochę Chiny. W kasie uśmiecha się do mnie ten sam gość, który udzielał mi informacji dzień wcześniej. Kupuję bilet (tzw. hard sleepera) za 510 juanów. Przy okazji sprzedaję kasjerowi 100 dol. po niezłym kursie (1:8). Wpadam jeszcze do zaprzyjaźnionego baru, gdzie wsuwam pyszne baranie szaszłyki po juanie za sztukę.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Bilet na T27 wygląda jak każdy inny.

Pół kolejnego dnia tracę na znalezienie dokładniejszych informacji o słynnym pociągu T27, czyli Pekin-Lhasa. Na kolei mówią mi, że informacje typu: moc lokomotywy, liczba pasażerów, technologie, liczba mostów, tuneli itp. są tajne. Biuro informacji turystycznej nie zna nawet informacji podstawowych, takich jak ceny biletów czy rozkład jazdy. Poddaję się i nie pytam dalej, bo nie chcę wylądować w chińskim obozie pracy za szpiegostwo. Przed odjazdem pociągu (godz. 21.30) mam jeszcze czas, żeby przynajmniej zerknąć na słynny plac Niebiańskiego Spokoju,czyli Tiananmen. Robi na mnie wrażenie chyba tylko wielkością. Widok powiewających czerwonych flag i defilujących niedbale żołnierzy (z reguły młodych chłopców) nie pozwala zapomnieć o masakrze studentów z 1989 r. Wiatr, który hula po placu, jest jak mroźny powiew komunizmu.

Żeby wejść, trzeba wyjść i zgłosić się do odprawy bagażowej i kontroli dokumentów Żeby wejść, trzeba wyjść i zgłosić się do odprawy bagażowej i kontroli dokumentów fot. Mirek Osip

Opiekun wagonu na warcie

Żeby wejść, trzeba wyjść i zgłosić się do odprawy bagażowej i kontroli dokumentów

 

Teraz muszę już pędzić na pociąg. Odnalezienie się na stacji Beijing West nie jest łatwe. Właściwie trzeba z niej najpierw wyjść, żeby z drugiej strony wejść. A wchodzi się bardzo logicznie, bo nie przez "entrance" (wejście), ale przez "baggage acceptance" (przyjęcie bagażu).

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Dworzec Pekin Zachodni. Pociąg do Lhasy odjeżdża stąd o 21.30. Podróż do Tybetu będzie trwała dokładnie 47 godz. i 28 min.   fot. Mirek Osip

Potem trzeba tylko znaleźć na świetlnej tablicy odpowiednią poczekalnię. Pociąg T27 ma przypisany waiting room nr 2. Odprawa zaczyna się na 40 min przed odjazdem. Tłum ludzi (obcokrajowców można tu policzyć na palcach dwóch rąk) przechodzi spokojnie przez metalowe barierki, okazując bilety.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Każdy wagon ma swojego opiekuna, który na każdej stacji staje wyprężony na baczność przy swoich drzwiach fot. Mirek Osip

Drugi raz bilety sprawdza się przy wejściu do wagonów. Każdy z nich ma własnego konduktora-opiekuna, który na każdej stacji staje przy drzwiach swojego wagonu dumnie wypięty, jak wartownik przed Grobem Nieznanego Żołnierza.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Tak wygląda soft sleeper, czyli przedział z czterema miękkimi łóżkamifot. Mirek Osip

A tych wagonów jest z piętnaście, w tym soft sleepery (sypialne z czterema miękkimi łóżkami w przedziale), hard sleepery (sypialne z sześcioma nie tak znowu twardymi kojami) i hard seaty (bezprzedziałowe wagony z 98 miejscami siedzącymi). Pasażerowie tych ostatnich śpią na siedzeniach, pod siedzeniami albo po prostu w przejściu.

Ot, wars jak wars, tyle że trudno by tu przetrwać całą podróż, jak to często w polskich ekspresach bywa   Ot, wars jak wars, tyle że trudno by tu przetrwać całą podróż, jak to często w polskich ekspresach bywa fot. Mirek Osip

Gorące zupki i odrobina propagandy

Ot, wars jak wars, tyle że trudno by tu przetrwać całą podróż, jak to często w polskich ekspresach bywa


Jest jeszcze wagon restauracyjny, którego obsługa, jak w naszym Intercity, przetacza się tam i z powrotem z dwoma wózkami. W jednym jest ciepłe jedzenie, w drugim owoce. Szybkie przekąski można też kupić na stacjach przystankowych. Skład kończy się wagonem sypialnym dla załogi, do którego zwykły pasażer nie ma wstępu. Tam odpoczywa jedna zmiana, kiedy druga jest na nogach. Tam też pożywiają się konduktorzy, zachowując ścisłą hierarchię. Sam widziałem, jak zwykli kolejarze czekali głodni, aż kierownik pociągu skończy swój obiad.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Piwo tybetańskie. W ogóle w Chinach lepiej raczyć się piwem, ich wódka jest tak niedobra, że nie nadaje się do piciafot. Mirek Osip

W wagonach sypialnych obowiązuje zasada, że im niżej, tym bilet jest droższy. To chyba dlatego, że specjalne okna są dość niskie i najlepsze widoki są z najniższego poziomu. Ale jeśli wybierzesz dolne łóżko, licz się z tym, że w ciągu dnia będziesz miał połowę przedziału na swojej kanapie. W nocy z kolei, jeśli zechcesz sobie poczytać, przydaje się latarka, bo światła we wszystkich przedziałach gasną o godz. 22.30.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Wieczorem Chińczycy biegną tłumnie do umywalek ze szczoteczką do zębów  fot. Mirek Osip

Każdy wagon ma część "toaletową", czyli trzy umywalki z lustrami i dwa osobne kibelki "na narciarza". Papier toaletowy i mydło kończą się już pierwszego wieczoru, więc trzeba wziąć zapas. Wieczorem Chińczycy biegną tłumnie do umywalek ze szczoteczką do zębów, kubeczkiem i małym ręcznikiem, który po zmoczeniu wodą służy do mycia. Rano rytuał powtarza się. W ręku Chińczyka przybywa jednak jeszcze jeden rekwizyt - bidon lub słoik na herbatę.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Chińskie zupki to podstawa mojej diety w podróżyfot. Mirek Osip

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Oprócz wagonu restauracyjnego są też dwa wózki z jedzeniem kursujące tam i z powrotem po całym pociągu

Naprzeciwko umywalek jest dystrybutor gorącej wody, którą zalewa się liście herbaty i ekspresowe zupki. Wszelkie informacje w pociągu podawane są na tablicach informacyjnych w trzech językach: chińskim, tybetańskim i angielskim. Do tego co jakiś czas przez pociągowy radiowęzeł puszczana jest propaganda (po chińsku i angielsku), że linia kolejowa przysłuży się przyspieszeniu rozwoju zacofanego Tybetu.

Opiekun danego wagonu na początku podróży zabiera swoim podopiecznym bilety, które wkłada do porządnego klasera, a w zamian daje plastikowe karty. Przed stacją końcową pasażera opiekun oddaje mu bilet i zabiera kartę. Pasażerowie podróżujący do Tybetu wypełniają dodatkowo oświadczenie o stanie zdrowia i o tym, że mogą przebywać na dużych wysokościach. Obowiązkowe jest też pozwolenie na podróż do Tybetu (travel permit). Ja takiego nie miałem przez całe 12 dni pobytu. Spotkana przeze mnie w wagonie restauracyjnym Ryuko, Japonka z Osaki, też podróżuje bez permitu i jest z tego powodu nieźle spięta. Uspokoiłem ją i, jak się później okazało, mam rację. Drugi raz spotkałem Ryuko już w Lhasie. Nikt nie zadał jej pytania o permit. W przedziale moim sąsiadem jest Alex, matematyk z Singapuru, który już wiele razy podróżował tym pociągiem ze znajomymi w drodze na trekking do Nepalu.

Na zwiedzanie okolic Nagchu warto się wybrać terenowym autem   Na zwiedzanie okolic Nagchu warto się wybrać terenowym autem fot. Mirek Osip

Mnich kibic

Na zwiedzanie okolic Nagchu warto się wybrać terenowym autem

 

Pierwsza stacja, na jakiej wysiadam, to Golmud. Jeszcze w Chinach, ale tuż przed Tybetem. Pociąg zatrzymuje się tam o godz. 6.21 rano. Tego dnia jest było minus 5 st. C. Pierwsze kroki kieruję do kasy biletowej, przed którą kłębi się tłum ludzi. Nie mam pojęcia, po co tam sterczą, bo nikt z nich nie kupuje biletu. Po dłuższej, wspomaganej gestykulacją "rozmowie" z kasjerką udaje mi się kupić bilet na następny dzień na T27 do stacji Nagchu. Ledwo odchodzę od kasy, dopadają mnie "sępy taksówkarskie". Daję się jednemu złapać, bo koniecznie chcę pojeździć po okolicy.

W sumie przejeżdżamy 500 km w stronę Nagchu i z powrotem. Jadąc wzdłuż linii kolejowej, nie sposób nie podziwiać jej budowniczych. Tym bardziej że to nie komunistyczne partactwo, ale zadziwiająco staranna robota.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Dzięki potężnym wiaduktom pociąg nie ma kontaktu z ziemią i nie rozmraża skutego wiecznym lodem gruntu fot. Mirek Osip

Mosty i tunele robią ogromne wrażenie. Kiedy zdaję sobie sprawę, ile pracy trzeba było włożyć w stworzenie ponad tysiąca kilometrów nasypów obłożonych misternie betonowymi kratkami i ogrodzonych siatką lub cementowymi płotkami, dostaję zawrotów głowy.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Golmud nosi dumne miano ?Top Tourist City of China?, ale tylko ze względu na okolice. Miasto to betonowa pustynia   fot. Mirek Osip

Sam Golmud (130 tys. mieszkańców) ma, tak jak Lhasa, nadany przez chińskie władze status Top Tourist City of China, ale chyba wyłącznie ze względu na walory krajobrazowe jego okolic, a nie atrakcje w samym mieście. W tym królestwie betonu imponują tylko szerokie ulice, wszędzie przynajmniej po dwa pasy ruchu w każdą stronę. Tak na oko, bo jezdnie w ogóle nie są oznakowane.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Pociąg do Lhasy rusza z peronu w Golmudzie   fot. Mirek Osip

Następnego dnia o 6.41 wyjeżdżam T27 do Nagchu. Mam bilet na środkowy hard sleeper, ale nawet z niego nie korzystam. W ogóle, jeśli wsiada się na późniejszej stacji, to z reguły miejsce jest po poprzednim pasażerze i trzeba się upomnieć o zmianę pościeli, bo opiekun wagonu nie lubi niepotrzebnie się przemęczać. Z okna pociągu podziwiam mijane tereny. Tuż za Golmudem jest parę zamkniętych fabryk z wysokimi kominami, które wieśniacy częściowo przekształcili na swoje domy. Wrażenie robią wyżłobione przez spływającą z gór wodę potężne kaniony. Im bliżej Nagchu, tym więcej jezior w górach, ale i tak o tej porze są jeszcze zamarznięte.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Na dziesiątkach kolorowych szmatek Tybetańczycy wypisują swoje modlitwy, które szybko blakną w słońcufot. Mirek Osip

Widać też coraz częściej stada pasących się jaków i co jakiś czas przymocowane zwykle do skał wotywne, kolorowe flagi (na każdej wypisana jest modlitwa, która jednak w słońcu szybko blaknie).

19 marca, godz. 16.47, stacja Nagchu. Malutka, dopiero w budowie, ale bardzo przyjemna, położona kilka kilometrów od miasta, do którego zawożą mnie wszechobecne "sępy" za 20 juanów (cena wyjściowa to 50 juanów). Wysiadam przed miejscową świątynią. Jeden z mnichów zaprasza mnie do swojego domu, który okazuje się jednym pokojem w szeregu zabudowań. W środku oprócz zdjęć Dalajlamy i innych ważnych kapłanów jest też telewizor i wieża hi-fi, a na ścianie wisi plakat Zinedine'a Zidane'a. Mnich koniecznie chce mnie poczęstować czymś paskudnym, zalegającym na stole, ale nie mam ochoty się rozchorować, więc grzecznie odmawiam.

Szukam noclegu. W pierwszym napotkanym hotelu próbuję się targować, zamiast 128 juanów za pokój z obskurnym prysznicem i taką samą toaletą w ciemnym korytarzu chcę dać 90. Recepcjonistka do kogoś dzwoni i mówi, że załatwione, ale mam podejść do innego hotelu, pisze mi na kartce po chińsku jego nazwę. Trafiam do jakiegoś luksusowego przybytku. Tutaj recepcjonistka rozkłada ręce, nie wie, o co chodzi, bo oczywiście nie mówi po angielsku. Kolejny telefon. Przyjeżdża policja, kobieta i mężczyzna. Policjantka pyta, skąd przyjechałem i w czym problem. Tłumaczę całe zajście i zostaję podwieziony przez policję do jeszcze innego hotelu, gdzie dostaję bardzo przyzwoity pokój z własną łazienką za 120. Przy okazji pada pierwsze i jedyne pytanie o permit. Zgrywam głupka i mówię, że "jak trzeba, to oczywiście wyrobię", a policjantka na to, że lepiej będzie, jak zgłoszę się po zezwolenie w następnej miejscowości (Damxsung), bo ona będzie zajęta.

Podróż z Pekinu do Lhasy (4064 km) trwa 47 godz. 28 min. Podróż z Pekinu do Lhasy (4064 km) trwa 47 godz. 28 min. fot. Mirek Osip

Bez kasy, ale z obstawą

Następnego dnia wyjeżdżam autobusem z Nagchu do Damxsung (gdzie T27 się nie zatrzymuje). Tu należy absolutnie znaleźć transport (najlepiej taksówkę) nad przepiękne słone jezioro Namtso (z tyb. nam - niebo, tso - jezioro), położone na wysokości 4719 m n.p.m. Po drodze mija się przełęcz na wys. 5190 m i droga o tej porze roku bywa trudna do pokonania. Samo jezioro jest w drugiej połowie marca jeszcze zamarznięte, ale i tak robi niesamowite wrażenie. Na tym końcu świata można nawet spotkać tubylca mówiącego po angielsku. Mieszkańcy, których w czterech domostwach wokół monastyru może być co najwyżej piętnastu, trudnią się lepieniem glinianych figurek i robieniem na drutach skarpet, rękawiczek i czapek z bardzo ciepłej wełny z jaka. Jeśli ktoś chciałby się tam zatrzymać, to za 45 juanów przyjmą pod swój dach.

Monastyr nad jeziorem Namtso liczy 700 lat i składa się z dwóch kaplic. W jednej znajduje się między innymi bóstwo opiekujące się jeziorem, w drugiej można podziwiać trzy nietypowe figurki Buddy z chustami na twarzach (legenda mówi, że to wyraz szacunku wobec koczowników z zasłoniętymi obliczami, którzy uchronili dolinę przed złymi duchami). Wycieczki do Namtso są popularne w Lhasie, ale stamtąd podróż trwa dwa dni, gdy tymczasem z Damxsung można dojechać w półtorej godziny. Z Damxsung do Lhasy lokalnym pociągiem jedzie się tylko 2 godz.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Kogo nie stać na sypialny, śpi gdzie może - na siedzeniu, pod nim, albo po prostu na korytarzu   fot. Mirek Osip

Na ostatni odcinek drogi wybieram przedział z hard seatami. Z trudem znajduję wolne miejsce, a bilet kupuję już w samym pociągu, gdyż na stacji - całkiem dużej - nie ma kasy biletowej. Jak dowiedziałem się od pracującej tam Tybetanki Yang Zong, w Damxsung zatrzymują się tylko dwa pociągi, a właściwie jeden, bo rano przyjeżdża pociąg z Lhasy do Xining, a wieczorem z Xining do Lhasy. Ale stacji nieustannie pilnuje przynajmniej 15 pracowników kolei plus kilku policjantów. Musiałem pokazać, co mam w plecaku, ale o permit nikt nie prosił.

Główny hol dworca w Lhasie, Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, podróże, azjafot. Mirek Osip

Do Lhasy docieram wieczorem 21 marca, po pięciu dniach podróży. Dworzec jest ogromny. Tutaj zamiast betonowych, jak gdzie indziej, płyt jest lastriko albo nawet marmur. Budynek dworca wybudowano trochę w stylu Potali - Pałacu Dalajlamy, tłumnie odwiedzanego przez pielgrzymów, położonego na wzgórzu wznoszącym się nad Lhasą. To pewnie chińska złośliwość, żeby pokazać, kto tu rządzi. Te same kolory, ta sama pochyła forma. A przed dworcem potężny maszt z dumnie powiewającą chińską flagą.

Stacja kolejowa w Lhasie. Fasada podobna do pałacu dalajlamów i potężna chińska flaga mają przypominać Tybetańczykom, kto tu rządzi  Stacja kolejowa w Lhasie. Fasada podobna do pałacu dalajlamów i potężna chińska flaga mają przypominać Tybetańczykom, kto tu rządzi fot. Mirek Osip

Państwo ze snów

Stacja kolejowa w Lhasie. Fasada podobna do pałacu dalajlamów i potężna chińska flaga mają przypominać Tybetańczykom, kto tu rządzi

 

No i teraz pojawia się pytanie: dla kogo właściwie jest ta kolej? Dla Chińczyków, którzy chcą w ten sposób pozbawić Tybet tożsamości (tak uważają Tybetańczycy)? Czy dla Tybetańczyków, którzy dzięki temu doświadczą rozwoju gospodarczego i technologicznego (tak twierdzą Chińczycy)? A może dla zachodnich turystów, którym łatwiej będzie teraz dotrzeć na Dach Świata?

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Tybetańczycy nie zapominają o swojej religii i swojej tożsamości. W coraz bardziej schińszczonej Lhasie pałac Potala przypomina o Dalajlamie   fot. Mirek Osip

Amy, Chinka studiująca administrację na Uniwersytecie Tybetańskim w Lhasie, którą poznałem na dworcu, mówiła mi, że ma znajomą staruszkę, Tybetankę, która całe życie marzyła o tym, żeby zwiedzić Pekin, i dopiero po wybudowaniu kolei to jej się udało. Ale Amy to Chinka. Może jej opowieść to element propagandy, a tybetańska staruszka nie istnieje? A może w ogóle nie istnieje żaden Tybet, a państwo, które było tam do 1950 r., po prostu nam się przyśniło?

 

Kolej tybetańska

Kiedy budowa Tamy Trzech Przełomów, najdroższej konstrukcji i największej elektrowni wodnej na świecie, była już na ukończeniu, chińscy inżynierowie musieli znaleźć sobie nowy ambitny cel. Postanowili przerzucić tory kolejowe przez płaskowyż tybetański, na wysokościach przekraczających 4 tys. m n.p.m., budując tunele w najwyższych górach świata i wiadukty na wiecznej zmarzlinie.

Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu, azja, podróże, Gdyby komuś przyszło do głowy zbudować linię kolejową na Księżycu, wyglądałaby ona pewnie równie absurdalnie jak na tych pustkowiachfot. Mirek Osip

Budowa odcinka z Golmudu do Lhasy ruszyła w 2001 r., trwała pięć lat i kosztowała 3,2 mld dol. 40 tys. robotników (władze twierdzą, że żaden nie zmarł podczas budowy, lokalna ludność mówi o co najmniej setce ofiar) kładło tory na długiej na 1142 km trasie. Problemem okazało się nie zimno, ale wręcz przeciwnie - wysoka temperatura podczas budowy i eksploatacji trasy mogłaby rozmrozić skuty lodem grunt i zagrozić stabilności torów. Dlatego na długich odcinkach szyny wznoszą się na wysokich wiaduktach, dzięki czemu hulający pod nimi wiatr chłodzi ziemię. W innych miejscach rury z płynnym azotem utrzymują niską temperaturę gruntu. Chińczycy boją się jednak, co stanie się z trasą, jeśli globalne ocieplenie stanie się faktem.

W pociągu jadącym do Tybetu nie otworzysz żadnego okna. Są one specjalnie uszczelnione, żeby do środka nie wlatywało rzadkie, ubogie w tlen powietrze wysokogórskie. A szyby pokryto specjalną warstwą chroniącą przed promieniowaniem ultrafioletowym, które na tych wysokościach może być zabójcze.

 

Ceny:

Bilet lotniczy (powrotny) Warszawa-Pekin: ok. 1700 zł

Kurs: 1 USD = 6,2 CNY (juan)

Ceny biletów na trasie Pekin-Lhasa (w juanach):

- hard seat 389

- hard sleeper 813

- soft sleeper 1262

Podróż z Pekinu do Lhasy (4064 km) trwa 43 godz. 51 min.

 

Od redakcji

Od inwazji w 1949 Tybet i tybetańczycy są brutalnie okupowani przez Chiny, a ich kultura, religia i środowisko naturalne - systematycznie niszczone.  Regularnie trwają aresztowania i tortury wobec tybetańczyków, a także chińczyków za pokojowe wyrażanie swoich przekonań. Szacuje się, że chińską okupację przypłaciło życiem   ponad 1,2 miliona tybetańczyków - jena piąta część narodu zginęła z głodu, na skutek uwięzienia, tortur bądź egzekucji.

Zniszczono niemal wszystkie z 6259 klasztorów, będących ośrodkami religii, kultury, nauki, medycyny i sztuki tybetańskiej.

Chińscy koloniści zaczynają przeważać w tybetańskich miastach. Rozwój jest głównym argumentem chińskich działań w Tybecie, chociaż większość dobrych stanowisk pracy przyznawanych jest Chińczykom a nie Tybetańczykom. Chiny wykładają kolosalne fundusze pieniędzy na budowę infrastruktury w Tybecie, w tym budowę opisywanej tu linii Qinghai-Tibet, jednocześnie całkowicie zaniedbując rozwój edukacji i systemu opieki zdrowotnej.

Składowanie odpadów nuklearnych, eksploatacja kopalń i masowe wycinanie lasów powodują poważne zagrożenia delikatnego środowiska Tybetu. Znajdują się tu źródła największych pięciu azjatyckich rzek, które są źródłem życia dla blisko 2 miliardów ludzi.

Więcej o:
Komentarze (21)
Podróż pociągiem z Pekinu do Tybetu
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Jae

    Oceniono 9 razy 5

    Chińczyk i Tybetańczyk, to się z dużej litery pisze, ale to nie jedyny przypadek arogancji w tym tekście.
    "Od inwazji w 1949 Tybet i tybetańczycy są brutalnie okupowani przez Chiny, a ich kultura, religia i środowisko naturalne - systematycznie niszczone. Regularnie trwają aresztowania i tortury wobec tybetańczyków, a także chińczyków za pokojowe wyrażanie swoich przekonań. Szacuje się, że chińską okupację przypłaciło życiem ponad 1,2 miliona tybetańczyków - jena piąta część narodu zginęła z głodu, na skutek uwięzienia, tortur bądź egzekucji."

  • Gość: podpisz sie

    0

    @Gość: ibb
    Autor niestety zawsze umieszcza nieaktualne informacje, albo tez przepisuje z innych bardziej aktualnych przewodnikow. ot i artykul powstaje. dretwo

  • Gość: ibb

    Oceniono 7 razy 7

    Bardzo fajny tekst i miło się go czyta. Mam tylko jedno „ale”. Część zawartych w nim informacji jest dalece nieaktualna i może wprowadzać w błąd osoby, które chciałyby się wybrać do Tybetu. Sądząc po zdjęciu biletu, opisywana podróż miała miejsce w marcu 2007 r. W 2008 r. znacznie zaostrzono przepisy dotyczące podróżowania po Tybetańskim Regionie Autonomicznym (obowiązują one do chwili obecnej) – bez okazania permitu nie można kupić biletu na pociąg, nie zostanie się zameldowanym w hotelu, nie wejdzie się do niektórych obiektów (np. klasztor Samye). No i bez wątpienia dochodzi do tego jeszcze kwestia poruszana w jednym z komentarzy – po co promować nieodpowiedzialne zachowania turystów?

  • Gość: adams

    Oceniono 12 razy 10

    Zastanawiam sie dlaczego dziennikarz promuje jazde do Tybetu bez permitu? po co i w jakim celu to robił? Pewnie uwaza ze jest sprytny i wykiwal chinskich oficjeli, a tymczasem permit jest darmowy placi sie niewielkie pieniadze za jego zalatwienie i warto to zrobic wspierajac np tybetanskie biura podrozy. takie fragmenty promuja nieodpowiedzialne zachowania turystow co w miejscach takich jak Tybet moga byc niebezpieczne dla lokalnej spolecznosci Nie pochwalam!!!

  • groupvinci

    Oceniono 15 razy -3

    kolego redaktorze takich bzdur i pomyj nie czytałem bardzo dawno
    Jak ma się taką wiedzę , kulturę oraz kompleksy i to wszystko wylewa się na papier jest to po prostu żenujące
    Gdybym był Pana Naczelnym wyleciałby Pan natychmiast. Jedyne co w tej sytuacji zrobię to powiadomię Ambasadę Chin o tej stercie bzdur. Obraża Pan tu kompletnie wszystkich i pokazuje fałszywy obraz rzeczywistości. Ja osobiście radzę odstawić pióro i zaprzyjaźnić się z miotłą. Może będzie większy pożytek dla ludzkości.

  • Gość: sztamajza99

    Oceniono 2 razy -2

    pytanie, czy na zdjeciu pierwszym jest jakas modernizacja gagarina ?

  • konichiwabitches

    Oceniono 4 razy 0

    Ostatnio też miałem ciekawą podróż koleją. Mianowicie, chciałem sobie podjechać z Wa-wa Powiśle do Wa-wa Służewiec….. kiedy to niespodziewanie obudził mnie konduktor w.........Radomiu……

  • ulisse

    Oceniono 1 raz 1

    rury z płynnym azotem? - raczej z amoniakiem tj. rodzaj prymitywnej lodówki absorpcyjnej.

  • jbed

    Oceniono 8 razy 6

    Piętnaście wagonów i w każdym konduktor, dodatkowo obsługa wagonu restauracyjnego, maszyniści i to wszystko na dwie zmiany - łącznie jakieś 40 osób obsługi do jednego pociągu i dodatkowo specjalny wagon dla nich. Jakoś wcale nie przejmują się nadmiernym zatrudnieniem i oszczędnościami. W dodatku są jednym z najszybciej rozwijających się gospodarczo krajów. Cud gospodarczy czy co?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX