W krainie Majów: podróż do Belize

Miało być jak w raju. Drinki z parasolkami, muzyka do rana, piramidy Majów. I nurkowanie w jednych z najlepszych miejsc nurkowych świata. No i było! A nawet lepiej!
Policyjny meleks na Caye Caulker wystarcza do pościgów za złoczyńcami. Policyjny meleks na Caye Caulker wystarcza do pościgów za złoczyńcami. fot. Marcin Jamkowski

Jaki początek, taka cała podróż

Tak powiedział Wojtek, zrzucając plecak przed barem pod palmami. Było południe. Samo południe. Tropikalne słońce świeciło równo z góry w sam środek czaszki.

- Daj nam, Piękna, takie dwa ładne drinki z kruszonym lodem i parasolkami. I jeszcze żeby w nich był rum. Kokosowy! I sok. Ananasowy! - wyraziliśmy kelnerce polskie zapotrzebowanie na egzotykę w tropikach w środku zimy. Stopy omywało ciepłe morze, drinki już po chwili ochładzały nam dłonie, a piaszczystą ulicą przejechał jedyny pojazd na wyspie Caye Caulker - meleks z napisem "Policja".

- Karaiby, chłopie - wyrwało mi się, jak serce z młodej piersi.

- Nooo...

Patrzyliśmy na lekko rozmywany rumem horyzont, gdy z zadumy wyrwał nas głos Kaśki: - Hola, hola! Nie przyjechaliśmy tu na clubbing, ale na diving! Jutro idziemy do wody, nurasy!

Błękit na ostro

- No to siup - wrzeszczę i robię przewrót w tył. Z butlą na plecach, automatem oddechowym w zębach, maską na oczach i duszą na ramieniu. Wpadam do wody ciepłej jak w wannie i czystej jak kryształ. W dodatku chyba w sam środek akwarium!

Dookoła mnie uganiają się tysiące ryb w kolorach tęczy, a właściwie koloru koralowego, bo trafiłem przecież na rafę koralową. I to nie byle jaką - drugą co długości barierę zbudowaną przez koralowce na Ziemi - rafę w Belize. Prymat pierwszeństwa dzierży (oczywiście) australijska Wielka Rafa Barierowa, ale Australijczycy to mają wszystko najdłuższe (bez zbędnych skojarzeń, panowie!) - i sjestę, i ciężarówki, i nawet płot przeciw dingo - w poprzek całego kontynentu.

ameryka północna, podróże, wakacje, W krainie Majów: podróż do Belize, Gorgonie, gąbki, korale - szczęściarzem jest ten, kto mógł wejść do tego kolorowego świata.fot. Marcin Jamkowski

Gorgonie, gąbki, korale - szczęściarzem jest ten, kto mógł wejść do tego kolorowego świata.

Ryby są żółte i czerwone. Niebieskie i srebrzyste. Metrowe, powolne i majestatyczne, i maleńkie jak płotki uganiające się niecierpliwie. A w końcu pojawia się... Nie! To niemożliwe! "Moje życie nie może się zakończyć w pysku rekina!" - przechodzi mi przez myśl, gdy widzę wrzecionowaty kształt krążący coraz bliżej. I bliżej. I bliżej... Wreszcie wpływa pomiędzy nurków z naszej grupy. Ma dwa metry i małe chytre oczka. My mamy oczy większe niż nasze maski. Natychmiast przypomina mi się rada z  jednego z podręczników dla nurków: "Kiedy zbliża się do ciebie rekin, połóż się na dnie, ruszaj powoli rękami i nogami i usilnie wmawiaj sobie - jestem żółwiem, jestem żółwiem, jestem... I czekaj, aż odpłynie".

ameryka północna, podróże, wakacje, W krainie Majów: podróż do Belize, Głaskanie rekina, trochę jak z obcym dobermanem.fot. Marcin Jamkowski

Głaskanie rekina, trochę jak z obcym dobermanem.

Za chwilę znikąd, a właściwie z błękitu wypływa kolejny rekin. I jeszcze jeden. Krążą wokół nas. Serce bije co najmniej trzy razy za szybko, a oddycham w takim tempie, że jeśli ci ludożercy za chwilę nie odpłyną, to zaraz skończy mi się zapas powietrza. Sytuację ratuje belizeński przewodnik. Podpływa do jednego z rekinów, który położył się przy nogach (bladej jak ściana) dziewczyny i... gołą ręką zaczyna głaskać drapieżnika po grzbiecie!

Podpływam zdumiony, a on zaczyna głaskać go po brzuchu. Po chwili rozanielonego rekina podnosi z dna, przewraca na grzbiet i przytula! Nie wierzę własnym oczom. Przecież rekiny to najwięksi wrogowie płetwonurka! O co chodzi? Nauka zna 400 gatunków rekinów. Tylko cztery atakują ludzi (pływak ma większą szansę być trafionym przez piorun, niż zaatakowanym przez rekina). Ten milusiński to rekin wąsaty (ang. nurse shark). Mimo trzech metrów długości nie interesuje się pokarmem pochodzenia ludzkiego. Woli ślimaki, langusty i rośliny.

Z trudem odklejam wzrok od rekina, sprawdzam ostatni raz ciśnienie powietrza w butli i spoglądam na błękitną otchłań pod płetwami. Pode mną rozpościera się głębia jednego z najsłynniejszych miejsc do nurkowania na świecie - Great Blue Hole, czyli wielkiej błękitnej dziury. Wypuszczam powietrze z kamizelki i zaczynam opadać w granatową toń.

Belize - kraina wiecznej szczęśliwości i karaibskiego wypoczynku. Belize - kraina wiecznej szczęśliwości i karaibskiego wypoczynku. fot. Marcin Jamkowski

WDeppnął na rafę (po drodze mu było)

Większość Polaków nie ma żadnych skojarzeń, kiedy opowiadam im o Belize (przy okazji - wymawia się "beliiz", z akcentem na przedłużone "i"). Ci bardziej zainteresowani polityką skojarzą jednego z krajowych aferzystów, który kupił obywatelstwo tego kraju, by uniknąć problemów finansowych i wizowych. Belizeńczykiem można zostać za (bagatela) 40 tys. dol.

Państewko jest malutkie, wciśnięte na półwyspie Jukatan pomiędzy Meksyk i Gwatemalę. Belize zawsze było za daleko. Za daleko dla Hiszpanów, by je podbić, za daleko dla Anglików, którzy niby w nim panowali, ale nie były to rządy twardej ręki. A do niedawna za daleko i dla turystów. Brytyjski pisarz Aldous Huxley pisał o Belize (gdy jeszcze zwało się Hondurasem Brytyjskim): "Gdyby świat miał końce, to miejsce byłoby jednym z nich. Do tego kraju znikąd nie jest po drodze".

Przez lata do lagun za przybrzeżnymi rafami Belize po drodze było wyłącznie piratom. Jeśli wierzyć legendom, to wiele karaibskich zatoczek zaludniały typy spod tak ciemnej gwiazdy, że dyżurny pirat z Karaibów Johnny Depp wyszedłby przy nich na milutkiego gogusia (z drugiej strony - czy nim nie jest?)!

Krew nie woda...

Kraj jest miły i bezstresowy. Na głównym placu stolicy - miasta Belmopan, zamiast pomnika jakiegoś poległego bohatera wyzwoleńczych walk stoi... obrotowa plansza Coca-Coli - to nieźle obrazuje przesunięcie środka ciężkości zainteresowań Belizeńczyków.

ameryka północna, podróże, wakacje, W krainie Majów: podróż do Belize, podróż do Belizefot. Marcin Jamkowski

Większość powierzchni kraju porasta wilgotny tropikalny las. W jego gęstwinie kryją się nie tylko rzadkie zwierzęta, małpy, węże, papugi i kolibry, ale i piękne piramidy mrocznej i tajemniczej cywilizacji Majów. Potomkowie Majów do dziś żyją w Belize, choć ich krew rozpuściła się przez pokolenia zacieśniania międzypłciowych więzów z nacjami napływowymi.

Dziś w żyłach połowy Belizeńczyków płynie krew zarówno Majów, jak i Europejczyków. Co czwarty ma pochodzenie afroeuropejskie (to Kreole). Co dwudziesty pochodzi z mieszanego związku afrykańsko-indiańskiego (tzw. Garifuna), a Majem czystej krwi jest tylko co dziesiąty obywatel Belize.

W pogoni za kolacją. Te żółte ryby to W pogoni za kolacją. Te żółte ryby to "sniper for supper". Wyglądają ładnie, jeszcze lepiej smakują. fot. Marcin Jamkowski

Błękit widzę! Błękit!

Granatowa otchłań pod moimi płetwami ciągnie w dół z magnetyczną siłą. Wypuściłem już powietrze z kamizelki i opadam wzdłuż ściany jednego z najdziwniejszych tworów morskich świata. Great Blue Hole to nic innego jak wielka, idealnie okrągła studnia w płytkiej rafie koralowej dwie godziny łodzią od brzegu. Ma 300 m średnicy i 145 m głębokości. Wypełniona ciemnogranatową głęboką wodą, wygląda na tle okalających ją jasnoniebieskich płycizn jak oko wielkiego zwierzęcia.

Do początku lat 70. nie było wiadomo, jak ten przedziwny twór geologiczny powstał. Za jedną z najbardziej prawdopodobnych uważano hipotezę, że wielka dziura w rafie jest śladem po upadku bliżej niezidentyfikowanego meteorytu. Miejscowi twierdzili, że w głębinach Blue Hole żyją wielkie morskie potwory. Dopiero gdy na miejscu zjawił się Jacques Yves Cousteau, mroki tajemnicy zaczęły się rozjaśniać. Okazało się, że w czasie ostatniego zlodowacenia, gdy poziom mórz był niższy o kilkadziesiąt metrów, Blue Hole była wielką jaskinią. Typowe procesy krasowe spowodowały erozję wapiennej skały oraz utworzenie się studni i wspaniałych nacieków, których resztki jeszcze mogą podziwiać nurkowie. Kiedy region nawiedziło trzęsienie ziemi, w jaskini zawalił się strop. Reszty dokonały tropikalne deszcze i fale podnoszącego się morza.

Przypominam sobie tę historię, opadając w dół przy ścianie. Gdzieniegdzie zaczepiły się na niej pojedyncze koralowce, rozłożyste gorgonie. Razem z moją partnerką Marzeną (nurkową i życiową) oglądamy ślady nacieków wapiennych i rozkoszujemy się widokami krystalicznego granatu wody. Wspaniałe jest to opadanie - jakby grawitacja tylko delikatnie nas wszystkich muskała. Leci się przy ścianie, ale tak powoli, jakby się było piórkiem... No, dość tych uniesień! Jesteśmy na 45. m! Na tej głębokości przed nami otwiera się grota, a w niej las kilkunastometrowych stalaktytów wiszących ze stropu niczym gigantyczne zęby w paszczy ogromnej ryby głębinowej.

Wpływamy pomiędzy te wapienne słupy jak do gęstego lasu. Buszujemy, bawimy się odurzeni azotem krążącym we krwi. W drodze powrotnej na powierzchnię mijam się z kolejnym rekinem. I choć należy do innego, nieco groźniejszego gatunku, to nie robi już na mnie wrażenia. W końcu jestem żółwiem!

Kolejne dni nurkowania na rafach Belize przynoszą następne wspaniałe doznania. Pewnego razu przypływają do nas pod wodą delfiny. Dwa ssaki dołączyły się do naszej grupy nurków i pływały z nami wzdłuż rafy przez prawie godzinę. Bawiły się, łapały bąble powietrza, wygłupiały się, stawały na nosie, pozowały do zdjęć, ale ani razu nie pozwoliły się dotknąć. Musiały rozumieć, że głęboka woda nie jest naturalnym środowiskiem człowieka, bo wabiły nas cały czas na płyciznę, aż w końcu porzuciły... pod łódką, którą przypłynęliśmy!

Innym razem nadciągnęły wielkie płaszczki. Leciały, machając wielkimi płetwami, jak jakieś mezozoiczne ptaki swymi dziwacznymi skrzydłami. Minęły nas, nie zauważając. Nie udało nam się za to spotkać manatów - anemicznych, niezwykle przyjaznych krów morskich, chowających się przed zgiełkiem motorówek w gęstwinie lasów namorzynowych.

Piramida słońca w Chichén Itzá. Piramida słońca w Chichén Itzá. fot. Marcin Jamkowski

Motyle w cieniu piramid

Na długo przed przybyciem konkwistadorów na ląd amerykański lasy Jukatanu zamieszkane były przez lud Majów. Każdy, kto interesuje się Ameryką Środkową, zna ich zapewne jako krwiożercze bestie z filmu "Apocalypto". Ich rytuały bywały krwawe i niezrozumiałe. Jednak obraz Mela Gibsona jest dla Majów szalenie krzywdzący. Piramidy, jakie zbudowali 1,5 tys. lat temu, do dziś zachwycają pięknem i precyzją. Sztandarowe obiekty dumy ich architektów znajdują się w Meksyku (Chichén Itzá) i Gwatemali (Tikál). Kilka jest też w Belize, polecam Xunantunich - blisko granicy z Gwatemalą. Wspaniałe kamienne ostrosłupy górują nad gęstą puszczą. Mało turystów, daleko od szosy, kapitalna atmosfera.

Chodząc po tych ruinach, łatwo sobie uświadomić, jak potężne było państwo Majów (a właściwie federacja państw-miast) - najpotężniejsze państwo Ameryki Płd., oparte na wiedzy i odkryciach naukowych. Używali 365-dniowego kalendarza. Do algebry wprowadzili pojęcie zera i opracowali system liczbowy na długo przed Arabami. Stworzyli też własne pismo obrazkowe, wciąż nie w pełni rozszyfrowane. Aż trudno uwierzyć, że kwitnące państwo Majów załamało się nagle około X w. naszej ery. Prawdopodobnie było to skutkiem 200-letniej katastrofalnej suszy. Xunantunich i inne miasta wyludniły się i z czasem pochłonęło je zielone piekło tropikalnego lasu. Do życia przywrócili je dopiero w XX w. archeolodzy.

ameryka północna, podróże, wakacje, W krainie Majów: podróż do Belize, Podopieczny farmy motyli Xunantunich. fot. Marcin Jamkowski

Xunantunich warto odwiedzić też dla leżącej niedaleko farmy motyli - Tropical Wings Nature Center. Pod ogromnym namiotem z drobnej siatki żyje 30 gatunków (z 600 występujących w Belize) zdobnych owadów. Najlepiej przyjść o świcie, wtedy jest szansa na bycie przy narodzinach motyli, gdy wykluwają się z kokonu i rozkładają skrzydła. Niepowtarzalne wzruszenie. Nawet dla twardzieli.

A pod wodą...

Korytarz ma kilka metrów średnicy. Jego urodę doceniam dopiero w świetle mocnej latarki, bo słońce nie dociera tu nigdy. Nawigacja w cenotach nie jest prosta, od głównego ciągu co rusz w bok odchodzą inne. Niektóre kończą się obszerną salą, są i takie, które ciągną się kilometrami. Do ich pokonania nurkowie używają podwodnych skuterów, holujących torped o napędzie elektrycznym. Na głębokości kilkunastu metrów czeka jeszcze jedna atrakcja - przejście przez haloklinę. Tak nazywa się granica wody słodkiej i słonej wpływającej z Morza Karaibskiego. Na styku tych dwóch cieczy światło się załamuje, odbija i wariuje. Wzrok się mąci, obraz drga, a człowiek doznaje czegoś, co porównać można do fatamorgany. Absolutny odjazd! I to w wąskim korytarzu. Pod wodą, pod ziemią...

W zalanych wodą jaskiniach łatwo zabłądzić. W najniebezpieczniejszych miejscach nurkowie poustawiali tablice: "Jeszcze możesz zapobiec własnej śmierci. Nie płyń dalej, jeśli nie jesteś doświadczonym nurkiem jaskiniowym". Oglądam sportretowaną tam nurkową śmierć z kosą, odwracam się i powoli płynę do wyjścia. Nie chcę przecież stać się jeszcze jedną ofiarą bóstw Majów.

głuptak głuptak fot. Marcin Jamkowski

Półksiężycowa ojczyzna głuptaków

Belize, choć znane jest głównie ze wspaniałej obfitości życia podwodnego, to i w powietrzu ma statystyki równie zachwycające. Jednym z najciekawszych miejsc do obserwowania ptaków jest Half Moon Caye, czyli wysepka półksiężycowa. Z daleka wygląda jak bezludna wysepka Robinsona Crusoe. Gdy podpływa się bliżej, widać zardzewiałą latarnię morską i kilka parterowych domeczków. Pomiędzy palmami rozwieszone hamaki, piaszczyste alejki wyznaczone rzędami muszli... no, po prostu rajskie widoki! W niedużym lesie palmowym czeka jeszcze jedna niespodzianka - ogromna kolonia ptaków. Na drzewach na wysokości kilku metrów nad ziemią gnieżdżą się głuptaki i fregaty. Można je podglądać z platform wybudowanych dla miłośników ornitologii. Ptaki niemal zupełnie nie boją się ludzi - nie zdarzyło się bowiem, by ich spokój ktokolwiek tam zakłócał. Całość sprawia rewelacyjne wrażenie - mimo kakofonii dźwięków i dość, hmm..., rybiego zapachu!

Najwięcej ptaków jest na początku roku (styczeń-marzec). Młode głuptaki na świat przychodzą w marcu. Na wyspie zarejestrowano 120 gatunków ptaków. Są także wspaniałe wielkie jaszczury - iguany. Warto zahaczyć o wysepkę np. podczas podróży na nurkowanie w Great Blue Hole.

Informacje praktyczne

Waluta: Dolar belizeński (BZD), sztywno związany z walutą amerykańską - za jednego dolara USA dostajemy dwa miejscowe.

Wizy: dla Polaków niepotrzebne przy pobytach do 90 dni. Przy wjeździe do Belize wymagane jest okazanie biletu powrotnego oraz pieniędzy na utrzymanie się w czasie pobytu.

ameryka północna, podróże, wakacje, W krainie Majów: podróż do Belize, Belize - kraina wiecznej szczęśliwości i karaibskiego wypoczynku.fot. Marcin Jamkowski

Klimat: Wyśmienity! Zwłaszcza wieczorami. W ciągu dnia temperatury wahają się od 23 do 28 st. C.

Języki: Urzędowym jest angielski i w nim można się wszędzie bez trudu porozumieć. Miejscowi mówią po kreolsku, w języku Majów, a na zachodzie kraju po hiszpańsku.

Zagrożenia: Typowe choroby tropikalne (włącznie z malarią), przed wyjazdem należy odwiedzić lekarza specjalistę. Choć kobiety Karaibów są piękne i niezbyt oporne, to z uwagi na wielki odsetek nosicielek różnych mniej lub bardziej uleczalnych chorób należy zachować wstrzemięźliwość seksualną. W dużych miastach zdarzają się napady na turystów.

Bankomaty: Niewiele. Lepiej podróżować z gotówką. Za wiele usług (np. nurkowanie) opłaty są przyjmowane w dolarach amerykańskich (a i euro nikt nie gardzi).

Przelot: Warszawa - Belize to koszt ok. 4800 zł w lecie i ok. 4100zł poza szczytem urlopowym. Można też lecieć do meksykańskiego Cancu´n i stamtąd autobusem do Belize City.

Noclegi: Na wysepce Caye Caulker (wyśmienity punkt wypadowy na nurkowanie) noclegi w hotelach kosztują od 60 dol. amerykańskich. Kwaterę prywatną bez trudu można znaleźć za jedną piątą tej ceny. Podobnie wyglądają ceny na kontynencie. Na prywatnej wysepce Caye Chapel - zamienionej w całości na pole golfowe - pokój na jedną noc kosztuje ponad 1000 dol. amerykańskich. Podobno warto, ale i tak wszystko już wyprzedane...

 

Artykuł opublikowano w 2008r i zaktualizowano w 2013 r.

Więcej o: