Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska

W drugim największym kraju świata mieszkają zaledwie 33 mln ludzi. Gospodarzem jest tu przyroda, która występuje w niebywałym bogactwie form. Jest wszystko, chyba tylko poza piekłem. A raj mieści się na zachodnim wybrzeżu. W BC, czyli Kolumbii Brytyjskiej.
Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska fot. Wojtek Paczos

Stopem przez Kanadę

O cudach BC słyszałem wiele od swoich kanadyjskich znajomych podczas studiów w Calgary. Co drugi marzył, żeby pokonać pieszo słynny szlak rozbitków West Coast Trail, następni zachwycali się miastem Vancouver, jeszcze inni polecali "kanadyjską Portugalię" - słoneczną dolinę Okanagan, która goni Kalifornię jakością wytłaczanego tutaj wina.

Realizację tych marzeń odkładali na bliżej nieokreśloną przyszłość. Mnie w mieście nic nie trzymało, więc po zaliczeniu wiosennej sesji za zarobione na zmywaku dolary kupiłem aparat. Gdy przyjaciele w kraju wybierali się na majówkę w Beskidach, ja ruszyłem szlakiem pionierów na zachód. Za swój cel obrałem najbardziej zachodni skraj tego ziemskiego raju - pacyficzną wyspę Vancouver. Koszt biletu autobusowego przekraczał mój cały budżet, więc zdecydowałem się pokonać trasę autostopem.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Kolumbia Brytyjskarys. Mikołaj Kirschke

Początki zawsze są trudne, ale dzięki wytrwałości po sześciu godzinach oczekiwania jechałem na zachód z... naczelnikiem więzienia w Calgary. Zrobiliśmy skok od razu do jeziora Shuswap, czyli połowę mojej drogi. Tamtejszy krajobraz przypomina okolice naszej Soliny. Z tym że Solina musiałaby być kilkakrotnie większa, a okoliczne góry zajmować ćwierć Polski.

Latem na jeziorze popularnością cieszą się pływające domy, sporo też kajakarzy, którzy mogą się załapać nawet na kilkutygodniowe trasy. W maju panuje tu cisza i spokój, tylko przyroda szaleje. W Albercie jeszcze uparcie trwa zima, tu zieleni się już od miesiąca. BC to najcieplejszy zakątek Kanady.

Następnego dnia zatrzymał się stary rzęch, który wyglądał, jakby miał się zaraz rozpaść.

- Daleko jedziesz? - spytałem kierowcę na oko sporo młodszego ode mnie.

- Do Vancouver.

- Świetnie, mam szczęście!

- To ja mam szczęście. Musisz się dorzucić do benzyny, bo mi się kończy kasa i sam nie dojadę.

Grecki port i rajska wyspa

Vancouver podobno zachwyca. Nie mnie. W tym mieście nigdy nie przestaje padać. Do tego działa jak magnes na bezdomnych z całego kraju - jest tu po prostu najcieplej. Spacer przez downtown po zmroku to przeżycie z zakresu sportów ekstremalnych. Jednak kilka miejsc zasługuje na wyróżnienie. Stanley Park to nietknięty kawał dżungli w środku miasta, a kampus akademicki położony jest w tak uroczym miejscu na półwyspie, że aż chce się tutaj studiować. Wielką pętlę przez całe miasto i część metropolii zatacza zbudowana na estakadzie kolejka Sky Train, która porusza się bez maszynisty!

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Kurs promem pozwala ogarnąć wzrokiem całą metropolię Vancouver.fot. Wojtek Paczos

Mój prom na wyspę wypływał z North Vancouver. Ta mała osada w niczym nie przypomina metropolii, której jest częścią. Pośród klifów i nadmorskich skał przycupnęły małe białe domki kryte czerwoną dachówką, otoczone kwitnącymi ogrodami. Jak w Grecji. Gdy już przedostałem się na wyspę, w dalszą drogę zabrał mnie Amerykanin. Wyruszył kiedyś w podróż brzegiem Pacyfiku na północ i postanowił zatrzymać się tutaj na całe życie. Dojechaliśmy do końca utwardzonej drogi.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Pacyfik wdziera się nawet na kilkaset kilometrów w głąb lądu, tworząc malownicze fiordy.fot. Wojtek Paczos

- Tu cię zostawiam. Dalej jeżdżą tylko drwale i rybacy. Mam nadzieję, że za bardzo cię nie zmoczy.

Gdy tylko odjechał, zaczęło padać. W końcu faktycznie na pakę swojego pikapu zabrali mnie drwale. Przez cały czas lało, a z szoferki unosił się słodki zapach dymu. To nie był tytoń.

Zachodnią część wyspy porasta las deszczowy strefy umiarkowanej. Dżungla jak w Amazonii, tylko bez węży i krokodyli. Ustanowienie tu Parku Narodowego Pacific Rim uchroniło ją przed apetytem kompanii drzewnych - pozostała w formie pierwotnej, między innymi z gigantycznymi sekwojami.

West Coast Trail dużo łatwiej pokonać niż dawne szlaki pionierów. West Coast Trail dużo łatwiej pokonać niż dawne szlaki pionierów. fot. Wojtek Paczos

Droga rozbitków

West Coast Trail dużo łatwiej pokonać niż dawne szlaki pionierów

Dżunglę najlepiej przebyć szlakiem rozbitków - West Coast Trail. Cieśnina Juan de Fuca jest najeżona skałami i w XVIII w. rozbiło się tu wiele statków. Rozbitkowie bez problemu dopływali do brzegu, gdzie witała ich... nieprzebyta dżungla. Z myślą o nich wycięto ścieżkę wzdłuż brzegu przez najdzikszy kawałek puszczy. Obecnie szlakiem opiekuje się zarząd parku, a turyści z plecakami potrzebują średnio sześciu dni, żeby go pokonać. Szlak zamykany jest na zimę, bo gwałtowne sztormy co rok zrywają mostki, zwalają drzewa i niszczą drabinki.

Do budki rangera niełatwo było się dostać. Ostatnie kilometry pokonałem pieszo błotnistą drogą. Najwyraźniej nikt poza mną nie wybierał się na szlak. Na miejsce dotarłem 1 maja, dokładnie w dniu otwarcia sezonu. Tym razem pech - z powodu nowych sztormów szlak miał być zamknięty jeszcze przez dwa tygodnie. Nie dałem za wygraną i po nocy na pacyficznej plaży przekradłem się w głąb lasu. Po dniu wędrówki musiałem jednak zawrócić z powodu zerwanej liny z wagonikiem nad kanionem.

Mimo to warto było! Po drodze mijałem paprocie niczym z ery paleozoicznej oraz przewrócone drzewa, które leżąc, były wyższe ode mnie. A w gęstwinie mienił się Pacyfik - błękitny i spokojny. Często szlak przez wiele godzin prowadził plażą. Dobrze, że wcześniej się zaopatrzyłem w kalendarz pływów. Nie byłoby miło zostać odciętym na jakiejś samotnej skałce - przypływy są tu błyskawiczne i bardzo wysokie. Namiot rozbiłem pod latarnią morską. Dwa dni później byłem w Bamfield.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Na szlaku rozbitków West Coast Trail co chwila zza drzew pokazuje się ocean.fot. Wojtek Paczos

Wapiti i owca kanadyjska to symbole BC, obecne w jej herbie. Wapiti i owca kanadyjska to symbole BC, obecne w jej herbie. fot. Wojtek Paczos

Księga dżungli

Wapiti i owca kanadyjska to symbole BC, obecne w jej herbie

W Bamfield utknąłem. To mała rybacka wioska na końcu świata. Zaopatrzenie dopływa barką z Port Alberni, miasteczka na końcu 50-kilometrowego fiordu. Zachodnie wybrzeże Kanady przypomina krajobrazem Norwegię - góry, skały i fiordy. Jest jednak mniej zaludnione, prawie w ogóle nie ma tu dróg i wszystko jest w większej skali. Planowałem się zabrać w powrotny rejs barką. Niestety, nie przypłynęła. - Może przypłynie jutro? Może kiedy indziej... - miejscowi niczym się zbytnio nie przejmują. W Kanadzie żyje się powoli.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, W tych odludnych okolicach łosie rzadko widują człowieka, dlatego z przyjemnością pozują mi do zdjęć.fot. Wojtek Paczos

Zawróciłem, chcąc złapać jakichś drwali, żeby trafić z powrotem do szosy. Zamiast nich zatrzymała się kobieta z dwójką rozdartych dzieciaków na tylnym siedzeniu.

- Mogę cię zawieźć do Victorii, ale dzieciaki dadzą ci popalić. Będziesz musiał im śpiewać.

Niedługo później mali Kanadyjczycy sami fałszowali, jak to "Szła dzieweczka do laseczka". Ja zaś ze zdumieniem odkryłem, że nie jedziemy do asfaltowej drogi, która prowadzi wschodnim skrajem wyspy.

- Pojedziemy przez las. Będzie dłużej, ale ciekawiej - zdecydowała Fiona.

- Wyciągnę mapę - zaoferowałem pomoc.

- Nie musisz. Na żadnej mapie nie ma tych ścieżek...

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Owca kanadyjska i czarny niedźwiedź fot. Wojtek Paczos

Pokonanie lasu zajęło nam dobrych kilka godzin. W tym czasie wielokrotnie zgubiliśmy drogę, a Fiona, która jest zieloną aktywistką, opowiadała mi o dżungli.

- Kiedyś wymyślili, że wprowadzą kwoty połowowe, żeby kompletnie nie wytrzebić łososia. Zanim się zebrali, rybacy wszystko odłowili. Wtedy drzewa w lesie nagle zaczęły marnieć. Długie lata nie wiedzieli, jak te fakty logicznie połączyć. A to przecież proste - przekonywała mnie. - Jak zwierzak nałowi ryb w potoku, to nie zjada ich na miejscu, bo przyjdzie grizli i nici z kolacji. Bierze więc te ryby w zęby i wieje w las. Zostawia je pod jakimś drzewem, zjada kilka i idzie dalej, a o reszcie zapomina. A te łososie sobie gniją i nawożą glebę. Nie ma łososi - nie ma ładnych drzew!

Sporo nasłuchałem się też o kompaniach drzewnych, które na każdym kroku łamią zasady wyrębu i zalesiania.

Victoria na wyspie Vancouver to najbardziej brytyjskie miasto Kanady. 

Indianie Zachodniego Wybrzeża jeszcze 60 lat temu budowali drewniane totemy. Jeden z najpiękniejszych stoi przed budynkiem Parlamentu Kolumbii Brytyjskiej Victoria na wyspie Vancouver to najbardziej brytyjskie miasto Kanady. Indianie Zachodniego Wybrzeża jeszcze 60 lat temu budowali drewniane totemy. Jeden z najpiękniejszych stoi przed budynkiem Parlamentu Kolumbii Brytyjskiej fot. Wojtek Paczos

Zielona wyspa zielonych ludzi

Victoria na wyspie Vancouver to najbardziej brytyjskie miasto Kanady

Indianie Zachodniego Wybrzeża jeszcze 60 lat temu budowali drewniane totemy. Jeden z najpiękniejszych stoi przed budynkiem Parlamentu Kolumbii Brytyjskiej

Victoria to stolica Kolumbii Brytyjskiej, chyba najbardziej brytyjskie z kanadyjskich miast. Godzinami można spacerować pomiędzy wytwornymi - nomen omen wiktoriańskimi - willami, po ukwieconych ogrodach i parkach. W centrum, nad małą zatoką jest zamek i budynek parlamentu, fantazyjnie oświetlone nocą. Na każdym kroku czuć wiosnę, nigdzie chyba nie jest ona tak intensywna jak tutaj.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Nocny widok na port i budynek Parlamentu Kolumbii Brytyjskiej.fot. Wojtek Paczos

Przed powrotem chciałem odwiedzić jeszcze Wyspy Zatokowe. Niewielki prom zawiózł mnie na Saltspring Island. To mekka artystów i "ludzi alternatywnych", mieszkających w miasteczku Ganges.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Na szczycie Mount Maxwell.fot. Wojtek Paczos

Wspinam się na Mount Maxwell, alby obejrzeć krajobraz z góry - zatoczki i zielone wysepki, a w oddali pasmo Gór Nadbrzeżnych.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Ze szczytu Mount Maxwell roztacza się widok na zatokę, ocean i sąsiednie wysepki.fot. Wojtek Paczos

W drodze do Gangesu podwozi mnie Brian. Zaprasza do siebie na nocleg. Brian jest buddystą. Mieszka w altance, a pracuje w swoim samochodzie. Domek działkowy ma kuchnię z paleniskiem i internet w powietrzu. Brian zarabia, robiąc buddyjskie dewocjonalia. Święte talizmany ściąga z Tybetu i Nepalu, a gotowe produkty modlitewne kupują od niego centra medytacyjne w całych Stanach. Na zimę co rok przenosi się do Wietnamu, aby uczyć tam języka angielskiego. Jest szczęśliwy, bo nigdzie się nie spieszy - w Kanadzie żyje się powoli.

Nazajutrz w Gangesie wybrałem się na wyborną kawę z ciastkiem, które - jak wszystko tutaj - jest "organic", czyli ekologiczne. To najlepsze drugie śniadanie w moim życiu. Potem kilka godzin spędzam w klimatycznym antykwariacie, z którego wychodzę obciążony kilkoma książkami podróżniczymi. Do portu podwozi mnie lokalny rastafarianin. - Gdyby prom ci się spóźnił, to masz tu coś na pocieszenie. Zapal sobie i doceniaj piękno świata!

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Buddyjska samotnia Briana z Saltspring Island.fot. Wojtek Paczos

Dla takich widoków podróżuje się po Kanadzie Dla takich widoków podróżuje się po Kanadzie fot. Wojtek Paczos

Lawina błotna

Od Vancouver znów sprzyjało mi szczęście autostopowicza. Jim wybierał się aż do Edmonton, czyli 1200 km. Udało mi się go przekonać, że jeśli nadłoży drogi i pojedzie przez Calgary, to wyjdzie tylko sto kilometrów więcej, a będzie mógł zdrzemnąć się u mnie na kanapie. Jechaliśmy już dobrych 8 godzin, przejechaliśmy kanion rzeki Fraser, kilka kolejnych pasm gór większych i mniejszych, jezioro Shuswap i zbliżaliśmy się do przełęczy w Glacier Moutains. Za nimi rzeka Kolumbia, potem Góry Skaliste i preria, czyli finał trasy. Wtedy Jim pożałował zmiany planu. Lawina błotna zawaliła drogę. Ruch na tym odcinku transkanadyjskiej jedynki wznowią najwcześniej pojutrze. Mimo że jest to główna droga w kraju, nikt się nie przejmuje. Ekipy remontowe pracują niespiesznie, bo i tak co chwilę nowe błoto spada na drogę, a niewzruszeni kierowcy szukają tanich pensjonatów. Zatrzymają się po prostu na dwa dni w górskiej okolicy. Wspominałem już, że w Kanadzie żyje się powoli?

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Autostrada w Kanadziefot. Wojtek Paczos

O sieci dróg w Kanadzie można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest gęsta. Aby ominąć zawał błotny, trzeba skorzystać z innej przełęczy - Yellowhead Pass. To tylko 300 km z powrotem i 600 km na północny-wschód. Jim też jest niewzruszony:

- Masz prawo jazdy? - pyta ni stąd, ni zowąd.

- Nie przy sobie.

- Ale jeździć potrafisz?

- Coś tam umiem - odpowiadam.

- No, to teraz ty prowadzisz, a ja idę spać.

Dał mi kluczyki i rozłożył się na siedzeniu pasażera, a ja przez całą noc przemierzałem jego pikapem bezludne lasy. Nad ranem byliśmy w Jasper w Górach Skalistych. Tutaj rozchodziły się nasze drogi. Musiałem pokonać jeszcze całe pasmo wzdłuż, na południe. W niedzielny majowy poranek na górskiej drodze było zdecydowanie zimno, a ruch samochodowy prawie żaden. Zatrzymały się wszystkie z nielicznych aut, niestety, kierowcy mówili to samo: - Jedziemy tylko kawałek dalej, na narty. To ostatni weekend sezonu!

Jeszcze kilka dni wcześniej opalałem się na pacyficznej plaży, a tu narciarze. To się nazywa różnorodność! Wreszcie staje auto jadące z przeciwnego kierunku. Dziewczyna za kółkiem przygląda mi się uważnie, po czym krzyczy przez otwarte okno: - To ty, Wojtek?

To Aśka, Polka z Calgary. Przyjechała z ciocią na weekend do Jasper. Ja to mam szczęście! Dziewczyny nie dały zginąć zmęczonemu włóczędze. Obfite śniadanko, potem msza w górskim kościółku (do niedawna proboszczem był Polak, ale za często zaglądał do kieliszka). Potem lunch i objazd po magicznej okolicy. Rejon Jasper upstrzony jest jeziorami polodowcowymi. W maju w ścianach Gór Skalistych zalega jeszcze mnóstwo śniegu. Skały i śnieg odbijają się w błękitnej tafli jezior, a wszędzie jest cicho i pusto. I zimno. Na koniec droga do domu wypadała nam przez 300 km widoków na doliny, przełęcze i lodowce - Icefields Parkway, najpiękniejsza szosa Kanady.

Te dwa tygodnie samotnej podróży to niezapomniana przygoda. Kolumbię Brytyjską dopiero zacząłem poznawać. Pozostały winnice na południu oraz nieprzebyte góry i lasy na północy. Wciąż jest tam wiele miejsc, których nigdy nie dotknęła ludzka stopa.

Skąd się wzięła Kolumbia Brytyjska?

Gdy spojrzeć na mapę Ameryki, na zachodzie widać ciągnące się z góry na dół pasmo górskie. W rzeczywistości są to dwa równoległe pasma. Wzdłuż Pacyfiku wznoszą się Góry Nadbrzeżne o łagodnych kształtach, obfitujące w łąki i lodowce, a dalej na wschód surowe i niedostępne Góry Skaliste. Grań Gór Skalistych wyznacza wschodnią granicę Kolumbii Brytyjskiej. Pomiędzy pasmami schowała się zaskakująca różnorodnością kraina jezior, wielkich rzek, wzgórz i pogórzy. Biali podróżnicy zaczęli docierać w ten rejon dopiero na początku XIX w. Nie było to łatwe - droga morska była wszak niezwykle daleka, a od strony kontynentu dostępu bronił skalny mur The Rockies. Pasmo udało się pokonać na różnych przełęczach, które noszą dziś nazwy przypominające tamte czasy. Np. przełęcz Yellowhead swoją nazwę wzięła od imienia przewodnika z plemienia Irokezów, który przeprowadził nią po raz pierwszy Europejczyków. W innym miejscu zdenerwowany koń kopnął lekarza wyprawy, stąd przełęcz Wierzgającego Konia.

Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska, ameryka północna, podróże, Kanadyjska pocztówka: świerkowe lasy i jeziora, w których przeglądają się skaliste szczyty.fot. Wojtek Paczos

Po drugiej stronie pionierzy trafiali na wielką i leniwą rzekę Columbia, którą spływali aż do Pacyfiku, w obecnie amerykańskim Oregonie. Droga to daleka, kosztowna i nie przynosiła początkowo wymiernych korzyści. Brytyjczycy opłakując utratę amerykańskich kolonii, chwilowo stracili zainteresowanie kontynentem, a świeżo wykluwający się naród kanadyjski pochłonięty był wewnętrznymi sporami pomiędzy anglo- i frankofonami. Kolumbia Brytyjska popadła w zapomnienie. Sytuacja odwróciła się, gdy Amerykanie w transakcji wszech czasów zakupili od Rosjan Alaskę w 1867 r. Zadeklarowali jednocześnie, że opanują cały zachodni brzeg - od Kalifornii po Alaskę, a Kolumbię Brytyjską włączyli już nawet na mapach w skład wielkiego wówczas amerykańskiego terytorium Oregonu. Rozpoczął się więc wyścig do Pacyfiku.

Kanadyjczycy, wspierani brytyjskimi pieniędzmi, szybko połączyli koleją Vancouver nad Pacyfikiem i Calgary na Wielkich Preriach w Albercie. Przegrany przez Amerykanów konflikt graniczny w rejonie Wielkich Jezior ostudził ich zapał i Kanada obroniła dostęp do drugiego oceanu. Powstała Kolumbia Brytyjska na prawach prowincji w dominium Kanady.

Więcej o:
Komentarze (2)
Podróże: na skraju raju czyli Kolumbia Brytyjska
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Pani B

    0

    dużo nieścisłości w nazewnictwie, zbyt słabe rozeznanie w realiach BC,jak można autorytatywnie twierdzić że...Vancouver to miasto w którym nie przestaje padać....kiedy było się tutaj jednorazowym gościem i to na bardzo krótko...panie Wojtku proszę przyjechać tu na dłużej

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX