Podróże: Szwecja to nie kraj, to stan umysłu

Uważaj na mgłę. Z powodu mgły wpadłem na durny pomysł zjedzenia śmierdzącego kiszonego śledzia. Ale gdy wyjdzie słońce... Gdy wyjdzie słońce, Szwecja staje się taka fajna, że chce się cały dzień śpiewać Abbę.
Szkiery - skaliste wysepki powstałe w wyniku zniszczenia podłoża przez lodowiec i zalania go przez morze. Charakterystyczne dla wybrzeży Szwecji, Finlandii i Alaski. Szkiery - skaliste wysepki powstałe w wyniku zniszczenia podłoża przez lodowiec i zalania go przez morze. Charakterystyczne dla wybrzeży Szwecji, Finlandii i Alaski. Fot. Maxim van Asseldonk / shutterstock.com

Stan umysłu: Szwecja

 

Budzik w komórce zadzwonił o siódmej. Właściwie zapiał, bo to pianie koguta mnie obudziło. Wyłączyłem go z zamkniętymi oczami. Chciałem obrócić się na drugi bok, ale usłyszałem kroki.

- Kroki? Jakie kroki? - pomyślałem. Usiadłem zaspany na łóżku i zacząłem się wsłuchiwać. Po chwili przypomniałem sobie, że jestem na promie, że jest poniedziałek i że za chwilę przybijemy do portu w Karlskronie. A za drzwiami inni pasażerowie idą już na śniadanie.

W krainie komisarza Kurta

"Najchętniej wróciłbym do przerwanego snu i próbował pogrążyć się znowu w tamtym marzeniu o nagiej kobiecie..." - to nie ja, to Wallander tak ma. "Ubrał się, nie biorąc prysznica, wypił filiżankę letniej kawy, która została w termosie od wczoraj. Wyglądał przy tym przez okno". Ja też wyglądałem przez okno na nisko wiszące szare chmury, monotonnie zacinający deszcz i stalowoszare morze. Ale w przeciwieństwie do dzielnego komisarza z Ystad wszedłem pod prysznic i poszedłem na śniadanie oraz gorącą kawę. W końcu nikt nie wzywał mnie na miejsce zbrodni, miałem czas.

Wyszedłem na pokład. Potrzebowałem chłodnego wiatru, bo całą noc przypominałem sobie kryminały z Kurtem Wallanderem i oczy za bardzo nie chciały się otworzyć, mimo prysznica i kawy. Wiatr był chłodny, deszcz lekko zacinał, Karlskrona była chyba na wyciągnięcie ręki, ale przez mgłę widać było tylko najbliższe szkiery, o które leniwie rozbijały się fale. Widok jak ze Stephena Kinga. Ciekawe co jest na brzegu, tuż za tą mgłą...

"Po lewej stronie widać było morze. Do portu właśnie zawijał prom. Pomyślał, że w ciągu ostatnich siedmiu lat jest to już czwarty pogrzeb..." Tfu, zaraza, może czytanie w nocy kryminałów nie było dobrym pomysłem. Obróciłem się na pięcie i ruszyłem pod pokład. Trzeba się spakować i zejść do samochodu. Zaraz przecież będę w Szwecji.


Planujesz podróż do Szwecji? Sprawdź "Przewodnik nieturystyczny" >>

Zdjęcie Canon IXUS 170 niebieski Zdjęcie Olympus Stylus 1 Zdjęcie Sigma DP2
Canon IXUS 170 niebieski Olympus Stylus 1 Sigma DP2
Porównaj ceny ? Porównaj ceny ? Sprawdź ceny ?
źródło: Okazje.info
Wbrew obiegowym plotkom, jakoby w Skandynawii było tak ciemno, zimno, pusto i smutno, że ludzie albo piją, albo strzelają sobie w łeb, według Światowej Organizacji Zdrowia w Szwecji współczynnik samobójstw jest niższy niż w Polsce. Alkoholizmu również. Wbrew obiegowym plotkom, jakoby w Skandynawii było tak ciemno, zimno, pusto i smutno, że ludzie albo piją, albo strzelają sobie w łeb, według Światowej Organizacji Zdrowia w Szwecji współczynnik samobójstw jest niższy niż w Polsce. Alkoholizmu również. Fot. materiały prasowe

Hanna stawia wódkę

 

Rzadko który kraj wygląda zachęcająco, gdy pada deszcz. Tylko w komediach romantycznych panny w halkach biegną boso przez kałuże do swoich ukochanych, a krople deszczu (uwaga dla reżysera, tu poproszę zwolnione tempo) rozpryskują się na ich włosach. Lub na piersiach, wyraźnie widocznych spod mokrych halek... Halo, Ziemia do wyobraźni, jestem w Szwecji, nie marzymy o cyckach, tylko się rozglądamy: pada, mokro, ludzie w kurtkach, wieje od morza, ale całe szczęście w miarę ciepło. Jest morze, skaliste brzegi, czerwone domki, niebieskie flagi z żółtym krzyżem. Wszystko jest śliczne, zadbane i mokre. Może przestanie padać, to obejrzę, na razie wycieraczki na full i gazu.

I hamulec. Redukcja. I znowu wolno. Wspominałem już, że Szwecja, choć śliczna, w deszczu i mgle wygląda lekko depresyjnie? * Zza kierownicy wygląda równie ślicznie, ale przerażająco. Szwedzi znają i stosują znak oznaczający autostradę. No wiesz, autostrada: co najmniej dwa pasy w jedną stronę, ograniczenie do 140 km/h, ale policja nie łapie do 160, oraz "weź palancie zjedź na prawy pas, a te tiry czemu się wyprzedzają". Niestety, Szwedzi mają niezmierzone pokłady empatii, nie lubią zmuszać nikogo do samotności i dlatego obok znaku "autostrada" ustawiają dla towarzystwa drugi znak, najczęściej "ograniczenie do 90 km/h". A na wszelki wypadek i tak jeżdżą 85 km/h.

Drugiego dnia pojechałem do Kalmaru. Odległość: 80 km, myślę: za godzinkę jestem, droga będzie dobra, bo to trasa na Sztokholm. Na tych 80 km było 15 fotoradarów, a średnie ograniczenie wynosiło 50 km/h. Przypomniał mi się fragment "Zapory" Henninga Mankella: "Na ostatnim odcinku drogi [...] łamał sobie głowę, poszukując innego wariantu". Moim zdaniem Wallander za kierownicą mógł nie tylko łamać sobie głowę, mógłby nawet zagrać w szachy.

Ale - uwaga - jest na to sposób. Zamiast głównymi trasami trzeba jeździć bocznymi. Ograniczenia nadal są, ale nie ma policji i fotoradarów, więc pozwoliłem sobie na więcej. Ale i tak nie na tyle, co niektórzy lokalsi, którzy na bocznych drogach okazywali się bardzo niegrzecznymi Szwedami. Poza tym widoki, lasy, pagórki, skały - warto jechać i patrzeć. Można też zagrać z pasażerem w "kto pierwszy zobaczy pięć domów, stawia wódkę", i ta gra chwilę potrwa...

Wygrałem, wódkę postawiła Hanna.

Szwedzkie barwy

 

Według legendy król Eryk IX (uznany później za świętego) podczas wyprawy krzyżowej na Finlandię (prawdopodobnie lata 50. XII w., choć taka krucjata być może w ogóle się nie odbyła) zobaczył na niebieskim niebie złoty krzyż - i ten boski znak wziął na swój sztandar.

I tu następuje kwintesencja szwedzkości w tej legendzie - złoty kolor ze względów praktycznych zamieniona na fladze na żółty. Ze względów praktycznych! Boski znak! Zamienili na żółty. Oklaski.

Planujesz podróż do Szwecji? Sprawdź przewodnik Pascala >>

ZAMEK W KALMARZE

Wielka renesansowa budowla i absolutnie fenomenalne muzeum. Wiem, większość muzeów w zamkach to kolejne sale ze zbrojami (ziewanie) i obrazami nikomu nieznanych książąt (ziewanie), ale w tym jest inaczej (oklaski). Znajdziesz tu między innymi:

Sypialnię kochanki szwedzkiego królewicza (romantycznie). I mnóstwo historii o życiu uczuciowym królów (bardzo nieromantycznie).

Rewelacyjne fortyfikacje z opisami. Wiesz, że ubikacja w wieży to był wywieszany za okno drewniany stołek z dziurą? ZAMEK W KALMARZE Wielka renesansowa budowla i absolutnie fenomenalne muzeum. Wiem, większość muzeów w zamkach to kolejne sale ze zbrojami (ziewanie) i obrazami nikomu nieznanych książąt (ziewanie), ale w tym jest inaczej (oklaski). Znajdziesz tu między innymi: Sypialnię kochanki szwedzkiego królewicza (romantycznie). I mnóstwo historii o życiu uczuciowym królów (bardzo nieromantycznie). Rewelacyjne fortyfikacje z opisami. Wiesz, że ubikacja w wieży to był wywieszany za okno drewniany stołek z dziurą? "Pospiesz się, bo strzelają" - raczej nie poczytali sobie na kibelku. Pikantne szczegóły z życia rodziny królewskiej. Cecylia Wazówna, ciotka naszego Zygmunta z kolumny, na weselu swojej starszej siostry poszła do łóżka z bratem szwagra (skomplikowane jak w kolumbijskiej operze mydlanej). Wybuchł skandal, więc tatuś (król Gustaw I) wydał ją za jakiegoś podrzędnego ekspułkownika. Po jego śmierci Cecylia tułała się po Europie, w wieku 39 lat urodziła jeszcze nieślubne dziecko, a potem w biedzie zmarła w Brukseli. Fot. materiały prasowe

Poznajcie Hannę

 

Ja Hannę poznałem w Karlskronie, w sklepie Ica (to największa w Skandynawii sieć sklepów spożywczych, marketów i supermarketów), gdy...

Opowiem tę historię od początku.

Ponieważ w poniedziałek padało, ruszyłem od razu pod Karlskronę, do miejsca, gdzie miałem wynajęty domek. Tu trzydziestka, tu siedemdziesiątka i w końcu dojechałem do Tving. Okazało się, że mój mały czerwony domek stoi sobie w małym podtvingowskim siole. Naprawdę uroczym. Sześć gospodarstw. Żwirowa droga, wzdłuż niej kamienny murek. Na łąkach kręgi z kamieni, jakby wikińskie miejsca kultu. Aż się rozejrzałem czy gdzieś nie ostrzy miecza Ragnar Lodbrok. Nie ostrzył, ale przy drodze zauważyłem zardzewiały rowerek. Zimny dreszcz przeszedł mi po plecach. Rozejrzałem się jeszcze raz. Ani żywej duszy. Kosmyki mgły otulały domy i drzewa, niknął w nich stojący na pobliskiej łące ciągnik. I ten rowerek porzucony przy drodze.

Potrząsnąłem głową i wszedłem do mojego domku. Przyszła gospodyni, oprowadziła mnie, pokazała sześć worków do segregowania śmieci, pokazała kompostownik, gdzie miałem wyrzucać obierki ziemniaków i ogryzki z jabłek, i zniknęła. Chciałbym napisać "rozpłynęła się we mgle", ale jednak wyszła normalnie. No i tyle ją widziałem. Nie zobaczyłem jej już ani razu. Zresztą nikogo w tym siole nie zobaczyłem aż do końca pobytu. Z tego, co się zorientowałem, Szwedów najłatwiej zauważyć w supermarketach oraz w knajpkach w porze lunchu, czasami też po drogach przemykają samochody. Ale poza tym jest tu pustawo. Są za to znaki "Uwaga, łosie!".

No i ten rowerek. Pojechałem do Karlskrony po zakupy, wróciłem: stał. Pojechałem do Karlskrony po piwo (okazało się, że tam jest jedyny monopolowy w całej gminie, więc przeklinając na czym świat stoi, musiałem pojechać jeszcze raz), wróciłem: stał. Nie wytrzymałem, pojechałem do Karlskrony jeszcze raz. Kupiłem Hannę. Kosztowała 300 koron, ale potrzebowałem towarzystwa. W "Mordercy bez twarzy" Mankell tak pisze o pewnym staruszku, świadku zbrodni: "Raptem zdaje sobie sprawę, że obserwuje kuchenne okno sąsiadów. Coś tam jest nie tak. Przez te wszystkie lata spoglądał codziennie na okna swoich sąsiadów. I teraz nagle coś tam wygląda zupełnie inaczej". Czyli ten rowerek może jeszcze poleżeć, co?

- Jutro pojedziemy do Karlskrony obejrzeć zamek. Dobrze? - wydawało mi się, że Hanna spojrzała na mnie z aprobatą.

 

Zamek w Kalmarze

 

Wielka renesansowa budowla i absolutnie fenomenalne muzeum. Wiem, większość muzeów w zamkach to kolejne sale ze zbrojami (ziewanie) i obrazami nikomu nieznanych książąt (ziewanie), ale w tym jest inaczej (oklaski). Znajdziesz tu między innymi:

Sypialnię kochanki szwedzkiego królewicza (romantycznie). I mnóstwo historii o życiu uczuciowym królów (bardzo nieromantycznie).

Rewelacyjne fortyfikacje z opisami. Wiesz, że ubikacja w wieży to był wywieszany za okno drewniany stołek z dziurą? "Pospiesz się, bo strzelają" - raczej nie poczytali sobie na kibelku.

Pikantne szczegóły z życia rodziny królewskiej. Cecylia Wazówna, ciotka naszego Zygmunta z kolumny, na weselu swojej starszej siostry poszła do łóżka z bratem szwagra (skomplikowane jak w kolumbijskiej operze mydlanej). Wybuchł skandal, więc tatuś (król Gustaw I) wydał ją za jakiegoś podrzędnego ekspułkownika. Po jego śmierci Cecylia tułała się po Europie, w wieku 39 lat urodziła jeszcze nieślubne dziecko, a potem w biedzie zmarła w Brukseli.

Wielkie żarcie

Na dworze Jana III (1537-92, rządził od 1568 r.) - to tatuś naszego Zygmunta z kolumny - ceniono dobre jedzenie. Miesięcznie zjadano: 63 woły, 28 cielaków, 298 owiec i jagniąt, 26 zajęcy, 63 gęsi, 980 kur i kurczaków, 950 sztuk dzikiego ptactwa, 7 beczek solonych ptaków, 858 łososi i szczupaków, 6 beczek solonych ryb oraz trochę wołowych języków i wieprzowych szynek.

Wiem, że narzekałem na ograniczenia prędkości, ale na stacji benzynowej błogosławiłem je. Moja skoda rapid z 90-konnym dieslem spalała średnio w Szwecji 3,6 l.

 

Hanna - szwecjaFot. materiały prasowe

 

Hanna kosztowała mnie 300 koron oraz niezapomniane popołudnie z kiszonym śledziem. Bo to jej wina. Zostawiłem ją w Szwecji, mam ndzieję, że sobie poradzi.

Znaki z łosiem - Szwecja Znaki z łosiem - Szwecja Fot. JKlingebiel / shutterstock.com

Hanna, roberto i Śledzie

 

Wyszliśmy z zamku bogatsi o wiedzę o królewskich romansach i głodni jak wilki. To znaczy ja byłem głodny jak wilk. W poszukiwaniu jedzenia przeskoczyliśmy na Olandię. Duża wyspa, połączona z Kalmarem mostem. Długi na ponad sześć kilometrów, jedzie się nim nad morzem i kark aż boli od wykręcania głowy, żeby zobaczyć z morza ten śliczny kalmarski zamek, ale zasłania go piękna kalmarska żwirownia. Czy co tam w Kalmarze produkują.

Olandia zwana jest słoneczną wyspą, ale kiedy ja na niej zawitałem, wiało, kropiło i chmurzyło się wokół na potęgę. Ewidentnie nie trafiłem w sezon, bo przy obiedzie oglądałem zdjęcia z Olandii, i w lecie jest tu raj: jakieś stare zamczyska, piaszczyste plaże, spoty dla windsurferów i kajciarzy, drogi rowerowe, bajka po prostu.

Ale ja siedziałem przy wołowinie z frytkami i smętnie gapiłem się w okno, za którym smętnie lał deszcz.

Hanna uśmiechała się do mnie i zaczynała mnie już trochę denerwować tym uśmiechem spod blond skandynawskich włosów. Ukroiłem kawałek krwistego mięsa i przypomniałem sobie znowu Mankella: "Zmusił się, żeby iść dalej. Odgarnął krzaki i zrobił parę kroków do przodu. Na rozpostartym obrusie z niebieskiego lnu leżały splecione ze sobą zwłoki trojga młodych ludzi".

Wzdrygnąłem się. Wyobraźnio, rozumiem, że całą noc czytałem o Wallanderze, ale przy obiedzie takie rzeczy?

A?propos obiadu. Szwecja stoi pizzą i kebabami. Większość knajp podaje pizzę, kebaby oraz ewentualnie jeszcze hamburgery. I lekko kiszoną kapustę jako przystawkę, więc jest kulinarne multikulti. Tradycyjne szwedzkie jedzenie znalazłem w Karlskronie w muzeum morskim. Wołowinę - na Olandii, ale podawał ją niejaki Roberto, który mówił po angielsku z mocnym włoskim akcentem, więc chyba to nie była tradycyjna wikińska restauracja.

Spojrzałem na blond skandynawskie włosy Hanny i pomyślałem, że mam jednak ochotę na tradycję. - Jedziemy szukać surströmminga! - krzyknąłem z zapałem, a Hanna tylko patrzyła na mnie swoimi niebieskimi oczami i uśmiechała się spod blond grzywki...

Słowniczek

 

cześć - hej, hej - standardowe przywitanie o każdej porze

dzień dobry - god morgon (gumorron)

na razie, na pożegnainie - hej dĺ (hej do)

dobranoc - god natt (gunat)

dziękuję - tak, tak ("k" powinno być miękkie)

kawa - kaffe (kaffe), lub fika (fiiiika)

napijemy się kawy? - Ska vi fika? (sko wi fiiika)

czarna kawa - svart kaffe (sfacz kaffe)

kawa bez mleka - kaffe utan mjölk (kafe utan mjulk)

kawa z mlekiem - kaffe med mjölk (kaffe me mjulk)

woda gazowana - kolsyrat vatten (kolsyrat watten)

woda niegazowana - mineralvatten utan kolsyra (mineralwatten utan kolsyra)

proszę - var sĺ god pisane też łącznie varsĺgod, ale czyta się w obu przypadkach tak samo: (waszogu), jest używane zawsze, kiedy coś komuś podajemy

ile kosztuje...? - vad kostar...? (wa kostar)

jako dojechać do... - hur ĺker man till... (hur oker man til)

gdzie leży...? - var ligger...? (wor ligger)

stacja beznynowa - bensinstation (bensin staszyn)

obiad - middag (midda)

Muzeum morskie

Warto przyjechać do Karlskrony chociażby dla tego muzeum. Można zwiedzić okręt podwodny (nowoczesny, niedawno wycofany ze służby). Są zabytkowe modele statków, historia szkutnictwa, ale opisana tak ciekawie, że jeśli choć raz czytałeś jakąś książkę o piratach, to spędzisz tu cały dzień. Są zabawy interaktywne: strzelanie z działa oraz wyznaczanie kursu za pomocą laski Jakuba. Polecam! Muzeum morskie Warto przyjechać do Karlskrony chociażby dla tego muzeum. Można zwiedzić okręt podwodny (nowoczesny, niedawno wycofany ze służby). Są zabytkowe modele statków, historia szkutnictwa, ale opisana tak ciekawie, że jeśli choć raz czytałeś jakąś książkę o piratach, to spędzisz tu cały dzień. Są zabawy interaktywne: strzelanie z działa oraz wyznaczanie kursu za pomocą laski Jakuba. Polecam! Fot. materiały prasowe

Wódka kontra Hanna

 

Po śledziowej uczcie musiałem pozbyć się prawie całej puszki. W domu tego nie zostawię, do kosza nie wrzucę. Zapakowałem wszystko do worka, wsiedliśmy z Hanną do samochodu i ruszyliśmy na poszukiwania śmietnika. Nie miałem sumienia podrzucać tego komuś pod dom. A ponieważ liczba publicznych śmietników jest w Szwecji wprost proporcjonalna do liczby osad i dąży ku zeru, przejechałem 20 kilometrów. Wrzuciłem śledzia do kosza pod jakimś sklepem (wybacz mi, szwedzki sklepikarzu!). I wróciłem napić się wódki.

Hanna głupawo się uśmiechała, a mnie w głowie (ach, ta wódka!) kłębiły się bardzo mankellowe myśli. "Co zrobić, żeby komisarz Wallander nie znalazł sprawcy potwornego mordu" - zastanawiałem się, popijając kieliszek za kieliszkiem. A ten cholerny kiszony śledź odbijał mi się regularnie. Patrzyłem na Hannę. To ona sprowokowała mnie do zjedzenia surströmminga! Doigra się, jak Boga kocham...

Zasnąłem, uśpiony szumem pralki, która prała cierpliwie moją kurtkę, wywabiając z niej zapach śledzia... Śniło mi się, że gdzieś przy pustej szwedzkiej drodze leży w kałuży Hanna. Twarzą do dołu. Kiedy przejedzie jakiś Szwed, kiedy zobaczy Hannę, kiedy zadzwoni do Wallandera? Przewróciłem się na drugi bok. Tym razem Hanna leżała uwalana liśćmi w jakimś bagnie.

Usiadłem na łóżku. - Jezu... - jęknąłem. Mlasnąłem. W ustach cały czas czułem posmak śledzia. W głowie każdy kieliszek wódki zamienił się w młot pneumatyczny. Zlazłem z sypialni na piętrze do łazienki. Myjąc zęby, patrzyłem w lustro: "Czemu śnią mi się takie okropne rzeczy... może ja jestem jakiś nienormalny" - myślałem, płucząc usta (miętowy Listerine poradził sobie z surströmmingiem). Poszedłem do kuchni, napiłem się wody. Wróciłem do łóżka.

Obudziłem się nad ranem, wspominając ostatni sen, w którym Hanna została zaatakowana przez węża. Uznałem, że to przesada. Postanowiłem pobiegać. Wokół mgła. U sąsiadów minąłem zardzewiały rowerek. Zawróciłem. Po kąpieli odwiozłem Hannę na przystanek autobusowy. Niech szuka szczęścia przy kimś, kto nie czyta po nocach kryminałów.

Gdy Hanna ruszyła w świat, nad Tving rozstąpiły się chmury. Słoneczko przygrzało, zrobiło się jasno, zieleń zaskrzyła się wokół i zrobiło się tak nie-szwedzko... A może właśnie to było szwedzkie? Pięknie.

Szkiery - skaliste wysepki powstałe w wyniku zniszczenia podłoża przez lodowiec i zalania go przez morze. Charakterystyczne dla wybrzeży Szwecji, Finlandii i Alaski.

Muzeum morskie

 

Warto przyjechać do Karlskrony chociażby dla tego muzeum. Można zwiedzić okręt podwodny (nowoczesny, niedawno wycofany ze służby). Są zabytkowe modele statków, historia szkutnictwa, ale opisana tak ciekawie, że jeśli choć raz czytałeś jakąś książkę o piratach, to spędzisz tu cały dzień. Są zabawy interaktywne: strzelanie z działa oraz wyznaczanie kursu za pomocą laski Jakuba. Polecam!

Surströmming to kiszony śledź, szwedzki specjał z północy kraju. Można go kupić przez cały rok (choć nie w każdym sklepie). Tradycyjnie podawało się go po raz pierwszy w trzeci czwartek sierpnia, w dniu premiery kiszonego śledzia (surströmmingpremiär).

Wokół głównego rynku Karlskrony są dziesiątki knajpek i kawiarni. Wokół głównego rynku Karlskrony są dziesiątki knajpek i kawiarni. Fot. Pawel Szczepanski / shutterstock.com

Gdzie spać

 

Wynajęcie domu wakacyjnego w Szwecji czy Norwegii to wbrew pozorom wcale nie jest znaczny wydatek. Ciekawe miejsce można znaleźć już od 35 zł na osobę na dobę (przy 6 osobach na tydzień, czyli ok. 200 zł na dobę). Niektóre domy można wynająć na kilka dni, inne minimum na tydzień. Domy wakacyjne to ładnie położone drewniane budynki, w których znajdzie się miejsce dla od 6 do nawet 12 osób. Kuchnia jest wyposażona we wszystko, co potrzebne, naczynia, talerze, lodówkę, a czasem też w zmywarkę (ja miałem zmywarkę i pralkę). Na posesji bywa też i grill, a nawet łódź wiosłowa, co ucieszy wędkarzy. Natomiast nie ma pościeli, co jest typowe w całej Skandynawii. Powłoczki i prześcieradła można przywieźć ze sobą albo wypożyczyć na miejscu. Trzeba też zabrać ręczniki.

Mieszkanie w takim domku obniża koszty: śniadania i kolacje można robić samemu, w czasie wycieczek korzystać tylko z ofert lunchowych.

Więcej o: