Test: tydzień z rowerem (zamiast samochodu). Da się?

Mówisz - rower, myślisz - weekend. Ale przecież są tacy, którzy wykorzystują rower na co dzień. Czy to możliwe? Czy da się zrezygnować z auta? Jako zagorzały fan czterech kółek i dziennikarz motoryzacyjny dobrowolnie zgodziłem się na tygodniowy test.
1 Jazda rowerem po mieście Jazda rowerem po mieście fot. Dariusz Borowicz

Pożegnanie z samochodem

Pojazdy testuję regularnie. Tym razem jednak zamiast nowym modelem Mercedesa CLA czy Toyotą RAV4 będę jeździł rowerem. Kross Inzai ma mi przynieść sporo frajdy, łyk, a raczej haust, zdrowia, no i oszczędności w czasie. W arkany rowerowego świata wprowadzi mnie Rafał "Raffi" Muszczynko. Działa w organizacjach propagujących jazdę na rowerze, m.in. Miasto dla Rowerów, Zielone Mazowsze i Warszawska Masa Krytyczna. Ta ostatnia szczególnie zalazła mi za skórę, bo ich przejazdy zazwyczaj blokują ruch w mieście. O co ci ludzi walczą? Jakie są ich postulaty? Co chcą zmienić?

Spróbuję spojrzeć na miasto z ich strony. Pełen entuzjazmu postanawiam, że przez tydzień nie dotknę samochodu, wypełniając codzienne obowiązki. Dziecko do przedszkola, później do pracy. W drodze powrotnej małe zakupy i kilka spraw do załatwienia. Żadnej taryfy ulgowej.

Mój stosunek do rowerzystów w mieście nie jest przychylny. Nigdy się z tym nie kryłem, choć rower nie jest mi obcy. Czasy licealne to wyprawy w Tatry, pierwsze amortyzatory olejowo-gazowe Marzocchi, a później wyjazdy do Francji, Holandii i Włoch. 100 km w nogach? Nic nadzwyczajnego. Także w deszczu, zimnie i z pękniętą ramą. Do tego spanie w namiotach czy na boisku piłkarskim, gotowanie na butli gazowej. Ale to były dawne czasy i przede wszystkim - wakacje. A teraz rower ma być codziennością.

Plan był taki, żeby moim tygodniem na rowerze otworzyć wiosnę. Ale pewnie przypominacie sobie, jak wyglądała ta wiosna - trafiłem na tony śniegu. Do rekordu zim stulecia było daleko, ale pierwsze dni kwietnia z zacinającym śniegiem i temperaturą poniżej zera nie dodawały otuchy.

Prolog

Przed moim debiutem Raffi nalega na spotkanie. Trzeba wybrać trasę i przygotować się do jazdy. Trochę mnie to zdziwiło. Czym tu się przejmować? Wsiadam i jadę. Okazuje się, że lepiej faktycznie sprawdzić, którędy najwygodniej. Gdzie jest ścieżka rowerowa, gdzie korzystać z chodnika (choć to dozwolone tylko wyjątkowo), a gdzie trzeba ulicą (i jak poszukać tych spokojniejszych). Tym bardziej że pierwsze dwa kilometry to jazda z przyczepką dla dziecka. Mam co prawda prawo jazdy kategorii E (przyczepka), ale na rowerze to dla mnie zupełna nowość.

2 Jazda rowerem po mieście Jazda rowerem po mieście fot. Dariusz Borowicz

Etap 1, wtorek

Blachosmrodziarz i ekooszołom, czyli dwaj dżentelmeni, na co dzień po przeciwnych stronach barykady, próbują zrozumieć siebie nawzajem

- Zaczynasz w miejscu, w którym wielu nigdy nie kończy - mówi Raffi. Zacinający śnieg, temperatura bliska zeru i zamiast przyjemności brzemię obowiązku: dziecko do przedszkola i dalej do pracy. A później z powrotem. Obok mnie Raffi, na pierwszą turę nie puścił mnie samego. Jedzie na rowerze dziwolągu - w pozycji półleżącej, z kierownicą pod tyłkiem. On mało widzi, jego nie widać w ogóle, no i jak tu się przeciskać obok samochodów? Mimo to cały czas mnie przekonywał, że rower poziomy to najwygodniejszy sposób podróży. Jakoś trudno mi w to uwierzyć.

Na moją przejażdżkę, ze względu na pogodę, wybrałem buty zimowe. Trudno, będę się gotował przez cały dzień w pracy, ale przynajmniej po drodze nie zmarznę. Miało być ciepło i przyjemnie, ale zamiast "Przedwiośnia" Żeromskiego mamy "Królową śniegu" Andersena. Do tego spodnie narciarskie, koszulka termiczna, bluza, kurtka i obowiązkowe rękawiczki. Czapkę po kilkudziesięciu metrach sobie podarowałem. Znacznie przyjemniej, gdy powietrze chłodzi czoło. Czy zdrowo, nie wiem, przekonam się za tydzień.

Ustaliliśmy, że ja jadę pierwszy i dyktuję tempo. Nie mam licznika i dobrze, bo jak się patrzy na prędkość, to człowiek chce mocniej cisnąć na pedały. A trzeba przecież spędzić dzień w pracy i wrócić do domu. Trasa wiedzie przez samo centrum Warszawy. Samochody, autobusy, tramwaje. Gdybym siedział w ciepłym aucie, słuchając muzyki, zdziwiony patrzyłbym na tych dwóch wariatów na rowerach w tak paskudną pogodę.

Na własne życzenie tym wariatem stałem się ja. I wystawiłem się na podobnie złośliwe komentarze wyprzedzających nas co chwilę kierowców. Każda próba jazdy blisko prawego krawężnika kończyła się upomnieniem od Raffiego. Dlaczego? Bo jak twierdzi, zamykam sobie pole manewru w razie nagłych zdarzeń i prowokuję kierowców do wyprzedzania bez zachowana minimalnej odległości 1 metra. Może i racja. Czuję jednak jakąś niezręczność, jadąc metr od krawężnika, niemal środkiem pasa. Swoją drogą, rower jest przecież pełnoprawnym środkiem transportu, o czym niestety także i ja często zapominam, jadąc samochodem.

Bliżej centrum próbujemy wbić się na ścieżkę rowerową. Jeśli jest, rowerzysta musi z niej korzystać. Chyba że... No właśnie. Warszawscy urzędnicy nie są naszymi sprzymierzeńcami. Ścieżki zasypane są śniegiem. W takim przypadku mam prawo jechać ulicą. Prawo dopuszcza jeszcze możliwość korzystania z chodnika, ale tylko wtedy, gdy jedziemy z dzieckiem poniżej dziesiątego roku życia lub gdy na drodze jest niebezpiecznie z powodu np. ulewy, gołoledzi czy gęstej mgły. Można też wjechać na chodnik, gdy na drodze obowiązuje ograniczenie większe niż do 50 km/h, a sam chodnik ma przynajmniej 2 m szerokości. W każdej innej sytuacji grozi nam mandat. 50 zł i 0 punktów karnych. Ale zawsze trzeba pamiętać, że rower na chodniku zawsze jest gościem i to pieszy jest na nim królem!

Po 35 minutach dojeżdżamy do redakcji. Zdyszany, pytam Raffiego o tempo. Średnia prędkość to prawie 19,6 km. Marzę o łyku zimnej wody i prysznicu. Spodnie i kurtka są mokre. Nie tylko od potu.

Raffi: Julek ubrał się za ciepło, więc nie dziwi mnie, że potem marzył o prysznicu. Ja dojechałem suchutki i bez zadyszki. Doświadczenie w doborze ubrania, odrobina kondycji i odpowiedni sprzęt robią swoje.

Przydałyby się błotniki. Żeby zabrać coś na zmianę, konieczny będzie bagażnik. Rafał radzi, bym zamontował sobie sakwę. Rower trochę straci na wyglądzie, zyska nieco kilogramów, ale będzie funkcjonalny. Do pracy. Przez cały dzień zastanawiam się, czy śnieg przestanie padać i czy będę wracał w śnieżycy. Padał.

3 Jazda rowerem z przyczepą po mieście Jazda rowerem z przyczepą po mieście fot. Dariusz Borowicz

Etap 2, środa

Już wiem, że bez załatwiania czegoś na mieście codzienny dystans, jaki mam do pokonania, to jakieś 20 kilometrów. Może i niewiele, ale jak twierdzą znawcy tematu, idealna odległość na dojazdy rowerem to między 5 a 7 kilometrów. Naczelny "Logo" jeździ tak przez cały rok, w "cywilnych" ciuchach bez kombinezonów z lycry i bielizny termoaktywnej (ma tylko przy sobie zawsze pelerynę, na wszelki wypadek), i - jak twierdzi - nie musi w pracy brać prysznica. Ja zgrzałem się już po kilometrze.

Żeby mieć trochę przyjemności, rezerwuję sobie na dojazd 40 min. Raffi twierdzi, że jego tempo to ok. 25 km na godzinę. Ale nie prędkość jest w przypadku jazdy rowerem po mieście najważniejsza, a liczba sygnalizacji, na których trzeba się zatrzymać. To strata czasu i dodatkowy wysiłek. Dlatego warto wybierać trasy z jak najmniejsza liczbą świateł.

Raffi: Ważne jest to, że choćby świat się walił, dłużej już rowerem jechać się nie będzie. Tymczasem samochodem czasem jedzie się 20 minut, a czasem 1,5 godziny, bo akurat jest wypadek, korek, demonstracja, awaria świateł albo objazd spowodowany pękniętą rurą. Tu rowery wygrywają.

Tym razem jadę już sam. Trasa ta sama. Wiem, gdzie jadę ulicą, a gdzie jest ścieżka rowerowa. Niestety w kwestii pogody nic się nie zmieniło. Jest nawet jeszcze gorzej. Śnieg zacina, a na ulicy pojawia się błoto. Spodnie znowu będą mokre. Codzienne pranie nie wchodzi w grę, więc do najświeższych nie należały już na starcie. Dobrze, że dzisiaj nie mam zaplanowanych żadnych służbowych spotkań. Jutrzejsze chyba przełożę.

Po drodze czeka mnie spotkanie z Rafałem w sklepie rowerowym. Mamy założyć błotniki i bagażnik. Na montaż umawiam się po pracy u Rafała. Raptem dodatkowe 10 km w jedną stronę i to jedną z bardziej niebezpiecznych tras - mostem Grota na drodze krajowej nr 8.

Czterema pasami pędzi tamtędy cały tranzyt na wschód. To droga ekspresowa S8, ale w mieście, na odcinku przeprawy przez Wisłę, to zwyczajna droga krajowa i ruch rowerowy jest na niej dopuszczony. Co więcej, rzeki w okolicy nie da się inaczej przekroczyć!

Czuję się, jakbym jechał autostradą z czterema pasami w jednym kierunku. Auta tylko świszczą po lewej. TIR-y, osobówki, autobusy. Nie mam siły szukać innego mostu, musiałbym jechać ekstra 10 km. Zaciskam zęby i ruszam. Jest szeroki i luźny buspas, ale zgodnie z przepisami nie mam prawa po nim jechać. Z przyczepką (ale bez dziecka) jadę więc między buspasem a prawym (de facto środkowym) pasem ruchu. Pozdrawiam wszystkich, którzy na mnie trąbili, także "profesora" z mazdy 6, który zwolnił i uprzejmie poinformował, ze tędy rower nie może jechać. Otóż, drogi panie, może, choć sam jestem tym zdziwiony. Znak D-7 "droga ekspresowa" stoi dopiero 1000 metrów za zjazdem z mostu. Ja wpadam na ślimaki, które są jedynym możliwym zjazdem w moim kierunku.

Jest cholernie niebezpieczne. A miało być przyjemnie.

Raffi: Na szczęście na S8 niedługo pojawią się drogi rowerowe, ich budowę GDDKiA może zacząć już w tym roku.

Założenie błotników i bagażnika trwa pół godziny. Teraz droga powrotna. Znowu klaksony, grożenie pięścią i TIR-y pędzące 30 cm od mojego ramienia. Nie patrzę już na błoto i kałuże. Chcę jak najszybciej dojechać do domu.

4 Rower Kross InzaiPrzyczepka Chariot CX1 Rower Kross InzaiPrzyczepka Chariot CX1 fot. Dariusz Borowicz

Etap 3, czwartek

Przyczepka

Na co dzień, gdy rower jest w odstawce, może służyć jako wózek. Idealna dla dzieci poniżej 120 cm.  Pasażera można osłonić od wiatru i deszczu. Odblaski, wszyte w materiał, gwarantują bezpieczeństwo, a dodatkowy miękki fotelik zapewnia komfort naprawdę małym dzieciom. Oczywiście przyczepka wyposażona jest w pasy bezpieczeństwa, łatwy system montażu i duży "bagażnik". Mój model to Chariot CX1, za taki komfort trzeba jednak zapłacić dużo więcej niż za sam rower (4200 zł). Ale są też wielofunkcyjne przyczepki za 1800 zł (np. Croozer Kid). www.dwaplusdwa.pl

Z błotnikami, bagażnikiem, sakwą, koszulką i butami na zmianę znowu jadę do pracy. Śnieg jak sypał, tak sypie. Jazda po ścieżkach rowerowych nadal jest niemożliwa. W trosce o życie i zdrowie łamię przepisy i odcinkami jadę chodnikiem. Uważam na przechodniów, ale i tak widzę ich nieprzychylne spojrzenia. Przepraszam państwa, proszę podziękować twórcom rowerowej, dziurawej jak ser szwajcarski, infrastruktury z Zarządu Dróg Miejskich. Co z tego, że powstają ścieżki rowerowe, skoro nie można nimi nigdzie dojechać. To bardziej odcinki specjalne niż prawdziwe ciągi komunikacyjne z wjazdami i zjazdami. Z drugiej strony - brak infrastruktury nie powinien być usprawiedliwieniem.

Raffi: Warto podkreślić, że jazda chodnikiem wcale nie jest bezpieczniejsza niż jazda jezdnią.

W całej zabawie rowerowo-transportowej dokuczliwa jest także część organizacyjna związana z przechowaniem i wyciąganiem roweru. Jeśli nie masz garażu albo rowerowni, w których możesz bezpiecznie trzymać swojego rumaka, to przygotuj się na codzienne wnoszenie i wynoszenie do mieszkania. Ja dodatkowo mam do wystawienia przyczepkę. Cały zestaw ma blisko 3 m długości. Do tego codzienne podczepianie przyczepki (choć dziecinnie proste), montowanie kółek (na dwa zatrzaski), demontowanie haka itd.

Po zawiezieniu dziecka przyczepka zostaje w przedszkolu. Jest lekka i bardzo wygodna w prowadzeniu, ale po co wozić dodatkowy balast.

Raffi: Rower zawsze można zostawić przypięty przed blokiem. Tak robią Holendrzy, Duńczycy, Niemcy, a i u Polaków to też coraz częstsze. Dobrze, żeby rower nie był zbyt drogi, za to zabezpieczenie solidne.

W drodze powrotnej postanawiam zmienić trasę. Dojeżdżam do placu Na Rozdrożu. Ku mojemu zdziwieniu, by dostać się na plac Politechniki, muszę jechać ścieżką rowerową wyznaczoną na... torowisku. To dla mnie nowość. Stalowy oddech tramwaju na plecach jest dość przerażający, muszę też uważać, by nie wpaść w tory wąskimi kołami.

Raffi: Juliusz chyba wyolbrzymia. Tramwaje jadą na tym odcinku niemal tempem pieszego, a sam pas ma 150 m długości. Tramwaj w połowie ma jeszcze przystanek. Nie powinien nawet dogonić rowerzysty.

5 Ścieżka rowerowa kończy się wysokimi schodami Ścieżka rowerowa kończy się wysokimi schodami fot. Dariusz Borowicz

Etap 4, piątek

Trochę się przejaśnia, ale momentami nadal sypie śnieg. Próbuję innej trasy. Szybszej, bo bez świateł. Liczę, że ścieżka będzie odśnieżona. Na dużym fragmencie była, ale się skończyła, i to dosłownie. Okazuje się, że są takie miejsca w Polsce, gdzie rowerzysta powinien zniknąć. W moim przypadku to ścieżka dojeżdżająca do ronda Zesłańców Syberyjskich. Przed zejściem do przejścia podziemnego dowcipny inżynier ruchu, który pewnie nigdy nie siedział na rowerze, postawił znak C-13a (koniec drogi dla rowerów). Ścieżka się kończy wysokimi schodami. Winda nie działa. Rower na ramię i w drogę. A gdybym miał przyczepkę? Albo 70 lat?!

Raffi: Dlatego wolałem jechać przez centrum, a wcześniej usiąść nad mapą i omówić trasę. Tak jak kierowcę zaskakują ulice jednokierunkowe, zakazy i korki, tak cyklistę czasem zaskakuje bubel na ścieżce. Przy okazji Juliusz nieświadomie potwierdził sens istnienia Masy Krytycznej, która z podobnymi bublami walczy.

Swoją drogą, pojawia się u nas sporo różnych nowych rozwiązań komunikacyjnych. Np. kontrapas. To pomysł, by na jezdni jednokierunkowej, w jej przeciwnym kierunku wyznaczyć pas dla rowerów. I o ile na szerokiej drodze ma on dla mnie uzasadnienie, na wąskich uliczkach w ścisłym centrum miasta trudno mijać się z rowerzystami. Czy to punkt widzenia kierowcy? Nie, jako rowerzysta przyjemności z jazdy "pod prąd" nie miałem żadnej.

Raffi: Ale pod pracą przy ul. Czerskiej Juliusz wolał pojechać 30 m pod prąd, niż wyjeżdżać na ruchliwą Wisłostradę i nadrabiać po niej kilkaset metrów, wkurzając kierowców. Sam uzasadnił sens istnienia kontrapasów na wąskich ulicach.

Zastanawiam się też, w czym ma pomóc rowerzystom prawo do stawania na skrzyżowaniach przed samochodami? Przecież za chwilę i tak auta wyprzedzą rowery. W mieście, na utkanej światłami drodze, to zabawa w ciuciubabkę. Raffi zauważył, że jeśli ma przed sobą trzy, cztery auta, to ich nie wyprzedza. Także autobusy zostawia w spokoju, choć przyznaje, że potrafi tak wystartować, by zostawić w tyle samochód. Żyj i pozwól żyć na drodze.

Weekend

Protestuję. Siedzę w domu i patrzę, jak sypie śnieg.

6 Jazda rowerem po mieście Jazda rowerem po mieście fot. Dariusz Borowicz

Etap 7, poniedziałek

Cieszę się, bo w weekend wypocząłem. Ważna część ciała też odetchnęła, nie mówiąc o nogach. Niby tylko 20 km dziennie, ale po kilku dniach czuć wysiłek.

Jeśli ktoś wybiera się na kurs eco-drivingu albo chce zmniejszyć zużycie paliwa w aucie, polecam kilka dni na rowerze w ruchu ulicznym. Ruszając spod świateł siłą własnych mięśni, łatwo zrozumieć, co to jest przewidywanie ruchu i hamowanie "silnikiem". Dlaczego warto zmieniać bieg przy niespełna 2000 obrotach? Z jakiego biegu ruszać i kiedy odpuścić gaz? Chwila na rowerze może nas wiele nauczyć.

Osoby odpowiedzialne za organizację ruchu także. Może wystarczyłoby kilka dni na rowerze i zrozumieliby, że zielona fala to nie fanaberia kierowców, chcących pędzić po ulicach miast, tylko wygoda i brak konieczności hamowania co kilkaset metrów. Wtedy i spalanie w autach spadnie i zanieczyszczeń będzie mniej, a rowerzyści nie będą musieli wdychać śmierdzących spalin.

Zastanawiam się, czy jutro wsiądę na rower. Chyba nie. Mam sporo zaległych spotkań, które przełożyłem ze względu na tygodniowa próbę i zapach, jaki codziennie otaczał moją osobę. Obojętnie jak jechałem, wolniej, szybciej, nie mogłem się nie spocić.

Raffi: Skuteczna metoda to odpowiedni strój. Ale tego trzeba się po prostu nauczyć. Juliusz mimo moich rad dzień w dzień ubierał się za ciepło - dlatego mocno się pocił i dojeżdżał mokry. Trzeba się ubierać tak, by było trochę zimno zaraz po wyjściu na dwór. Wtedy po ruszeniu i rozgrzaniu się osiągniesz komfort termiczny.

Przyznaję, trafiłem na fatalną pogodę. Ale też tryb pracy i życia wymaga ode mnie korzystania z samochodu. Rower zostawiam sobie na weekendy i "od czasu do czasu". Cieszę się jednak, bo nieco inaczej spojrzałem na tych "wariatów" śmigających między samochodami, którzy z powodu braku infrastruktury nie mają łatwego życia. Do Holandii nam daleko. W Polsce rower traktowany jest przez wielu nie jako środek transportu, ale gadżet na weekend do wypoczynku. I jeśli to się nie zmieni, odpowiedzialni za budowę infrastruktury nadal będą wyznaczać ścieżki turystyczne, a nie drogi rowerowe z prawdziwego zdarzenia.

Nie tłumaczę jednak rowerzystów z wszystkiego. Nadal irytuje mnie, gdy przejeżdżają na czerwonym świetle, jeżdżą w słuchawkach, wskakują na chodnik i jadą slalomem między przechodniami albo robią lewoskręt na dwa: skręcają w prawo, nawracają tuż przed maskami aut i czekają na zielone.

Sam kiedyś zdałem egzamin na motocyklowe prawo jazdy, a jeszcze później zrobiłem kurs na ciężarówki. Każde takie doświadczenie pozwala inaczej spojrzeć na ruch w mieście. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Problem w tym, by wszyscy szanowali się nawzajem - kierowcy rowerzystów, a rowerzyści kierowców. I wszyscy będą zadowoleni.

7 Kross Inzai Kross Inzai fot. Dariusz Borowicz

Złote rady

Kross Inzai

Rama/widelec: Aluminium/aluminium

Liczba przełożeń: 8

Waga: 12,0 kg

Kolor: czarny

Cena katalogowa: 2999 zł

Nie każdy jeżdżący po mieście szuka klasycznego "mieszczucha". Dla osób chcących podróżować szybciej i bardziej bezkompromisowo Kross przygotował model Inzai. Lekka aluminiowa rama o bardziej agresywnej geometrii, zapewniająca dość pochyloną pozycję, hydrauliczne hamulce tarczowe i ośmiobiegowa piasta Shimano Alfine czynią z tego roweru maszynkę do naprawdę szybkiego przemieszczania się po mieście. Jednocześnie rower jest lekki, co docenią osoby wnoszące pojazd np. do mieszkania na trzecim piętrze w kamienicy.

 

7 przykazań rowerzysty

1. Jedź pewnie, przejmij inicjatywę.

2. Sygnalizuj manewry.

3. Nie jedź przy samym krawężniku.

4. Nie zajeżdżaj drogi samochodom, nawet gdy stoją.

5. Miej ograniczone zaufanie do wszystkich uczestników ruchu.

6. Bądź widoczny na drodze.

7. Nie rób nerwowych ruchów, jedź przewidywalnie.

 

7 przykazań kierowcy

1. Jedź przewidywalnie, spokojnie i płynnie.

2. Wyraźnie i z wyprzedzeniem sygnalizuj manewry.

3. Wyprzedzaj cyklistę, zachowując bezpieczny odstęp.

4. Przed skręcaniem w prawo popatrz  w prawe lusterko i za siebie - rowerzysta na pasie rowerowym i przejeździe rowerowym ma pierwszeństwo.

5. Zrób cykliście miejsce w korku. Motocykliście też.

6. Zaparkowałeś? Zanim otworzysz drzwi i zaczniesz wysiadać, zerknij w lusterko.

7. Szczególnie uważaj na cyklistów z przyczepkami - w nich jeżdżą dzieci.

Test: tydzień z rowerem (zamiast samochodu). Da się?, testy, rowery, Polska na rowery

Mandaty

Zgodnie z przepisami rowerzysta ma m.in. pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów, może poruszać się środkiem pasa ruchu na skrzyżowaniu lub bezpośrednio przed nim oraz korzystać z chodnika podczas złej pogody. 50-złotowy mandat grozi rowerzyście, który nie korzysta ze ścieżki rowerowej, gdy jest ona wyznaczona, nie ustąpi pierwszeństwa pieszym lub nie przestrzega zasad korzystania z chodnika. Taryfikator przewiduje 200 zł mandatu za jazdę obok innego roweru, gdy utrudnia to poruszanie się innym uczestnikom ruchu. Rowerzyście, który przejedzie przez przejście dla pieszych, czepia się innych pojazdów lub jeździ bez wymaganego oświetlenia, grozi kara 100 zł. Za jazdę bez trzymania co najmniej jednej ręki na kierownicy oraz nóg na pedałach można dostać 50 zł mandatu.

Na baczności muszą się mieć również kierowcy. Ci, którzy zatrzymają się na śluzie, ścieżce lub pasie ruchu dla rowerów, mogą zostać ukarani 100-złotowym mandatem. Za wjeżdżanie między jadące w kolumnie rowery grozi kara w wysokości 200 zł, za wyprzedzanie rowerzysty bez zachowania odstępu (minimum 1 m) - 300 zł, a za nie ustąpienie pierwszeństwa rowerzyście jadącemu po przejeździe rowerowym, na wprost po jezdni, ścieżce lub pasie ruchu dla rowerów - 350 zł.

Komentarze (21)
Test: tydzień z rowerem (zamiast samochodu). Da się?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • avatar

    magdalaena1977

    Oceniono 2 razy 2

    dlaczego autor jeździł bez kasku?

  • avatar

    mzyo

    Oceniono 2 razy 2

    Zapomnieliście o podstawowej sprawie. Nie każdy pracuje na Czerskiej gdzie można bezpiecznie zostawić rower :)

  • avatar

    pawel.lewski

    Oceniono 2 razy 2

    Przez kilka lat jeździłem rowerem zamiast samochodu, guzik mnie obchodziło że nie ma gdzie zaparkować, nie czekałem na światłach bo jechałem ulicami na skróty, nigdy nie musiałem tankować!!!

  • avatar

    Gość: Rafał

    Oceniono 21 razy 1

    "jeżdżą w słuchawkach" - Rozumiem, że potępia Pan też słuchanie radia/muzyki w samochodzie?

  • avatar
  • avatar

    Gość: jAcA

    Oceniono 4 razy 0

    Rowerem w Warszawie
    start - Gagarina do Bankowego dalej Solidarności do Górczewskiej z Lazurową - meta ~ 15,5 km i z powrotem od połowy maja do końca października lub dłużej w zależności od pogody,( tempo przejazdu ~ 27 km/h miejscami 45 km/h ale tylko latem) zimą to samobójstwo bardzo ślisko a i kierowcy czy piesi mają gdzieś ludzi przemieszczającymi się na rowerze ( dwie kraksy z pieszym na drodze dla rowerów)

  • avatar

    Gość: erno

    Oceniono 26 razy -8

    Super artykul. Zmiana samochodu (motocykla) na rower. Brawo dla takiego trybu zycia!

    BRAKUJE TYLOK JEDNEGO: GDZIE JEST KASK!

    To chyba zasada nr 1. Chron to co najcenniejsze. twoja glowe!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX