Styl życia: domowe symulatory lotu

Latanie na symulatorach to setki godzin poświęconych na zbudowanie kokpitu samolotu oraz naukę procedur i przepisów. Oraz oczywiście zabawa, ale bardzo, bardzo realistyczna. Brakuje chyba tylko, by żony przebierały się za stewardesy.
Styl życia: domowe symulatory lotu Styl życia: domowe symulatory lotu fot. Albert Zawada

Boeing w piwnicy

Strome schody z sypialni prowadzą wprost do małej piwnicy. - Ostrożnie, pierwszy stopień trochę się buja - ostrzega Jacek Miazek, gospodarz tego domu na warszawskim Bemowie. Po drodze do schodów minęliśmy kolekcję mieczy, kilka modeli samolotów, klatkę z papugami, drugą klatkę z królikami oraz małe jaszczurki. Od razu widać, że człowiekowi, który tu mieszka, jedna pasja do życia nie wystarcza. - Prawda. Nie lubię się nudzić - uśmiecha się Jacek.

Zatrzymujemy się na chwilę przy jaszczurce. - To anolis karoliński. Wczoraj się urodziła - wyjaśnia gospodarz, pokazując trzycentymetrowe gadziątko. - Teraz poluje na świerszcze. Słyszysz, jak cykają?

Słyszę. Do świerszczy jednak odwracamy się plecami. Musimy być frontem do komputera, w którym Miazek zapisuje, ile paliwa potrzebuje boeing 737, by przelecieć z greckiej wyspy Zakintos na Morzu Jońskim na Korfu. Zaraz będziemy na tej trasie lecieć. Jacek, jako kapitan, i ja - po jego prawej ręce, na miejscu pierwszego oficera. - Lubię latać po Grecji - uśmiecha się Jacek. - Są tam piękne lotniska z trudnymi podejściami.

Lot wykonamy w symulatorze, który jest zrobiony na wzór prawdziwej kabiny boeinga, w skali 1:1. Tylko zamiast lotniczych foteli ma dwa samochodowe, z jakiejś hondy ze szrotu - samolotowe kosztują po 5 tys. dolarów za sztukę.

- Będziemy lecieć offline, więc troszkę sobie tę trasę przyspieszymy. Będzie prawie jak w realu, tylko nie będzie trzęsło. Ale za to pogodę będziemy mieli dokładnie taką, jaka jest teraz na Zakintos. Nawet chmury będą tego samego rodzaju. Programy pogodowe dla symulatorów są dziś naprawdę doskonałe.

Dzięki temu wiemy, że na Zakintos wiatr wieje właśnie z prędkością 8 węzłów, widoczność jest niezła i wynosi 10 kilometrów, a temperatura jak na Grecję nie za wysoka - 14 stopni Celsjusza.

Jacek wysyła kontrolerowi plan lotu i czekamy na jego akceptację. Potem tankujemy samolot, liczymy zużycie paliwa, wyważamy środek ciężkości, znów gadamy z kontrolerem. Trochę to wszystko nużące, ale - jak zapewnia Jacek - tylko dzięki odbyciu wszystkich etapów przygotowania samolotu można zbliżyć się do prawdziwego latania.

Jacek wprawdzie lata w świecie wirtualnym, ale stara się możliwie najdokładniej odtwarzać rzeczywistość. - Zaczęło się od tego, że jako dzieciak z balkonu mojego bloku widziałem samoloty zniżające się do lądowania - opowiada. - Zacząłem marzyć, że będę pilotem. Zdawałem do Dęblina, ale się nie udało. Wtedy się wkręciłem w modelarstwo. Skoro nie mogłem latać, to kleiłem samoloty; najróżniejsze modele, ale głównie wojskowe - dodaje Miazek, a tymczasem kontroler wreszcie wydaje nam zgodę na kołowanie i start. Mamy na pokładzie 109 pasażerów, w tym siedmioro w pierwszej klasie. Ruszamy.

Zachód słońca nad Korfu

W symulatorze Jacka najbardziej zaskakują mnie dźwięki, które dokładnie znam z prawdziwych samolotów. Cokolwiek robi kapitan Miazek - włącza sygnalizację "zapiąć pasy", rozpędza samolot, chowa podwozie - brzmi to jak w realu. Kiedy wreszcie osiągamy wysokość przelotową, patrzę na greckie góry i sam jestem zaskoczony, jak bardzo dałem się wkręcić w ten udawany lot. Silniki buczą, kontrolki migają, a Jacek, żeby było ładniej, przestawia program o kilka godzin w przód i robi nam zachód słońca. Dzięki temu Korfu wygląda niemal jak prawdziwe.

- Wiesz, mój dom stoi na podejściu na Okęcie, na pas numer 15 - mówi Jacek, zbliżając się do greckiego lotniska. - To rzadko używany pas, ale jak już na nim lądują, lecą naprawdę nisko. Aż się dziwię, że mój syn nie połknął bakcyla. Może przez to, że jak był mały, bez przerwy go woziłem na Okęcie?

- A żona?

- To ciekawe, bo ona wszystko umie zrobić przy symulatorze, łącznie z rzeczami technicznymi. Ostatnio bardzo mi pomogła; razem zreperowaliśmy pedały. Tam jest dość skomplikowany siłownik i żona dała sobie z nim radę. Ale do latania jej nie ciągnie.

Lądowanie zaliczamy twarde, bo trochę się zagadaliśmy. Na szczęście kontroler nic nie zauważył. Pod nasz samolot podjeżdża już autobus po pasażerów.

Styl życia: domowe symulatory lotu Styl życia: domowe symulatory lotu fot. Michał Łepecki

Wieża w bloku

Komputer, dwa monitory, kartka i długopis. To całe wyposażenie stanowiska kontroli lotów, z której Rafał Bardel kontroluje przestrzeń lotniczą czasem nad Warszawą, czasem nad Krakowem, a czasem - jeśli inni kontrolerzy są akurat zajęci - nad całą Polską. - Na jednym monitorze mam podgląd konsoli radarowej. Na drugim - mapy i inne potrzebne rzeczy - mówi. - Jest tego sporo; trzeba być naprawdę skupionym.

Bardel skończył specjalny kurs, zakończony egzaminem - nie muszą ich kończyć piloci, ale kontrolerzy już tak. Lotniska, które obsługuje, ich procedury, wektory odejścia na drugi krąg i wszystkie ważne szczegóły ma w małym palcu. Gdy wydaje komendy kolejnym pilotom zbliżającym się na Okęcie, aż trudno uwierzyć, że jego stanowisko znajduje się w mieszkaniu na jednym z krakowskich osiedli, a samoloty, które naprowadza na pas albo którym wydaje zgody na kołowanie i start, to podłączone do sieci VATSIM symulatory.

- Pasja zaczęła się jeszcze w głębokim PRL-u - opowiada kontroler. - Pamiętam, że patrzyłem na przelatujące samoloty i marzyłem, że kiedyś będę taki pilotować. Niestety, wtedy jedyną drogą do lotnictwa było wojsko, a na taką karierę nie miałem ochoty. Na kilkanaście lat musiałem te marzenia odłożyć, aż technologie informatyczne rozwinęły się na tyle, że do tych marzeń można było wrócić. Pierwszy symulator? To był bardzo prosty program; lotnisko wyglądało jak prostokąt. Startowało się z jednego prostokąta i lądowało na drugim. Od tamtej pory poszło to niesamowicie do przodu. Dziś ludzie robią całe kokpity z panelami, monitorami i przyciskami jak w prawdziwym samolocie.

Bardel też zaczynał jako pilot i do dzisiaj lata we własnym symulatorze. - Dlaczego zająłem się dodatkowo kontrolą lotów? Nie wiem. Trudno mi to wytłumaczyć. Jak ktoś lubi łowić ryby, też ciężko mu będzie wytłumaczyć, dlaczego raz je łapie na zwykłą wędkę, a innym razem woli spinning.

Katastrofa: "off"

Kontrolerzy w świecie wirtualnym są podzieleni dokładnie tak, jak ich koledzy w realu. Najmniej doświadczeni zajmują się obsługą naziemną. Oczko wyżej są ci, którzy nadzorują starty i lądowania. Kolejny stopień wtajemniczenia to kontrola przestrzeni powietrznej. Najwyższy - kontrola obszarowa. Szkolenie trwa nawet sześć miesięcy. - Kontroler jest trochę jak lekarz - mówi Bardel. - Wiedza niby cały czas ta sama, ale co chwila zmieniają się jakieś przepisy i procedury. Musimy za tym nadążać, bo w wirtualu latamy i kontrolujemy dokładnie tak samo jak w realu. Różnica jest taka, że u nas czasem jeden kontroler musi obsłużyć wszystkie polskie lotniska. Jest nas po prostu mało, tylko 50 na cały kraj.

Rafał jest szefem polskiego odziału sieci VATSIM i, jak jego koledzy, podchodzi do sprawy bardzo poważnie. - Mamy regulamin, który sprawia, że nie można sobie za bardzo pożartować - mówi. - Kiedy jesteśmy online, nie będziemy powtarzać manewru kapitana Wrony i lądować bez podwozia. Nie symulujemy też katastrof ani wypadków. Jeśli pilot zgłasza tego typu problem, kontrola ma prawo odmówić mu usług.

- Dlaczego?

- By nie psuć zabawy innym. Wszyscy latamy z opcją "katastrofa wyłączona". Choć oczywiście zdarza się, że ktoś ma małe pole widzenia lub inną scenerię lotniska i wjedzie w ogon koledze z przodu lub zahaczy o coś skrzydłem. Albo walnie o ziemię trochę mocniej niż normalnie. W realu by się rozbił, ale u nas jedzie dalej.

- A porwania samolotów?

- Regulamin tego zabrania. Zresztą w przypadku porwania pilot ma obowiązek wpisać specjalny kod cyfrowy transpondera. Jeżeli to zrobi, zostanie wylogowany z sieci.

Mimo to zdarzają się wpadki. Najczęstsza? Pilot, który dopiero się uczy, znienacka pojawia się na pasie, na którym ktoś właśnie ląduje. - Wtedy jako kontroler najczęściej zarządzam odejście na drugi krąg. Czyli? Nakazuję przerwanie podejścia i odejście na pełnej mocy.

Styl życia: domowe symulatory lotu Styl życia: domowe symulatory lotu fot. archiwum prywatne

Najpierw nauka, potem latanie

Leszek Jarosz, do niedawna korespondent TVN24 z Brukseli, na co dzień biega z kamerą i mikrofonem za europosłami, komisarzami i innymi unijnymi szychami.

Kiedy kończy się pracowity dzień reportera telewizji, Leszek dla relaksu siada za sterami embraera 175 i leci z Warszawy do Pragi. Albo za sterami ATR-72 z Poznania do Szczecina. - Wiele lat temu chciałem zostać pilotem linii lotniczych - mówi. - Niestety, mam problemy ze wzrokiem i mogłoby się w trakcie robienia licencji okazać, że licencję mam, ale nie przejdę badań lekarskich i latać nie mogę. A licencja kosztuje 200-250 tysięcy złotych...

- Jak się zaczęła twoja przygoda z symulatorem?

- Siedem lat temu, od laptopa i wolantu - czyli steru samolotowego podłączonego do komputera. Z czasem wszystko rozbudowywałem. To niesamowity rynek, wszystko możesz dokupić. Ja najpierw kupiłem panel radiowy, potem - ster kierunku. Teraz mam trzecią wersję symulatora.

Do tego skrzynkę, monitory, rzutnik.

Jarosz, jak większość pilotów, zaczynał od latania offline. - Trenujesz starty i lądowania na różnych lotniskach i według różnych procedur. Lecisz w ciekawe trasy. Fajnie jest. Choć jest też trochę pracy. Żeby nauczyć się latać na symulatorze, musimy przyswoić bardzo dużo wiedzy; na przykład dokumentacji do boeinga 737 jest 3,5 tysiąca stron. Masz w tym tak zwane tutoriale - czyli opis przykładowych lotów krok po kroku. Do tego książki z procedurami standardowymi i awaryjnymi. Uczysz się, jak się zachować, gdy na przykład spada ciśnienie w kabinie. Poznajesz setki cech danego samolotu: minimalną długość pasa do startu czy lądowania, maksymalną masę startową, obsługę poszczególnych systemów, autopilota itp. Naprawdę jest tego sporo?

Bez podwozia nie ląduję

- Próbowałeś się rozbić? Albo wylądować bez podwozia? - dopytuję.

- Online nigdy, my to traktujemy naprawdę poważnie - krzywi się Leszek. - Offline teoretycznie możesz się powygłupiać i polatać pasażerskim odrzutowcem między warszawskimi drapaczami chmur. Ale w tym hobby chodzi o to, by poczuć klimat prawdziwego latania. U nas wszystko, i kontrolerzy, i urządzenia, i nawet pogoda, jest jak w prawdziwym samolocie. Większość z nas spokojnie by sobie poradziła w profesjonalnym symulatorze.

- Tylko w symulatorze? A w samolocie nie?

- Nie zawsze i nie do końca. W naszych symulatorach odwzorowanie fizyki lotu nie jest doskonałe. Na przykład nie wypadniesz z pasa, bo jest oblodzony, a w profesjonalnym symulatorze - jak najbardziej.

- A miałeś jakieś stresujące sytuacje?

- Największy stres to pierwszy lot online - wspomina Leszek. - Wiesz, że jak popełnisz błąd - przestrzelisz zakręt albo źle wykonasz procedurę podejścia - wszyscy będą to widzieć. Wtedy poszło dobrze, ale raz w Pradze kontroler musiał mnie odesłać na drugi krąg, bo nie zrozumiałem jego komendy i nie wykonałem polecenia. Najadłem się wstydu.

Leszek był niedawno na wielkich targach lotniczych w Farnborough.

- Wsiadłem do profesjonalnego symulatora eurofightera. Facet z obsługi popatrzył się na mnie z politowaniem: o, kolejny koleś się przyszedł pobawić. A ja tego eurofightera sam posadziłem - choć nie było to lądowanie idealne.

Bardzo się człowiek zdziwił. Ale najmilej mi się zrobiło, jak zacząłem rozmawiać z pilotami, a jeden z nich pyta: a ty gdzie latasz? To najfajniejszy komplement, jaki mogłem od nich usłyszeć.

Styl życia: domowe symulatory lotu Styl życia: domowe symulatory lotu fot. Albert Zawada

Nauka

Nie wystarczy zakup sprzętu, by latać na symulatorze. Na półkach członków VATSIM stoją profesjonalne podręczniki pilotażu, instrukcje obsługi samolotów (ta do boeinga 737 liczy 3,5 tys. stron!), podręczniki z procedurami itp. Bez takiej wiedzy można tylko pobawić sie offline.

Pianista od lotnisk

VATSIM - Virtual Air Traffic Simulation Network - to środowisko, które próbuje możliwie wiernie odtworzyć latanie pasażerskie.

W Polsce lata w sieci ponad pół tysiąca osób. Na świecie zarejestrowanych jest ponad milion użytkowników.

Właścicielem jednej z firm, która produkuje plany lotnisk i krajobrazy, jest znany pianista Stanisław Drzewiecki. "Są to komputerowe modele lotnisk, miast i innych dowolnych obszarów rzeczywistego terenu, pozwalające na ćwiczenie podchodzenia do lądowania, kołowanie, startowanie w środowisku, które wygląda tak jak w rzeczywistości" - mówił o swojej firmie w jednym z wywiadów.

Symulatory są najróżniejsze: od zbitych z desek i sklejki, po takie z zestawem siłowników, które próbują nawet odtwarzać turbulencje.

Nie tylko boeingi

Do latania trzeba mieć średniej jakości komputer, procesor czterordzeniowy i mocną kartę graficzną. Koszt domowego symulatora zaczyna się od kilkunastu tysięcy, ale niektórzy latają dużo taniej, za pomocą myszki, laptopa i joysticka.

Członkowie VATISM-u latają na samolotach pasażerskich, ale w sieci są i inne środowiska dla wirtualnych pilotów. Na przykład fani samolotów wojskowych odtwarzają całe bitwy, choćby z II wojny światowej. - Słyszałem o chłopaku, podłączającym się pod akumulator - opowiada Leszek Jarosz, o którym obok. - Jak dostaje serię od innego samolotu, kopie go prąd.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie są szroty ze zdezelowanymi samolotami, powstają symulatory złożone z prawdziwych części samolotu. Dlaczego u nas nie? - Do Polski byłoby strasznie drogo to sprowadzić - tłumaczy Jacek Miazek. - Ale za to u nas powstają ostatnio symulatory F-16. Niedawno jeden był do kupienia na Allegro.

Komentarze (16)
Styl życia: domowe symulatory lotu
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Dziki

    Oceniono 89 razy 79

    To mu facieci mamy dziwne hoby?
    A co w takim razie mamy powiedzieć o zainteresowaniach Pań?
    Hobby pt "wydam wszystkie swoje i mojego faceta pieniądze na zakupy" to jest Hobby przez duże H :)

  • Gość: grzeg

    Oceniono 11 razy 9

    Proste pytanie: slowo "mezczyzna" jest juz zakazane, musi by "facet"?

  • Gość: gordon freeman

    Oceniono 26 razy 8

    > trzeba mieć średniej jakości komputer, procesor czterordzeniowy i mocną kartę graficzną.

    Ja mam pytanie: posiadanie średniego kompa nie wystarczy?
    Muszę oprócz tego mieć jeszcze ten procesor i kartę?

  • Gość: greg

    Oceniono 8 razy 6

    Najlepiej mieć takie hobby jak większośc facetów w kraju: hodowanie brzusznej piwnej opuchlizny ,w gaciach przed tv. Wtedy żona zadowolona, ma chopa w domu, koleżanki zrozumieją jak im się poużala a i żadna jej chłopa nie odbije.

  • Gość: Misiek

    Oceniono 11 razy 5

    Cudze hobby może być dziwne - i OK, jest przecież CUDZE, a nie moje. A jak jest cudze, to co mnie ono obchodzi ? Nic.
    Ja mam swoje hobby, do którego nie pozwalam się nikomu wtrącać, a ktoś ma swoje , do którego ja się nie wtrącam, bo to nie moja sprawa. I OK.

  • Gość: proflight

    Oceniono 1 raz 1

    Jakby komuś domowy sim nie wystarczył, który nie oddaje przechyłów i przeciążeń, zawsze są symulatory Full-Flight: http://www.pro-flight.pl/

  • Gość: http://www.purewatertogo.org

    0

    Wie�a w bloku polxix

  • Gość: FF

    0

    Jakiej pierwszej klasie???

  • Gość: RedStar

    Oceniono 14 razy -4

    A tyle ludzi głoduje, kolektyw powinien zarekwirować te jego ekstrawagancje!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX