Gazeta.pl > Logo24 >  Po robocie

Podróż po Jukatanie: tequila, piramidy i nurkowanie

Łukasz Figielski
03.04.2013 03:28
A A A Drukuj

fot. Małgosia Gałązka, Victor Torres/Shutterstock

Człowiek kreuje podług planu, przyroda płata psikusy. Są ułomne regiony jak Sahara czy Antarktyda. I jest Jukatan. Geografię skończyłem wieki temu z wynikiem dostatecznym, nauczyciel nie miał dla nas czasu. Słabo rozumiem fenomen charakterystycznych dla tego regionu studni krasowych zwanych cenote. W każdym razie to takie dziury w ziemi, z wodą gruntową, czasem zakryte w grocie, czasem olśniewająco odkrywające swe tajemnice turystom nawierzchnim. Jest tego bez liku, od pięciogwiazdkowych "must sees", po schowane w ogródkach chłopów. Lecz i tak łatwe do odnalezienia dzięki GPS-owi, Lonely Planet i kierunkowskazom.

Zaczynamy od położonej o rzut kokosem od najważniejszej piramidki (patrz dalej: Chichén Itzá) studni zwanej Ik Kil. Hasło jak z Tarantina. Wokół biznes turystyczny, kasa na wejściu jak przy diabelskim młynie w wesołym miasteczku. Lecz wystarczy przejść przez bramkę, by zrozumieć, że cud natury to nie lunapark. Oczko o średnicy 20 m otulają wysokie na 20 m skały, roślinność zbiega do wody równie ochoczo jak turyści, słońce widzi w niej swoje oblicze, kąpiesz się z rybkami... Jak u Disneya, spójrz na zdjęcie powyżej!

Nasze autko zatrzyma się potem przy paru otwartych cenotach. Ukochaliśmy miejski, w trzeciej największej (50 tys. osób) aglomeracji stanu - Valladolid. Cenote Zaci znajduje się na skrzyżowaniu Calle 34 i 37. Bilety parę peso. Na miejscu nikogo, bo jest środek dnia w środku tygodnia. Na naszym basenie widoki nie mniej spektakularne niż w Ik Kil i dają kapok do pływania. Bo choć przez krystalicznie czystą wodę wydaje się, że możesz stanąć na dnie, oczka są głębokie na kilkadziesiąt metrów.

Wśród odhaczonych cenot nie zabrakło zamkniętej. Wybraliśmy Dzitnup. Z majska "cenote" wymawiamy "dzonot". Wychodzi dzonot Dzitnup. To także miejsce turystyczne. Zimno podświetlone na fioletowo i zielono, jak techno party lat 90. Ale pustawe, pod ziemią, nasze. Można się kąpać, jest mistycznie. Po wyjściu kupujemy mleko kokosowe - owoc zostaje wyskrobany i podany przez dziewczynkę, już od parkingu obskakującą wraz z kolegami podróżnych. Wsiadamy do autka, otwieramy okna (i szybko zamykamy, z klimą źle, ale bez niej - jeszcze gorzej). Jedziemy tam, gdzie chcemy.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX