Czas się zakochać we francuskim Kraju Basków

Zielony ocean, prawdziwe (a nie na niby) fale i gigantyczne plaże, na których wygodnie rozproszy się nawet największy tłum. Plus kilka standardów południowej Francji: świetne jedzenie, zabytki, na które nie potrafisz przestać się gapić, pogoda. Francuski Kraj Basków dziwnym miejscem na urlop? Przekonaj się, dlaczego opłaca się przebyć te 2400 km.
Anglet, Kraj Basków, Francja Anglet, Kraj Basków, Francja Anglet, Kraj Basków, Francja, fot. anglet-tourisme.com

Francuski Kraj Basków: a gdzie Polacy?

Nie mam pojęcia ilu Polaków przebywa w ciągu wakacji we francuskim Pays basque, ale ja przez dwa tygodnie ich mowy nie słyszałem tam ani razu. Wybierając ten region na urlop, wcale nie chodziło mi jednak o ucieczkę przed plażowymi parawanami. Prawdę mówiąc, tak dawno nie byłem nad jakimkolwiek morzem, że nawet nie wiedziałem, aby podobne gadżety wciąż występowały nad Bałtykiem. Polski internet zachwycił się ich tematem dopiero po moim powrocie. Poza tym plaże w Kraju Basków, które odwiedziłem są tak wielkie, że gdyby znalazła się grupka Polaków chcąca zbudować apartamenciki z parawanów, absolutnie nikt nie zwróciłby na nich uwagi.

Ale od samych tłumów faktycznie chciałem uciec. Przy wyborze miejsca nie wchodziły więc w grę kurorty w Grecji, Chorwacji czy we Włoszech. Chodziło też o to, by chwilę poleżeć gdzieś plackiem, ale przy okazji pozwiedzać średniowieczne miasteczka - najlepiej takie zbudowane przez będącą dla mnie do dziś kosmosem, romańską cywilizację.

Bajonna, FrancjaBajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com

Metodą wykluczania kolejnych miejsc " bo to", " bo tamto", palce na mapie zawędrowały aż nad Zatokę Biskajską. Do wieczora miałem już w głowie podróż z kilkoma lotniczymi przesiadkami, obskoczonymi romańskimi wioskami i wypożyczoną deską surfingową. Potem, jak to po każdej chwili euforii, przyszedł nagły dół i typowy dla Polków frankosceptycyzm:  - Na cholerę mam jechać 2400 km do miejsca z takimi samymi plażami i zamkami, jak w Chorwacji i do tego płacić za nie francuskie ceny?

Sprawa wakacji w Kraju Basków wisiała na włosku, ale przez jeden szczęśliwy przypadek jej nie przegapiłem.

Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com

A jednak się opłaca

Po szybkim przeglądzie alternatywnych opcji okazało się, że all inclusive nad Morzem Śródziemnym wcale nie był tańszy od moich baskijskich wyliczeń. Poza tym był on dokładnym przeciwieństwem tego, jak chciałem spędzić wakacje. I może całe szczęście, że zdążyłem zobaczyć okolicę hotelu, który upatrzyłem na stronie biura podróży też w Google Street View, bo skłoniło mnie to do zastanowienia się nad Krajem Basków jeszcze raz.

Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.comBajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com

Potem nastąpiło małe zaskoczenie. Spotkałem znajomą, która we francuskim Pays basque już była (kazus prawie Yeti - słyszałem, że była, ale jej podobnych Polek na miejscu nie widziałem). - Świetne miejsce! - zapewniała. - Znalazłyśmy w promocji bilet szybkiej kolei TGV z Paryża nad samą zatokę w cenie polskiego TLK. Na ceny w restauracjach lepiej uważać, ale wszędzie za parę euro są kanapki w świeżej bagietce! I woda w knajpach za darmo...

- Kanapki? Promocje? Za darmo!?... - jako poznaniak i kulinarny ignorant szybko dałem się przekonać. Pogooglowałem jeszcze raz. Znalazły się jakiś połączenia, apartament z kuchnią nad oceanem, otwarty do późna market w centrum miasteczka... Jadę!

Biarritz, Francja, fot. mkaBiarritz, Francja, fot. mka

Anglet, Francja, fot. mka Anglet, Francja, fot. mka Anglet, Francja, fot. mka

Francuska Kalifornia

Pays basque to jeden z najbogatszych regionów zarówno Francji, jak i Hiszpanii. W hiszpańskiej części główne miasto to Bilbao z muzeum Guggenheima, a ulubionym spotem na snobistyczny urlop jest położone zaraz obok granicy z Francją, piękne San Sebastian. Mówiąc "Kraj Basków", większość Polaków myśli właśnie o tamtej stronie Pirenejów. Mekka amerykańskich surferów leży jednak po stronie francuskiej.

Amerykanie, mówiąc "Kraj Basków", myślą: Biarritz. To kurort pełniący trochę rolę lokalnego Saint-Tropez. Wraz z przyciągającym wielkimi plażami Anglet i śliczną, średniowieczną Bajonną tworzy nad oceanem całkiem zwartą, eklektyczną aglomerację.

W naszej części Europy region niezwykle zadbany, z równymi i sterylnymi uliczkami, w którym wypożycza się rowery miejskie za darmo i bez kaucji (bo po co by ktoś miał go kraść) nazywamy "Szwajcarią jakąś tam" - tak jak dawniej Słowenia była "Szwajcarią Jugosławii". Ale do francuskiego Pays basque znacznie lepiej pasuje chyba miano "francuskiej Kalifornii".

Widzisz to, docierając w okolice plaży. Ogólny luz, słońce, gdzie okiem sięgnąć idą surferzy z wielkimi dechami. Na wzgórzach typowe dla "Zgniłego Zachodu" wille bogaczy. Nie kupują ich raczej szejkowie czy Rosjanie. Jak słyszałem na miejscu, Pays basque to dziś raczej ulubiony azyl gwiazd francuskiego kina i telewizji, które zatłoczone Lazurowe Wybrzeże wolą odstąpić właśnie bogaczom z innych krajów.

Co wcale nie oznacza, że swego w eleganckim Biarritz takie gwiazdy, jak Rita Hayworth, Frank Sinatra i Charlie Chaplin nie zaliczyły kilku niezłych imprez.

BiarritzBiarritz, Francja, fot. mka

Biarritz. Zielony jeszcze w lipcu ocean, we wrześniu niestety już przybiera barwę asfaltu, ale surferów to wcale nie odstrasza, fot. cassiede alain / shutterstock Biarritz. Zielony jeszcze w lipcu ocean, we wrześniu niestety już przybiera barwę asfaltu, ale surferów to wcale nie odstrasza, fot. cassiede alain / shutterstock Surfing w Biarritz. Zielony w lipcu ocean, niestety we wrześniu przybiera już barwę asfaltu, a pogoda robi się rześka. Na opalanie najlepiej wpaść do Pays basque w lipcu czy sierpniu, fot. cassiede alain / shutterstock

Gdzie okiem sięgnąć, 'Amerykanie'

Klimatu Kalifornii nadają w Biarritz i okolicach oczywiście tabuny roześmianych Amerykanów (w wersji surfingowej, a nie tej wielorybiej, jak w Paryżu czy Florencji). Zauważyłem też małe garstki Hiszpanów i Anglików, a inne nacje zdają się ginąć w lokalnym kolorycie jak plankton. Polaka nikt chyba się nie spodziewał - byłem więc brany za Niemca.

Sami Francuzi czy Baskowie (poza lokalnymi festynami, mieszkańcy V Republiki zdają się tworzyć po prostu jeden naród polityczny) wydawali się bardzo amerykańscy: z większością dogadywałem się po angielsku, choć jak zawsze słyszałem, w ich kraju to wielka rzadkość. Przy restauracyjnych stolikach, w co drugiej francuskiej grupce przyjaciół zawsze parę osób było innego koloru skóry - razem jedli i się śmiali, zintegrowani i weseli jak londyńska klasa średnia, a przy tym francuscy (czy republikańscy) jak Louis de Funes. To prawdopodobnie rzecz nie do wyobrażenia dla uczonych polskich publicystów, mówiących z morowymi minami w naszych telewizjach, że "przecież nikt z nas nie chce, aby z napływem imigrantów w Polsce stało się to, co we Francji!".

Anglet, Francja, fot. anglet-tourisme.comAnglet, Francja, fot. anglet-tourisme.com

Zagadnąłem nawet w Biarritz jedną z osób, na oko arabskiego pochodzenia, gdzie się u licha podziali ich słynni fundamentaliści. - Ach, oni są! Izolują się na swoich osiedlach, nic poza telewizją satelitarną ich nie interesuje... - mówił. A gdzie te osiedla? - No, Marsylia... i Paryż, oczywiście... - bo, jak zrozumiałem, większość zła znanego z telewizji kryje się w znienawidzonej stolicy. A w Pays basque? "U nas nic nie było". Tu jest Kalifornia.

Biarritz, Francja, fot. mkaBiarritz, Francja, fot. mka

Biarritz: mekka surferów Biarritz: mekka surferów Biarritz, fot. mka

Biarritz: mekka surferów

Najsławniejszy nadmorski kurort na francuskim wybrzeżu Zatoki Biskajskiej to Biarritz. Znajdziesz tutaj high life - pełno klubów, najlepszych hoteli, kasyno, a na niektórych gości czeka nawet piękna cerkiew.

To kurort w starym stylu, zwrócony twarzą do oceanu - perełka francuskiej La Belle Époque z wieloma jakby cudownie rozmnożonymi metodą "kopiuj wklej", sopockimi grand hotelami. Najwspanialszy z nich to ogromny Hotel du Palais - wybudowany w połowie XIX w. jako letni domek dla cesarzowej Eugenii. W ślad za cesarską parą, nad Zatokę Biskajską szybko zaczęła przybywać na wakacje paryska śmietanka.

W centrum miasta zachowało się z tamtych czasów do dziś wiele pięknych, wąskich uliczek. Nad morzem są też kamienne bulwary i romantyczne schodki, jakby zbudowane specjalnie dla leczących tutaj sto lat temu depresję, wielkich kompozytorów i pisarzy. Liczne wielkie hotele z późniejszych epok nadają miejscowości nieco bardziej eklektycznego i masowego charakteru. Na parterach bary i kawiarnie sąsiadują z butikami marek, które wciąż uważają się za drogie, by otwierać swoje sklepy w Polsce.

Ale w przeciwieństwie do Monte Carlo, w Biarritz nie peszy cię zbyt często widok starszych państwa w wulgarnie czerwonych ferrari. Tutejszy blichtr jest umiarkowany i popychany jakby siłą dawnego rozpędu. Po zmroku miasto należy do grupek pijanej młodzieży, wylewającej się z licznych klubów i chwiejącej się potem na przystankach autobusowych. Ich głosy roznoszą się echem w pustych, bocznych uliczkach. Tak jak w Polsce, umorusani kloszardzi z psami proszą ich o papierosy. Młodzież z różnych krajów wysiaduje też na (akurat w tym miejscu przyciasnej) plaży w centrum miasta, słuchając z iPhone'ów drumm'n'bassu, śmiejąc się i siorbiąc piwo.

Biarritz, Francja, fot. mkaBiarritz, Francja, fot. mka

Anglet, Francja, fot. bayonne-tourisme.com Anglet, Francja, fot. bayonne-tourisme.com Anglet, Francja, fot. bayonne-tourisme.com

Anglet: idealna pocztówka z wakacji

Anglet tworzy dziś z Biarritz właściwie jedno miasto. Z centrum jednego do drugiego jest niespełna godzinka nadmorskiego spaceru, a widząc Biarritz by night, w zasadzie możesz się ucieszyć, że wracasz spać na jego ciche przedmieście.

- Wybrałeś na wakacje Anglet? To nadmorska masówka - śmiał się znajomy Francuz, gdy mu opowiadałem o wakacyjnych planach. Bo widocznie jego czuli na własnym punkcie koledzy tagowali się na FB zawsze w Biarritz, mimo że wynajmowali cichcem tańszy apartament obok, w Anglet. Do mnie jednak informacja, gdzie bardziej wypada się zatrzymać dotarła już po rezerwacji mieszkania z widokiem na morze. Zapłaciłem cenę, która przy podobnym standardzie i nad polskim Bałtykiem byłoby niezłą okazją. Muszę tu jednak wspomnieć, że Francja to ogólnie kraj, który dla kieszeni turysty lekkim nie jest. Ale możesz tego zbytnio nie odczuć, jeśli trafisz na okazje (o ile poświęcisz trochę czasu na googlowanie, niestety najlepiej ze słownikiem polsko-francuskim pod ręką).

W Anglet jest też pole golfowe i pełno szkółek dla surferów. A jeśli chodzi o nadmorską masówkę, w życiu nie czułem się tak dobrze w punkcie zbiorowego opalania się. Jest dużo turystów, rodziny z dziećmi, parkingi przy plaży, ale nikt na siebie nie wpada, nikomu nie przeszkadza i nie krzyczy - w sensie włosko-hiszpańskim. Stąd moje wcześniejsze skojarzenie ze stanami z sunbelt w USA - panuje klimat południowy, ale i kultura północy. Na promenadzie nie widać karków, występujących tak tłumnie na obszarze od Europy Wschodniej do Beneluksu. Nie ma ani dresiar, ani hipsterów, ani macho man znad Morza Śródziemnego. Jedyną subkulturą są może surferzy, choć i oni wydają się być głównie zajęci pływaniem na deskach. W Anglet w zasadzie w ogóle nie zwracasz na ludzi uwagi, a gdy sobie już o nich przypomnisz, zastanawiasz się, w jaki sposób wszyscy wokół potrafią być tak normalni.

W tej miejscowości, poza polem golfowym, można też znaleźć największe plaże. Nie mają tych naturalnych, "romantycznych" skał - falochronów, jak w Biarritz, dlatego rzucają ludźmi na kilka metrów ? niestety tam, gdzie są największe, trzeba kąpać się w kupie, pod okiem ratowników. Jeśli spróbujesz złamać zakaz, francuskim ratowniczkom nie uciekniesz.

Anglet, Francja, fot. mkaAnglet, Francja, fot. mka

Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.com

Bajonna: dla tych, co jarają się historią

Bajonna to kolejne miasto naszej baskijskiej aglomeracji, wysunięte z całej trójki najbardziej na północ. Jest też najstarsze - założyli ją w III w. n. e. starożytni Rzymianie. Zajdziesz tu w pigułce wszystko, co najfajniejsze w starych francuskich miasteczkach: wielką, gotycką katedrę, zamek, cytadelę i zwartą zabudowę w historycznym centrum. A czerwone flagi i pomalowane w tym samym kolorze okiennice domów przypominają ci zarazem, że jesteś w jednym z najważniejszych, historycznych bastionów Basków.

Eksplozja lokalnego patriotyzmu następuje w Bajonnie każdego roku, w ostatni dzień lipca, kiedy organizuje się tu huczne Les Fetes de Bayonne. W czasie festiwalu ulice miasta wypełnia ocean ludzi ubranych w białe bluzki i owiniętych wokół szyi czerwonymi chustami. Punktem kulminacyjnym imprezy jest gonitwa z bykami.

Bajonna, FrancjaBajonna, Francja, fot. Roi Léon / fetes.bayonne.fr

W spokojniejszych okresach warto wpaść do Bajonny, aby posnuć się godzinami wśród średniowiecznych zabytków, a także kawiarni i sklepików w stylu retro. Wieczorem ulice zapełniają się jeszcze bardziej stolikami. Króluje piwo i lokalne tapasy. Tak jak w innych regionach Francji, do alkoholu można zamówić m.in. deskę pełną szynki i lokalnych serów. Szynka obowiązkowo musi być hiszpańska, bo francuscy klienci to ludzie bez kompleksów, którzy nie odmawiają sobie najlepszych, ludzkich przyjemności.

Kraj Basków: jedzenie Kraj Basków: jedzenie fot. fetes.bayonne.fr

Kraj Basków: jeszcze o jedzeniu

Nad oceanem w Pays basque każdy znajdzie knajpę w swoim guście. W niedrogich barach trzeba koniecznie spróbować miejscowych gatunków biere blanche i naleśników z likierem lub karmelem.

Nie widziałem fast foodów. Za to - przynajmniej w Anglet - wszystko, co lubi polski czy amerykański żołądek, dało się kupić w otwartym do późna markecie. Zwykle jest jeden market w miasteczku, bo Francuzi na żadnym etapie swojej historii nie zafundowali sobie plagi biedronek, jak Polacy. Za to mają na przedmieściach wielkie, "amerykańskie" super malle, które w Polsce aż tak bardzo się nie przyjęły, ale na wyprawę do tych ostatnich na urlopie raczej trudno znaleźć czas i ochotę.

Bajonna, Francja, fot. bayonne-tourisme.comNad brzegami rzeki w centrum 40-tysięcznej Bajonny można znaleźć dziesiątki knajp, barów i restauracji, Francja, fot. bayonne-tourisme.com

Tu ciekawostka: Francuzi i Baskowie - jako narody temperamentem znacznie bardziej podobne do Polaków niż mi się wcześniej wydawało - też lubią chwiejnym krokiem spieszyć pięć minut przed zamknięciem do marketu po alkohol. Kupują oczywiście wino, ale przeciw wszelkim konwenansom, wielu z nich na moich oczach wybierało najchętniej schłodzone, alzackie rieslingi.

W Anglet, gdy oddalisz się od plaży i dotrzesz do centrum willowego miasteczka, znajdziesz też restauracje dla lokalsów. Nie ma tam mowy o legendarnej, niemiłej francuskiej obsłudze - tą (gdy nie znasz francuskiego) uświadczysz być może tylko w dzielnicy łacińskiej Paryża i to w tego typu kawiarniach, nad którymi wisi amerykańska flaga.

Danie główne w Kraju Basków to solidny kawał mięsa z bukietem sałat, ale najlepsze są przekąski między posiłkami, fot. fetes.bayonne.frDanie główne w Kraju Basków to solidny kawał mięsa z bukietem sałat, ale najlepsze są przekąski między posiłkami, fot. fetes.bayonne.fr

W normalnej restautacji w Anglet kelnerzy zwykle nie noszą uniformów i z tobą rozmawiają, jakbyś wpadł do sąsiadów na grilla. Wychodzi też do ciebie szef kuchni, aby spytać, czy wszystko w porządku. I nie ważne jest, w jakim odpowiesz mu języku. Później ten sam kucharz dosiada się na dłuższą chwilę do wszystkich stolików stałych bywalców.

Słynnego francuskiego królika w Kraju Basków nie dostaniesz, bo jesteś ponad 700 km od Paryża. Na temat les fruits de mer się nie wypowiem. Za to wszystko inne, czego próbowałem, było nadzwyczaj dobre, nawet jeśli nie każdy towar równie łatwo trzymał się widelca. Baskowie, podobnie jak Hiszpanie, zdają się lubić mięso, które naprawdę wygląda jak mięso - martwe zwierze, z którego włókien, kości i skóry trudno cokolwiek wykroić. Ale gdy już udało mi się odzyskać z talerza cokolwiek podobnego do małego skrawka polskiego schabowego, zdawałem sobie sprawę, że żuję kawałek najlepiej przyprawionego i przyrządzonego, martwego stwora w swoim życiu. Oczywiście były też potrawy które wsuwałem w całości - być może umieszczone w karcie z myślą o dzieciach.

TGV Francja TGV Francja fot. ostill / shutterstock.com

Jak dotrzeć do Pays basque

Bezpośredniego lotu z Polski do regionu Pyrénées-Atlantiques, czyli nadmorskiej części francuskiego Kraju Basków niestety nie znajdziesz. Poza opcją Air France z przesiadką, możesz wybrać tańszego Ryanaira, który lata z lotniska w Biarritz do Dublina, Brukseli i portów lotniczych London Stansted oraz Stockholm Skvasta.

Po drodze do Pays basque, możesz zaliczyć we Francji sporo fajnych atrakcji, dlatego nie jest wcale złą opcją podróż pociągiem z Paryża czy pięknego i oddalonego o 200 km Bordeaux (niestety zgodnie z dzisiejszym rozkładem ?tanich linii?, również do tego ostatniego miasta trzeba dziś lecieć z przesiadką).

Szybki pociąg TGV z Paryża zabierze cię do Biarritz w ciągu 4,5 h za jedyne 95 euro. Oczywiście można kilka miesięcy przed wakacjami szukać w internecie promocji. Możesz też, tak jak ja zrobiłem, pojechać o połowę tańszym, zwykłym intercity z przesiadką w Bordeaux. Ale jeśli nie chcesz po drodze robić sobie zdjęcia pod wierzą Eifell'a, a następnego dnia np. jeść słynnej kaczki z frytkami w cieniu katedry w Bordeaux, może najlepiej wybierz najwygodniejszy dla siebie lot z przesiadką na stronie Ryanaira prosto do Biarritz.

Gdy wybierasz się do Baskonii z grupką przyjaciół, w 4 czy 5 osób, niegłupim pomysłem będzie eurotrip samochodem - najlepiej z jednym czy dwoma noclegami po drodze. Trasa przez Berlin, Brukselę i Paryż to około 2400 km. Przez Wiedeń, Wenecję i Cannes - wychodzi ponad 2700 km. Podobne możliwości można mnożyć, lecz lepiej za długo się nad tym nie zastanawiaj, bo jeszcze zdecydujesz się rzucić pracę, sprzedać dom i zamieszkać w kameprze.

Trasa z Warszawy do Biarritzfot. Google Maps

Jeśli jedziesz do Biarritz większą grupą, aby surfować na najlepszych falach w Europie, rozważcie zabranie busem własnych desek - wypożyczenie na miejscu jednej na 4 godziny to koszt 18 euro. Dla ciekawskich: wypożyczenie kombinezonu to kolejne 12 euro, półtorej godziny w miejscowej szkółce lekcji surfingu w grupie kosztuje 35 euro, a za podobny kurs indywidualny trzeba zapłacić od 65 do 80 euro. Ja odpuściłem. I bez tego w czasie wyjazdu trochę zbankrutowałem - ale wpaść do Basków nad ocean było warto.

Więcej o:
Komentarze (26)
Czas się zakochać we francuskim Kraju Basków
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Anka Szydłowska

    Oceniono 17 razy -13

    Po zdjęciach widać, że to faktycznie świetne miejsce. Byłam we Francji, pracowałam przy produkcji warzyw. Nie miałam za dużo czasu na zwiedzanie... Od kilku lat wyjeżdżam do Niemczech, jednak tutaj można więcej zarobić. Zawsze wyjeżdżam dzięki agencji MGsolutions. Świetna agencja, polecam gdyby ktoś szukał pracy za granicą.

  • antek59

    Oceniono 36 razy -12

    Polaków tam nie ma. Jest za to dużo hakonosów z dużymi uszami- podobno "polskiego pochodzenia"

  • ariadna100

    Oceniono 53 razy -9

    Polaków może nie ma, ale pełno islamistów czyhających na zasiłki już pewnie jest.

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 45 razy -1

    Gdyby tam byli, już by się pojawiły komentarze, że trzeba chronić ten zakątek przed islamizacją.

  • u-204

    Oceniono 32 razy 0

    Nie ma jeszcze Polaków...ale już wkróte będą tam ciapaci...

  • jackreacher

    Oceniono 21 razy 1

    Tam tez kiedys beda mieli przyjemnosc goscic tzw "uchodzcow"

  • kali555

    Oceniono 20 razy 4

    Serbia, Albania, Macedonia.
    Cudowne kraje do łazikowania. Brak Polaków.
    Jak to Stasiuk powiedział - "zachód"? a po chu.. tam jechać?

  • Ku Ba

    Oceniono 41 razy 5

    Polaków nie chcecie spotykać za to z uchodźcami z Syrii to byście chcieli plażować. To Czerska w końcu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX